Wpisy z tagiem: Mario Balotelli

niedziela, 10 czerwca 2012

Mario Balotelli

W korespondencji z Gdańska (wyklikacie ją tutaj), zwierzałem się ze swojego zachwytu nad zderzeniem piłkarskich kultur. U Hiszpanów oraz Włochów lubiłem dziś głęboką świadomość własnych tożsamości, doskonałe rozeznanie we własnych atutach i umiejętność maksymalnego ich wykorzystania, ale najbardziej lubiłem postawę Włochów - tkwią w głębokim kryzysie, lepią reprezentację z piłkarzy jak na ich standardy miernych, zmuszeni przez okoliczności wykonują w przededniu turnieju gwałtowną taktyczną woltę, a potem urzekają synchronizacją pracy zbiorowej i opierają aktualnym mistrzom świata i Europy. Wyczynowcy.

Harmonię krajobrazu zakłócał jeden Mario Balotelli. Przywoływałem już tutaj jego cudaczne wybryki pozaboiskowe, po każdym kolejnym pięknieje jako murowany kandydat na przyszłego laureata nagrody Darwina, ale nie od dziś wiadomo, że wielu wariatom wybacza się wariactwo, jeśli na boisku wariują dla dobra drużyny. Balotelli wariuje tylko dla siebie.

Chyba nigdy nie widziałem piłkarza bardziej wyalienowanego z drużyny. Wyalienowanego pod każdym względem. W mowie ciała, sposobie gry, zaangażowaniu w walkę, niechęci do poświęceń. Ilekroć go oglądam, odnoszę wrażenie, że toczy swój własny mecz, w dodatku zmaga się z upiorami wszechmocnymi, z którymi nie ma szans choćby zremisować. Kopie od niechcenia, nie zniża się do pracy defensywnej i w ogóle brudnej boiskowej roboty, lenistwem wręcz emanuje, manifestuje przekonanie, że piłka powinna posłusznie przybyć pod jego stopy. Jego ostentacyjnie obojętna reakcja na własne gole - twierdzi, że fetował będzie dopiero strzelonego w finale mundialu albo Ligi Mistrzów - byłaby nawet oryginalnie sympatyczna, gdyby nie wpisywała się w całość prowokacyjnej postawy. Nie cieszę, choć cieszy się cała drużyna, jestem ponad to, odczepcie się. Obce ciało. Cholernie niebezpieczne, ale niekonieczne dla przeciwnika.

Balotelli nie jest odludkiem. Jest kompletnie niezainteresowany byciem członkiem grupy, który dla wspólnego dobra podporządkowuje się wspólnym zasadom. Wśród Włochów razi szczególnie właśnie dlatego, że oni szczególnie polegają na grupie, nadają na tych samych falach, czują ducha zespołu. Z ich futbolem musi być naprawdę kiepsko, skoro w napastniku Manchesteru City widzą swoją nadzieję na przyszłość.

Archiwum
Tagi