Wpisy z tagiem: Real Madryt FC Barcelona

niedziela, 06 maja 2018

El Clasico, Barcelona - Real Madryt

Niepojęte, że oni się aż tak żołądkują. To miało być El Clásico stosunkowo letnie, niczego już nie rozstrzygało, mogli pokopać dla czystej frajdy – a kiedy zaczęli się ciąć w końcówce pierwszej połowy, pomyślałem, że Barcelona nie przystąpiła do gry natchniona zdobyciem mistrzostwa Hiszpanii, lecz sfrustrowana klęską w Champions League, a Realu Madryt nie niosła euforia po kolejnym awansie do finału Champions League, lecz frustracja po utracie panowania w Hiszpanii. Gdybym ja sędziował, rozdałbym z 17 czerwonych kartek.

Ale wydarzeniem wieczoru jest to, że Barcelona pozostała drużyną bez skazy. Pozostała niepokonana pomimo gry w osłabieniu w drugiej połowie i wkrótce pokłonimy się jej jako jedynemu niepokonanemu mistrzowi ligi hiszpańskiej od 1932 roku – ale wtedy rozgrywki składały się z ledwie 10 drużyn. I ładnie podsumowała sezon perfekcyjny, zaplamiony jednym jedynym wieczorem, w którym się zagapiła. Byłoby aż dziwne, gdyby Romy nie zlekceważyła, choćby podświadomie – piłkarze mogą sobie prawić komunały o szacunku dla przeciwniku, ale w głębi duszy czują, że są lepsi. Zwłaszcza wtedy, gdy są bezdyskusyjnie lepsi. Jak Barcelona od trzeciej/czwartej drużyny ligi włoskiej, którą u siebie pokonała 4:1.

Ja nigdy nie zaakceptuję innego wyjaśnienia wydarzeń z tamtego wieczoru niż ten, że Katalończycy się zagapili. Nigdy. Ta Barcelona jest zbyt świetna, by uwierzyć, że przegrywa z Romą.

I ma za sobą rok fenomenalny. Zwłaszcza w stosunku do oczekiwań, przecież latem skazywaliśmy ją na nieuniknione zsuwanie się w przepaść. Zamiast przegrywać, rozwalała wszystkich jak chciała. 1:0 z Atlético. 3:0 z Juventusem. 3:0 – na Santiago Bernabeu! – z Realem Madryt. 3:0 z Chelsea. Wyjazdowe 2:0 z rewelacyjną, czwartą w tabeli Valencią. Wyjazdowe 5:0 z piątym Betisem. Czy oni w ogóle tracili jakieś gole?! Uprawiała Barcelona futbol pragmatyczny, długo obracała na ruszcie rywali, zanim ich zagryzła, ale kontrolowała sytuację zawsze. Gdyby tylko Katalończycy nie zagapili się w Rzymie, gdyby nie to przeklęte, niewytłumaczalne 0:3 z drużyną słabszą niż wiele innych, które Barcelona stłamsiła. Przypomnijcie sobie, co zrobiła kilka dni później w finale Copa del Rey – Sevilla miała z nimi tyle szans na przetrwanie, co z tornadem, mogła co najwyżej ograniczać zniszczenia. W 69. minucie obrywała 0:5, a mogła obrywać 0:10, poszczęściło jej się. Jeszcze raz: gdyby tę furię Barcelona przywiozła do stolicy Włoch...

Sezon doskonały. Prawie doskonały. Niedoskonała doskonałość. Żyjemy w epoce El Clásico, to nienormalne, że nie delektowaliśmy się nim w finale Ligi Mistrzów.

Archiwum
Tagi