Wpisy z tagiem: fifa

wtorek, 10 stycznia 2017

Mundial 2026

W ogólnym poruszeniu spowodowanym dzisiejszą decyzją FIFA, żeby na mundial zapraszać 48 drużyn, przeszkadza mi ostentacyjne przemilczanie losu pozostałych 163 reprezentacji narodowych zhierarchizowanych w światowym rankingu. Owszem, panujący dla naszego wspólnego dobra działacze wykonali ruch bezprecedensowy, prawdopodobnie rekordowy w dziejach sportów zespołowych – nie znam gry, która przygarniałaby na najważniejsze mistrzostwo aż tylu uczestników. Wciąż pozostało jednak wiele do zrobienia.

Pomyślcie, jak pokrzywdzeni poczują się ci, którzy nie awansują, skoro awansowali prawie wszyscy. Pomyślcie o Chińczykach, przecież intensywnie inwestujących w futbol, którzy pomimo starań gramolą się na czworakach, gdzieś przy krańcu czołowej setki rankingu FIFA. Dzisiaj tamtejsi piłkarze oberwali 0:2 od rezerw kadry islandzkiej, a poprzednio wydusili z siebie 0:0 z Katarem, 0:2 z Uzbekistanem, 0:1 z Syrią, 0:0 z Iranem, 2:3 z Koreą Południową, 0:1 z Kazachstanem... Już słyszę głosy ze zjazdu Komunistycznej Partii Chin w 2026 roku, że „dotąd, gdy mundial był mały, brak przedstawicieli naszego narodu, był wstydem, teraz, gdy mundial zrobił się ogromny, brak przedstawicieli naszego narodu jest hańbą”. Nie potrzeba tu wyjątkowej empatii, żeby pojąć, jaki grozi im hejt za zniesławienie rodaków, których masę mierzy się w miliardach głów.

Ale generalnie piłce nożnej należy składać raczej hołdy. Niewiele znajdziemy grup interesów, której przywódcy z porównywalnym zapałem, rozmachem i skutecznością zabiegają, żeby ludziom było lepiej. I to bez względu na ich pochodzenie, wyznanie, rasę czy ustrój polityczny. Futbolowi przywódcy konsekwentnie zmierzają w trzech kierunkach – wszystko powiększają; wszystko, co było nieważne, jak mecze towarzyskie, zmieniają na ważne, żebyśmy emocji przeżywali jeszcze więcej; znoszą wszelkie granice.

Dlatego mistrzostwa Europy rozdmuchali do 24 zespołów, a niebawem rozciągną je do 32.

Dlatego zlikwidują nudne sparingi i zastąpią je ciekawym Pucharem Narodów – już nikt nigdy nie wymówi się od oglądania rodaków żachnięciem, że „grają towarzysko”.

Dlatego rozbrzmiewają pomysły (żyrowane przez samego Gianniego Infantino!), żeby kameralne, siedmiodrużynowe klubowe mistrzostwa świata rozszerzyć do kolubryny 32-drużynowej.

Dlatego mundial podarowują rzeczeni dobroczyńcy katarskiej kupie posypanego mamoną piasku, na której nie istnieją żadne piłkarskie tradycje.

Dlatego na naszym kontynencie przybywa ligowych meczów rozgrywanych w południe – niech Azjaci też zasiadają do transmisji przy wieczorze, jak my, dlaczego tylko oni mają zarywać noce, to byłoby samolubne, szkodliwe dla zdrowia naszych braci z Dalekiego Wschodu.

Dlatego Superpuchar Włoch rozgrywano już i w Pekinie, i w Nowym Jorku, i w emiratach arabskich.

Dlatego na ulepszonym, 48-zespołowym mundialu każdy remis zwieńczą rzuty karne – precz z rozciapcianym jak flaki z olejem 0:0, po których masz jedynie mdłości, wszak szczególnie wtedy kibicowi należy się dreszczowiec jedenastometrowych kopów.

