Wpisy z tagiem: Polonia Warszawa

poniedziałek, 13 lutego 2012

Ekstraklasa bez gwiazd, inwestycji, właścicieli hobbystów

Bogaci właściciele polskich klubów mamili opinię publiczną obietnicami, że jeśli podatnicy sprezentują im stadiony, to odwdzięczą się sportowym spektaklem najwyższej klasy. Dostali, czego chcieli. Nasza ekstraklasa urosła do stadionowego mocarstwa. Gdyby za kryterium przyjąć rozmiar pięciu największych obiektów, liga polska zaglądałaby do czołowej dziesiątki w Europie.

A jednak w elicie klubów obowiązują zrównoważone budżety i inne zaklęcia czasów kryzysu. To gwarantuje stabilność, ale odbiera wiarę, że prędko dochowamy się polskiej drużyny na miarę polskich stadionów. Czyli drużyny klasy europejskiej. Napisałem o tym wszystkim felieton do dzisiejszej „Gazety Sport.pl”, który przeczytacie tutaj.

piątek, 19 sierpnia 2011

Trochę wstyd, że potrzeba nam tak niewiele, by ekstatycznie pojękiwać nad pucharowymi figurami naszych klubów, ale realia są brutalne: jeśli w poprzednich sezonach futboliści katowali nas klęskami z rywalami nadbałtyckimi albo nadkaspijskimi, to teraz przebrnięcie byle rundy powoduje wystrzał endorfin do kibicowskich mózgów. I nie mówię nawet o pięciomeczowej passie Wisły, spójrzcie choćby na Legię, tę rozmemłaną wiosną zbieraninę półpiłkarzy z oklapniętymi uszkami - wreszcie je podnieśli, nastroszyli się, gola w Lidze Europejskiej stracili dopiero po 232 minutach, najpierw obronili się przed najazdem Turków z Gaziantepsporu, potem nie dali się wgnieść w murawę samemu Spartakowi Moskwa, jeszcze przed chwilą zapraszanemu do Champions League. 2:2 dużych nadziei na awans nie daje, ale z perspektywy ostatnich osiągnięć naszych kopaczy jest wynikiem rewelacyjnym. Jeszcze raz: rewelacyjnym.

W ubiegłym sezonie ekstraklasy odnosiłem wrażenie, że przybyło w niej klasowych graczy (zagranicznych), ale nie przybyło klasowych drużyn. Trenerzy nie panowali nad swoimi podwładnymi, nikt nie utrzymywał stabilnej formy, w absurdalnie wyrównanej stawce każdy przeżywał swoje pięć minut i przez co najmniej tyleż minut czuł szansę na medal, każdy po wzlocie natychmiast upadał. Chaos.

Minęły wakacje i piłkarze zrośli się w drużyny. I Wisła, i Śląsk, i Legia, i Lech, i Polonia poruszają się po boisku według wyraźnie widocznego planu. Nie twierdzę, że wszystkie zawsze grają dobrze. Ale widzę w ich manewrach logikę.

Tłumaczę to sobie banalnie - niespotykaną u nas stabilizacją. Żaden z wymienionych klubów, które bez większego ryzyka wolno obwołać klubami z największymi aspiracjami, nie zwolnił po sezonie trenera, żaden nie zaordynował totalnej kadrowej rewolucji. Spore straty ofensywne musiała uzupełniać Polonia, jej rywale poprzestali na ostrożnej transferowej kosmetyce. I sprowadzili wielu piłkarzy doświadczonych, szybko adaptujących się do nowych okoliczności przyrody - Ljuboja (33 lata), Żewłakow (35), Lamey (32), Illiew (32), Baszczyński (34), Jeż (30), Pietrasiak (31).

Nie w każdym przypadku decyzja o zatrzymaniu trenera wydawała się sensowna, żonglujący głową Skorży szefowie Legii wręcz się ośmieszyli. Ale nawet oni wyszli na swoje, bo mimowolnie (?) wsparli go charyzmatycznym adiutantem. Michał Żewłakow to na murawie istny wicetrener, bez przerwy przemawiający do młodszych kolegów i chętnie przez nich słuchany. Dyryguje, organizuje, tłumaczy, ruga. Choć sam miewa wstydliwe wpadki, to wielu partnerów z drużyny czyni wyraźnie lepszymi piłkarzami. Można się spodziewać, że nawet jeśli pewnego dnia kontrolę nad sytuacją w swoim stylu straci Skorża, zapanuje nad nią Żewłakow. To transfer bezcenny, tak samo jak bezcenna w ataku jest inteligencja i pazerność na udział w każdej akcji Danijela Ljuboji. Z tymi dwoma wieżami na obu końcach boiska ewentualna niesubordynacja generała stojącego przy linii bocznej stała się zagrożeniem dla jego ludzi nieco mniejszym.

Było jasne, że wraz z puchnięciem klubowych finansów i inwazją klasowych obcokrajowców poziom ligi się podniesie. Fajnie, że podnosi się tak szybko.

Archiwum
Tagi