Wpisy z tagiem: manchester city
poniedziałek, 14 maja 2012
Ostatnie sceny sezonu rozdygotały najbardziej lodowatych fanów, choć nie mnie, z przyczyn obiektywnych oglądałem je z odtworzenia. Manchester City zadał decydujące pchnięcia dopiero, gdy czasu nie miał już właściwie wcale, zaledwie 40 sekund dzieliło Manchester United od utrzymania panowania w Premier League, obaj pretendenci uzbierali w lidze angielskiej tyle samo punktów. Kiedy jednak przypominam sobie, co działo się na boiskach, to sądzę, że nowy mistrz wyglądał wyraźnie okazalej niż mistrz ustępujący. Wygrał oba bezpośrednie starcia, raz sąsiadów wręcz znokautował, był stabilniejszy i uniknął zawstydzających wpadek - u siebie pozostał niepokonany, na wyjazdach ponosił porażki jednobramkowo minimalne, i to zazwyczaj dopiero po golu traconym w samej końcówce - Arsenalowi ustąpił w 87. minucie, Swansea w 83., Sunderlandowi w 93., Chelsea w 82. Niewiele brakowało, by United obronili tytuł, ale nie tak wiele brakowało też, by City zdetronizowali ich jeszcze wcześniej. Podejrzewam, że bić się do końca musieli przede wszystkim z powodu wewnętrznych problemów - dezercji Carlosa Teveza oraz notorycznej niesubordynacji Mario Balotellego. Jeśli zgodzić się z trenerem Wernerem Liczką, że o sile drużyny stanowi jej kręgosłup, to mistrz Anglii może niebawem wyrosnąć na kolosa rzucającego wyzwanie Barcelonie i Realowi Madryt, moim zdaniem nadal najmocniejszym na kontynencie. Joe Hart to wśród angielskich bramkarzy niemal takie dziwo, jak dortmundzka święta trójca wśród polskich piłkarzy. O Vincencie Kompanym pisałem już, że widzę w nim największą znakomitość wśród graczy, którzy nie zdołali awansować na Euro 2012. Yaya Toure, bezapelacyjnie mój ulubiony wielkolud w futbolu, każdym meczem brutalniej zawstydza wszystkich, którzy kiedykolwiek ośmielali się posądzać go o zalety wyłącznie defensywne. Sergio Agüero rozwinął się na wyjątkowo dorodnego przedstawiciela gatunku specyficznie argentyńskiego - niskich, mocno trzymających pion, pracowitych rozrabiaków - którego od Teveza różni bardzo istotny drobiazg, czyli porządek we własnej głowie. Ten core jest naprawdę hard. Oni wraz z Davidem Silvą, przez wiele miesięcy najbardziej błyskotliwym graczem Premier League, tworzą rdzeń grupy, która w niedzielę ogłosiła, że obalanie zastanej hierarchii dopiero rozpoczyna. Arabscy właściciele zainwestowali w Manchester City miliard funtów, spychając na drugi plan Romana Abramowicza. Zastąpili go w roli tyleż egzotycznych, co biznesowo agresywnych bogaczy, którzy bezceremonialnie wtarabaniają się na cudze włości i usiłują zaprowadzić tam swoje rządy, nie pytając tubylców o zdanie. I na razie rozwijają firmę szybciej niż Rosjanin. Owszem, Chelsea odzyskała prymat w Anglii już dwa lata po przybyciu Abramowicza. Ale on przejmował uczestnika Ligi Mistrzów. Inwestorzy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przejęli klub będący dla sąsiadów z Manchesteru pośmiewiskiem, który ledwie kilka wcześniej wygramolił się z niższej ligi, by w najwyższej przeważnie bronić się przed spadkiem. Przejęli i jęli obserwować błyskawiczne postępy. Pierwszy sezon przyniósł tylko dziesiąte miejsce w Premier League. Drugi sezon - piąte miejsce oraz półfinał Pucharu Ligi Angielskiej, niewidziany w City od 1981 roku. Trzeci sezon - skok na podium oraz triumf w Pucharze Anglii, czyli pierwsze