Ktoś stęknie, że przecież Ligi Mistrzów nie powiększają, że na domiar podłego chcą ją zamknąć przed plebsem i wpuszczać tam wyłącznie najbogatszych. Zważcie jednak, że zarazem jedną stałą godzinę rozpoczęcia gier – 20.45 we wtorki i środy – zamierzają rozszczepić na dwie – 19 oraz 21 – co pozwoli nam pochłaniać jeszcze więcej transmisji na żywo, ba, w swej szczodrości decydenci pogrubią nam każdą porcję aż dwukrotnie. Tłuściutko! To jest ewidentny zysk, to się po prostu nam wszystkim kalkuluje. Żeby dotknąć ideału, brakuje już chyba tylko dzikich kart, czuli rozdawania zaproszeń bez eliminacji. Dla najbogatszych klubów i oczywiście – tu decydują już względy wybitnie humanitarne – dla Chińczyków.

Tagi: fifa
17:32, rafal.stec
Link Komentarze (71) »
niedziela, 14 lutego 2016

Sepp Blatter. Fot. B. Mathur, Reuters

Za dwa tygodnie wybory w FIFA, więc postanowiliśmy z Michałem Szadkowskim pożegnać byłego szefa światowego futbolu, już wykopanego Seppa Blattera. I oczywiście poszliśmy wypytać Michała Listkiewicza, jego naprawdę dobrego znajomego. Wyszło ciekawiej niż przypuszczaliśmy, z zeznań eksprezes PZPN wyłania się obraz człowieka kompletnie odklejonego w rzeczywistości, który naprawdę uważał się za męża stanu i naprawdę wierzył, że dochrapie się pokojowego Nobla (zdjęcie B. Mathura z Reutersa z obchodów 70. rocznicy założenia Indyjskiej Federacji Piłkarskiej). Wywiad do „Gazety Sport.pl Ekstra” przeczytacie tutaj.

Tagi: felieton fifa
21:53, rafal.stec
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 czerwca 2015

Twitter rozżarzył się jak podczas finału Ligi Mistrzów czy mundialu, ale tym razem nie podzielił się na wygranych i przegranych. Triumfują wszyscy, bo w sensacyjnej dymisji Seppa Blattera widzą zwycięstwo piłki nożnej.

Jako sekretarz generalny współrządził FIFA od 1981, a jako prezes od 1998, po piątkowej reelekcji miał utrzymać funkcję co najmniej do 2019 roku. Wydawał się nietykalny, a my skazani na jego dożywotnią władzę, bo choć afery korupcyjne wybuchały wokół niego notorycznie, to samego Szwajcara nikt za rękę nie złapał, a w krajach biednych i bardzo biednych cieszy się obłędną popularnością, gwarantującą miażdżącą większość głosów w wyborach. Dzisiaj przyjął jednak potężny cios, bo jego najbliższy współpracownik Jerome Valcke jest podejrzany o uczestnictwo w łapówkarskim procederze przy przyznawaniu RPA prawa do organizacji mundialu.

Czy Blatter zrezygnował, ponieważ wie, że ścigający działaczy śledczy przyjdą wkrótce również po niego? Albo – że w najbliższych dniach wśród jego podwładnych zdemaskowani zostaną kolejni przestępcy i nie będzie w stanie się dłużej bronić? Decyzję podjął dla siebie traumatyczną, bo FIFA była dla niego całym życiem – to pracoholik, który nawet w weekendy ruszał do biura o świcie – i wierzył, iż wypełnia ważną misję, zupełnie serio zabiegał o przyznanie mu Pokojowej Nagrody Nobla. Dlatego powinniśmy się spodziewać, że niebawem na kibicowskie głowy wyleje się jeszcze sporo szamba z półświatka działaczy. I wskutek działań wymiaru sprawiedliości, i przez opublikowanie pełnego raportu Michaela Garcii, amerykańskiego specjalisty od międzynarodowego terroryzmu, bezpieczeństwa narodowego i tropienia kryminalnych czynów białych kołnierzyków, którego FIFA uczyniła prokuratorem niezależnej komisji etycznej, a potem efekty jego pracy utajniła.

Pozostaje tylko pytanie, czy nowy prezes ten raport ujawni. Na razie nie wiemy nawet, kto nim zostanie – faworyci to Michel Platini i jordański książę Ali – a nie istnieją żadne przesłanki, by mieć pewność, że zmiana personalna przyniesie radykalną zmianę obyczajów. Pamiętajmy, że Blattera nie obaliło środowisko piłkarskie, lecz ludzie z zewnątrz, a wielu członkom FIFA obecny system odpowiada. Kiedy napisałem wyżej, że po ustąpieniu Szwajcara triumfowali „wszyscy”, to przesadziłem – triumfowali tylko kibice i komentatorzy z bogatego świata zachodniego.

