Wpisy z tagiem: Barcelona

poniedziałek, 24 marca 2014

Koneserzy staromodnych kółeczek, które wyrysowywali z piłką dostojni rozgrywający, lubią ponarzekać, że nowoczesna gra coraz częściej staje się już niemal głównie robotą fizyczną – polega na sile i szybkości. Ale to właśnie obłędnemu tempu gry zawdzięczamy wystrzałową erę futbolu. Mnóstwo goli pada w szlagierach jak dzisiejsze El Clásico, historyczne rekordy obalają snajperzy formatu Messiego czy Ronaldo, w ogóle rozstrzelali nam się w Ligach Mistrzów i na innych szczytach, jakby chcieli wrócić do lat 50. – już o tym kiedyś pisałem. Przy wirtuozerii najwybitniejszych graczy walczący z nimi obrońcy – czy raczej: zawodnicy broniący w danym momencie – nie mają żadnych szans nadążyć. Ten, kto trzyma piłkę, zyskuje naturalną przewagę.

Coraz trudniej nadążyć też sędziom. Nie dlatego, że każda akcja toczy się zbyt szybko – bo nie każda – ale dlatego, że cała karuzela wydarzeń wiruje zbyt szybko. To musi wykańczać mentalnie, jak nie wykańczało nigdy wcześniej. Zwłaszcza, że już właściwie na każdego piłkarza, niezależnie od nazwiska, musisz odruchowo łypać jak na oszusta. Żaden szwindel nie hańbi, to zwykły element gry, który uwznioślił cel najświętszy – zwycięstwo.

Myślałem o tym dziś, kiedy sam ledwie nadążałem nad tym, co dzieje się na Santiago Bernabéu. Miałem zresztą chwilami wrażenie, że mecz wymknął się spod kontroli wszystkim jego uczestnikom. Że żywioł szedł na żywioł, nieodpowiedzialność goniła nieodpowiedzialność, nie było na boisko śladu wyrachowania i cynizmu, które ignoranci nazywają pogardliwie – acz niesłusznie – futbolowymi szachami. Być może stąd słabiuteńkie występy prawych obrońców Daniela Carvajala i Daniego Alvesa.

Zyskali bezstronni miłośnicy ligi hiszpańskiej, walka o tytuł zapowiada się pasjonująco. Odzyskała też nadzieję Barcelona, znów wzrosły nadzieje Atlético.

Real natomiast stracił coś więcej niż punkty i wyraźną przewagę w tabeli. Dotąd sławiliśmy nową jakość wprowadzoną przez Carlo Ancelottiego, który zrezygnował z klasycznego defensywnego pomocnika, by pomieścić w środku pola bezkreśnie kreatywny tercet Modrić – Alonso – Di María, a piłkarzy niosła fantastyczna, rosnąca jak fala seria meczów bez porażki. Teraz komentatorzy wymierzą w nich twarde, niepokojące dane – zero punktów ugranych w dwóch El Clásico, jeden punkcik uciułany w dwóch derbach Madrytu, jesienne męki w najtrudniejszym dwumeczu Ligi Mistrzów – z Juventusem. Zwrócą uwagę madrytczyków na prawidłowość, która pewności siebie nie podnosi nikomu. I być może zakończyłaby, gdyby nie delikatna sytuacja na szczycie tabeli, miodowe miesiące Ancelottiego – przy madryckich standardach po podwójnym laniu od Barcelony nad trenerem powinno rozpętać się piekło.

Czy Włoch zmodyfikuje taktykę, czy nadal będzie polerował to, co już wymyślił? A może przygotuje osobny wariant na znaczniejsze mecze, myślę tu przede wszystkim o Lidze Mistrzów? I wreszcie – czy po dzisiejszym El Clásico na jeszcze większego niż dotychczas faworyta Champions League nie wygląda Bayern?

środa, 04 kwietnia 2012

Hiszpania, Barcelona, Real Madryt, Euro 2012 

Półwysep Iberyjski przysłania już z wolna całą futbolową Europę, w minionym sezonie upchnął w półfinałach obu pucharów sześć klubów (Barcelona, Real Madryt, FC Porto, Braga, Benfica Lizbona, Villarreal), a w tym sezonie ma szansę na siedem (Barcelona, Real Madryt, Athletic Bilbao, Valencia, Atletico Madryt, Sporting, Benfica). A nawet jeśli, co nad wyraz prawdopodobne, Chelsea wyeliminuje tę ostatnią, to ze znaczącym udziałem iberyjskim (Mata, Torres, Meirelles, Bosingwa, Ferreira). Tak, piłka nożna mówi dziś po portugalsku i hiszpańsku.

