Wpisy z tagiem: język piłki nożnej

sobota, 05 grudnia 2015

Ćwierknąłem już na Twitterze, ale chyba muszę wstukać kilka zdań również tutaj, jakoś mnie ta sprawa uwiera.

Kiedy byłem bardzo młodym dziennikarzem, pewien starszy redaktor – może to był Zdzisław Ambroziak, ale pewności nie mam – zwrócił mi uwagę, żebym w pisaniu o sporcie ograniczył lub wręcz unikał odwoływania się do metaforyki wojennej. Bo sport to zabawa i nie powinien budzić skojarzeń z ludzkimi tragediami. A jeśli nie przekonuje mnie argument etyczny, przekonywał mnie ów bardziej doświadczony kolega, to niech mnie przekona estetyczny, w końcu skojarzenia z polem bitwy to środek wyrazu najbanalniejszy z możliwych.

Na zawsze zostały mi te rady w pamięci i wpłynęły na mój język, choć nigdy całkiem się do nich nie zastosowałem. Pisałem o „nalotach dywanowych” rzadziej, ale mimo wszystko pisałem, prędko doszedłem bowiem do niezbyt kontrowersyjnego wniosku, że kojarzymy piłkę nożną nie tyle z zabijaniem jako takim, lecz z ogólniejszą batalistyką. Że mecz naprawdę przypomina bitwę; że skoro na bramkę się „strzela”, to trudno uciec od „bombardowania”; że niektóre drużyny walczą jak żołnierze, wspomnijmy choćby podwładnych Diego Simeone, toż to wykapane psy wojny.

Odkąd jednak po internetach rozpleniło się nazywanie efektownego, wysokiego zwycięstwa „gwałtem”, i ja przeszedłem na pozycje nadwrażliwca. Nie wiem, czy rosnącej popularności tego określenia winna jest temu kultura porno – bezdyskusyjnie najpopularniejszego gatunku filmowego na świecie – czy ogólne zwyrodnienie języka, w każdym razie odbieram tę metaforę jako najobrzydliwszą wśród wszystkich piłkarskich. I nie ma tu mowy o „gwałcie” w rozumieniu „przemocy”. Porównanie przyszło z innych języków, w których nie ma wątpliwości („rape”), w dodatku nierzadko zostaje rozbudowane do „gwałtu zbiorowego”, pojedynczy najwyraźniej przestaje już wystarczać.

Nie mam pojęcia, jak spektakularny futbolowy popis może wywoływać skojarzenia ze zbrodnią - aż strach pomyśleć, że mogą się na nie natknąć prawdziwe ofiary - zresztą sądzę, że mnóstwo kibiców powtarza metaforę bezrefleksyjnie. I nawet nie zauważają, jak tępią własną wrażliwość i jak zohydzają język rozmawiania o sporcie. To dla tych nielicznych niniejsza notka – zdaję sobie sprawę, że naiwna.

Archiwum
Tagi