Jaki stosunek do korupcyjnych skandali mają daleko od Warszawy czy Lozanny, zobaczyliśmy kilka dni temu w Port of Spain, stolicy Trynidadu i Tobago, gdy celę opuszczał – wpłacił 395 tys. dolarów kaucji, czeka go ekstradycja do USA – były wiceprezes FIFA Jack Warner, czyli recydywista umoczony w afery od lat. Pod aresztem czekał na niego tłum fanów (także przyjaciół polityków), którzy klaskali, śpiewali o jego wielkości, a następnie zorganizowali imprezę na jego cześć. Dla nich jest bohaterem narodowym, jednym z najsławniejszych Trynidadczyków na świecie. Wierzą, gdy mówi o neokolonialnym spisku wymierzonym w biedne kraje, i ze zrozumieniem kiwają głowami, gdy tłumaczy, że nie wstydzi się pobytu w więzieniu, bo za kratami siedzieli też Nelson Mandela i Mahatma Gandhi. Czy z tej atmosfery może wyłonić się ktoś, kto w FIFA będzie parł ku oczyszczeniu?

Niewykluczone nawet, że Blatter wcale nie zniknie z futbolu. Rosyjski parlamentarzysta Aleksandr Sidiakin napisał dziś na Twitterze, że „zawodowiec z takim doświadczeniem będzie mile widziany w rosyjskiej federacji” podczas przygotowań do mundialu w 2018 r.

Tagi: fifa
21:07, rafal.stec
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 01 czerwca 2015

By pojąć kuriozalność osławionej ordynacji wyborczej w FIFA, trzeba wymierzyć lunetę w wysepkę o ujmującej nazwie Montserrat, która nie należy do ONZ ani nawet nie jest samodzielnym państwem - to terytorium podległe Wlk. Brytanii - ale tzw. rodzina piłkarska traktuje ją jako pełnokrwistego krewnego, z siłą głosu równą głosowi Brazylii czy Niemiec. A żeby zrozumieć ducha FIFA, trzeba spojrzeć na 200-kilogramowe cielsko niejakiego Chucka Blazera. Mój felieton do poniedziałkowego magazynu „Gazeta Sport.pl Ekstra” przeczytacie tutaj.

sobota, 30 maja 2015

Mimo aresztowań i oskarżeń o łapówkarstwo tłumu jego współpracowników z FIFA Szwajcar Sepp Blatter utrzymał władzę w światowej piłce nożnej. Trzyma ją od 1998 r., a jeśli liczyć czas pełnienia funkcji sekretarza generalnego – od 1981 r. Prezesurę przejął przed 17 laty od Brazylijczyka João Havelange’a, który panował ćwierć wieku. Honorowym szefem pozostał nawet po udowodnieniu mu korupcji.

Ta tradycja wielkich organizacji sportowych przypomina bezkrwawe dyktatury. Światową siatkówką przez 24 lata rządził Ruben Acosta. Dopiero po jego dymisji zniesiono przepis uprawniający prezesa i jego współpracowników do 10-proc. prowizji od wszystkich kontraktów sponsorskich i telewizyjnych podpisywanych przez FIVB. Europejskiej siatkówce od 15 lat przewodzi André Meyer.

Ci prezesi pochodzą odpowiednio z Meksyku i Luksemburga, czyli krajów ze śladowymi siatkarskimi tradycjami. Ale to nieistotne – wybitny działacz sportowy ma być przede wszystkim uwodzicielskim populistą, zdolnym przekupić obietnicami wyborczy plankton. Władzę daje mu bowiem demokracja – przedstawiciel kraju zasłużonego dla dyscypliny dysponuje jednym głosem, podobnie jak przedstawiciel wysepki na Pacyfiku, której nie stać na zbudowanie boiska. Dlatego np. w FIFA można mieć przeciw sobie państwa, które wypracowują 95 proc. globalnego przychodu piłki nożnej, a mimo to wygrać wybory z miażdżącą przewagą.

