Wpisy z tagiem: geografia sportu

wtorek, 31 lipca 2012

Londyn 2012

Zanim Britt Goodwin przyleciała do Wielkiej Brytanii, by reprezentować ją w olimpijskim turnieju piłki ręcznej, była celebrytką w ojczystej Norwegii - nie, nie ze względu na sport, triumfowała tam w „Big Brotherze”. Razem z nią w drużynie gospodarzy igrzysk grają Niemka, Szwajcarka, Dunka oraz Francuzka. A do kadry męskiej zostali wszczepieni m.in. dwaj Szwedzi, dwaj Francuzi, Norweg i Niemiec. Słońce nad imperium najwyraźniej nadal nie zachodzi nigdy, ba, królowa wręcz zwiększa zasięg panowania.

Importowaną siłę roboczą zaprzęgli też jej poddani do koszykówki (czerpali z ludzkich zasobów Australii, Bermudów, Kanady i USA), a przede wszystkim siatkówki (Brazylia, Nigeria, USA). Brytyjczykom, jak wiadomo, nie wystarczy mieszkać na osobnej wyspie, oni koniecznie muszą żyć na osobnej planecie, więc dopiero przy okazji igrzysk odkryli, że reszta Ziemian zniża się do gier zespołowych wymagających używania dłoni. Jeszcze przed kilkoma laty, kiedy spytałem tamtejszego dziennikarza, co może zrobić u nich młody chłopiec, który marzy o trenowaniu piłki ręcznej, usłyszałem: „Niech wyjedzie zagranicę”. Ponieważ jednak Brytyjczycy chcieli wystawić olimpijską reprezentację w każdej dyscyplinie, opublikowali w prasie ogłoszenia o naborze do drużyn budowanych od zera. „Jesteś silny, wysoki, wysportowany, chcesz wystąpić na igrzyskach? Zostań siatkarką/siatkarzem”.

Zagranicznego wsparcia szukali gospodarze w najróżniejszych konkurencjach, więc do kadry olimpijskiej wystawili aż 58 sportowców urodzonych poza krajem, przez krytyków obwołanych „plastikowymi Brytyjczykami”. Na rowerze ściga się pod ich flagą biały Kenijczyk wychowany w RPA, zapaśników zamierzali wystawić niemal wyłącznie ukraińskich (poprzestali na jednej Oldze Butkiewicz, otrzeźwiła ich dopingowa wpadka Myrosława Dykuna), o złoto w trójskoku powalczy Yamile Aldama, która tożsamość wymienia niemal co igrzyska. W 1996 r. w Atlancie startowała dla rodzimej Kuby; potem odrzuciła oferty Hiszpanii, Włoch i Czech, by w 2004 r. założyć barwy Sudanu; teraz postawiła na organizatorów londyńskich zmagań.

Wielka Brytania przyciągała, bo w przygotowania olimpijskie zainwestowała blisko pół miliarda funtów. A przybywa sportowców, którzy w reprezentacji widzą zwykłego pracodawcę i zwyczajnie wystawiają swoje usługi na aukcję. Kto da więcej, kupuje medalową szansę, migracje wcale nie odzwierciedlają narodowościowego poplątania zglobalizowanego świata niknących granic, lecz inwestycyjne zaangażowanie rządów.

Proceder handlu paszportami uprawia się od dawna, ale nigdy nie uprawiało się aż na taką skalę - podważającą sens sporządzania klasyfikacji medalowej, która powinna oddawać ukłas sił w olimpijskim sporcie. Niektóre kraje z wygrywania przetargów na cudze usługi uczynili strategię budowania potęgi. Azerbejdżan aż połowę kadry zestawił z naturalizowanych obcokrajowców, czasem wdając się w długotrwałe negocjacje. Za sztangistkę i sztangistę zapłacił Bułgarii 500 tys. dolarów, ale kiedy Bułgaria zorientowała się, że Bojanka Kostowa i Walentin Christow mają zostać wysłani na igrzyska, zażądała dodatkowej opłaty. Dyplomatyczno-biznesowe petraktacje jednak przegrała.

Na potęgę handlują Katarczycy, Kazachowie czy Turcy, coraz częściej otwarcie podaje się gaże, za które sportowcy przyjmują obce obywatelstwo. Historia kenijskiego biegacza Leonarda Mucheru wyglądała tak: przyleciał poćwiczyć do Niemiec, zaoferował siebie światu, zwerbowała go marokańska komisja rekrutacyjna wynajęta przez Bahrajn, Bahrajn zaproponował paszport i zmianę nazwiska na Mushi Salem Jawher. Kenijczyk zgodził się za tysiąc dolarów dożywotniej miesięcznej pensji plus premie za sukcesy. I podpisał umowę o pracę z... ministerstwem obrony Bahrajnu.

My też mamy adoptowanych obcokrajowców, nasz Chińczyk Wang Zengyi przegrał w niedzielę w pingponga z hiszpańskim Chińczykiem He Zhiwenem. Polska akurat za ich wywijanie rakietką nie zapłaciła, ale tenis stołowy zżera patologia skłaniająca do likwidacji wszelkich międzynarodowych zawodów. Spośród sześciu rozstawionych w londyńskim turnieju kobiecego singla Europejek tylko Białorusinka pochodzi z naszego kontynentu. Niemcy reprezentuje Wu Jiaduo, Hiszpanię - Shen Yanfei, Holandię - Li Jiao oraz Li Jie, Polskę - Li Qian. O Luksemburce Ni Xialian, a także Austriaczkach Lui Ji i Li Qiangbing nie wspominam, bo grają słabiej, ale one też przypominają, że pingpongowa rywalizacja przeobraża się w konkurs na upolowanie najlepszej Chinki.

Jutro w długodystansowych biegach na mistrzostwach Europy wystartują pewnie sami Kenijczycy.

Archiwum
Tagi