Wpisy z tagiem: Louis van Gaal

wtorek, 01 marca 2016

Wassily Kandinsky,

Louis van Gaal właśnie znów awansował na geniusza. Oczywiście przez przypadek.

Roli przypadku w piłce nożnej, jak wiadomo, przecenić się nie da, przypadek rozstrzyga o wynikach najdonioślejszych meczów. Ale ja jeszcze bardziej lubię obserwować, jak przypadek sprawia, że media – znaczy my, dziennikarze – to samo zaczynamy nazywać zupełnie inaczej.

Manchester United od wielu tygodni był tragikomedią o drużynie, w której kontuzje ścinają piłkarzy stadami, a holenderskiego trenera, o ile nie ogłaszano go współwinnym zarazy, oskarżano o lekkomyślność na rynku transferowym, która pozbawiło drużynę alternatywnych opcji w ataku. Aż znienacka objawił się niejaki Marcus Rashford, 18-letni smarkacz z zerowym doświadczeniem w dorosłym futbolu. Strzelił dwa gole Midtjylland w Lidze Europejskiej, dołożył dwa kolejne (plus asystę) w meczu z Arsenalem i oto komentatorzy zreflektowali się, że dzieje się historia, oto Louis van Gaal, nie od wczoraj znany jako zapamiętały promotor młodzieży, inicjuje spektakularną wymianę pokoleń, buduje świetlaną przyszłość Manchesteru i w ogóle dokonuje czynów wielkich. Rozbłysnęła nawet konkretna, imponująca liczba. Odkąd mianowicie Holender wylądował na Old Trafford, pozwolił zadebiutować już 14 klubowym wychowankom. Wyczyn unikalny w skali ligi angielskiej, a może całej szeroko pojętej europejskiej czołówki (naturalnie w omawianym okresie).

Unikalny i świadczący o odwadze, nawet brawurze, na pewno wyjątkowej intuicji van Gaala.

A przecież aż sześciu z 14 wychowanków zadebiutowało między 13 a 28 lutego. W szczycie kadrowych problemów MU, gdy w każdym momencie leczyło się kilkunastu piłkarzy.

W hicie z Arsenalem nie mogło wystąpić 13 ludzi, w tym obaj potencjalni środkowi napastnicy – Anthony Martial i Wayne Rooney – oraz wysyłany niekiedy na środek ataku Marouane Fellaini, „dorosłych” graczy nie wystarczyło nawet na pełną jedenastkę, a w rezerwie usiadły wyłącznie dzieciaki, wyjąwszy bramkarza Sergio Romero. Przynajmniej jednego żółtodzioba trener MUSIAŁ zatem wystawić. I MUSIAŁ sięgnąć po kolejnego żółtodzioba, jeśli chciał kogokolwiek z boiska zdjąć. A kiedy na ostatnie sekundy gry wpuszczał Jamesa Weira, nie tyle dawał mu szansę, ile zwyczajnie wytracał czas – gospodarze prowadzili wówczas 3:2.

Kilka dni wcześniej było identycznie, a nawet bardziej. Bardziej, ponieważ na rozgrzewce przed europejskim rewanżem z Midtjylland urazu doznał niespodziewanie Martial. I znów – trener MUSIAŁ wygonić na murawę Rashforda, jedynego napastnika pośród rezerwowych. A angielscy reporterzy nie sławili wówczas niczyjej odwagi, lecz rozpaczali, że epidemia nie odpuszcza. I zbaranieli, gdy młokos się rozstrzelał.

Żeby była jasność: nie zamierzam kwestionować wizerunku wychowawcy van Gaala, zresztą jego dorobek z poprzednich klubów wspaniale broni się sam (o czym tutaj opowiada Michał Szadkowski). Holenderski trener też nie dopisuje do swoich decyzji sensów, które nie istnieją, lecz przyznaje, że poddaje się okolicznościom. Ale składane mu właśnie hołdy doskonale jednak pokazują, jak potrzeba uproszczeń i ciekawych historii fałszuje rzeczywistość.

Właśnie powstaje – i niewykluczone, że przetrwa – mit o van Gaalu tworzącym przyszłość Manchesteru United, choć ostatnich ruchów kadrowych nie wykonywał on z własnej woli, a wcześniej lansował chłopców ze średnią skutecznością (Saidy Janko, Reece James czy Tom Thorpe zostali już sprzedani), Anglicy brutalnie obśmiewali nawet żałosny stan klubowej akademii. Powiodło się jedynie Cameronowi Borthwickowi-Jacksonowi oraz Jesse Lingardowi, tyle że ten ostatni z młodością już się zdecydowanie rozstał – w tym roku skończy 24 lata, przed debiutem na Old Trafford przez kilka sezonów ćwiczył się w graniu z dorosłymi na wypożyczeniach w Brighton&Hove Albion, Birmingham i Leicester.

Ale, jako się rzekło, wszystkie detale przepadną zapewne w mrokach zapomnienia. Przetrwa legenda. Louis van Gaal przybył, odkrył, wylansował.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Po trzech miesiącach przerwy – usprawiedliwonej zwolnieniem lekarskim – do poniedziałkowej „Gazety Wyborczej” i Sport.pl Ekstra wraca rubryka „A jednak się kręci”. Przynajmniej na chwilę. W wydaniu niepapierowym znajdziecie ją tutaj.

Archiwum
Tagi