Technologia zwyciężania jest prosta jak słupek bramki. Dzielimy się z biedotą wielomiliardowymi zyskami z imprez i rozdajemy tzw. fundusze rozwojowe, a potem nas nie obchodzi, kto je przytulił. Kupujemy dozgonną wdzięczność prezesów, którzy bez przelewów z centrali mieliby biurka w barakach bez prądu. Oni są doskonale obojętni na korupcyjne afery, to dla nich zwykły element krajobrazu.

Mundiale w 2018 i 2022 r. Rosjanie dostali za łapówki? Wielu działaczy zarzuca to samo RPA (2010) czy Niemcom (2006) oskarżonym właśnie przez szefa kongijskiego futbolu. Ba, gdyby wysondować ludzi obytych w kręgach piłkarskiej władzy, być może doszlibyśmy do wniosku, że od ostatnich „czystych” mistrzostw minął szmat czasu. Może odbyły się w 1986 r., gdy Meksyk, gospodarz awaryjny, zastąpił przygniecioną kryzysem Kolumbię.

Światowym hokejem Szwajcar René Fasel kieruje od 21 lat. Lekkoatletyką – od 16 lat Senegalczyk Lamine Diack, który zastąpił Primo Nebiolo trzymającego władzę przez 18 lat – do śmierci. Listę można ciągnąć, aż uświadomimy sobie jeszcze jedną regułę: otóż aż 45 międzynarodowych federacji, w tym niemal wszystkie najznaczniejsze, ulokowało siedziby w Szwajcarii. To miejsce idealne z powodu neutralności, stabilności, bezpieczeństwa, oświeconego, wielojęzycznego społeczeństwa czy ważnej dla oficjeli jakości życia, ale zwłaszcza ze względu na przyjazne podatki i prawo.

FIFA, MKOl i ich krewni to stowarzyszenia non profit. Nie muszą ujawniać żadnych dokumentów finansowych i nie podlegają większości szwajcarskich mechanizmów antyłapówkarskich. Jeśli działacze nie wciągną w korupcję urzędników państwowych, grozi im w najgorszym razie oskarżenie o „nieuczciwą konkurencję”. A jeśli zostaną skazani, mogą pójść na układ – zwracają pieniądze w zamian za uniknięcie kary czy wręcz zatajenie wyroku. Gdy wspomnianemu Havelange’owi i jego zięciowi Ricardo Teixeirze (rządził futbolem w Brazylii 23 lata) udowodniono wzięcie kilkudziesięciu milionów dolarów łapówek od marketingowej agencji ISL, tamtejsze gazety dwa lata walczyły w sądzie o zezwolenie na ujawnienie ich nazwisk ze względu na ważny interes publiczny.

Wyrozumiałość opłaca się Szwajcarii. Według lozańskich naukowców międzynarodowe federacje przyciągają 32 tys. podróży służbowych rocznie i zasilają krajową gospodarkę 1,07 mld franków rocznie. Jedyna nadzieja w narastającej na szczytach polityki debacie na temat szkód, jakie skandale wokół sportu wyrządzają wizerunkowi kraju. Czy Szwajcarzy wyliczą, że straty przewyższają zyski?

10:27, rafal.stec
Link Komentarze (9) »
niedziela, 17 maja 2015

„Fantastyczny sezon Barcelony. Wspaniały sezon Realu. Doskonały sezon Atletico. Znakomity sezon Valencii. Świetny sezon Sevilli” – tak podsumowałem dziś na Twitterze kończącą się ligę hiszpańską. Ale zdaję sobie sprawę, że to recenzja dla wielu czytelników niezrozumiała, dlatego wcześniej spisałem felieton do poniedziałkowej „Gazety Sport.pl Ekstra”, który przeczytacie tutaj.

W tym samym wydaniu przeczytacie obszerny wywiad ze Zbigniewem Bońkiem, z którego wyjmowaliśmy już zdania dotyczące mundialu w Rosji („to katastrofalny błąd” ). Prezes PZPN mi i Michałowi Szadkowskiemu tłumaczy także, dlaczego Sepp Blatter będzie rządził FIFA do śmierci, krytykuje przyznanie MŚ w Katarze, zastanawia się nad zmianami w przepisach, opowiada o słodkim życiu międzynarodowego działacza piłkarskiego. Całą rozmowę znajdziecie tutaj.

sobota, 16 maja 2015

Drugi człon tytułu nie jest precyzyjnym cytatem z prezesa PZPN, bo precyzyjny by się u góry nie zmieścił (choć brzmi równie mocno). „Organizowanie mistrzostw świata w Rosji jest katastrofalnym błędem, bo to państwo, które prowadzi otwartą wojnę, które najechało inne państwo” – powiedział mi i Michałowi Szadkowskiemu Zbigniew Boniek.

