Wpisy z tagiem: rzut karny

środa, 28 listopada 2012

Liga Mistrzów, rzut karny, Premier League, ekstraklasa

Wstrzymam się jeszcze ze stawianiem dramatycznych tez, że piłkarze delikatnieją, że ich jaja są już jak bańki mydlane, a zaraz całkiem znikną, ale o osobliwym trendzie wypada powiedzieć, zanim zrobi się za późno (na pichcenie leczniczej mikstury). Oto liczni wrogowie Manchesteru United zanoszą się rechotem po seryjnie marnowanych przez drużynę z Old Trafford rzutach karnych, nic dziwnego, korowód patałachów złożony z Wayne’a Rooneya, Robina van Persiego, Javiera Hernandeza i Naniego wygląda doprawdy przezabawnie, a jeśli wspomnieć jeszcze pudła z wakacyjnego sparingu z Barceloną, to okaże się, że „Czerwone Diabły” zamieniły na gole ledwie trzy z ostatnich dziesięciu jedenastek. Uciechę mają też nieliczni wrogowie Polonii Warszawa, choć ci poprzestają raczej na kpiącym półuśmieszku - stereotypowo kojarzą naszych ligowców z wyczynowymi niedorajdami, zatem nieudany czteropak podpisany przez Brzyskiego, Dwaliszwilego, Wszołka i Teodorczyka tylko utrwala ich wizję świata. Dławimy się do rozpuku, a przecież choroba krzywokopania nie rozłożyła pojedynczych graczy, mamy do czynienia z epidemią, rozszerzającą się do tego stopnia międzynarodowo, że morderczym rzeczownikiem „pandemonium” nie epatuję jedynie z obawy przed wywołaniem paniki.

Kiedy w poniedziałek podchodził do leżącej na wapnie piłki Irek Jeleń, to zwyczajnie wiedziałem, że mi Podbeskidzia w meczu z Lechem nie uratuje, zdaję sobie sprawę, co się dzieje na sławniejszych stadionach, zauważyłem, że coraz trudniej załapać się na zobaczenie karnego rozumianego jako wykonanie wyroku. Zaczęło wiać w oczy strzelcom wiosną, jesienią wichura się wzmogła. Spoglądam na dane z angielskiej Premier League - w bieżącym sezonie zmarnowali tam 26 proc. jedenastek, a w minionym aż 28 proc., choć we wcześniejszych ten wskaźnik chybotał wokół skromnych 20 proc. Badam sytuację w naszej tzw. ekstraklasie i wyskakują mi przed oczy liczby wstrząsające, to już modelowy zapis rozszerzania się zarazy - oto w sezonie 2009/2010 nadwiślańscy kopacze spartolili 20, w kolejnym 23, w minionym 25., a w obecnym niewyobrażalne 36 proc. rzutów karnych! Nie, nie walnąłem byka, kop z jedenastu metrów przestał być skuteczny jak gilotyna, coraz częściej podchodzi doń ofiara, a nie kat.

Że nadeszł czas niezwykły, poczułem we wrześniu, kiedy startowały Liga Mistrzów oraz Liga Europejska. We wtorkowy wieczór karne zmarnowały Borussia Dortmund i Schalke Gelsenkirchen. W środowy - Bayern Monachium. W czwartkowy - Borussia Mönchengladbach. Nawaliły WSZYSTKIE drużyny z Niemiec, kraju egzekutorów wręcz legendarnie bezlitosnych. Jeśli nie oni, to kto!? Majowie się nie mylili, koniec świata dzieje się już?

Jeszcze bardziej traumatyczną jesień przeżywają snajperzy w Serie A. Tam ślepakami strzelało aż 38 proc. piłkarzy, którzy odpalali w tym sezonie z jedenastu metrów. A był moment, w którym zmarnowanych karnych było więcej (12) niż wykorzystanych (11). Włosi spiskowe teorie snują pasjami, jeszcze kilka pudeł, a dopatrzą się rozpylanej nad polami karnymi sztucznej mgły, zapamiętajcie moje słowa, społeczne konsekwencje wszechogarniającej snajperskiej indolencji mogą okazać się zabójczo nieodwracalne, gdzieś strzelać trzeba, jak ludzie nie postrzelają albo nie pooglądają strzelania na boisku, to nie wiemy, czy nie spróbują na ulicy.

Zanim dokończę przegląd statystyk, uniżenie i serio apeluję, żebyście ich zbyt intensywnie nie nagłaśniali. Przystąpiłem do spisywania niniejszej notki z duszą na ramieniu, rozdarty między poczuciem obowiązku bicia na alarm a lękiem przed spotęgowaniem problemu. Umiejętne kopnięcie z rzutu karnego wymaga oczywiście techniki strzału, ale nade wszystko zależy od psychiki - bramkarz może zostać bohaterem, jego rywal może zostać ostatnią melepetą albo co najwyżej odbębnić formalność. Piłkarze zatem najwyraźniej psychicznie zmiękli, a skoro im się duszyczki poroztapiały, to uświadomieniem im, że rzuty karne ze wspaniałej okazji niepostrzeżenie przeobraziły się w śmiertelne niebezpieczeństwo, ryzykujemy dalsze spustoszenia w ich niespokojnych głowach. Zwyczajnie się obawiam, że zaczną podchodzić do karnych jak skazańcy, spróbują ich unikać, będą grali coraz bardziej sparaliżowani, może przytłoczeni wręcz zapomną o udawaniu, że zostali sfaulowani, stracą przyjemność z gry, najwrażliwszych dopadnie depresja, zaniedbają kupowanie nowych samochodzików i innych dóbr luksusowych, recesja jeszcze się pogłębi, wszyscy przejdziemy na dietę grecką. Powtarzam: skutki mogą okazać się zabójczo nieodwracalne.

Próbowałem jeszcze odwołać się do najwyższej instancji. Niestety, zamiast złagodzenia wyroku dostałem brutalne potwierdzenie, że przypadłość nie oszczędziła nawet najwybitniejszych. W sezonie 2008/2009 uczestnicy Ligi Mistrzów zmarnowali 11 proc. rzutów karnych. W trzech następnych współczynnik oscylował wokół 20 proc. W bieżącym wzrósł do szokujących 35 proc. Jesienne granie jeszcze trwa, tymczasem piłkarze zepsuli już tyle karnych, ile w całej poprzedniej edycji Champions League.

Archiwum
Tagi