Przede wszystkim po hiszpańsku, bowiem „Furia Roja” jest aktualnym mistrzem kontynentu i mistrzem świata, a za chwilę jako faworyt rozpocznie Euro 2012. Jeśli panowanie utrzyma, czyli weźmie złoto trzeciej kolejnej imprezy mistrzowskiej, wzniesie się fantastyczną passą na poziom dostępny w przeszłości tylko dla Brazylii.

Po wieczorach jak ostatni tracicie resztki nadziei, że na szczycie wreszcie drgnie, wy, którzy drgnięć pragniecie? A może właśnie powinniście zacząć wierzyć w nieubłagane prawa fizjologii? I kibicować hiszpańskim klubom?

Wyobraźmy sobie - nadzwyczajnej giętkości umysłowej to nie wymaga - że finał Ligi Mistrzów staje się sceną dla El Clasico, a w finale Ligi Europejskiej mierzą się piłkarze z Bilbao z piłkarzami z Valencii.

Następnie przypomnijmy sobie najważniejszych ludzi selekcjonera Vicente del Bosque. W bramce staje Casillas (Real Madryt), który rezerwowego z naturalnych względów nie potrzebuje, a przed nimi biegają lub siadają gotowi do akcji w rezerwie (wyliczam z pamięci, mam nadzieję, że wybór nie wywoła przesadnych kontrowersji): Ramos (Real), Pique (Barcelona), Puyol (Barcelona), Alba (Valencia), Iraola (Athletic Bilbao), Arbeloa (Real), Javi Martinez (Athletic), Busquets (Barcelona), Xabi Alonso (Real), Fabregas (Barcelona), Mata (Chelsea), David Silva (Manchester City), Xavi (Barcelona), Iniesta (Barcelona), Muniain (Athletic), Llorente (Athletic), Soldado (Valencia), Torres (Chelsea).

Pogrubiłem trzy nazwiska, bowiem wszyscy pozostali przeżyją krańcowo intensywny sezon klubowy, zakończony ostatecznym starciem w międzynarodowych rozgrywkach pucharowych. A jeśli dołożymy do obłożonych maksymalnym wysiłkiem Matę oraz Torresa, czyli prawdopodobnych półfinalistów Champions League (i wciąż walczących w Pucharze Anglii...), to okaże się, że jedynym kadrowiczem zwolnionym z wycieńczającego łapania wszystkich srok za ogon był David Silva z Manchesteru City. Ba, także do ostatniego etapu Copa del Rey nie dotrwali hiszpańscy średniacy, którzy drużyny narodowej nie zasilają, lecz Barcelona oraz Athletic Bilbao, dostarczające ponad połowę z wyżej wymienionych.

Słowem, ziszczenie się zaproponowanego scenariusza - chyba nie tylko moim zdaniem dość realne - sprawiłoby, że tytułu broniliby na mistrzostwach Europy wyłącznie ludzie ekstremalnie wyeksploatowani sezonem klubowym. Wyciskający maksimum z mięśni, ścięgien, stawów i - last but not least - głów w skrajnych przypadkach do 25 maja, czyli finałowego wieczoru w Copa del Rey.

Nazajutrz sparing z Serbią rozegra - przebywająca już wówczas na przedturniejowym zgrupowaniu - reprezentacja Hiszpanii. Na-za-jutrz. Cztery dni później kolejny, z Koreą Płd. A potem jeszcze towarzyska wprawka z Chinami i ruszają właściwe igrzyska, inaugurowane gdańskim przebojem z Włochami.

Hiszpańscy bohaterowie, zwłaszcza ci proweniencji barcelońskiej, od lat tłuką się po największych stadionach po ostatnie dni sezonu. I potem nie tylko nie słaniają się na nogach, ale jeszcze dokopują się do złota. Teraz może jednak dojść jeszcze jeden czynnik destabilizujący - niewykluczone, że w kadrze spotkają się gwiazdorzy Barcelony i Realu, których właśnie ostro poróżniło El Clasico. El Clasico najwyższej rangi, bo pierwszy raz w historii wieńczące Ligę Mistrzów. Już Jose Mourinho zadba, żeby nie był to mecz przyjaźni...

poniedziałek, 12 grudnia 2011

 Leo Messi, Cristiano Ronaldo

Plebiscytami na najlepszych piłkarzy świata zawładnęli kilka lat temu i nie zanosi się, by prędko odpuścili. Na tle konkurencji są jak Real i Barcelona wśród klubów, a jeszcze zbuntowali się przeciw ewolucji futbolu. O czym napisałem felieton - jest tutaj.

Archiwum
Tagi