Cały wywiad opublikujemy w poniedziałkowym magazynie „Gazeta Sport.pl Ekstra” – rozmawiamy o Seppie Blatterze, wyborach szefa światowej piłkim, słodkim życiu dygnitarza FIFA lub UEFA etc. –  do dzisiejszej GW wykroiliśmy tylko fragmenty poświęcone najbliższemu mundialowi. „Gdy w 2010 r. FIFA wybierała gospodarza MŚ, turniej w Rosji miał rację bytu, ale w obecnej sytuacji? Gdy trwa wojna z Ukrainą? W kontrakcie FIFA z Rosją powinien być zapis, że w razie wojny Komitet Wykonawczy może pozbawić organizacji turnieju. Albo pozwalający ją odebrać, jeśli kraj nie przestrzega Karty ONZ” – mówi nam Boniek. Tekst przeczytacie tutaj.

Żadna ze znanych futbolowych osobistości nie sprzeciwiła się dotąd tak kategorycznie - i publicznie - organizacji turnieju w 2018 u naszych wschodnich sąsiadów. Moim zdaniem będzie międzynarodowa chryja, co by mnie zresztą cieszyło, bo wnerwia mnie niemożebnie, że piłkarscy bonzowie uciekają gdzie pieprz rośnie od wszelkich spraw trudnych, tłumacząc się niechęcią do „wtrącania się w politykę”. Czy jednak czołgi to polityka? A może jednak lufy mają się do polityki tak, jak brutalny faul – taki na złamanie kariery – ma się do wyrafinowanej taktyki?

Ciąg dalszy nastąpi.

Tagi: fifa Mundial
08:15, rafal.stec
Link Komentarze (40) »
czwartek, 30 października 2014

United Passions, FIFA, Sepp Blatter

Gwiazdorsko obsadzony film o historii FIFA miał poprawić jej fatalną, zniszczoną przez afery korupcyjne reputację. Dlatego sama go sfinansowała, a prezes Sepp Blatter doglądał scenariusza. Niestety, nikt nie chce go oglądać.

FIFA musiała wyłożyć pieniądze, bo nikt inny nie wyrzuciłby 25 mln dol. na realizację pomysłu już w zaraniu absurdalnego – opowieści o działaczach sportowych. Do współudziału w produkcji „United Passions” („Unia namiętności”) udało się doprosić jeszcze jedynie kapitał z Azerbejdżanu, oskarżanego o łamanie praw człowieka reżimu, który usiłuje upiększać swój wizerunek poprzez piłkę nożną. Płaci za reklamę na koszulkach Atletico Madryt, współpracuje biznesowo z Manchesterem Utd.

FIFA musiała zapłacić także po to, by na ekranie jej prezes ujrzał w sobie – i w całej organizacji – samo dobro. Jak wiadomo, mainstreamowe media z całego świata widzą w niej raczej samo zło. Kiedy działacze wybierają gospodarza swojej sztandarowej imprezy – mundialu – to mają głosować wyłącznie pod wpływem wyłudzonych łapówek. Kiedy już gospodarza wybiorą, to mają wymuszać na nim ustępstwa, które sprawią, że na turnieju nie zarabia nikt poza FIFA. A kiedy Sepp Blatter odezwie się publicznie, to komentatorzy albo płoną z oburzenia, albo szydzą. W oczach opinii publicznej futbolem rządzi mafia.

Reżyser Frédéric Auburtin daje temu odpór, choć sam utrzymuje, że próbował „być sprytny” i przemycić „sceny ironiczne”. Chciał ponoć stworzyć dzieło znajdujące się w pół drogi między propagandowymi nazistowskimi dokumentami Leni Riefenstahl (wybitnymi formalnie) a demaskatorskimi filmami Michaela Moore’a.

