Wpisy z tagiem: paul pogba

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Paul Pogba, Manchester United

Po kolejnym rekordzie transferowym jak zwykle słychać oburzonych. Że wydane pieniądze są „absurdalne”. Że piłkarz „nie powinien tyle kosztować”.

Nie padają natomiast propozycje, jak ustalać cenę piłkarza, by była „rozsądna”. Sumę 110 mln euro, którą Manchester United zapłaci Juventusowi za Paula Pogbę, dyskwalifikuje po prostu to, że przebije wszystkie dotychczasowe, jest nowa, jeszcze się z nią nie oswoiliśmy. Choć na rynku dóbr luksusowych – lub z natury mających wartość niemierzalną twardą walutą – nie wydaje się szczególną ekstrawagancją. Skoro wysadzany klejnotami zegarek Choparda kosztuje 25 mln dolarów, Jeff Koons sprzedaje rzeźby za ponad 50 mln dol., a za dzieła artystów nieżyjących kolekcjonerzy płacą więcej niż za Pogbę... Ba, najdroższy w historii jacht – zbudowany m.in. ze złota, platyny, kości dinozaura i kawałków meteorytu – jest wart 4,5 miliarda dolarów. Zdrowego rozsądku tu nie odnajdziesz, za horrendalne kwoty zamożni ludzie kupują sobie prestiż lub realizują niezrozumiałe dla innych pasje.

Oczywiście, można – może wręcz wypada? – poczuć naturalną niechęć do tych zbytków zwłaszcza dzisiaj, w czasach bezprecedensowego rozziewu między majątkiem najbogatszych a nędzą najbiedniejszych. Sam bywam zdegustowany zarobkami piłkarzy (choć mój niesmak nie wzrasta wprost proporcjonalnie do wzrostu płac, ponieważ mam zbyt ubogą wyobraźnię, by objąć nią różnicę między 250 a 300 tys. tygodniówki). Tyle że gwiazdorzy boiska napędzają gigantyczny, dynamicznie rozwijający się przemysł rozrywkowy. I jeśli Pogba staje się częścią przedsiębiorstwa Manchester United, to punkt odniesienia stanowi dla niego raczej, powiedzmy, Matt Damon, który za tytułową rolę w filmie o Jasonie Bournie otrzymuje 20 mln dol. A przecież on na planie zdjęciowym spędza kilka tygodni, jego kompetencji nie pozyskuje się na kilka sezonów.

Wbrew nieśmiertelnym miejskim legendom kluby nie odzyskują kwot zainwestowanych w transfery poprzez sprzedaż koszulek – na nich zarabia się drobne, więcej wyciągają tu producenci sprzętu sportowego. Manchester United bardziej liczy na profity z 80 proc. praw do wizerunku Pogby oraz komercyjne kontrakty, których wysokość zależy od marketingowej potęgi całej drużyny wynikającej z popularności graczy o sławie francuskiego rozgrywającego. Kontrakty takie jak 10-letnia umowa z Adidasem, który co roku przelewa klubowi 75 mln funtów. Nie ma łatwego sposobu, żeby porachować, ile MU zarobi na nowym gwiazdorze, nie ustalimy też co do funta, ile wyciśnie ze sławy Zlatana Ibrahimovicia. Oni współdziałają i na murawie, i poza nią. Szefowie Adidasa są zachwyceni wielotygodniowymi medialnymi serialami transferowymi, a w 23-letnim Pogbie widzą idola młodych (od feerii fryzur po fetowanie goli dyskotekowymi pląsami tańca Dab), pozwalającego uwodzić nowe pokolenia klientów.

Można nawet zapomnieć na chwilę o liczbach bezwzględnych i ogłosić, że Francuz będzie najdroższy jedynie pozornie. Przecież kosztuje tylko 25 proc. więcej niż 29-letni Gonzalo Higuain, który z kolei kosztuje – on, król strzelców ligi włoskiej o skuteczności niespotykanej od dekad! – niespełna trzy razy więcej niż niesprawdzony jeszcze na wysokim poziomie Arkadiusz Milik. Nikt tu nie przepłaca, po prostu po rynku krąży więcej pieniędzy spływających m.in. z niebotycznych zysków ze sprzedaży praw do transmitowania meczów w telewizji. Pieniędzy rozdysponowywanych wręcz „rozsądniej” niż przed dekadę lub dwiema.

Kiedy w 1999 r. Inter Mediolan ustanawiał rekord transferowy, płacąc 49 mln euro za Christiana Vieriego, wydawał prawie 100 proc. swych rocznych przychodów. Kiedy w 2001 r. Real Madryt rzucał 75 mln na Zinedine’a Zidane’a, wydawał 55 proc. przychodów. Kiedy w 2009 r. ten sam klub wycenił Cristiano Ronaldo na 94 mln, wydawał już tylko 23 proc. przychodów. A dzisiaj Manchester United wyda na Pogbę skromne 21 proc. rocznych przychodów. Owszem, jest drogi. Ale nie aż tak drogi.

Chcecie, żeby piłkarze potanieli? Istnieje tylko jeden sposób. Ludzie muszą przestać się futbolem interesować. Wtedy ceny praw telewizyjnych spadną, a głaszczący własną próżność inwestorzy poszukają poklasku gdzie indziej.

Archiwum
Tagi