Wpisy z tagiem: Zlatan Ibrahimovic

piątek, 17 lutego 2012

Zlatan Ibrahimovic. Autobiografia

Żołądkowałem się już felietonowo, że wydawane u nas biografie futbolistów smakują jak trociny, bowiem opowiadają o chłopcach, których niemal cała życiowa aktywność sprowadza się do ganiania za piłką - w każdym razie tyle wynika z ich wynurzeń, i to wynurzeń najpewniej wygładzanych przez piarowców. Autobiografia Ibrahimovicia smakuje nieporównanie lepiej. Jest inna, jak odmieńcem jest on sam. Ostra, bezkompromisowa, pozwalająca rzeczywiście poznać bohatera. Posłowie do niej pisałem z przyjemnością, wam polecam lekturę. Na razie daję wyżej okładkę wydania szwedzkiego, polski przekład ukaże się w marcu.

Teraz chcę wspomnieć tylko o owej osobności Zlatana, o której już blogowałem - w książce Ibrahimovic przypomina nam, że jest (prostym) chłopakiem z Rosengård, co kilka stron, to chyba najczęściej powtarzana fraza. Pochodzi z etnicznego getta na przedmieściach Malmoe, jego rodzice rozwiedli się, kiedy był dwuletnim brzdącem, ojca oglądał głównie pijanego, w młodości nie dojadał, notorycznie kradł i nie umiał wyobrazić sobie, jak trzeba być majętnym, żeby mieszkać w willach, które widywał w dzielnicach zamożniejszych. Ta przeszłość tkwi w nim głęboko, sprawia, iż w życiu motywuje go - jak sam przyznaje - parzące pragnienie zemsty, a przede wszystkim wpędza w nieuleczalny, wyzierający spomiędzy wersów kompleks, co jest chyba najbardziej zaskakującym odkryciem dla czytelnika, który zna tego bezczelnego gwiazdora z boiska i publicznych wystąpień.

Tak, z autobiografii wyłania się nam Ibrahimovic osobliwie wielowymiarowy, bowiem ów kompleks łączy z narcyzmem oraz przeświadczeniem o własnej wyjątkowości. I rzeczywiście, jest wyjątkowy. Niebanalnie ułożył sobie nawet życie prywatne, bo związał się z kobietą o 11 lat starszą (nawiasem mówić, nazywa ją, matkę swoich synów, jakże wdzięcznym evilsuperbitchdeluxe). Nie sposób go też zaklasyfikować jako Szweda, skoro dowiadujemy się, że w 1994 roku kibicował na mundialu Brazylijczykom - i to na mundialu, na którym jego rodacy wypadli rewelacyjnie, zdobywając sensacyjny brąz. Czytamy: „Moi koledzy kompletnie potracili głowy: chcieli mieć autografy wszystkich wielkich gwiazd Niebiesko-białych, a zwłaszcza jednego piłkarza, Thomasa Ravelliego. Był bohaterem nad bohaterami, ponieważ obronił kilka rzutów karnych na mistrzostwach świata w USA w 1994 roku. Osobiście nigdy o nim nie słyszałem, ale uznałem, że wypadało coś powiedzieć. Nie chciałem się skompromitować (...)” By pojąć, jakim odmieńcem był nastoletni Zlatan, trzeba wyobrazić sobie młodego polskiego piłkarza, który nigdy nie słyszał o Jerzym Dudku albo Arturze Borucu. Albo w czasach drużyny Kazimierza Górskiego kibicował Holandii.

Ibrahimovic kibicował Romario i Bebeto, absolutnego idola miał - naprawdę go ubóstwiał - Ronaldo. Oczywiście tego oryginalnego, brazylijskiego. Zaintrygował mnie jego kazus. Skoro tylu fanów miewa kłopot z zaakceptowaniem w reprezentacji Polski francuskojęzycznego Obraniaka, to co by pomyślało o powołaniach dla szwedzkojęzycznego właściciela szwedzkiego paszportu, który czuje się obywatelem rewiru, owszem, położonego w Szwecji, lecz mentalnie wręcz eksterytorialnego?

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi