Wpisy z tagiem: Leo Messi

sobota, 21 kwietnia 2012

Gran Derbi, FC Barcelona - Real Madryt

To się niemal nie zdarza: i Barcelona, i Real przystąpią do szlagieru po porażkach. A jeśli się dziś wykrwawią, mogą słono za to zapłacić w Lidze Mistrzów.

Wtorek i środa przebiegały sensacyjnie, bo piłkarze Bayernu i Chelsea nie chcieli pogodzić się z powszechnie akceptowaną tezą, że w półfinale najważniejszych międzynarodowych rozgrywek zderzyli się z supermocarstwami dla rywali nietykalnymi, są skazani na klęskę, wszystkie drogi prowadzą do finałowego El Clasico. Walczyli do upadłego.

Monachijczycy wygrali 2:1, bo naciskali do końca i decydujący cios zadali w ostatniej chwili, gdy usatysfakcjonowani remisem goście wytracali czas. Londyńczycy wygrali 1:0, bo wydusili ze swoich możliwości maksimum - jedyny celny strzał dał im gola - a goście na potęgę pudłowali, trafiając w poprzeczkę i słupek. „La Vanguardia” wypomina nieskuteczność przede wszystkim Ceskowi Fabregasowi. „Popsuł wszystko, co dało się popsuć” - pisze o piłkarzu, który w ostatnich 21 meczach zdobył zaledwie jedną bramkę.

Dlatego znów ożyło podejrzenie, że Katalończycy za bardzo uzależnili się od kanonady Messiego. Kanonady bezprecedensowej w futbolu - Argentyńczyk nastrzelał w tym sezonie już 63 gole, cztery dzielą go od wyrównania rekordu Gerda Muellera. Kiedy najlepszy piłkarz globu został w Londynie zamknięty w ruchomej, kilkuosobowej klatce, skończyło się jak w ćwierćfinale w Mediolanie - Barcelona nie zdołała wbić piłki do siatki wcale.

Generalnie jednak mistrzowie Hiszpanii strzelają seriami. Jeśli szukać u nich skazy, to w grze defensywnej. Do niedawna byli tak perfekcyjni przed własnym polem karnym, jak niebezpieczni pod wrogim, w tym roku coraz rzadziej zdarzają im się mecze bez strat. Na pięć kolejek przed finiszem ligi stracili więcej goli niż w całym sezonie ostatnim i tyle samo, ile w całym przedostatnim. Choć wycofany ze środka pomocy Mascherano spisuje się na stoperze rewelacyjnie (trener Guardiola obwołuje go wręcz swoim najlepszym obecnie graczem), to Katalończykom ewidentnie zaszkodziła destabilizacja na tyłach - rozbicie duetu Pique - Puyol (coraz rzadziej grają razem, m.in. przez urazy), a także dramat Abidala, któremu przeszczepiono wątrobę.

Barcelona przestała być nieskazitelna, dostrzeganie jej wad nie brzmi już jak herezja. Jeszcze mocniej rzucają się jednak w oczy wady Realu.

Jerzy Dudek, były bramkarz madryckiego klubu, opowiada anegdotę opisującą ogólną José Mourinho teorię stałych fragmentów gry. Otóż portugalski trener uważa, że jeśli wykonuje je jego drużyna, to staje przed wyjątkową okazją do strzelenia gola - w końcu piłka leży wówczas nieruchomo, całą akcję można zaplanować z detalami. Ale zarazem jego piłkarzom nie wolno stracić bramki, gdy rzut wolny lub rożny wykonuje przeciwnik - operację obronną też można zaplanować z detalami.

Dane z tego roku muszą doprowadzać Mourinho do pasji. Oto rywale przedzierają się do madryckiej bramki nagminnie i aż 11 z 26 goli zdobyli po stałych fragmentach gry. Lista wstydu zawiera Mallorkę, Levante, Betis, Malagę, Villarreal (mecze ligowe), znów Malagę i Barcelonę (krajowy puchar), CSKA Moskwa i Bayern (Champions League). Lista niepojęta, bo Mourinho pracuje na Bernabeu już drugi sezon, więc jego ludzie powinni coraz bardziej się uodparniać na zagrożenie, na punkcie którego trener ma bzika. Tymczasem drużyna w obronie nie pięknieje, raczej przybywa jej zmarszczek.

