Wpisy z tagiem: korupcja w piłce nożnej
piątek, 20 stycznia 2012
Tyle miał wziąć od camorry trener Hector Cuper za ustawienie dwóch meczów ligi hiszpańskiej i dwóch ligi argentyńskiej. W zeszłym roku, kiedy prowadził Racing Santander, przybysze z Włoch przekazało mu ponoć ukrytą w skarpetach i slipach gotówkę. On zrewanżował się kartką z wynikami meczów. Rzecz jasna meczów mających się dopiero odbyć... Jeden skończył się jednak rezultatem innym niż zaplanowany, co wywołało kłótnię między gangsterami. Awanturowali się przez telefon podsłuchiwany przez włoską brygadę antymafijną. Pisałem już obszernie o oplatającym całą planetę przemyśle nielegalnych zakładów bukmacherskich i mnóstwie fałszowanych przez bandytów meczów na wszystkich kontynentach (tutaj przeczytacie o technologii przekrętu). W tropieniu międzynarodowej szajki największe zasługi mają śledczy z Włoch, którzy tym razem dopadli naprawdę dużą osobistość. Jeśli zarzuty się potwierdzą, Cuper będzie najznaczniejszym bohaterem korupcyjnej afery, która rozlała się już na kilkanaście krajów i prawdopodobnie nadal się będzie rozlewać. Z Valencią argentyński trener dwa razy z rzędu dotarł do finału Ligi Mistrzów, Mallorkę zaprowadził do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, z Interem Mediolan zdobył wicemistrzostwo Serie A, a z Champions League odpadł dopiero w półfinale, po dwóch derbowych remisach. Znane firmy, ładny dorobek. Na początku stulecia uchodził Argentyńczyk za czołowego fachowca w Europie. Cuper został przesłuchany. Tłumaczył, że przyjął pieniądze dla swojej teściowej, która miała za nie wyremontować dom, a nie łapówkę. Śledczych nie przekonał.
środa, 11 stycznia 2012
Na początku była egzotyczna anegdota, która obiegła wszystkie serwisy sportowe świata. Jesienią 2010 roku piłkarze Bahrajnu ogłosili, że w sparingu wcale nie wygrali 3:0 z Togo, lecz zgrają niezidentyfikowanych osobników, którzy się pod reprezentację Togo podszyli. Gospodarze nabrali podejrzeń, bo łatwo wygrali 3:0. - Oni nie mieli sił biegać 90 minut. Straciliśmy tylko czas. Wystawiłem silny skład przeciwko drużynie, w której prawdopodobnie nie grali nawet zawodowcy - wściekał się trener Bahrajnu Josef Hickersberger. Afrykańscy działacze wyjaśniali, że nie wysyłali do Bahrajnu drużyny i nie znają zawodników, którzy w meczu wystąpili. Arabscy działacze pokazali listę z nazwiskami 20 piłkarzy, podpisaną przez szefa federacji Togo. Tuż przed meczem sędziowie dostali jednak dokumenty innych graczy, prawdopodobnie niepochodzących nawet z Togo. Obie strony wszczęły śledztwo, żadna niczego nie wykryła. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że sparing zorganizował Wilson Raj Perumal, obywatel Singapuru, jeden z domniemanych hersztów futbolowej mafii, fałszującej mecze w Azji, Europie, Afryce i Ameryce Południowej. Fałszującej, by zarabiać na internetowych zakładach bukmacherskich. Wszyscy wykiwali wszystkich Aresztowany minionego lata Perumal opowiedział, jak to było z piłkarzami, którzy udawali Togo. Najpierw zwyczajnie opłacił ich, żeby przegrali. Sytuacja się skomplikowała, kiedy o planie dowiedzieli się konkurenci, również żyjący z przestępstw hazardowych. Zaczęli stawiać dużo pieniędzy na wysokie zwycięstwo Bahrajnu, dlatego Perumal przekupił dodatkowo sędziego. Nadal chciał porażki Togo, ale niskiej - bo taką postanowił typować. Arbiter spisał się perfekcyjnie. Anulował aż pięć (!) goli, za każdym razem z powodu rzekomego spalonego. W łapówki dla piłkarzy oraz sędziego - pochodzącego z Nigru, według podejrzeń FIFA od lat specjalizującego się w fałszowaniu międzynarodowych sparingów - Singapurczyk zainwestował od 10 do 50 tys. dolarów, wziął też na siebie koszty przelotu i zakwaterowania drużyny. Zarobił od 0,5 do 2 mln. Precyzyjne dane są trudne lub wręcz niemożliwe do ustalenia, bowiem firmy bukmacherskie rozmnożyły się do tysięcy, a przepływających przez nie pieniędzy nie sposób całkiem kontrolować. Zwłaszcza na nieprzeniknionym rynku azjatyckim. Nawet Perumal jednak nie miał pojęcia, że ktoś podszywa się pod kadrę Togo. Tamten mecz okazał się gigantyczną blagą, w której wszyscy wykiwali wszystkich. Gospodarze nie wiedzieli, że rywale symulują grę. Goście nie wiedzieli, że choć mają symulować, to arbiter przypilnuje, by nie ponieśli porażki zbyt bolesnej. Perumal zaczął zeznawać w lipcu, gdy został skazany na dwa lata więzienia w Finlandii. Działał tam na masową skalę - udowodniono mu udział w ustawieniu siedmiu z 24 sfingowanych meczów pierwszoligowego, położonego przy kole podbiegunowym RoPS Rovaniemi w latach 2008-2011. W proceder zaangażował zagranicznych graczy zespołu - siedmiu z Zambii oraz dwóch z Gruzji, których korumpował kwotami od 15 do 56 tys. dol. Opłacał też zawodników Oulu, Mariehamn oraz Tampere United - karnie relegowanego z ligi, bo łapówki brali także członkowie klubowego zarządu. Słowem, Singapurczyk fałszował niemal całe sezony rozgrywek. Wpadł jak Al Capone, przez przypadek. W Finlandii nie był ścigany, ale posługiwał się fałszywym paszportem. Doniósł nań „biznesowy” konkurent. I wybuchła afera, która rozwijała się niespiesznie miesiącami, lecz dziś FIFA nazywa ją przełomem w walce z syndykatami sportowej zbrodni. Centra dowodzenia mają zazwyczaj w Azji, działają globalnie. 47-letni Perumal, przedstawiciel tamilskiej mniejszości w Singapurze, przestępcą był od 1983 roku - skazywanym kilkunastokrotnie za napaści, włamania, fałszerstwa. Pierwszy wyrok za ustawienie meczu odsiedział w połowie lat 90. W 2000 r. znów został wtrącony do więzienia, tym razem za pobicie piłkarza - chciał mu uniemożliwić grę w najbliższym meczu i obniżyć szanse jego drużyny na zwycięstwo. Z kraju uciekł w 2010 roku, ścigany za zaatakowanie policjanta. Wylądował w Londynie, w pobliżu legendarnego stadionu Wembley wynajął kawalerkę, za którą zapłacił za sześć miesięcy z góry. Przedstawił się jako Rajamohan Chelliach, choć częściej posługiwał się pseudonimem Kelong King. Stamtąd tkał siatkę współpracowników, która operowała na kilku kontynentach. Z pokoju hotelowego w Helsinkach dzwonił do dyrektorów federacji piłkarskich z pięciu państw, pracowników firm bukmacherskich i gangsterów. W telefonie komórkowym miał kontakty do byłych i obecnych zawodników reprezentacji narodowych, sędziów oraz 57 anonimowych właścicieli brytyjskich aparatów prepaidowych, wykupił też usługę umożliwiającą wykonywanie połączeń z numerami ukrytymi w zdalnej skrzynce, których nie widać na billingach. Gdzieniegdzie obejmował nad drużynami władzę wręcz totalną. Raport futbolowych władz Zimbabwe zarzuca mu, że korumpował tamtejszych działaczy, trenerów, dziennikarzy oraz piłkarzy. Ci ostatni przyznali tylko, że przyjęli po 500-1500 dol. za poddanie sparingów z Tajlandią (0:3) i Syrią (0:6), ale komisja dyscyplinarna twierdzi, że w latach 2007-2009 ustawili aż 15 meczów międzypaństwowych. Podtruwał kolegów, bo obiecał gangsterom, że przegrają Zanim Singapurczyk został skazany w lipcu przez fiński sąd, w czerwcu łapówkarski skandal wstrząsnął Włochami. Kilka miesięcy wcześniej piłkarze trzecioligowego Cremonese, którzy rozgrywali mecz z Paganese, źle się poczuli. Kiedy jeden z nich wpadł z samochodem do rowu, klub zarządził badania. W ich moczu wykrył środek uspokajający. Jak się później okazało, do wody, którą popijali w trakcie meczu, ktoś dosypał używanego przy zaburzeniach snu lormetazepamu. Chciał wpłynąć na przebieg gry. - To paranoja, historia jak z Kafki. Nie umiem ocenić, jak było to groźne dla graczy, bo nie wiem, ile substancji przyjęli, ale jestem zszokowany - komentował Enrico Castellacci, lekarz reprezentacji Włoch. Nie przypuszczał jeszcze, że piłkarzy podtruwał kolega z drużyny, bramkarz Marco Paoloni, który obiecał gangsterom, że mecz przegrają. Nikt nie wiedział też wówczas, że i tą operacją zawiadował nasz znajomy Perumal. Włoskie śledztwo rozlało się na kilkanaście miast, prokuratura ustaliła, że wyniki ustawia duża grupa byłych i wciąż aktywnych piłkarzy, działaczy oraz pracowników firm bukmacherskich. W czerwcu aresztowała 16, a w grudniu osiem osób, rozesłała też międzynarodowe listy gończe za ośmioma gangsterami z Singapuru oraz Bałkanów. Tym razem ofiary miały już często sławne nazwiska. Najpierw o litość prosił (także przed kamerami) Giuseppe Signori, wicemistrz świata z 1994 r. i trzykrotny król strzelców włoskiej ligi, potem przed karabinierami bezskutecznie uciekał Cristiano Doni, uczestnik mundialu w 2002 r. Policja obwołała zatrzymanych zorganizowaną grupą przestępczą i stosowała wobec nich metody typowe dla walki z mafią. Obserwowała dniami i nocami, podsłuchiwała, kajdanki zakładała o brzasku, osadziła w areszcie nawet bez prawa do kontaktu z adwokatem. Aż zmiękli i zaczęli sypać. Często szlochając, błagając śledczych, by