Efekt jest kuriozalny, choć główne role przyjęli renomowani aktorzy. Blattera gra Tim Roth, znany m.in. z filmów Tarantino i Greenewaya; poprzedniego szefa FIFA Joao Havelange’a – Sam Neill, rozpoznawany ponad granicami od sukcesu „Fortepianu” Jane Campion; inicjatora zorganizowania mundialu – Gérard Depardieu, skompromitowany romansem z Putinem i przyjęciem rosyjskiego obywatelstwa dla ucieczki przed francuskimi podatkami. Auburtin próbuje nadać dramaturgię służbowym spotkaniom, kolacjom i negocjacjom działaczy – z takich scen składa się film - więc atakuje nas patetyczną muzyką, gdy np. zapada decyzja, że futbolowe federacje krajowe zrzeszą się w międzynarodową. Albo raczy mającymi szarpać emocje wzniosłymi dialogami, jak ten po przedstawionym jako rewolucyjny pomyśle Rimeta, by zorganizować MŚ: – Ten człowiek jest szalony. – Nie, on jest wizjonerem.

Wizjonerem jest także Blatter. Wizjonerem, a także zaangażowanym ideowcem, który marzy o naprawianiu świata. Grać mają wszyscy bez względu na kolor skóry. Ludzie potrzebują nadziei i dają im ją herosi w typie Pele-go. Futbol pociesza tych, których dotknęła tragedia. Blatter wzrusza się etiopskimi dziećmi kopiącymi piłkę w strojach Adidasa i gaszącymi pragnienie Coca-Colą – oto siła pozyskanych przez niego sponsorów! Blatter wypłaca pensje podwładnym z własnej kieszeni, gdy w kasie FIFA brakuje pieniędzy. Wreszcie Blatter ostrzega współpracowników, że nie będzie tolerował „najdrobniejszych naruszeń zasad etycznych”.

Świątobliwym działaczom FIFA przeciwstawieni są Anglicy, których prasa w realnym świecie najradykalniej krytykuje szefa światowej piłki. Jeśli pojawiają się na ekranie, to widz się wzdryga. Są albo wyniosłymi lordami – wulgarnymi, o Francuzach mówiącymi „cholerne żabojady” – którzy gardzą wszystkim, co się dzieje za kanałem La Manche, albo rasistami, którzy nie pojmują, jakim cudem Zulusi – „głupi” i „niezdyscyplinowani” jak wszyscy Afrykanie – mieliby umieć grać w piłkę, „subtelny sport wynaleziony przez białych”. Co koresponduje z niedawnymi słowami Blattera oskarżającego wyspiarzy o rasizm, gdy krytykowali oddanie Kataru organizacji MŚ w 2022 r. Film pomija zresztą dwie dekady rządów obu powojennych angielskich szefów FIFA ­– Arthura Drewry’ego i Stanleya Rousa.

„Guardian” pisał, że Blatter osobiście poprawiał scenariusz. Reżyser przyznaje tylko, że wielokrotnie konsultował ze Szwajcarem jego treść. A Tim Roth mówił w „Timesie”, że pytał, dlaczego nie ma w nim słowa o korupcji, i że potem grą aktorską starał się pewne rzeczy „zasugerować” – „na tyle, na ile się dało”. Natomiast FIFA reklamowała dzieło jako „próbę bezpośredniej komunikacji z fanami, by ci lepiej zrozumieli jej pracę”.

Kosztował ją ten hagiograficzny projekt tyle, ile wydaje rocznie na „Gol”, program wspierający rozwój futbolu w najbiedniejszym krajach. Zawiedli tylko dystrybutorzy i widzowie. Choć film miał premierę podczas festiwalu w Cannes, udało się go sprzedać tylko do kin w Rosji, Azerbejdżanie, Słowenii, Serbii, Szwajcarii, na Ukrainie i Węgrzech. Zarobił niespełna 200 tys. dol., czyli nie zwrócił się nawet w jednym procencie. Nawet całkiem darmowy zwiastun na YouTubie zebrał jedynie 173 tys. wyświetleń.

PS Specjalne podziękowania za pomoc w przygotowywaniu tekstu dla małego misia.