trofeum od 1976 roku. I wreszcie czwarty sezon - mistrzostwo kraju, pierwsze od 1968 roku. Teraz ruszą w kolejną podróż po Lidze Mistrzów. W europejskich rozgrywkach też znaczyli niewiele, do finału jedyny raz zajrzeli w 1970 roku, kiedy Puchar Zdobywców Pucharów wzięli po zwycięstwie nad Górnikiem Zabrze. Fani i piłkarze City są w siódmym niebie, dla konkurentów niemal z dnia na dzień stali się piekielnie antypatyczni - wszyscy zazdroszczą im fortuny, która spłynęła na nich rzecz jasna niezasłużenie. Ohyda. Paradoks polega na tym, że w dzisiejszym, zdominowanym przez korporacje futbolu chyba tylko szejkowie lub osobnicy szejkopodobni są w stanie naruszyć ustaloną hierarchię, którą UEFA próbuje jeszcze utrwalić przez wprowadzenie finansowego fair play. Mozolna praca u podstaw może przynieść sukces w krótszej perspektywie, w dłuższej sprowokuje raczej do splądrowania szatni przez zamożniejszych rywali. Szatni opłacanych przez arabskich bonzów nikt nie tknie. A oni idą ławą. Już wiemy, że w następnej Lidze Mistrzów spróbują polansować się nie tylko właściciele Manchesteru City, ale również właściciele Paris Saint Germain i Malagi.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Pobloguję długodystansowo, a jakże, nie mam alternatywy. Nie mam alternatywy, odkąd zorientowałem się, że kiedy od futbolowego hiciora dzielą mnie jeszcze całe godziny i siłą woli bezskutecznie staram się przyspieszyć pracę zegarów, najlepszą metodą na przetrwanie jest kompulsywne stukanie w klawiaturę. Od razu przyznam się niepatriotycznie, że klasyk angielski kręci mnie dziś bardziej niż polski, również dlatego, że wyspiarze tłuką się o wielką stawkę, a pod Wawelem tylko piłkarze Cracovia mają jeszcze powód, by się pocić. 17.27. Do niedawna derby Manchesteru łączył z derbami Krakowa charakter relacji między klubami. W obu zachłannie pożerający trofea potentaci (United, Wisła) mierzyli się z ligowymi przeciętniakami, którzy w swoich krajach panowali albo w futbolowej starożytności (City), albo w epoce lodowcowej (Cracovia). Ostatnio jednak oba miasta pomknęły w przeciwnych kierunkach. Angielskie się wzbogaciło - City doścignęło United finansowo i sportowo, więc derby przeobraziły się w mecz o tytuł. Polskie zubożało - właściciel Wisły oszczędza, a jego piłkarzy obniżyli poziom, choć jeszcze nie na położyli się przy Cracovii. 17.42. Także cała liga angielska oddala się od polskiej, i to bynajmniej nie piję do poziomu gry, lecz obfitości podstawowych w futbolu atrakcji. Oto w Premier League - do niedawna pełnej taktycznych klinczy, bo dyktatowi José Mourinho i Rafy Beniteza podporządkował się nawet Alex Ferguson - albo podupadła sztuka defensywy, albo trenerom zmieniły się priorytety. Szlagiery przypominają tam naloty dywanowe, i to na ofiary niemal bezbronne - w jesiennych derbach Manchesteru City nokautuje United 6:1, United aplikuje osiem goli naszemu Wojtkowi Szczęsnemu, Arsenal z Chelsea zabawiają się na wynik 5:3, derby północnego Londynu piłkarze ozdabiają siedmioma bramkami, w poprzedni weekend na Old Trafford gospodarze zabawiają się z Evertonem etc. W ogóle nastał na murawach czas tak upstrzony fajerwerkami, że pozwoliłem sobie nazwać go szumnie wystrzałową erą futbolu. Niestety, nie w Polsce. Niewiele jest lig na kontynencie - o ile jeszcze jakieś się ostały, nie mam czasu teraz sprawdzać - w których piłka wpada do siatki rzadziej. U nas zwłaszcza w tzw. hitach nie zdarzają się wariackie wymiany ciosów, a przyszły mistrz, kto by nim nie został, będzie prawdopodobnie najrzadziej strzelającym od wyłonionego w sezonie 1984/85, w którym Górnik Zabrze w 30 kolejkach wydusił 38 bramek. 