pozwolili im spędzić święta z rodzinami. Dentysta i kioskarz też korumpują Dopiero wtedy operacja „Last Bet” („Ostatni zakład”) aferę międzynarodową przeobraziła w globalną. Perumal ujawnił, że jest gangsterskim kierownikiem średniego szczebla, a szajką zarządza z Singapuru jego rodak Dan Tan Seet Eng (znany dotąd europejskiej policji jako Eng Eng, Dan lub Ah Blur). Że agenci bossa manipulowali wynikami nie tylko w Skandynawii i Italii, ale także w Chorwacji, Macedonii, Niemczech, Słowenii, Turcji oraz na Węgrzech. Że w Finlandii kupili nawet klub, by wyniki jego gier objąć pełną kontrolą. Że próbowali też przejąć prowincjonalną drużynę włoską (na razie nie wiadomo, czy im się udało). Podał nawet włoski cennik - w najwyższej lidze ustawienie meczu kosztuje 400 tys., w drugiej lidze - do 200 tys., w trzeciej - 50 tys. euro. O swoich wyczynach w Bahrajnie czy Zimbabwe opowiadał Perumal już w listach do singapurskiego dziennika „The New Paper”, bo w więzieniu postanowił zostać medialną gwiazdą. Czuje, że przed nim jeszcze całe życie - fińskie prawo karze za korupcję w sporcie łagodnie, a ponieważ skazani po raz pierwszy mogą ubiegać się o zwolnienie warunkowe po odbyciu połowy wyroku, na wolność wyjdzie prawdopodobnie wiosną. Zeznaje z zapałem, mechanizmy działania mafii zna doskonale. Na samym spodzie są siatki lokalnych najemników, którzy w przeddzień meczu zamieszkują w hotelu z drużyną gości, by podejść do piłkarzy, zaproponować finansową pomoc lub opłacenie podróżnych wydatków (wszystko w gotówce), namówić na oszustwo. Niekoniecznie należą do środowiska, włoska policja zamknęła m.in. dentystę, doradcę podatkowego i kioskarza. Najłatwiej korumpować w niższych ligach - przeciętnemu kopaczowi, który zarabia byle jak, a marzy o luksusowym, pełnym pięknych kobiet życiu prowadzonym przez futbolowych celebrytów. Zresztą nawet jeśli nie marzy, trudno mu się oprzeć ofercie wielokrotnie przekraczającej jego pensję, zwłaszcza że oczekuje się od niego, iż podda mecz pozbawiony wielkiej, mistrzowskiej stawki, oglądany przez garstkę widzów. W swoim sumieniu popełnia niewielkie wykroczenie dla lepszej przyszłości rodziny. Takie są początki. Gdy już wejdzie w półświatek, wycofać się trudno. Gangsterzy zastraszają, szantażują, biją. Również znane postaci, bo gwiazdorzy boisk stają się podatni na wpływy, jeśli sami uzależnią się - co nierzadkie - od hazardu. A czasem zwyczajnie ulegają z chciwości, głupoty, poczucia bezkarności. Wspomniany Cristiano Doni zarobił przez całą karierę kilkanaście mln euro, ale z procederu nie wycofał się nawet wtedy, gdy zaczął być wzywany na przesłuchania, został zdyskwalifikowany przez władze sportowe, wiedział, że znalazł się w kręgu podejrzanych. Ile goli padnie między 70. a 75. minutą Międzykontynentalne imperium tak się rozrosło, że planuje długofalowo - na turnieje juniorskie przyjeżdżają nie tylko łowcy talentów, ale i łowcy młodych głów, w których w przyszłości mają się rodzić pomysły na ustawianie meczów. Przestępcy zapoznają się z rodzicami, obiecują, że zadbają o rozwój dziecka, swoją wiarygodność wzmacniają towarzystwem byłego piłkarza ze znanym nazwiskiem, który potem stanie się dla upolowanego mentorem. A kiedy bandyci ustalą już, jak ma przebiegać mecz, obstawiają mnóstwo niedużych zakładów - po 1-3 tys. dol. Oczywiście przez pośredników. Firmy brokerskie inwestują pieniądze zarówno u bukmacherów legalnych, jak i nielegalnych. I wcale nie prognozują wyników meczów. - To przypomina handel akcjami przy dostępie do niejawnych informacji o spółce - tłumaczy Chris Eaton, dyrektor bezpieczeństwa FIFA, wcześniej przez 12 lat oficer Interpolu. - W Finlandii oszuści zazwyczaj typowali, ile goli padnie między 70. a 75. minutą. Oczywiście padało ich mnóstwo. Popularne było też obstawianie rzutów karnych podyktowanych w końcówce meczu, jeśli udało się przekupić sędziego. Wcześniej zaprzyjaźnieni bukmacherzy sztucznie zawyżali kursy na zamówione zakłady, by zwiększyć zyski. Dlatego wraz z policją staramy się monitorować zachowania klientów firm hazardowych i interweniować, kiedy uznamy je za nietypowe. Odkrycie, że mecz został ustawiony, ma niewielką wartość. Chcemy temu zapobiegać, nie dopuścić, by na przekręcie ktoś zarobił. - W sprawie Perumala też nie cieszy mnie przede wszystkim wyrok - dodaje dyrektor FIFA. - Najcenniejsze, że zdołaliśmy nadać procederowi kontekst