Wpisy z tagiem: guus hiddink

niedziela, 19 lutego 2012

Guus Hiddink, Anży Machaczkała

Chyba najsławniejszy w gęstym futbolowym tłumie holenderskich obywateli świata Guus Hiddink przyjmował już posady w siedmiu krajach, i to skakał po kulturach kompletnie odmiennych. Po opuszczeniu państwa, w którym się urodził, zaglądał do Australii, Korei Płd., Rosji, Hiszpanii, Anglii i Turcji. Teraz zaakceptował ofertę Anży Machaczkała, co uczyni go najhojniej po Jose Mourinho opłacanym trenerem na planecie. Będzie pobierał 10 mln euro za sezon.

Hiddink zostanie jednak kimś więcej niż bogiem w szatni. Wyląduje u nowego pracodawcy w postaci Trójcy Świętej, między treningami wcielając się również w odpowiedzialnego za transfery dyrektora sportowego oraz odpowiedzialnego za cały - z rozmachem planowany - rozwój klubu wiceprezesa. Jako kosmopolita i globtroter poczuje się prawdopodobnie jak w niebie, bowiem gracze Anży mieszkają i ćwiczą w podmoskiewskiej wiosce Kratowo, do stolicy Dagestanu latając tylko na mecze. Od własnego stadionu dzieli ich dwa tysiące kilometrów. Dłużej latali do Tomska, ale już tam podróżować nie będą musieli, bo ta syberyjska drużyna zaraz spadnie z ligi. Teraz najdalej mają na mecze „u siebie”. Natomiast wśród zobowiązanych dochować mu wierności piłkarzy znajdzie Holender i rosyjskich tubylców, i obcokrajowców pochodzących niemal wyłącznie spoza Europy - Kameruńczyka Samuela Eto’o, Marokańczyków Mbarka Boussofę i Mehdiego Carcelę-Gonzaleza (spłodzonego przez Hiszpana byłego reprezentanta Belgii;-)), Senegalczyka Benoita Angbwę, Uzbeka Odila Ahmedowa, a także Brazylijczyków Roberto Carlosa, Joao Carlosa i Jucileia. Niewykluczone, że najbardziej obco czuje się tam młody Czech Jan Holenda, który dla zagranicznego pracodawcy kopie po raz pierwszy.

Klubów, którym spadli ostatnio z nieba nieskończenie majętni właściciele, systematycznie przybywa, harmider wywołują przede wszystkim szejkowie, ale projekt najbardziej spektakularny i osobliwy zarazem rozwija Sulejman Kerimow - rosyjski parlamentarzysta, biznesmen, filantrop, posiadacz 7,8 mld dol. prywatnego majątku, dzięki czemu dzieli z Silvio Berlusconim 118. pozycję na liście najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”. Choć Anży istnieje ledwie dwie dekady, do europejskich pucharów zajrzało tylko na jednorundowy momencik, z drugoligowego zesłania wpierwsząligęwstąpiło dopiero w 2009 roku i pochodzi z niebezpiecznego regionu, to zdołało porywa się na transfery na miarę elity, a Eto’o przyciągnęło pensją nie tylko najwyższą w futbolu, lecz w ogóle w sportach zespołowych, wyjąwszy baseballistę Aleksa Rodrigueza. Kameruńczyk zarabia 20 mln euro rocznie.

Jeszcze więcej - 25 mln euro - zarabiałby Mourinho, gdyby przyjął zeszłoroczną ofertę Kerimowa, który ma taki gest, że tamci wszyscy bliskowschodni bonzowie - w powszechnej opinii psujący rynek, bo wywołujący inflację transferowych cen - bledną przy nim do dusigroszy. Oni w Paryżu (jedna z największych metropolii w Europie), Manchesterze (korzystającym z zawrotnej popularności całej Premier League) czy nawet Maladze (żadnej finansowej konkurencji poza Barceloną i Realem) mogą liczyć na dynamiczny rozwój marketingowy swoich klubów, Rosjanin działa w szokującym oderwaniu od ekonomicznych realiów. Machaczkała leży w regionie, eufemizując, niestabilnym, jest półmilionową dziurą zabitą dechami, nie daje żadnych szans na spełnienie wymogów UEFA, która chce zmusić świat futbolu do biznesowej wstrzemięźliwości wprowadzeniem finansowego fair play, pozwalającego klubom wydawać tylko tyle, ile zarobią.

Anży będzie dla niej poważnym wyzwaniem. Jeśli kiedyś awansuje do europejskich pucharów, według nowych przepisów nie powinno zostać do nich wpuszczone.

Archiwum
Tagi