Wpisy z tagiem: podsumowanie roku

wtorek, 20 grudnia 2011

Superjedenastka alternatywna, rok 2011. Bez Barcelony, bez Realu Madryt

Alternatywna, bo złożona z piłkarzy spoza Barcelony i Realu Madryt, dla których grają megagwiazdy najjaśniejsze, panujące w świecie, nagradzane w plebiscytach do śmiertelnego zanudzenia.

W roku poprzednim zestawiłem jedenastkę z piłkarzy, których uznałem za zdolnych podjąć próbę przeciwstawienia się Katalończykom, teraz wykluczyłem z rozważań także zawodników królewskiego klubu, bowiem obaj potentaci uciekli reszcie świata. W obu roi się od aktualnych mistrzów świata i Europy, a także laureatów konkursów na najznakomitsze indywidualności. Barcelona hegemonię wyraża w trofeach - wygrała Ligę Mistrzów i ligę hiszpańską, Real zwycięża dopóty, dopóki nie zderzy się z wielkim rywalem.

Jeśli zapomnieć o wiosennej porażce piłkarzy z Madrytu z Barcą w półfinale Champions League, za kadencji José Mourinho uzyskali w tych rozgrywkach następujące wyniki: 3:0, 6:2, 2:0, 4:0, 3:0, 1:0, 1:0, 4:0, 3:0, 1:1, 4:0, 4:0, 2:2, 2:0, 1:0, 2:0. 14 zwycięstw, 2 remisy, 43-5 w bramkach. Zresztą jesienią wypracowali najlepszy dorobek grupowy w historii LM. W kraju też ustępują tylko Barcelonie (choć puchar zdobyli) i generalnie poziomem gry sugerują, że gdyby trafili na korzystniejszy moment dziejowy - bez najwybitniejszej drużyny w historii Camp Nou - braliby trofeum za trofeum.

Do bramki mojej drużyny wstawiam

Samira Handanovica,

który w ubiegłym sezonie wsławił się przede wszystkim seryjnym zatrzymywaniem rzutów karnych - powiodło mu się sześciokrotnie, wyrównał rekord Serie A z sezonu 1948/49. Nie lubi jednak być definiowany jako wybitny specjalista od „jedenastek”. Tłumaczy, że to go redukuje do osobliwości, a sam uważa się za gracza na swojej pozycji kompletnego, usiłującego naśladować Gianluigiego Buffona, w którym widzi prototyp bramkarza nowoczesnego. - Dla mnie Włoch jest najnowszym stadium ewolucji naszego gatunku. Do perfekcji wyćwiczył mnóstwo detali, które dziś są standardem, ale wcześniej nikt o nich nawet nie myślał - mówi Słoweniec. Wiosną nie puścił gola przez kolejne 704 minuty, jesienią znacząco przyczynił się do wyniesienia Udinese na pozycję lidera ligi włoskiej, który traci gole najrzadziej w całych rozgrywkach. Gdybym nie sporządzał superjedenastki alternatywnej, lecz tradycyjną, też by do niej trafił - to był chyba najlepszy bramkarz świata w roku 2011.

Na prawą obronę nominuję

Gregory’ego van der Wiela.

Ucieleśnia odrodzenie szkółki Ajaksu Amsterdam, ostatnio podupadłej. Przed kilkoma laty nie wyglądał na człowieka, któremu zależy na prawdziwej karierze - potrafił np. wymigać się od zgrupowania reprezentacji (powód: uraz głowy), by pójść na rapowy koncert. Dziś sam mówi, że pojął swoje błędy na wygnaniu w drużynie Haarlem (był wypożyczony), i nazywa siebie z przeszłości „zesputym dzieckiem”. Na boisku zasuwa od pola karnego do pola karnego jak opętany, nigdy się nie zatrzymuje, walczy, świetnie dośrodkowuje. Gdyby Realowi Madryt proponować jakieś transfery, które jeszcze by go wzmocniły, można by wskazać właśnie Holendra (choć Mourinho ofensywnego pędziwiatra lubi mieć tylko na jednej flance, a trzyma już Marcelo i Coentrao).

W centrum defensywy stawiam na

Vincenta Kompany’ego,

bohatera bodaj najlepszego transferu Manchesteru City w ostatnich lat. Kosztował zaledwie 8 mln funtów (bo przyszedł, jeszcze zanim klub zalali pieniędzmi szejkowie), a wyrósł na czołowego obrońcę ligi angielskiej - nie ma konkurencji zwłaszcza po ciężkiej kontuzji Nemanji Vidicia. Wielką karierę właściwie dopiero rozpoczyna, choć my, Polacy, możemy odnieść wrażenie, że gra od wieków - z Anderlechtem Bruksela wyrzucał naszą Wisłę Kraków z Ligi Mistrzów już w 2003 roku, jako 17-latek. Regularny, charyzmatyczny (został kapitanem drużyny zatłoczonej gwiazdami), uniwersalny (sprawdza się też w roli defensywnego pomocnika). Skała.

Obok niego gra

Thiago Silva,

obrońca również uniwersalny (rzucony między pomocników wypada bardzo dobrze) i nigdy nieschodzący poniżej pewnego poziomu, a do tego piekielnie szybki i tak precyzyjnie podający piłkę, że przykuwa uwagę - jako cel transferowy - Barcelony, której zresztą strzelił jesienią gola w Lidze Mistrzów. Walczy czysto, rzadko fauluje, więc żółtych kartek niemal nie ogląda (jedyną w tym roku dostał w lutym). Bez niego Milan nie odzyskałby mistrzostwa Włoch.

Mój lewy defensor

Philipp Lahm,

to oryginalnie defensor prawy, ale w Bayernie na swojej ulubionej stronie po odejściu trenera Louisa van Gaala nie biega. Na przeciwległej też pozostaje jednak najbardziej po Danim Alvesu kreatywnym bocznym obrońcą. Lubi wywoływać kontrowersje - w wydanej latem autobiografii ostro skrytykował byłych selekcjonerów reprezentacji, wcześniej zarzucał szefom klubu, że nie realizują żadnej długofalowej strategii - ale wszystko uchodzi mu płazem, bo jest niezastąpiony. Od kwietnia 2009 roku nie opuścił ani jednej kolejki Bundesligi, opaskę kapitana zakłada i w Monachium, i w kadrze.

Defensywę osłania

Yaya Toure,

jeden z żywych dowodów na bajeczną, niedostępną dla konkurencji technikę piłkarzy Barcelony - na Camp Nou sprawiał wrażenie prostego futbolowego robola, a w Manchesterze City rozkwitł na błyskotliwego, wszechstronnego pomocnika, który w półtora roku strzelił więcej goli (15) niż przez całą wcześniejszą klubową karierę (11). W dodatku strzela rozstrzygająco. To on został bohaterem derbów Manchesteru w półfinale Pucharu Anglii (1:0, zwycięska bramka), a także finału tych rozgrywek (1:0 ze Stoke, zwycięska bramka). I jego klub zdobył pierwsze trofeum od 35 lat. Nawiasem pisząc, wraz z Kolo Toure tworzy najzdolniejsze rodzeństwo w obecnej piłce.

Przy nim operował będzie

Joao Moutinho,

czyli środkowy pomocnik wielofunkcyjny, i zdolny poświęcać się w defensywie, i pomysłowy jako rozgrywający. Wiosną wygrał Ligę Europejską, a latem być może dołączyłby do swojego byłego szefa André Villasa-Boasa, gdyby nie zlodowacenie w stosunkach między Porto i Chelsea spowodowane właśnie transferem portugalskiego trenera. Kiedy do Anglii w końcu wyjedzie, stanie się kolejnym piłkarzem ze swojego kraju - w minionej dekadzie było ich co najmniej kilkunastu - wyeksportowanym za dziesiątki milionów euro.

Na skrzydle umieszczam

Robina van Persiego,

którego pominięcie przy nominacjach do Złotej Piłki jest największym skandalem najnowszej edycji plebiscytu. W tym roku kalendarzowym Holender strzelił 33 gole w 32 kolejkach Premier League, co w rozgrywkach krajowych czyni go ciut mniej wydajnym od Cristiano Ronaldo (43 bramki, 34 mecze) i ciut bardziej (!) wydajnym od Leo Messiego (31 bramek, 35 meczów). W Lidze Mistrzów też pchał się na pierwszy plan, ważne ciosy zadawał Barcelonie, Udinese i Borussii Dortmund (wszystkie trzy). On nie tylko zasłużył na wstępne wyróżnienie, on zasłużył na czołówkę plebiscytu. A wypycham go na bok boiska z braku miejsca w polu karnym.

