Wpisy z tagiem: Facebook

czwartek, 08 grudnia 2011

Monster Facebook

Prywatne konto założyłem tam już jakiś czas temu, ale pozostawało (i pozostanie) martwe - potrzebowałem go tylko po to, by czasem zajrzeć tu i ówdzie. Generalnie fejsbukowego potwora, eufemizując, nie lubię, a już kompletnie nie mam zamiaru podejmować co chwilę decyzji, czy coś/kogoś lubię albo się z kimś zaprzyjaźniam etc. Wolę zaprzyjaźniać się niecyfrowo, to ładniej wygląda, brzmi, smakuje i pachnie, ba, czasem nawet da się takiego zaprzyjaźniania własnoręcznie dotknąć. Dlatego nie instaluję się w tym nieprzyjaznym świecie siebie, tylko swoją, przepraszam za ogromne słowo, twórczość. Nie wiem jeszcze, jak będę tam działał. Popróbuję, to sobie sam ze sobą ustalę. Kto chce, znajdzie inne wcielenie „A jednak się kręci” tutaj.

Tagi: Facebook
19:16, rafal.stec
Link Komentarze (21) »
czwartek, 10 listopada 2011

Manchester United logo
Powyższa cyfra przypomina, że już notkę pod tym tytułem dawałem - wtedy jednak nie przypuszczałem, że metafora tak prędko zbliży się do rzeczywistości.

Pisałem wówczas o agresywnej strategii marketingowej klubu z Old Trafford, który ostro działał w biznesie jeszcze przed przypłynięciem rodziny amerykańskich rekinów finansjery, a z Glazerami jeszcze przyspieszył. Dziś związany jest kontraktami reklamowymi z 20 wielkimi korporacjami i kilkudziesięcioma mniejszymi firmami. Prekursorskim majstersztykiem menedżerowie błysnęli w sierpniu, gdy sprzedali DHL-owi miejsce na koszulkach... treningowych. Nikt wcześniej na to nie wpadł, oni wynegocjowali 40 mln funtów za czteroletnią umowę. I według raportu agencji Brand Finance Manchester United stał się szóstą najbardziej rozpoznawalną marką na planecie - wyżej są tylko Google, Apple, BBC, Dyson i Facebook.

Teraz czytam, że mistrzowie Anglii naprawdę rzucają wyzwanie Facebookowi. Właśnie wynajęli agencję, która w dwa lata ma stworzyć ich własny portal społecznościowy - według brytyjskiego „Marketing Magazine” stawiają sobie za cel przyciągnięcie pół miliarda (!) fanów, bo z badań wynika, że ich potencjalna widownia sięga 660 mln osób (mecze MU dają ponad połowę globalnej oglądalności Premier League). Nie potrzebują za pośrednika Facebooka, chcą na tłumie zarabiać sami - kibiców mają nęcić ekskluzywnymi materiałami wideo z udziałem gwiazd boiska, można też się spodziewać, że zlecą piłkarzom, by przenieśli tam swoje konta z konkurencyjnych portali (zajrzyjcie, jak intensywnie udziela się na Twitterze Rio Ferdinand).

Marketingowcy Manchesteru są nienasyceni, pewnie wielu z moich czytelników widziało reklamówkę Casillero del Diablo, wina od chilijskiego producenta będącego jednym z 20 „oficjalnych partnerów” klubu. Kiedy Wilkinson Sword umieścił diabelskie logo na jednej ze swoich maszynek do golenia, w dwa tygodnie sprzedał ich w Japonii 1,6 miliona. Za MU nadążają tylko korporacje hiszpańskie - Real Madryt oraz Barcelona, która przygotowuje właśnie inwazję na miliardowy rynek indyjski, na urok piłki nożnej wciąż nieczuły.

