Wpisy z tagiem: sport i zdrowie

niedziela, 02 września 2012

Sport to zdrowie

Rafał Stec: Zniszczone stawy i ścięgna, zmiażdżone kręgi. Zabroniłby pan podnoszenia ciężarów?

Dr Robert Śmigielski: Prędko byśmy doszli do zlikwidowania większości sportów. Lekarz z Japonii badał wpływ dyscyplin na kręgosłup. Wyszło, że ma z nim kłopoty aż 69 proc. siatkarzy. Ciężary okazały się mniej groźne, trzecie miejsce na czarnej liście zajmuje pływanie. To zawsze wywołuje niedowierzanie, ale ja pracowałem z pływakami kilka lat, w ich kręgosłupach wszystko strzela, jak worek z kośćmi.

Czyli zdrowy sport nie istnieje...

- Zna pan ten tytuł „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”? Wszystko szkodzi. Wyczynowy trening niesie ze sobą wiele zagrożeń, ale wcale nie więcej niż siedzenie osiem godzin przed komputerem. Najzdrowsze jest unikanie przesady. Jako lekarz zalecałbym gimnastykę, karate, dżudo i generalnie sporty walki. Są najbardziej ogólnorozwojowe, rozwijają wszechstronnie i harmonijnie. To wbrew pozorom rzadkość, takie zalety ma niewiele dyscyplin. Na drugim końcu skali umieściłbym sporty niesymetryczne - rzut oszczepem, pchnięcie kulą, szermierkę etc. Są szczególnie niezdrowe, wiara, że deficyty rozwoju jednej strony w stosunku do drugiej można całkiem nadrobić treningiem uzupełniającym, to utopia. Oczywiście rekreacja nikomu by nie zaszkodziła, tyle że nie znam ludzi, którzy rekreacyjnie np. rzucają oszczepem. A kto rzuca wyczynowo, skazuje organizm na niesymetryczny rozwój. Musi się napracować, by dysproporcje niwelować. I pogodzić z notorycznymi problemami przeciążeniowymi. (...)

Kiedy wyczynowiec rzuca sport, może ot tak, z dnia na dzień zrezygnować z wysiłku fizycznego i zacząć prowadzić się jak każdy?

- Nie. Krańcowo wytrenowani przedstawiciele dyscyplin wytrzymałościowych nie mogą zaprzestać aktywności, bo im się rozpadnie serce. Wielu potrzebuje codziennej „rozbiegówki”, by pobudzić układ krążenia i normalnie funkcjonować. Dopiero jak rano choćby potruchtają, to serce odpali. To nie są normalni ludzie. Jak ktoś z tętnem 36 zaśnie na ławce w parku, a inny wezwie karetkę, to sanitariusze pewnie zaczną go reanimować. Bo krew zwykłego człowieka w tych warunkach nie zaopatruje w tlen mózgu. Byli zawodnicy muszą się przez latami roztrenowywać, oczywiście jeśli chcą być zdrowi. Długo przyzwyczajali organizm do stanów ekstremalnych, teraz go odzwyczajają. (...)

Zwykły lekarz dąży do tego, by utrzymać organizm w harmonijnym komforcie, a lekarz sportowy dąży do tego, by z organizmu wycisnąć maksimum dla celu pożądanego przez pacjenta?

- Zawsze toczyły się dyskusje, czy etyczne jest pomaganie ludziom w wykonywaniu nadludzkich wysiłków. Przecież wyczynowcy mają kłopoty nie tylko z kośćmi czy mięśniami, ale też sercem, płucami, wątrobą, całym układem pokarmowym. Są sprawy wstydliwe, jak żylaki odbytu, o których się nie mówi, a bardzo często zatruwają życie przedstawicielom sportów wytrzymałościowych. Czy lekarz ma prawo pomagać się samemu unicestwiać? Pracowałem przed laty w Bazylei, przyjechał 90-letni pacjent z Hannoweru i poskarżył się, że w trakcie ganiania po korcie boli go kolano. Kiedy wyszedł, zapytałem szefa, dlaczego zwyczajnie nie zaleci mu, by przestał grać w tenisa. Zirytował się. „A kim ty jesteś, by mówić mu, co ma robić? On przychodzi po pomoc, nie po życiowe rady. Czerpie z tenisa radość, to gra w tenisa. Może to największa przyjemność, jaką zna? Może już ostatnia, jedyna? Jak potrafisz mu pomóc, to pomóż. Jak nie potrafisz, to powiedz, że nie potrafisz. Ale nie każ mu zmieniać stylu życia tylko dlatego, że nie radzisz sobie z problemem”.

To kilka fragmentów z mojego baaardzo długiego wywiadu z lekarzem sportowym, który publikuje weekendowa „Gazeta”. Możecie go przeczytać również tutaj. Ja trochę się ostatnio blogowo zdezaktywizowałem, bo bawię w pięknym, obcym kraju, i szkoda mi czasu na klejenie się do komputera. Ale coweekendowy felieton właśnie sporządziłem, wkleję go jutro.

17:58, rafal.stec
Link Komentarze (18) »
Archiwum
Tagi