międzynarodowy, zrozumieć, dlaczego jest trudny do wykrycia, i zaalarmować wielu ludzi, którzy inaczej nie zrozumieliby, że ustawianiem meczów zajmują się prawdziwe kryminalne syndykaty. Okradają nie tylko kibiców, ale także zwykłych klientów agencji bukmacherskich, którzy bawią się w internecie w przewidywanie wyników, wierząc w czystość rywalizacji. Na zwalczanie futbolowych mafii FIFA zobowiązała się niedawno przekazać Interpolowi 20 mln euro w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Eaton planuje zainstalowanie w Azji, Ameryce Płd. i Afryce współpracowników próbujących objąć zjawisko w skali kontynentów. Wszyscy będą odbierali telefon zaufania, pod którym każdy będzie mógł zgłosić podejrzenie, że gdzieś toczą się nieuczciwe rozgrywki. To wciąż lekarstwo podawane w ilościach homeopatycznych, skoro „Foreign Policy” szacuje roczne obroty całego - legalnego i nielegalnego - azjatyckiego przemysłu hazardowego na 450 mld dol. Domniemanego zwierzchnika Perumala - zidentyfikowanego przezeń na zdjęciu szefa singapurskiego gangu Dan Tan Seet Enga - od miesięcy nie umie dopaść ani policja, ani FIFA. Wiadomo, że to globtroter, który latał po Europie wyłącznie z bagażem podręcznym - zawierającym prawdopodobnie gotówkę - i w każdym mieście zatrzymywał się zazwyczaj na kilka godzin. Wiadomo, ile płacił za pobyt w mediolańskich hotelach Sheraton i Crowne Plaza, z kim się tam spotykał, na jakie mecze usiłował wpłynąć. Nie wiadomo, gdzie przebywa. Singapurskie media spekulują, że w Chinach - stamtąd pochodzi jego żona. Śledztwo w 50 krajach Od kilkunastu miesięcy futbolowe afery korupcyjne wybuchają tydzień w tydzień. Ich wątki plączą się, rozbiegają po kontynentach, co rusz wypuszczają nowe odnogi. Z niemal każdego wykrytego incydentu wyrasta następny. Kiedy wyszło na jaw sfingowanie sparingu Bahrajn - Togo, FIFA przyjrzała się prowadzonemu przez tego samego sędziego meczowi w nigeryjskiej Abudży. Gospodarze wygrali z Argentyną 4:1, ale przy stanie 4:0 arbiter zachowywał się, jakby za wszelką cenę nie chciał skończyć gry. Wreszcie w ósmej (!) minucie doliczonego czasu podarował gościom rzut karny - za rzekome uderzenie piłki ręką, choć na telewizyjnych powtórkach widać, iż ta dotknęła goleni Nigeryjczyka. A chwilę wcześniej azjatyckie rynki bukmacherskie zostały zasypane typami na bramkę zdobytą przez Argentyńczyków... Nawiasem mówiąc, tych samych Argentyńczyków - w większości reprezentantów swojego kraju mocno rezerwowych - którzy po kilku dniach przylecieli do Warszawy, by na stadionie Legii przegrać sparing z Polską. Towarzyskie mecze międzypaństwowe stały się wśród oszustów bardzo modne - ich ranga mocno spadła, wynik mało kogo interesuje, nawet rażące błędy arbitrów nie wywołują rabanu. Kiedy rozgrywa się je na neutralnym boisku, na trybuny niemal nie przychodzą kibice. Wtedy bez żadnego ryzyka można zorganizować widowiska według zaplanowanego scenariusza - jak rozegrane w tureckiej Antalyi pojedynki Łotwy z Boliwią (2:1) oraz Bułgarią z Estonią (2:2), w którym wszystkie gole padły z rzutów karnych. Działacze FIFA są przekonani o przestępstwie (typerzy obłowili się na przewidzeniu liczby zdobytych bramek), ale dowodów nie zdobyli. Gdybyśmy nawet chcieli pominąć pomniejsze skandaliki i podążać wyłącznie śladem skandali gigantycznych, musielibyśmy podróżować po mapie całej planety. Tylko w minionym roku Turcy wykryli masowe ustawianie meczów swoich najpotężniejszych klubów, przez co Fenerbahce Stambuł zostało wykluczone z międzynarodowych rozgrywek, a jego właściciel Aziz Yildirim, jeden z najbogatszych w kraju biznesmenów, siedzi w areszcie i czeka na proces, w którym prokurator zażąda zamknięcia go na 132 lata. Grecy oskarżyli o nielegalny hazard, oszustwa, wymuszenia i pranie brudnych pieniędzy 68 piłkarzy, sędziów i działaczy, ale zawierucha może zmieść nawet 800 osób. Niemcy skazali siedmiu członków kierowanego przez Chorwatów gangu, który miał zmanipulować setki wyników w ligach różnych państw, w tym spotkań Ligi Mistrzów. Włosi osądzili lub osądzą tylu ludzi, że kiedy trafili na piłkarza, który odmówił przyjęcia 200 tys. euro łapówki (podwoiłaby jego roczne pobory), został on wynagrodzony powołaniem do reprezentacji kraju - w meczu nie wystąpi, bo jest zbyt miernym graczem, lecz będzie ćwiczył z kadrowiczami na zgrupowaniu. - To podziękowanie. Pokazał odwagę i nadzwyczajną wewnętrzną