Wymienione kluby w ogóle zyskują powoli w futbolowym biznesie pozycję zbliżoną do zajmowanej przez koncerny Coca-Cola i PepsiCo na rynku napojów gazowanych. Tworzą triumwirat rywalizujący w osobnej, wyższej lidze, co widać także na Facebooku. I Barcelona, i Real, i Manchester Utd mają tam ponad 20 mln fanów, podczas gdy konkurenci - od Arsenalu, Chelsea i Liverpoolu, przez monachijski Bayern, po Inter, Juventus czy Milan - nie są w stanie dobić nawet do 10 mln.

wtorek, 27 września 2011

Kiedy przed sześcioma laty na Old Trafford wpłynęła rodzina amerykańskich rekinów finansjery, fani witali ją, delikatnie mówiąc, nieprzychylnie. Buntowali się i wobec gwałtownie rosnących cen biletów, i wobec rosnącego zadłużenia klubu, i wobec rosnącej komercjalizacji klubu. Najbardziej radykalni odwrócili się od Manchesteru United i założyli konkurencyjny FC United of Manchester (nawiasem pytając, śledzicie ich losy?).

Glazerowie tymczasem korzystali ze swoich doświadczeń z NFL i konsekwentnie rozwijali marketingową nadbudowę, bo byli przekonani, że poprzednicy - choć uchodzili za światowych liderów w futbolowym biznesie - nie zdawali sobie sprawy, jak gigantyczny potencjał marnują. Liczba marketingowców pracujących poza siedzibą klubu wzrosła od chwili ich przybycia z 2 do 45, w przyszłym roku otwarte zostanie biuro w Hongkongu.

Dziś MU związany jest kontraktami reklamowymi z 20 wielkimi korporacjami i kilkudziesięcioma mniejszymi firmami. Prekursorskim majstersztykiem menedżerowie błysnęli w sierpniu, gdy sprzedali DHL-owi miejsce na koszulkach... treningowych. Nikt wcześniej na to nie wpadł, oni wynegocjowali 40 mln funtów za czteroletnią umowę. I w czasach globalnej recesji dynamicznie zwiększają przychody. Są tak skuteczni, że kupujący prawa do Premier League medialni magnaci już powinni się bać, gdy Alex Ferguson grzmi w wywiadzie dla BBC, że angielski futbol zaprzedał duszę telewizyjnemu diabłu - oddając im np. władzę nad terminarzem rozgrywek - a skoro zaprzedał, to belzebuby płacą klubom haniebnie mało. (Tylko brytyjski Sky za lata 2010-2013 dał całej lidze 1,6 mld funtów).

Najbardziej zdumiewająco wygląda jednak przytaczany przez „Timesa” raport agencji Brand Finance, według której Manchester United stał się szóstą najbardziej rozpoznawalną marką na świecie. Wyżej są tylko Google, Apple, BBC, Dyson i Facebook. Innych angielskich klubów piłkarskich trzeba szukać niziutko - Chelsea leży na 54. miejscu w rankingu, Arsenal na 160., a Liverpool na 171. Gdzie plasują się Barcelona i Real Madryt, wyspiarze nie podali (pełen raport jest niedostępny), wiemy tylko, że obaj potentaci MU ustępują, choć to dla nich grają Messi, C. Ronaldo i tabun hiszpańskich mistrzów świata. I to oni czerpią wizerunkowe zyski z najsłynniejszego klubowego meczu, czyli El Clasico.

W sezonie 2006/2007 Manchester United zlecił TNS Sport, by zbadała, ilu kibiców - choć to nieprecyzyjne tłumaczenie rzeczownika „followers”, chodzi generalnie śledzących mecze i losy klubu - ma w skali całej planety. Firma przepytała 28 tysięcy osób z 21 krajów rozrzuconych po sześciu kontynentach. I oszacowała, że „Czerwonym Diabłom” kibicuje 333 mln osób (192 mln w Azji). Obecnie ponawia gigantyczną sondę, wyniki dostarczy za kilka miesięcy.

Inna firma - Futures Sports and Entertainment - wyliczyła, że w ubiegłym sezonie transmisje meczów MU przyciągnęły 4,2-miliardową widownię. Większą niż wszystkie wyścigi Formuły 1 razem wzięte.

Kiedy patrzę na te wielkie liczby, staje się dla mnie jasne, że dla właścicieli MU pojedynczy kibic na Old Trafford traci znaczenie. W perspektywie globalnej jest przecież niewidoczny.

A komercjalizowanie i globalizowanie futbolu wcale nie osiągnęło masy krytycznej. Malcolm Glazer powiedziałby raczej, że dopiero się rozpoczęło. Potwór już kłapnął, ale jeszcze nie rozdziawił paszczy.

Archiwum
Tagi