Wpisy z tagiem: Polska - Anglia

środa, 17 października 2012

Skandalu tym razem nie było, choć Anglicy zdawali się w zasięgu. Jak zwykle. Najważniejsze: sytuację w grupie mają Polacy taką, za jaką latem dalibyśmy się pokroić.

Okoliczności były wybitnie mitotwórcze. Potop z nieba, potraktowanie dachu jako tarczy antysłonecznej, a nie antydeszczowej, przełożenie meczu na 17 października, czyli w dokładną rocznicę Wembley... „Najważniejszy jest dla nas skandal” - tłumaczył dziesiątki lat temu Andre Breton, o co chodzi surrealistom. Gdyby dożył cudactw na Stadionie Narodowym, byłby wniebowzięty.

Piłkarzom pozostało tylko kontynuować surrealistyczny spektakl, czyli wreszcie zrównać Anglików z murawą. By ich przynajmniej sprowadzić na ziemię, naprawdę nie trzeba płodzić futbolowych arcydzieł. Kto zdjął wczoraj okulary z kompleksami, ujrzał w reprezentacji Anglii to samo, co zwykle w minionych latach. Drużynę torturującą bezstronnych kibiców prymitywnym stylem gry, godną naszych boisk mordęgę w tkaniu sensownych natarć pozycyjnych, poleganie na dłuuugich przerzutach lub rzutach wolnych i rożnych. Często kopali rywale koślawo, żadnym zachowaniem nie zasugerowali, że należą do światowej czołówki. Punkt dali im przywódcy. Steven Gerrard i Wayne Rooney aktywnie uczestniczyli w niemal każdej akcji defensywnej i ofensywnej.

Naszego szefa - spajającego tercet dortmundzki kapitana Błaszczykowskiego - brakowało, ale wiele drobiazgów naszym sprzyjało. Wszyscy kluczowi atakujący relaksowali się bezmeczowo półtora tygodnia, bo w piątkowy sparing z RPA tylko oglądali (Piszczek i Lewandowski, Obraniak chwilę potruchtał), a we wtorek dostali jeszcze dobę niespodziewanego wolnego. Niestety, największy polski gwiazdor znów wyglądał trochę jak podczas tamtego wieczoru Ligi Mistrzów w Manchesterze City - bezcenny jako piłkarz rozszarpujący defensywę przeciwnika, nie spełnił się jako snajper. Gola dla kadry nie wbił już od 612 minut. To będzie temat, bohater Borussii będzie musiał się z nim zmagać.

Anglia pozostała nietykalna, więc pozostanie dla nas przeciwnikiem z innego wymiaru, ale ja opuszczałem trybuny z przeświadczeniem, że gdyby nasi wygrali, to wywołaliby skandal głównie w sensie historycznym. Że znów potrzebowali całej połowy meczu, by porzucić patrzenie na rywali jak na niezniszczalne zjawy. Że rzucony na wyspiarzy cały nasz potencjał to akurat tyle, ile trzeba, by ich co pewien czas pokonać. Wczoraj za niemowlaka Wszołka, który jeszcze przed miesiącem nie marzył nawet o miejscu na skraju reprezentacyjnej ławki rezerwowych, wbiegał na murawę Mierzejewski, któremu miejsca na skraju ławki rezerwowych nie dają nawet w tureckim Trabzonsporze. A jednak udało się gości przygnieść do pola karnego.

Nad drobiazgami się nie pochylam, bo pochylił się Michał Szadkowski (tutaj), nie umiem natomiast nie wyrazić zdumienia, że zrobiło się tak dobrze. Jeszcze w połowie sierpnia wywołujący niedosyt remis z Anglią wydawał się przecież snem z gatunku właśnie surrealistycznych. Naszych pobili sparingowo Estończycy, zdezintegrowaną po klapie na Euro 2012 szatnię miał zmieniać w zwartą grupę Waldemar Fornalik, trener dotąd prowincjonalny.