17.59. Stadion Wisły to w ogóle jeden z najsmutniejszych, tamtejszym fanom można tylko współczuć. Zanim ich piłkarze pobili przed dwoma tygodniami ŁKS, grali u siebie na 0:0 z Legią, 0:0 z Lechem, 0:1 z Koroną, 0:1 z Polonią, 1:0 z Widzewem, 0:1 z Górnikiem, 0:1 z Cracovią (to wyjazd, ale niezbyt odległy), 0:1 z Podbeskidziem. Między połową października a połową kwietnia widzieli jednego marnego gola dla swoich. I niewiele więcej dla rywali... Martwa cisza. Za Cupiała jeszcze niesłyszana. 18.18. Gdybym miał złożyć manchesterski dream team, to powołałbym jedenastkę: Hart - Valencia, Kompany, Vidić, Evra - Yaya Toure, Scholes - Nani, Rooney, David Silva - Aguero. Wiem, że do zatracenia ofensywna, ale nie umiałem się powstrzymać przed zmieszczeniem w niej ekwadorskiego pędziwiatra, choćby za cenę wycofania go pod własną bramkę. A wasze propozycje? Blogowe forum jest długie, szerokie i głębokie;-) Krakowskiego odpowiednika nie stworzę, bo na Cracovię spoglądałem tylko incydentalnie. Nie znam się. 18.37. Nie umiałem przemóc się, żeby w ogóle rozważać umieszczanie w mojej wirtualnej superjedenastce Carlosa Teveza. Sportowo zasługuje, jego styl gry bardzo lubię, ale cała reszta - sami wiecie, jaka - mnie mierzi. Precz z graczami, dla których stanem naturalnym jest niesubordynacja i którzy sądzą, że są więksi niż klub, poradzimy sobie sami. Tak czy owak jeden poważny ośrodek badawczy ocenia, iż Argentyńczyk był w kwietniu najlepszym po Leo Messim piłkarzem czołowych lig europejskich. W Krakowie już grają, więc ze stadionu płyną dźwięki przypominające kanonadę z broni palnej. Ot, urok naszych trybun, zdominowanych przez mniejszość niezbyt zainteresowaną futbolem, za to sławiącą samą siebie ze skupieniem i zapałem, za przeproszeniem, nałogowego onanisty. 18.59. Wisła prowadzi 1:0. Pierwszy gol w sezonie Maora Meliksona, czyli jedynego obcokrajowca z polskimi korzeniami, którego naprawdę chciałem widzieć przeszczepionego - z różnych powodów - do naszej reprezentacji. To był pierwszy celny strzał w derbach Krakowa, bo pierwsza połowa generalnie wygląda jak materiał dowodowy dla oskarżenia polskiej ligi o absolutną niezdolność do utkania ataku pozycyjnego. To jej największa zmora. Ale przynajmniej pasję do grania na Reymonta mają. 19.17. Przerwa. Za 45 minut gry Cracovia spadnie, zastąpi ją pewnie Nieciecza. Sądziłem, że rozwijająca się ekstraklasa przestanie wpuszczać drużynki z wygwizdowa, tymczasem wpuści wygwizdowo bezprecedensowo wyludnione. Ktoś wie, czy kiedykolwiek wcześniej do najwyższej ligi dostał się klub w sensie dosłownym wiejski? Co do Wisły, to upieram się przy niemożliwej do udowodnienia tezie, że gdyby Cupiał nie pogonił Maaskanta, to wciąż walczyłby o mistrza. A z dyrektorem sportowym Bednarzem, który stęka w telewizorach, jak jest ciężko, i sam sobie osłabia przyszłą pozycję negocjacyjną opowieściami o masowym skupowaniu Polaków, przyjemnej przyszłości krakowian wyobrazić sobie nie umiem. 