Wpisy z tagiem: futbolum tremens

sobota, 28 września 2013

Serie A, Juventus, Milan, Inter, calcio

Premier Enrico Letta to milanista od dziecka, jako idoli wskazuje Kakę i El Shaarawy’ego; były minister obrony Ignazio La Russa przewodzi posłom związanym emocjonalnie z Interem; przewodniczący obu izb parlamentu wariują za Romą, deklarując miłość do Tottiego, ale i tęskniąc za mitycznymi Cerezo i Falcao; minister od reform Gaetano Quagliarello narzeka, że odkąd został politykiem, nie obnosi się ze swoim ołtarzykiem uskładanym z relikwi w barwach Napoli, bo uznał, że nie wypada.

Oni są naprawdę szurnięci, ci Włosi. Wklejone wyżej zdjęcie ilustruje artykuł, który powstał, gdy reporterzy postanowili partyjny podział parlamentu zastąpić kibicowskim. Przepytali/przepytują z szajb wszystkich, wyliczankę mógłbym ciągnąć. Miażdżącą większość stanowią oczywiście fani Juventusu, bezapelacyjnie najpopularniejszego klubu w kraju, ale o zabawie wspominam tutaj dlatego, że w ankiecie nie wyczuwam fałszu, ankietowani serio czają, kto w ich klubie biega na lewej obronie, a kto stoi w środku pola, nierzadko mają całosezonowe abonamenty, przy okazji ważnych meczów umieją dać sensowną uwagę merytoryczną. Gdybyśmy my przesłuchali swoich posłów, też byśmy się pewnie nasłuchali, że bez futbolu żyć nie potrafią, dla wydębienia kilku głosów w regionie gotowi byliby nawet wkuć na pamięć, co w ich murawach piszczy, ale wyglądałoby to autentycznie jak Napieralski czy Błaszczak na Twitterze albo Kłopotek w roli telewizorowego męża stanu.

Mam z włoskim obłędem niejaki kłopot, gdy bowiem włoscy znajomi rozpaczają, że ojczyzna przeżywa czas dekadencji, to często prychają, że politycy poza załatwieniem prywaty zajmują się głównie piłką nożną, a w niesłabnącej pomimo coraz bardziej obrzydliwych afer popularności właściciela Milanu dostrzegają wymiar symboliczny. Im się upajanie calcio rymuje (choć sami są fanami...) z cywilizacyjnym regresem, ja Italii zazdroszczę, ilekroć tam ląduję, natychmiast zlatuję w stan euforyczny, właściwego bzika pobieram wraz z azotem i tlenem, czuję się bardziej u siebie niż na Mokotowie, zresztą tak było i na innych lądach odległych, o czym kiedy indziej. A wy, gdzie spotkaliście ciężkie przypadki futbolum tremens, które wryły się wam w pamięć, niekoniecznie przyjemne w odbiorze? Może w przerwach między gapieniem się na dzisiejsze derby Londynu czy Madrytu zeznacie na forum?

Archiwum
Tagi