Tymczasem polscy piłkarze wystartowali w kwalifikacjach mundialowych bardzo obiecująco, oczywiście jeśli za racjonalnie zdefiniowany cel uważamy dającą awans do baraży pozycję wicelidera grupy. Punkt zdobyty w Podgoricy znacznie się powiększył we wtorek, kiedy Czarnogórcy zwyciężyli w Kijowie, wartość trzech punktów zebranych w miernym meczu z Mołdawią wzrosła po remisie z Mołdawią Ukraińców, remis z Anglią wobec naszego nieuleczalnego kompleksu bezcenny jest zawsze. Mundial w Brazylii wciąż daleko, ale zobaczyliśmy przynajmniej delikatny zarys jego konturów. Jeszcze przed chwilą istniał tylko tam, skąd czerpali natchnienie surrealiści - w snach.

wtorek, 16 października 2012

Polska - Anglia

Wpychamy do głów polskich piłkarzy przeświadczenie, że staną dziś przed największym wyzwaniem w karierach. A jest inaczej - nie istnieje dogodniejsza okazja, by w jeden wieczór przejść do legendy. Tutaj przeczytacie moją zapowiedź dzisiejszego wieczoru na Narodowym. Sprawdźcie też, jak zagrają oni (tutaj), a jak zagrają nasi (tutaj).

PS Przypominam o konkursie na „Jasnowidza roku”.

poniedziałek, 15 października 2012

Polska - Anglia

Napisałem felieton o zbolałym angielskim pacjencie, który jęczy jak polski. Obaj to futbolowi partacze, choć tamten drugi partaczy trochę mniej. Przeczytacie kawałek tutaj.

niedziela, 14 października 2012

Polska - Anglia

Trochę żałuję, że Waldemar Fornalik zamierza, jak wnoszę z jego manewrów sparingowych, żonglować konfiguracjami taktycznymi 4-2-3-1 oraz 4-4-2, bezpieczniej czułbym się chyba przy wybieraniu między 4-2-3-1 a 4-3-2-1. We wtorkowy wieczór to już w ogóle bez wahania - wobec pomoru skrzydłowych - preferowałbym ustawienie zwane z powodu kształtu „choinką”.

Skończyliśmy pisanie, redagowanie i składanie jutrzejszej „Gazety Sport.pl” poświęconej wiadomemu meczowi (polecam Kuczoka), a mnie zachciało się zabawić w selekcjonera - selekcjonera, nie trenera - i ulepić autorską jedenastkę na Angoli. Dłoń odmawiała posłuszeństwa tylko przy nazwisku Kamila Grosickiego, ale wyperswadowałem jej buntownicze podrygi, tłumacząc, że na ostatniej nieobsadzonej pozycji wybieramy między dżumą a cholerą. Toż chyba nie wypchniemy na murawę Narodowego Adriana Mierzejewskiego, który w sparingu z RPA przy każdej, zawsze desperackiej próbie wejścia w bezpośredni kontakt z piłką przypominał, że na tureckim wygnaniu go do niej nie dopuszczają wcale?! Anglicy nie wywołują na mnie specjalnego wrażenia, od lat widzę w nich bazgraninę wymazywaną luksusowymi piórami, za jedną z sensacji Euro 2012 uważam, że wyleźli z grupy. Ale przy naszej piszczącej biedzie ta ich ciężkawa bazgranina zaczyna wyglądać na świadomie arcydzielne kreski Picassa.

Wybieram ścisk w środku, bo nie wierzę, by Anglicy - zwłaszcza pod Royem Hodgsonem - usiłowali rozrywać gęstą polską ciżbę podstępem, czyli graniem kombinacyjnym, łatwiej wyobrażam sobie próbę rozsadzenia jej zwalistością Andy’ego Carrolla. A Grosickiego traktuję w rozpaczliwej ostateczności jako marniejszą wersję Theo Walcotta, czyli nieprzesadnie boiskowo bystrego, polegającego na przypadkowych dotknięciach piłki pędziwiatra, który przy sprzyjających zawirowaniach powietrza może się przydać w kontrataku - i świadomie nie wymieniam tu liczby mnogiej. A wy? Jak zasadzilibyście się na Angola?

football formations

PS Przypominam o konkursie na „Jasnowidza roku”.

Archiwum
Tagi