19.34. Wdepnąłem w przerwie w tekst, który jest dowodem, że mamy wystrzałową erę futbolu - Premier League idzie na rekord. A tutaj przeczytacie gazetową zapowiedź o manchesterskich „Derbach dla masochistów”. (W Krakowie znów przerwa w grze. Trzeba kibolskim onanistom oddać, że mają bardzo udaną wiosnę, co ważniejszy mecz, to się wpychają na pierwszy plan, orgazm za orgazmem). 19.50. Za Gervasio Nuneza, którego nie znoszę, wchodzi Radosław Sobolewski, najbardziej szanowany przeze mnie wiślak. W grudniu skończył 35 lat, ale należy do piłkarzy, z którymi klub powinien przedłużać kontrakt dopóty, dopóki oni sami nie ogłoszą, że mają dość. Wiecie, gatunek reprezentowany też przez Frankowskiego, del Piero, Tottiego, Zanettiego, Giggsa etc. 20.05. Skład Manchesteru City: Hart, Zabaleta, Clichy, Kompany, Lescott, Barry, Yaya, Silva, Nasri, Tevez, Aguero. Na tyłach głównie twarde chłopy z Północy, a z przodu błyskotliwość z Południa. Dla mnie gospodarze są faworytami - jak Wisłę przy oszczędzeniu Maaskanta widziałbym dziś w czubie polskiej tabeli, tak City bez zamętu wywołanego przez Teveza widziałbym dziś nad United w tabeli angielskiej. Będzie się działo! 20.13. Skład Manchesteru United: De Gea, Jones, Smalling, Ferdinand, Evra, Carrick, Scholes, Nani, Giggs, Park, Rooney. Cholernie Ważny Mecz, czyli mój ulubiony koreański pracuś musi wziąć sprawy w swoje nogi. Będzie się działo! 20.19. Trener Roberto Mancini znów konsekwentny po swojemu. Balotelli miał zostać ostatecznie karnie odsunięty od murawy, a siedzi w rezerwie. Najnowsze wieści z jego niezwykle ciekawego życiorysu, transmitowanego na żywo przez tabloidy: Mario lubi się umalować na buzi, założyć na łepek perukę i odziać w damskie ciuszki. Całe szczęście, że przepisy precyzyjnie opisują strój boiskowy. 20.25. Zgodnie z przewidywaniami pojedynczy kop Meliksona wystarczył, że rozstrzygnąć i zesłać rywala o klasę niżej. Żegnam i przypominam, że Wisła tylko jednego gola w tym sezonie zawdzięcza Polakowi (w listopadzie Rafał Boguski ugodził z karnego Śląsk), Cracovia - ledwie cztery. To pod tym względem najmniej biało-czerwone kluby ekstraklasy. A fajerwerki za pół godziny. Twitterowe statystyki Henry’ego Wintera: Grand occasion? Three more goals would make it 1000 this PL season. 25 games to go. Record is 1063. Current run-rate would take it to 1067. 20.42. Włoscy trenerzy panoszą się wszędzie, i to wszędzie na szczytach. W Serie A o tytuł walczą Antonio Conte i Massimiliano Allegri, w lidze rosyjskiej mistrzostwo właśnie obronił Luciano Spalletti, we francuskiej wiceliderem jest Carlo Ancelotti, na Champions League zasadza się Roberto di Matteo, w angielskiej sąsiadów zamierza zdetronizować Roberto Mancini. Ale ten ostatni powtarza, że jeden triumf go nie usatysfakcjonuje, że chce zostawić po sobie dziedzictwo, dzięki któremu będzie pamiętany przez kibiców City przez całą wieczność. Będzie się działo! 20.57. Zaczynamy. Jak to rozsądnie ujął Nick Hornby, w jednym z najdonioślejszych zdań w dziejach literatury: „Nic poza piłką nożną nie ma znaczenia”. 21.43. Krycie bywa chwilami tak zajadłe, że oni nie powinni być w stanie wymienić trzech podań z rzędu. Manchester United przyczajony, znów podziwiamy zdolność przeciwstawienia się rozgorączkowanym w ruchach rywalom Ryana Giggsa (w listopadzie skończy 39 lat) i Paula Scholesa (w listopadzie skończy 38 lat), jedynej takiej pary w wielkim futbolu. City dłubie i dłubie, ale idei na przedziurawienie defensywnej ściany gości nie ma - ewidentnie chce wyrzeźbić gola barcelońskiego, strzały spoza pola karnego nie wchodzą w grę, wtarabaniamy się do bramki razem z piłką. Pamiętajmy, że remis to cholernie korzystny wynik dla United. 