siłę. Takie gesty w niższych ligach nie zdarzają się często - tłumaczył wzruszony selekcjoner Cesare Prandelli. Afery wybuchały też w zeszłym roku na Węgrzech, w Izraelu, Salwadorze, Korei Płd., Chinach, Malezji. Dochodzenia w sprawie ustawionych meczów oraz podejrzanej aktywności bukmacherów lub ich klientów FIFA prowadzi obecnie w 50 krajach. Szwindel powszechnie akceptowany Rekordy ustanawiają Azjaci. Po masowych aresztowaniach i dożywotnich banicjach rząd Korei Południowej grozi zamknięciem ligi, a działacze wprowadzają wykrywacze kłamstw (używane już w Singapurze) oraz podwajają graczom pensje, by zniechęcić ich do przyjmowania łapówek. To u nich mundial zakończył się jednym z największych skandali w historii - w 2002 roku gospodarze przy wydatnej pomocy sędziów sensacyjnie przetrwali do półfinału. W ćwierćfinale ekwadorski sędzia Byron Moreno podyktował dla nich rzut karny, wyrzucił z boiska rywala, anulował gola dla Włochów. Rok później został zdyskwalifikowany we własnym kraju, dziś siedzi w więzieniu w Nowym Jorku za przemyt heroiny. On, wyselekcjonowany do najbardziej prestiżowej imprezy jako fachowiec o wybitnych kompetencjach zawodowych i etycznych. Koreańscy oficjele wściekle z korupcją walczą, w Chinach niemal się jej nie ukrywa, w skrajnych przypadkach członkowie środowiska piłkarskiego się z nią afiszują. Jeśli najludniejszy kraj świata, który znokautował resztę globu w klasyfikacji medalowej na ostatnich igrzyskach, nie potrafi sklecić choćby przyzwoitej reprezentacji futbolowej, to właśnie wskutek krańcowej degeneracji tamtejszej kultury sportowej, która uczyniła szwindel zjawiskiem na swoich stadionach nie patologicznie marginalnym, lecz powszechnie akceptowanym - zupełnie jak przez wiele lat w Polsce. Listopadowy „The Economist” opisuje szokujący mecz drugoligowego Qingdao Hailifeng, którego obrońca podejrzanie mocno kopnął piłkę w kierunku własnej bramki, a bramkarz ledwie ją złapał, ratując drużynę przed stratą gola. Gospodarze prowadzili 3:0 i czuli się całkowicie bezpiecznie, ale po dziwacznym incydencie ich drugi trener wpadł w furię. I wrzasnął do swojego bramkarza, by uciekał z pola karnego. Ten posłuchał, a wtedy kolejny gracz Qingdao spróbował oddać strzał samobójczy. Też spudłował, choć wiedział, iż właściciel klubu obstawił u bukmacherów, że padną cztery gole. Wspomniany asystent trenera lamentował potem w państwowej telewizji: „Szef ostro mnie skarcił, krzycząc, że jak zwykle wszystko spartaczyłem i nie umiem nawet porządnie ustawić meczu”. Chińska liga cierpi na inny znany nam z czasów PRL syndrom - stanowi część komunistycznego systemu, więc kluby mają wśród dygnitarzy patronów. Nie wspierać swojej drużyny wręcz nie wypada. Co dla światowego futbolu nie miałoby znaczenia, gdyby nie wszechobecny tam obyczaj korupcyjny nie mieszał się z obsesyjnym zamiłowaniem do hazardu. Azjaci obstawiają nawet wyniki europejskich meczów dziecięcych, pochodzący z Holandii publicysta „Financial Times” donosi, że w języku niderlandzkim powstało już nowe słowo - „belchinezen” - opisujące zachowanie Chińczyków, którzy z zestawem słuchawki - mikrofon przychodzą na najnudniejsze mecze niższych holenderskich lig, by relacjonować rodakom w Pekinie, kiedy pada strzał, wykonuje się rzut rożny, sędzia odgwizduje spalonego. Odsetek fałszowanych meczów w Europie dynamicznie rośnie. Ci sami ludzie, którzy szmuglują sterydy i zachęcają wyczynowców, by się szprycowali, wchodzą w nielegalny hazard. To idealny sposób na pranie brudnych pieniędzy, a manipulowanie wynikami daje gangsterom dodatkowe zyski i dodatkową satysfakcję z udanego przekrętu. Na zeszłorocznym unijnym seminarium w Budapeszcie na każdym kroku słyszałem, że inspirowane przez bukmacherkę łapówkarstwo stało się największym zagrożeniem dla piłki nożnej. David Howman, dyrektor Światowej Agencji Antydopingowej, jeszcze rozszerza problem, twierdząc, iż kryminalne podziemie kontroluje już znaczącą część całego współczesnego sportu. A Hugh Robertson, brytyjski minister odpowiedzialny za tegoroczne igrzyska w Londynie, ostrzega, że największym zagrożeniem dla nich jest dziś już nie doping, lecz manipulowanie wynikami. W 2008 roku w Pekinie oferty korupcyjne dostali olimpijczycy - zawodnicy oraz sędziowie - reprezentujący tenis, futbol i piłkę ręczną. Teraz dalekowschodnie syndykaty zamierzają zainwestować w imprezę miliardy dolarów.