Tagi: fifa
20:19, rafal.stec
Link Komentarze (5) »
piątek, 05 października 2012

PZPN, FIFA

Na ćwierć chwili z ciekawostką wpadam, bo w trakcie wstukiwania felietonu do sobotniej „Gazety” o zbędności wyborów w PZPN zboczyłem na margines i zacząłem badać, czy Grzegorz Lato, który w zeszłym roku sromotnie poległ w wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA, wyróżnia się nieudacznictwem wśród innych polskich działaczy usiłujących wśliznąć się do futbolowych władz międzynarodowych. Niby od zawsze wiem, że naszych nigdzie nie chcą, ale nigdy nie sprawdzałem, do jakiego stopnia ich nie chcą.

Okazało się, że Polska jako dostarczyciel mózgów do kierowania piłką na dobrą sprawę nie istnieje. W całej historii UEFA zaledwie raz mieliśmy swojego przedstawiciela w wieloosobowym przecież Komitecie Wykonawczym - był nim Leszek Rylski, dziś 93-letni pezetpeenowskiej komisji ds. odznaczeń i zasobów archiwalnych.

Zlustrowałem też aktualny skład wszelkich zarządczych organów FIFA. Trochę to potrwało, lista ciągnie się przez 654 pozycje (nazwisk jest ciut mniej, niektórzy pełnią więcej niż jedną funkcję). Gdy wrzuciłem dane do Excela, okazało się, że najliczniej we władzach reprezentowane są USA (23 stanowiska), Niemcy (17), Brazylia i Hiszpania (po 16), Argentyna (15), Japonia i RPA (po 14), Anglia (13), a także Francja, Włochy oraz... Papua i Nowa Gwinea (12). Śladu po naszych nie ma ani w 26-osobowym Komitecie Wykonawczym, ani wśród szefów lub wiceszefów kilkudziesięciu pomniejszych komisji. Jedyne dwa znajome nazwiska na całej liście odnalazłem wśród szeregowych członków - zdetronizowanego w ojczyźnie Grzegorza Laty, z nieznanych powodów przygarniętego do komisji od stadionów i bezpieczeństwa, oraz Michała Listkiewicza należącego do komisji sędziowskiej.

Wędruję wzrokiem po tych niezmiernie ważnych gremiach i tak sobie myślę, że polscy piłkarze nigdy nie zdołają zagrać tak marnie, by w światowej hierarchii spaść na poziom polskich działaczy. Owszem, naszych trenerów też obcy dyskryminują - zamiast zapraszać do klubów Ligi Mistrzów lub Ligi Europejskiej, ciągają ich po różnych Arabiach Saudyjskich (jak przed chwilę Macieja Skorżę, przecież najbardziej utytułowanego ostatnio w tzw. ekstraklasie) - ale to osobistości PZPN dotyka odrzucenie totalne. Tym bardziej przykre, że z przyjemności bycia działaczem - bankiety, loże VIP, dalekie podróże etc - nasi czerpać lubią, przekonali nas o tym niejednokrotnie, trudno przypuszczać, by akurat za granicą kładli uszka po sobie i nawet nie próbowali zmieścić pomiędzy wielkimi bossami. Tymczasem więcej swoich ludzi do wspomnianych komisji FIFA wcisnęły m.in. Burundi, Namibia, Vanuatu czy Uganda (po 3), Kajmany, Wyspy Salomona czy Tajlandia (po 4), Cypr, Guam czy Jamajka, Boliwia i Sri Lanka (6), Malezja, Senegal (po 7), Gwatemala (8), Paragwaj (9) i Nowa Zelandia (11)...

czwartek, 17 listopada 2011

Kiedy otwierają usta, zamierają wszyscy poza najbardziej tchórzliwymi - ci odruchowo kulą się w sobie, co wiem z autopsji, bezwstydnie się przyznaję, że sam do należę tchórzliwych. Szef piłki światowej z szefem piłki polskiej jako oratorzy i myśliciele reprezentują tę samą, superciężką kategorię wagową, język mają ciężki jak beton, pojedynczą frazą umieją znokautować najodporniejszych na ciosy. Jeśli Grzegorz Lato zwala z nóg rzadziej, to tylko ze względu na posłuszne przyjęcie zalecanej przez doradców strategii knebla - dla swojego własnego dobra prezes PZPN w miarę możliwości milczy lub broni się uniwersalnym, nie znoszącym sprzeciwu Bez komentarza. Sepp Blatter paple bez ustanku i wczoraj znów dał czadu, przedstawiając w wywiadzie dla CNN swoją oryginalną koncepcję walki z rasizmem na boiskach.