21.45. Ale do przerwy 1:0 dla City. Bramka po rzucie rożnym, ale właściwie też katalońska - tyle że w roli Carlesa Puyola wystąpił Vincent Kompany. Czy to nie jest najlepszy europejski gracz, który nie przyleci na nasze mistrzostwa? 22.00. W Fergusona niby nie wolno wątpić nigdy, ale... Jeśli United mają odrobić straty, to chyba tylko serduchem. 22.52. City wygrywa 1:0. Lapidarnie to ujmując: piłkarze United usiłowali uwiesić się na Yaya Toure, a on chyba nawet nie zauważył, że ich strzepnął. Nie musiał się ruszać, po prostu wciągnął trochę więcej powietrza do płuc. 22.55. Ani prądu, ani prędkości w drugiej linii MU. Żywszy był Alex Ferguson, kiedy wyrwał w kierunku Manciniego. Jego ludzie nie oddali w ligowym meczu celnego strzału po raz pierwszy od maja 2009 roku. 23.04. Przed City jeszcze Newcastle (wyjazd) i QPR (dom) - pierwsi walczą o Ligę Mistrzów, drudzy o utrzymanie. Przed United Swansea (dom) i Sunderland (wyjazd) - nie walczą o nic. 23.23. Wykrakałem w styczniu, że Manchester United może nie zdobyć żadnego trofeum w tym sezonie i musieć przełknąć najbardziej przykry sezon od połowy lat 90. Jeśli Giggs ze Scholesem okażą się śmiertelni, to mogą nastać dla nich ciężkie czasy. Para Vidić - Ferdinand też już nie ożyje. Biednie. A Manchester City to taki buldożer z gracją, który jeszcze spotężnieje. 00.04. Pomyślcie o następnej Lidze Mistrzów: „nasza” Borussia Dortmund i latynoski Manchester City, które już nie powtarzają błędów debiutanta; Paris Saint Germain jako kolejna firma na bliskowschodnim dopingu; wraz z nią być może Malaga; złamane w tym sezonie supermocarstwa barcelońskie i madryckie; powrót Juventusu; Arsenal być może już bez dużych personalnych strat poniesionych lat; dyszący żądzą odwetu Manchester United. A jeszcze Bayerny, Milany, być może Intery i inne takie... Będzie się działo! 00.47. Anglicy donoszą, że Kompany wciąż sterczy pod stadionem i rozdaje autografy. Teraz, dwie godziny po meczu.
czwartek, 29 grudnia 2011
Wywodzą się przede wszystkim z katarskiej rodziny królewskiej (60 mld dol. prywatnego majątku) i Zjednoczonych Emiratów Arabskich (9 proc. światowych rezerw naftowych, majątek niemal bez dna), ale także Arabii Saudyjskiej i Jordanii. Przejęli Manchester City, który mknie po tytuł w angielskiej Premier League. Przejęli Paris Saint Germain, które celuje w mistrzostwo Francji. Przejęli Malagę i Getafe, pragnące rzucić wyzwanie wiadomym kolosom hiszpańskim. Z liniami lotniczymi Emirates weszli na barwy Milanu, który broni mistrzostwa Włoch. Uratowali od bankructwa TSV Monachium. W Portugalii spekuluje się, że wykupią ledwie dyszącą finansowo Vitorię Guimaraes. Z logo Qatar Foundation wtargnęli na nieubrudzone dotąd komercyjną prostytucją barwy Barcelony, która mierzy w mistrzostwo wszystkiego - ją też połknęliby zapewne w całości, gdyby nie oryginalna struktura własnościowa, czyniąca posiadaczami klubu kibiców. Linie lotnicze Emirates wepchnęli też do nazwy stadionu Arsenalu i powiązali je komercyjnie z Realem Madryt oraz FIFA. Zwyciężyli w konkursie na organizację mundialu w 2022 roku, katarską kandydaturę promowali Franz Beckenbauer, Josep Guardiola, Michel Platini oraz Zinedine Zidane. Ich Al Dżazira