wtorek, 27 grudnia 2011
Lata znaczone skandalami i skandalikami, a także uświadomienie sobie głębokiego kryzysu calcio, wywołały we włoskiej piłce wzmożenie moralne. Czasem przejawiające się lekkim biciem w piersi, czasem cięższym samobiczowaniem, najczęściej gestami mającymi przynieść odnowę. Selekcjoner Cesare Prandelli nie powołuje piłkarzy, którzy zachowywali się niesportowo - na boisku lub poza nim. Dyskwalifikację klubową automatycznie przenosi na reprezentację kraju. Reprezentację, która trenowała niedawno na obiekcie skonfiskowanym ‘ndranghecie (kalabryjskiej mafii), by symbolicznie zaprotestować przeciw zorganizowanej przestępczości. Rewolucyjną decyzję podjęła nawet publiczna telewizja RAI - zrezygnowała z drobiazgowego analizowania każdej decyzji sędziowskiej mogącej uchodzić za kontrowersyjną, co zazwyczaj przeradzało się w awantury wyzwalające u fanów najniższe instynkty. Stacja chce opowiadać o futbolu z punktu widzenia taktyki i techniki, by wznieść na wyższy poziom podupadłą we Włoszech kulturę sportową. Najaktywniejszy jest jednak wspomniany trener Prandelli, pragnący przywrócić kadrze narodowej dumę. Teraz mocno przejął się opisywaną już przeze mnie aferą korupcyjną, która z lokalnej, wyrosłej na murawach niskoligowych, przepoczwarzyła się w globalną. Śledczy odkryli, że obławiający się na zakładach bukmacherskch międzynarodowy gang z szefostwem w Singapurze ustawiał mecze nie tylko we Włoszech, ale i wielu innych krajach europejskich, azjatyckich, afrykańskich i południowoamerykańskich. Z mrocznej ciżby antybohaterów wychynął jednak pojedynczy bohater pozytywny. Simone Farina, piłkarz Gubbio, odmówił przyjęcia 200 tys. euro łapówki za sfałszowanie listopadowego meczu Coppa Italia z Ceseną. (Nawiasem wspominając, pędźcie wszyscy do Gubbio, to jedno z tych oszałamiających, zabudowanych starożytnie i średniowiecznie włoskich miasteczek, do których nie podróżujesz w przestrzeni, lecz w czasie). Gdyby Farina szmal przyjął, podwoiłby swoją roczną pensję. Ale wolał złożyć doniesienie na policji. I podarował kibicom najnowszą wariację opowieści wigilijnej w wersji futbolowej. Rodacy się wzruszyli, w końcu nie tylko we Włoszech łatwiej korumpuje się tych, którzy zarabiają mniej. I nie tylko we Włoszech wyłamanie się z systemu bywa niebezpieczne. Selekcjoner postanowił wynagrodzić 29-letniego obrońcę powołaniem do reprezentacji kraju. Farina nie wystąpi co prawda w lutowym sparingu z USA - jest zbyt miernym graczem - lecz będzie ćwiczył na poprzedzającym go zgrupowaniu z kadrowiczami. A może także na zgrupowaniu przed Euro 2012. „To podziękowanie. Pokazał odwagę i nadzwyczajną wewnętrzną siłę. Takie gesty w niższych ligach nie zdarzają się często” - tłumaczył swoją decyzję Prandelli. Oddał uczucia Włochów, którzy czczą czyn piłkarza jako heroiczny. A zarazem się autodenuncjują. Skoro zwyczajnie przyzwoitą reakcję, czyli odmowę popełnienia sportowej zbrodni, fetują jako absolutnie wyjątkową i zasługującą na oddawanie specjalnych honorów, to znaczy, że nie mają złudzeń - każdy inny gracz Serie B łapówkę akceptuje. Cnotę zachowują tylko ci, którym niemoralnej propozycji nie złożono. Włosi upadli naprawdę nisko, wyświęcając piłkarza tylko za to, że nie został kryminalistą? My, Polacy, powinniśmy się chyba z wydawaniem surowych werdyktów wstrzymać. Przecież jako reprezentanta akceptujemy kraju łapówkarza, który do winy się przyznał, a selekcjoner Smuda broni go wytykaniem innych łapówkarzy, którzy nadal w lidze grają.