Na przeciwległym skrzydle, ale przecież nie tylko tam, porozrabia

David Silva,

który uprawia futbol zmysłowy, piłkę prowadzi tak subtelnie, że nawet zaawansowani technicznie rywale z Premier League wydają się przy nim kopać z wdziękiem drwali. Trener Roberto Mancini zostawia mu na boisku totalną wolność, a Hiszpan odwdzięcza się rozdzielaniem podań wizjonerskim, napędzającym atak Manchesteru City. Od wielu tygodni gracz numer jeden na angielskich murawach. Dyrygent wybitny.

Pomyśleć, jaki duet stworzyłby z ofensywnym pomocnikiem Borussii Dortmund, która prasa wpycha już za dziesiątki milionów do Barcelony albo Arsenalu.

Mario Götze

też uwodzi przecież przestrzenną wyobraźnią niezbędną, by konstruować akcje o geometrii zaskakującej przeciwnika. To zdaniem wielu najzdolniejszy przedstawiciel dziś niemieckiego futbolu, który ujawnia światu - niemiecki futbol, nie Götze - talent za talentem, zdobywając seryjnie medale turniejów młodzieżowych. Wychowanek Borussii jest najmłodszy w mojej superdrużynie, dopiero tuż przed Euro 2012 przestanie być nastolatkiem. Zdążył już rozegrać pół setki meczów w Bundeslidze i ozdobić je 11 golami oraz 20 asystami. W sierpniu zdobył bramkę jako najmłodszy reprezentant Niemiec po wojnie (w sparingu z Brazylią!), w grudniu dostał nagrodę Złotego Chłopca przyznawaną przez włoskie „Tuttosport” dla najlepszego gracza poniżej 21. roku życia na kontynencie.

W polu karnym zniszczenie siałby

Antonio di Natale,

mknący właśnie ku trzeciemu z rzędu tytułowi króla strzelców w Serie A, czego dokonali tylko Gunnar Nordahl (przeszło pół wieku temu) oraz Michel Platini (przeszło ćwierć wieku temu). To z kolei członek superdrużyny najstarszy. Urodził się w roku 1977 i reprezentuje specyficznie włoski gatunek pięknych trzydziestoletnich rozkwitających snajpersko dopiero wtedy, gdy inni zazwyczaj godzą się ze schyłkiem kariery - był takich podstarzałych zabójczych napastników legion. Ilekroć widzę, jak Di Natale owija stopą piłkę, nachodzą mnie refleksje o nieodgadnionych zawirowaniach rzeczywistości, przez które jedni wirtuozi uginają się pod odznaczeniami, a inni, o zbliżonej skali talentu, schodzą do szatni w zapomnieniu. Włoch do dużego klubu zaproszony został dopiero niedawno, ale ofertę Juventusu odrzucił. Wybrał niższe zarobki, by żyć tam, gdzie lubi.

Superdrużynę poprowadzi trener

Oscar Tabarez,

który nie poprzestał na udanym zeszłorocznym mundialu - na Copa America jego Urugwajczycy zdobyli złoto, prowadzą też w eliminacjach mundialu.

W Europie nie osiągnął nic. Włosi wspominają go jako intelektualistę gawędziarza, który w latach 90. opowiadał im o filozofii i historii, cytował poezję, ujmował delikatnością. Z prowincjonalnym Cagliari osiągał niezłe wyniki, w potężnym Milanie poniósł klęskę. Zastąpił Fabia Capello, fachowca o osobowości większej niż San Siro, a sam mówił szeptem, do piłkarzy - nawet juniorów - zwracał się per pan, po klubie chodził w kapciach, jakby chciał robić możliwie mało hałasu. Wszyscy go lubili, nikt nie słuchał. Posadę stracił po kilku miesiącach. Zanim wrócił do Ameryki Płd., spróbował jeszcze w hiszpańskim Oviedo (spuścił je z ligi) i ponownie Cagliari (przetrwał cztery mecze, żadnego nie wygrał). To były jego jedyne próby szturmu na Europę.

Kiedy w 2006 roku wchodził do szatni Urugwajczyków, ci leżeli na 29. miejscu w rankingu FIFA. Ostatnio awansowali na czwarte, najwyższe w historii.

Superrezerwy:

Manuel Neuer - Christian Maggio, Mats Hummels, Daniel van Buyten, Giorgio Chiellini - Juan Mata, Bastian Schweinsteiger, Eden Hazard, Nani - Neymar, Falcao. Trener: Jürgen Klopp.

Archiwum
Tagi