od przyszłego roku będzie pokazywała Francuzom Ligę Mistrzów, a prawdopodobnie także Euro 2012. Ich Al Saad wygrał Ligę Mistrzów azjatycką - po trupach, dzięki niesłychanemu splotowi okoliczności, jako pierwszy katarski klub od 1989 roku. W Afryce rozwijają akcję Football Dream - przetestowali już ponad milion chłopców, najlepszych szkolą, a w przyszłości być może obdarują kontraktami w należących do nich czołowych europejskich klubach lub paszportem Kataru, bowiem jako gospodarze MŚ chcieliby wystawić w miarę przyzwoitą reprezentację. Obecna, choć również zasilaną obcą siłą roboczą, nie umie pokonać Omanu, Wietnamu ani Uzbekistanu. A na mundial przylecą drużyny cokolwiek silniejsze. Słowem, coraz trudniej znaleźć skrawek murawy, na który nie wleźli. Teraz próbują futbolowo rozhuśtać stolicę Francji. Z powodzeniem. W Paris Saint Germain wznoszą mały Milan. Nowy trener Carlo Ancelotti, który z aktualnymi mistrzami Włoch dwukrotnie zwyciężał w Lidze Mistrzów i uchodzi za jednego z najwybitniejszych współczesnych fachowców, będzie zarabiał tam 7 mln euro rocznie, co uczyni go trzecim najwyżej opłacanych w zawodzie - po rządzącym w reprezentacji Anglii Fabio Capello i rządzącym w Realu Madryt Jose Mourinho. Przedstawiony zostanie jutro o godz. 15. Zatrudnia go dyrektor sportowy Leonardo, który w Milanie pełnił identyczną funkcję. Niebawem zaproponuje kontrakt Davidowi Beckhamowi - dobiegającemu do 37. urodzin, lecz gwarantującemu turbodoładowanie dla ofensywy marketingowej klubu pragnącego stać się marką globalną. Najsłynniejszy futbolowy celebryta ma dostawać blisko 10 mln rocznie, dzięki czemu stanie się bezdyskusyjnie najhojniej wynagradzanym oldbojem w całej historii piłki nożnej. Leonardo, renomowanemu znawcy rynku brazylijskiego, marzy się jeszcze ściągnięcie do Paryża rodaków, których również wyłowił niegdyś dla Milanu. Cel ambitniejszy stanowi 22-letni Alexandre Pato. Fantastycznie utalentowanemu napastnikowi wróżono karierę na miarę Złotej Piłki, a on prognozy uwiarygadniał 51 golami w 110 meczach ligi włoskiej. Niestety, jest wiecznie chory. Był już nawet wysyłany do lekarzy w USA, żeby zbadali, dlaczego na zdrowiu znienacka podupadł atleta, który przez inauguracyjne dwa sezony w Serie A nie musiał się leczyć wcale. Amerykanie opracowali dla niego nowy system treningu, ale na nogi Pato nigdy nie stanął. W latach 2010 i 2011 urazy kładły go 11-krotnie. Najczęściej nie wytrzymywały mięśnie, co Brazylijczyk - sprowadzony na San Siro jako nastolatek - próbuje tłumaczyć nagłym skokiem wagi i wzrostu. Jeśli mediolańczycy mieliby go oddać, to właśnie ze względu na kruchość członków. I za gigantyczną kwotę - 50 mln euro lub więcej - która oczywiście zasobów właścicieli PSG znacząco nie uszczupli. Jego starszy kolega Kaka kosztowałby wyraźnie mniej, ponieważ w Realu nigdy nie ożył i transfer byłby dla madryckiego klubu zrzuceniem balastu. Obaj Brazylijczycy mieliby stworzyć śmiercionośne ofensywne trio wraz z Argentyńczykiem Javierem Pastore (kupionym za, bagatela, 43 mln euro), a za nimi biegaliby inni piłkarze pozaeuropejscy - Sissoko z Mali, kolejni Brazylijczycy Nene i Ceara, reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej Tiene, a także Urugwajczyk Lugano. Multietniczny kocioł, odzwierciedlający wielobarwność społeczeństwa katarskiego, w którym mniejszość autochtonów obsługuje miażdżąca