środa, 21 grudnia 2011
Na jej trop wpadli włoscy prokuratorzy. Aresztowali 17 osób podejrzanych m.in. o ustawianie meczów Serie A. Nie tylko Włochów, bo mafijne macki obejmują Europę, Azję, Amerykę Południową i Afrykę. Kiedy w środę o świcie Cristiano Doni otworzył drzwi karabinierom, wpadł w popłoch i zaczął uciekać. Złapali go na parkingu. O godz. 5.30 siedział już w radiowozie. Został aresztowany, na razie nie wolno mu kontaktować się nawet z adwokatem. Były kapitan Atalanty i reprezentant Włoch na mundialu w 2002 r. od razu wiedział, co go czeka, bo antybohaterem afery korupcyjnej został już latem. Ten ulubieniec trybun, lider drużyny mający doskonałe relacje z najbardziej zagorzałymi fanami, wywołał szok. Postępowanie prokuratorskie, które dotyczy 18 spotkań (głównie drugo- i trzecioligowych), potrwa lata, ale Doniego zdyskwalifikowano już latem - na trzy i pół roku. Pięcioletnim zakazem działalności w futbolu władze sportowe ukarały też Giuseppe Signoriego, wicemistrza świata z 1994 r. i trzykrotnego króla strzelców Serie A. Tamten skandal zaczął się od opisywanego już przeze mnie dziwacznego zdarzenia podczas meczu trzeciej ligi w ubiegłym sezonie. Kilku piłkarzy Cremonese, którzy grali z Paganese, źle się poczuło. Kiedy jeden z nich spowodował wypadek samochodowy, klub zarządził badania. W moczu wykrył środek uspokajający. Jak się później okazało, do wody, którą popijali przed meczem i w jego trakcie, ktoś dosypał używany przy zaburzeniach snu lormetazepam. Chciał wpłynąć na przebieg gry. - To paranoja, historia jak z Kafki. Nie umiem ocenić, jak było to groźne dla graczy, bo nie wiem, ile substancji przyjęli, ale jestem zszokowany - komentował Enrico Castellacci, lekarz reprezentacji Włoch. Śledztwo rozlało się na kilkanaście miast. Policja ustaliła bowiem, że wyniki ustawia duża grupa byłych i wciąż aktywnych piłkarzy, działaczy oraz pracowników firm bukmacherskich. Przez prokuratorów nazywana wprost - organizacją przestępczą. Cel wręczanych łapówek: zakłady sportowe. Stawki: od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy euro na mecz. Wpłacane na konta internetowych firm azjatyckich, trudniejszych do kontrolowania. Na zwalczanie tego procederu FIFA zobowiązała się niedawno przekazać Interpolowi 20 mln euro w najbliższych dziesięciu latach. Najznaczniejsze osobistości środowiska uważają go za największe zagrożenie dla współczesnej piłki nożnej. Teraz afera przede wszystkim włoska przeobraziła się w aferę globalną. Środowe aresztowania to dalszy ciąg operacji „Last bet” („Ostatni zakład”) prowadzonej przez prokuraturę z Cremone, z którą współpracuje Interpol. W centrum skandalu znów jest Atalanta, ale podejrzane są także mecze Serie A: Napoli - Sampdoria, Brescia - Bari i Brescia - Lecce. Zatrzymani zostali m.in. były obrońca Interu Mediolan Luigi Sartor, kilku graczy mniej znanych, lecz wciąż aktywnych, a także obcokrajowcy niebędący już piłkarzami. Wśród nich Eng Tan Seet, który międzynarodową mafią zarządza z ojczystego Singapuru, jego dwa rodacy oraz przedstawiciele grupy nazywanej przez śledczych „słowiańską”. Mechanizmy ich działania ujawnił w zeznaniach Wilson Ray Perumal, aresztowany w Finlandii, w przeszłości skazywany już za piłkarskie łapówkarstwo w Niemczech. Według Singapurczyka szajka miała ustawiać mecze w Europie (Chorwacja, Finlandia, Macedonia, Niemcy, Słowenia, Turcja, Węgry), Azji, Ameryce Południowej i Afryce. Zysk z każdego przekrętu wahał się między 500 tys. a 1,5 mln euro. Pieniądze płynęły przez firmy bukmacherskie z Dalekiego Wschodu. W Finlandii mafiosi kupili nawet klub, by manipulować wynikami jego spotkań. Ponoć próbowali też przejąć drużynę Serie B, ale na razie nie wiadomo, czy im się udało. Generalnie tworzyli siatki lokalnych najemników, którzy w przeddzień meczu zamieszkiwali w hotelu z drużyną gości, by podejść do piłkarzy, skusić ich łapówką, namówić na oszustwo. Według Perumala mafia próbowała ustawić nawet listopadowy mecz eliminacji mundialu między Argentyną i Boliwią.
