Wpisy z tagiem: książki o sporcie

niedziela, 04 marca 2012

Ja, Ibra. Autobiografia Zlatana Ibrahimovicia

Zlatan Ibrahimovic potrzebował wczoraj niespełna kwadransa, by przyłożyć drużynie Palermo hat-trickiem, co przypomniało mi o nadciągającej premierze polskiego wydania jego autobiografii. Szwedzki drągal pisze w niej, iż „musi być wściekły, żeby grać dobrze”. I tak właśnie wyglądało to w sobotnie popołudnie - ostatnio odpoczywał wskutek dyskwalifikacji, której nie udało się skrócić z trzech do dwóch kolejek Serie A, i po powrocie zareagował jak rozjuszony buhaj. Zwłaszcza pierwszą połowę, zanim ukoiły go ciosy zadane gospodarzom, miał niesamowitą - do trzech goli dołożył trzy cholernie niebezpieczne strzały; kiedy dopadał piłki, przerażeni rywale bali się doń zbliżyć; sprawiał wrażenie wrzuconego między mikrusów przedstawiciela wagi superciężkiej, który musi uważać, żeby nie połamać wszystkim gnatów. Monument. Jeśli jego klub obroni tytuł, Zlatan zdobędzie mistrzostwo kraju po raz 10. w karierze (wliczam w jego dorobek dwa triumfy z Ajaksem Amsterdam, dwa z Juventusem, trzy z Interem, jeden z Barceloną, dwa z Milanem, od 2002 roku nie wygrał ligi tylko raz).

Wpadam tutaj jednak na chwilę właśnie w związku z rzeczoną autobiografią, o której już blogowałem, i to blogowałem nad wyraz pochlebnie - wcale nie dlatego, że opatrzyłem ją posłowiem. Choć bowiem, przepraszam za szczerość, za Ibrahimoviciem nie przepadałem już przed lekturą, a lektura moje odczucia tylko wzmocniła, to muszę mu oddać, że bezkompromisowa szczerość uczyniła jego opowieść naprawdę zajmującą, zwłaszcza na tle większości biografii współczesnych gwiazd futbolu. Książka ukaże się 7 marca, ale zamawiać można ją już (tutaj, wysyłka gratis), a ponieważ przyłożyłem do niej rękę jako autor kończącego ją rozdzialiku, to wpisanie na zalinkowanym zamówieniu rabatowego kodu „A_JEDNAK_SIĘ_KRĘCI” lub „a_jednak_się_kręci” da wam zniżkę. 11-procentową zniżkę, co odpowiada numerowi Ibrahimovicia na koszulce;-)

piątek, 17 lutego 2012

Zlatan Ibrahimovic. Autobiografia

Żołądkowałem się już felietonowo, że wydawane u nas biografie futbolistów smakują jak trociny, bowiem opowiadają o chłopcach, których niemal cała życiowa aktywność sprowadza się do ganiania za piłką - w każdym razie tyle wynika z ich wynurzeń, i to wynurzeń najpewniej wygładzanych przez piarowców. Autobiografia Ibrahimovicia smakuje nieporównanie lepiej. Jest inna, jak odmieńcem jest on sam. Ostra, bezkompromisowa, pozwalająca rzeczywiście poznać bohatera. Posłowie do niej pisałem z przyjemnością, wam polecam lekturę. Na razie daję wyżej okładkę wydania szwedzkiego, polski przekład ukaże się w marcu.

Teraz chcę wspomnieć tylko o owej osobności Zlatana, o której już blogowałem - w książce Ibrahimovic przypomina nam, że jest (prostym) chłopakiem z Rosengård, co kilka stron, to chyba najczęściej powtarzana fraza. Pochodzi z etnicznego getta na przedmieściach Malmoe, jego rodzice rozwiedli się, kiedy był dwuletnim brzdącem, ojca oglądał głównie pijanego, w młodości nie dojadał, notorycznie kradł i nie umiał wyobrazić sobie, jak trzeba być majętnym, żeby mieszkać w willach, które widywał w dzielnicach zamożniejszych. Ta przeszłość tkwi w nim głęboko, sprawia, iż w życiu motywuje go - jak sam przyznaje - parzące pragnienie zemsty, a przede wszystkim wpędza w nieuleczalny, wyzierający spomiędzy wersów kompleks, co jest chyba najbardziej zaskakującym odkryciem dla czytelnika, który zna tego bezczelnego gwiazdora z boiska i publicznych wystąpień.

Tak, z autobiografii wyłania się nam Ibrahimovic osobliwie wielowymiarowy, bowiem ów kompleks łączy z narcyzmem oraz przeświadczeniem o własnej wyjątkowości. I rzeczywiście, jest wyjątkowy. Niebanalnie ułożył sobie nawet życie prywatne, bo związał się z kobietą o 11 lat starszą (nawiasem mówić, nazywa ją, matkę swoich synów, jakże wdzięcznym evilsuperbitchdeluxe). Nie sposób go też zaklasyfikować jako Szweda, skoro dowiadujemy się, że w 1994 roku kibicował na mundialu Brazylijczykom - i to na mundialu, na którym jego rodacy wypadli rewelacyjnie, zdobywając sensacyjny brąz. Czytamy: „Moi koledzy kompletnie potracili głowy: chcieli mieć autografy wszystkich wielkich gwiazd Niebiesko-białych, a zwłaszcza jednego piłkarza, Thomasa Ravelliego. Był bohaterem nad bohaterami, ponieważ obronił kilka rzutów karnych na mistrzostwach świata w USA w 1994 roku. Osobiście nigdy o nim nie słyszałem, ale uznałem, że wypadało coś powiedzieć. Nie chciałem się skompromitować (...)” By pojąć, jakim odmieńcem był nastoletni Zlatan, trzeba wyobrazić sobie młodego polskiego piłkarza, który nigdy nie słyszał o Jerzym Dudku albo Arturze Borucu. Albo w czasach drużyny Kazimierza Górskiego kibicował Holandii.

Ibrahimovic kibicował Romario i Bebeto, absolutnego idola miał - naprawdę go ubóstwiał - Ronaldo. Oczywiście tego oryginalnego, brazylijskiego. Zaintrygował mnie jego kazus. Skoro tylu fanów miewa kłopot z zaakceptowaniem w reprezentacji Polski francuskojęzycznego Obraniaka, to co by pomyślało o powołaniach dla szwedzkojęzycznego właściciela szwedzkiego paszportu, który czuje się obywatelem rewiru, owszem, położonego w Szwecji, lecz mentalnie wręcz eksterytorialnego?

niedziela, 13 listopada 2011

Ryan Giggs, Leo Messi

Biografie obu ukazały się właśnie w Polsce, portal Sport.pl nawet je promuje, więc napisałem, co o tym całym wydawniczym awanturnictwie myślę. Nie żebym przed rzeczonymi dziełami klękał;-) Felieton do poniedziałkowej „Gazety” znajdziecie tutaj. Przy okazji zapytam - co z literatury (wokół)sportowej cenicie? Czego nie znosicie? W ogóle kręci Was ten osobliwy gatunek?

Archiwum
Tagi