Prezes PZPN i prezes FIFA zadali już tyle ciosów, że aż się prosi, by ich zderzyć i zorganizować pojedynek na szczycie. Oczywiście uczciwy, pezetpeenowscy spece od PR chwilowo zdjęliby kaganiec i dali Lacie dyspensę na nieograniczone kłapanie paszczą. Mielibyśmy wtedy bój prawdziwie szlagierowy, pasjonujący także ze względu na dzielącą wielkich rywali barierę językową. By nie być gołosłownym i swoją ideę podeprzeć zachęcającym konkretem, z ust obu mówców wyjąłem po pięć najbardziej bombowych moim zdaniem cytatów.

SEPP BLATTER. O romansie żonatego Johna Terry’ego z dziewczyną kolegi z drużyny, Wayne’a Bridge’a: „Gdyby to się stało w latynoskim kraju, byłby oklaskiwany”. O piłkarkach: „Każmy im grać w innych strojach niż mężczyźni, bardziej kobiecych. Np. ciaśniejszych spodenkach. Wybaczcie, że to mówię, ale w dzisiejszych czasach futbol uprawiają piękne kobiety”. O niezgodzie Manchesteru United na transfer wynagradzanego milionami euro rocznie Cristiano Ronaldo: „Zawsze jestem za ochroną piłkarza. Jeśli chce odejść, to trzeba pozwolić mu odejść. Futbol ma dziś dużo z nowoczesnego niewolnictwa”. O tym, co mają począć homoseksualiści podczas mundialu w Katarze, w którym homoseksualizm jest nielegalny: „Niech się powstrzymają od jakiejkolwiek aktywności seksualnej”. O aferze korupcyjnej w calcio: „Zrozumiałbym, gdyby to zdarzyło się w Afryce, ale nie we Włoszech”. O rasizmie na boiskach: „Nie ma rasizmu w futbolu, może jakiś niewłaściwy gest czy słowo jednego piłkarza w stronę drugiego. Ale jeśli ktoś został dotknięty, powinien powiedzieć: Gramy mecz, na koniec powinniśmy uścisnąć sobie dłonie”.

GRZEGORZ LATO. Do dziennikarzy po mianowaniu Leo Beenhakkera selekcjonerem reprezentacji Polski: „Macie, czego chcieliście. Teraz my będziemy was j...” O „cywilizowanym” pożegnaniu ze zwolnionym przed kamerą TVN24 Beenhakkerem: „Podamy sobie na koniec ręce jak biali ludzie.” Z przemówienia do obcojęzycznych w Kijowie (spisane przez blog Supergigant): „Aj weri hepi if maj frend en mister Surkis tejk de for sity de sejm łi togewer de łord cap tu tauzent tłelf aj tink soł bikos best ajdija de uefa tunajt tudej if gif de sejm for tu for for ewrybady en polisz pipol polisz gowerment de sejm ukrain ukraina pipol end gowerment”. W komentarzu na wypowiedź mecenasa Andrzeja Wacha, który zapowiadał, że „jeśli ktoś bije żonę i z tego powodu prokuratura postawi mu zarzuty, to też będzie przez PZPN zawieszony”: „Jednak tylko cudzą żonę. Bo swoją można”. O prokuraturze tropiącej korupcję w naszym futbolu: „Jestem ciekaw, kiedy to w końcu zamkniemy. Wkrótce będziemy ścigać sędziego, który wziął kilogram kiełbasy. Albo pół litra wódki. Powoli dochodzimy do absurdu”.

Tę małą antologię supercytatów sporządziłem także w szczytnym celu udowodnienia, że w pewnych konkurencjach nasz futbol nie odstaje od ścisłej światowej czołówki. Będę się upierał, że w ruszaniu jamą gębową prezes Grzegorz Lato to dla Seppa Blattera godny rywal. Jestem też ciekaw waszej opinii - wyrażonej i w poniższej sondzie, i w ewentualnych komentarzach na blogowym forum.



Archiwum
Tagi