niedziela, 27 listopada 2011
Jest afera korupcyjna czy nie? Futbolowi działacze sporo się natrudzili, by nauczyć nas, że wypada ich podejrzewać wyłącznie o najgorsze. Minister sportu Joanna Mucha już wie, w co wdepnęła. Aż chce się zacytować Andrzeja Leppera, który po wtargnięciu do Sejmu obiecywał, że Wersalu nie będzie. Słowa dotrzymał. Podobnie jak prezes PZPN Grzegorz Lato, który reprezentuje zbliżony poziom rygoryzmu moralnego i kultury osobistej. Po mianowaniu Leo Beenhakkera selekcjonerem reprezentacji Polski rzucił do dziennikarzy: „Macie, czego chcieliście. A teraz my będziemy was jeb...”. Rządzący polskim futbolem zostali już zdemaskowani tyle razy, że podczas piątkowego zjazdu nie dowiedzieliśmy niczego nowego. Szeregowy działacz potajemnie nagrywa działacza najważniejszego (Latę); inny działacz oskarża najważniejszego o korupcję; zdaje się, że ma powody, bo nagrania zawierają negocjacje biznesowe i słowa prezesa o tajemniczych „stawkach” wahających się od 5 do 10 proc. Zostaje zawiadomiona prokuratura i CBA, ale szef PZPN łatwo uzyskuje absolutorium. Wreszcie człowiek mający być źródłem oskarżeń o łapówkarstwo ze wszystkiego się wycofuje. Czy po 100 skazanych i blisko 600 zatrzymanych w futbolowej aferze korupcyjnej ten skandalik może wywoływać jeszcze wrażenie? Dowodów na popełnienie przestępstwa pewnie nie będzie, skazani jesteśmy my - na domysły. A w przypadku środowiska piłkarskiego właściwie każdy domysł jest uprawniony. By pojąć dlaczego, wystarczy rzut oka na postaci dla tego światka kluczowe. Szefem wszystkich szefów jest Lato - jego etyczną niezłomność obnażyła pełna oburzenia tyrada o „ściganiu arbitrów, którzy wzięli kilogram kiełbasy albo pół litra wódki”. To też nieustraszony macho, chętnie tłumaczący, że „cudzej żony bić nie wolno, ale swoją już tak”. Przed dwoma laty prezes oddał telewizyjne i marketingowe prawa firmie Sportfive. Kontrakt będzie obowiązywał do 2020 roku (!), podpisano go w kontrowersyjnych okolicznościach - bez przejrzystego przetargu i analiz finansowo-prawnych, przy sprzeciwie części zarządu. Polskim przedstawicielstwem Sportfive kieruje inna kluczowa w środowisku osobistość, prawdopodobnie bardziej wpływowa niż Lato - to Andrzej Placzyński, znany też jako porucznik SB nadzorujący ojca Konrada Hejmę. Szarą eminencją jest też Janusz Hańderek. Nieformalnie steruje sprawami sędziowskimi, formalnie pełni funkcję szefa kontrolującej związek komisji rewizyjnej. Zasłużył się już w stanie wojennym, na zlecenie SB pisząc paszkwile wymierzone w krakowskich opozycjonistów i - wedle wspomnień ludzi „Solidarności” - uczestnicząc w przesłuchaniach. Oficjalnie środowisku arbitrów przewodzi Janusz Eksztajn. Niedawno opisaliśmy w „Gazecie” przypadek dwóch jego podwładnych, którzy nie musieli zdawać obowiązkowych testów sprawnościowych, ponieważ ich zwierzchnik wolał polecić, by kłamali, że je zdali. A kiedy jeden z nich, Rafał Rostkowski, zgłosił sprawę prokuraturze, został za karę skreślony z listy arbitrów międzynarodowych. On - jeden z naszych nielicznych fachowców cenionych za granicą. Co gorsza, Eksztajn groził arbitrom, że każdy, kto wystąpi przeciw niemu lub środowisku z interwencją w organach ścigania, również zostanie przykładnie ukarany dyscyplinarnie. Groził publicznie podczas sędziowskich kursów! Czołowi działacze mają talent do wywoływania afer wybitny. Jak sprzedają bilety na mecze kadry, to najdroższe w Europie. Jak ubierają piłkarzy na Euro 2012, to wycinają im z koszulki orła. Jak selekcjoner Franciszek Smuda przechwala się twardym charakterem, to tłumaczy, że „nie jest miękkim ch... robiony”. Jak sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina zechce polecieć z Wrocławia do Warszawy, to z samolotu wyprowadza go straż graniczna. Zdaniem współpasażerów kompletnie pijanego. Tamten incydent znamy z opowieści, ze złotych ust dyrektora Euro 2012 możemy spijać sami. W internecie furorę robi filmik, na którym Adam Olkowicz pytany przez kibiców, jak spisuje się trener kadry, odpowiada: „Na razie ch...”. Niemal niezauważone przeszło, że wraz z Gromosławem Czempińskim pod zarzutem korupcji przy prywatyzacjach zatrzymano m.in. Michała Tomczaka, który jako szef wydziału dyscypliny PZPN degradował kluby umoczone w łapówkarstwo. Nikt tak głośno jak on nie apelował o radykalną odnowę moralną środowiska. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A tu klikam natrętnie
Ferajna z sąsiedztwa
Niezbędnik inteligenta
Serwisy Sport.pl
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||