większość potulnych imigrantów. Kaprys egzotycznych, zdemoralizowanych łatwą mamoną ekscentryków, którzy znudzili się budowaniem drapaczy chmur dotykających sąsiednich galaktyk i sztucznych wysp w kształcie palmy? Uznany znawca spraw bliskowschodnich James Dorsey nazywa inwazję szejków „futbolową dyplomacją”. Zwłaszcza bonzów z Kataru. - Rodzina Al Thanich to chyba jedyni arabscy liderzy z naprawdę strategiczną wizją na przyszłość - twierdzi. - Wiedzą, że muszą umocować się zagranicą, żeby zagwarantować bezpieczeństwo tak małemu państewku. Używają trzech wehikułów: telewizji Al Jazeera, linii lotniczych Qatar Airways i piłki nożnej - tłumaczy Dorsey plany katarczyków, którzy ponoć dywersyfikują źródła dochodów, żeby utrzymać najdynamiczniejszy w świecie wzrost gospodarczy. Ale najazd na futbol nie tylko europejski ma już kolor panarabski. Założony w Dubaju Royal Football Fund lokuje kapitał m.in. w piłkarzy, argumentując, że pula gwiazd formatu Falcao, Deco, Pepe, Lisandro Lopesa, Lucho Gonzaleza i Raula Meirelesa dała stopę zwrotu zbliżającą się do 70 proc. na głowę. W przyszłości planuje inwestować przede wszystkim w rozwój młodych graczy, ze szczególnym uwzględnieniem chłopców dorastających w krajach słynących ze skutecznego szkolenia, jak Portugalia czy Holandia. Biznes się rozkręca, pół miliona dolarów wpisowego wpłacili już m.in. właściciele Manchesteru City i Malagi. Pochodzą z różnych krajów, ale są dalekimi kuzynami. To naprawdę jest rodzinny interes. Tagi:
Carlo Ancelotti
David Beckham
inwazja szejków
komercjalizacja
manchester city
Paris Saint Germain
23:16, rafal.stec
Link Komentarze (38) »
czwartek, 08 grudnia 2011
To była jesień pasjonująca i zdumiewająca, a przecież w latach minionych przywykliśmy, że bywa raczej dość monotonna, bo przewidywalna. Teraz zdarzyło się tyle, że nie sposób o wszystkim nablogować z osobna. Zrekapitulujmy zatem. 1) Finisz w grupie D rozżarzył kibicowskie emocje jak wyjęta z naszej ligi kolejka cudów. Dinamo Zagrzeb w osobliwych okolicznościach daje sobie sobie wrzucić pękaty wór goli Lyonowi, sędzia Manuel de Sousa anuluje Ajaksowi Amsterdam gole całkiem prawidłowo strzelane Realowi Madryt. Ta kombinacja wyników (1:7 i 0:3) wyrzuca z rozgrywek mistrzów Holandii, a promuje Francuzów, co jeszcze przed chwilą wydawało się nierealne. UEFA powinna wszcząć śledztwo? 2) Zapomnijmy na moment o podejrzeniach, by oddać honory Realowi - wygrał wszystkie mecze w grupie, czego w obecnej formule Champions League nie dokonał nikt. Ostatnio równie bezlitosna była Barcelona (jesienią 2002 r.), w latach 90. żadnych strat w tej fazie nie ponieśli Milan, Paris Saint Germain i Spartak Moskwa. Real przebija wszystkich imponującym stosunkiem bramkowym - 19-2. To najlepszy grupowy dorobek w historii. 3) Piłkarze United to najmocniejsza po Barcelonie drużyna Europy minionych lat, piłkarze City to drużyna najdynamiczniej potężniejąca, która sąsiadów planuje zdetronizować. Pierwsi odpadli, bo najpierw lekceważyli rywali, a kiedy lekceważyć przestali, zagrali beznadziejnie i zebrali cięgi od Basel (to prześladowcy wyspiarzy, kiedyś skopali już Liverpool). Drudzy w elicie debiutowali, a debiutanci w tych rozgrywkach - niezależnie od budżetu - raczej zbyt wysoko nie podskakują, o czym zresztą boleśnie przekonała się również Borussia Dortmund. Szokującą klęskę poniósł cały Manchester, pozujący na miasto przyszłości w europejskim futbolu - miał zdystansować Mediolan i Londyn, które derbowo zabawiały się niedawno nawet w półfinale. Alex Ferguson w przededniu siedemdziesiątych urodzin ma tyle trosk na głowie, na zestarzenie się na pewno sobie prędko nie pozwoli. 4) Possession is nothing. Jeśli wyjąć najbardziej maniacko przywiązaną do piłki Barcelonę, najdłużej utrzymywały się przy niej Valencia, Manchester United, Manchester City, Lille. Wszystkie odpadły. 5) Do 1/8 finału awansował APOEL Nikozja (ba, wygrał grupę!), który przed sezonem zajmował 125. miejsce w rankingu UEFA. W tym stuleciu do wiosny nigdy nie przetrwał tak nisko sklasyfikowany klub. 6) Awansowały aż dwa kluby rosyjskie (CSKA Moskwa oraz Zenit St. Petersburg) oraz Napoli, co daje nadzieję na retusz futbolowej geografii kontynentu. W obecnej formule rozgrywek do ćwierćfinału dobijały się tylko dwie drużyny z miast położonych na wschód do Monachium (Fenerbahce, CSKA). Czy żelazna kurtyna, o której już pisałem, wreszcie zostanie przynajmniej lekko podniesiona? Trener Luciano Spalletti właśnie obwieścił, że Zenit potrzebuje jeszcze transferów dwóch-trzech prawdziwych mistrzów... 7) Bramki zdobywali dwaj Polacy (Lewandowski, Błaszczykowski) - nie widzieliśmy takiego dziwa od sezonu 2004/2005 (Krzynówek, Olisadebe). Ta z wtorku padła po akcji niemal stuprocentowo polskiej (strzelił Błaszczykowski, asystował Lewandowski, natarcie współorganizował Piszczek) - nie widzieliśmy takiego dziwa od sezonu 1996/1997. W ogóle nasi się w elicie tłoczyli. Niestety, wiosną zrobi się jak zwykle. Jesień przeżyli tylko bramkarze Arsenalu - Szczęsny i Fabiański.
niedziela, 20 listopada 2011
Tak mi się skojarzyło w trakcie dzisiejszej transmisji ze Stamford Bridge. Najdroższy piłkarz w historii Liverpoolu - wart 35 mln funtów Andy Carroll, którego zakup był transferowym rekordem Wysp Brytyjskich - przesiedział w rezerwie niemal cały mecz. I bożyszczem fanów generalnie na razie nie został. Najdroższy piłkarz w historii Chelsea - wart 50 mln Fernando Torres, którego zakup też był transferowym rekordem Wysp Brytyjskich - też niemal do końca siedział w rezerwie. I on, delikatnie mówiąc, megagwiazdą drużyny nie został. Najdroższy od 2002 roku piłkarz Manchesteru United - wart 30,75 mln Dymitar Berbatow - z boksu dla rezerwowych nie wstał wczoraj wcale. I on megagwiazdą drużyny nie został. W zeszłym sezonie umiał ostrzeliwać głównie średnich i słabych, więc finał Ligi Mistrzów oglądał z trybun, jako kibic. Najdroższy w kadrze Arsenalu - wart 15 mln Andriej Arszawin - prześlęczał w rezerwie sobotni mecz w Norwich. I on do liderów drużyny nie należy. Sciągnięcie za 25,5 mln Carlosa Teveza transferowym rekordem Manchesteru City nie było, ale jeśli doliczyć horrendalną pensję Argentyńczyka, to i on jest najemnikiem klubu - obok Yaya Toure - najkosztowniejszym. On wczoraj także nie zagrał. Znów się rozwierzgał, zbuntowany pogalopował do Ameryki Płd., prawdopodobnie nie zagra dla manchesterskiego klubu już nigdy. Wszyscy biegają w napadzie, reprezentują kwintet głównych potęg Premier League. Każdy kosztował średnio 30 mln funtów. Każdy zdobył w tym sezonie średnio jedną bramkę. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A tu klikam natrętnie
Ferajna z sąsiedztwa
Niezbędnik inteligenta
Serwisy Sport.pl
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||