Dlatego trener, który dziennikarzy ukarał długą, wciąż trwającą ciszą medialną, spokoju nie ma. Prasa zarzuca mu, że nadmiernie ufa rodakowi Fabio Coentrao (skojarzyła, że wystąpił we wszystkich przegranych meczach). Poważny „El Pais” donosi, że po remisie z Valencią trener zażądał od podwładnych, by skrytykowali sędziów, ale odmówili. Gdyby oddał Barcelonie tytuł - przewaga zmalała z dziesięcio- do czteropunktowej - zostałby na łamach i przez mikrofony zlinczowany.

Nawet ewentualna porażka w El Clasico mistrzostwa Realowi jednak nie odbierze, a Cristiano Ronaldo w wywiadzie dla magazynu „Champions” ujawnił, że w szatni, na korytarzach klubowych, w rozmowie z działaczami i zwykłymi pracownikami Realu na okrągło pada słowo „Decima”, że to dziesiąty Puchar Europy stał się obsesją „Królewskich”.

Jeśli chcą go dopaść, muszą najpierw w środę minimalnie pokonać Bayern. Katalończycy tkwią w tarapatach o tyle cięższych, że przyjmą Chelsea już we wtorek, że im 1:0 wystarczy tylko do dogrywki, że to oni bezwarunkowo potrzebują triumfu w El Clasico, by marzyć o doścignięciu Realu. Czy znów ocali ich wirtuozeria Messiego, najbardziej eksploatowanego gracza świata, który w tym sezonie wytrzymał już 61 meczów?

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

 Kandinsky

Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Mario Gomez, Robin van Persie, Klaas Jan Huntelaar. Dlaczego nikt na świecie jeszcze nie zauważył, że nasze uszy właśnie ostrzeliwuje kanonada, jakiej futbol nie słyszał od dekad? Że oglądamy wielobramkową orgię piłkarskiej starożytności? Szkoda tylko, że w tych kolorowych czasach najskuteczniejsze drużyny naszej szarej ekstraklasy potrafią wycisnąć ledwie półtora gola na mecz... Felieton z dzisiejszej „Gazety Sport.pl” przeczytacie tutaj.

czwartek, 29 marca 2012

Maradona, Pele, Zidane. Ten w środku być może był największy, ale sam nie sprawdzę, muszę zaufać kronikom, bo zachwycał, zanim się urodziłem. Ten z lewej ucieleśnia moje najwspanialsze kibicowskie wspomnienie z dzieciństwa, czyli mundial w 1986 roku, który stał się mitem założycielskim mojej futbolowej szajby. Tego z prawej uważam za najwybitniejszego wśród wszystkich, których widziałem dotychczas jako człowiek dorosły. Kryterium posługuję się w tym werdykcie skrajnie subiektywnym - zwyczajnie dawało mi gapienie się na jego grę tyle frajdy, ile chyba nigdy nie da mi Leo Messi.

Nie umiałem się oprzeć, musiałem to tutaj wkleić:

Diego Maradona, Pele, Zinedine Zidane

Oni są gigantami z przeszłości, ci poniżej mają przemożny wpływ na piłkę nożną współczesną. Najpierw popatrzcie na Johana Cruyffa i Pepa Guardiolę, w których futbolowa popkultura często widzi dziś reprezentantów Imperium Dobra:

Johan Cruyff, Josep Guardiola

Reprezentant Imperium Dobra znał się też z Jose Mourinho i jeszcze wówczas nie przypuszczał, że w przyszłości będzie zajadle walczył z nim jako reprezentantem Imperium Zła:

Jose Mourinho, Pep Guardiola

A Mourinho zapewne nie przypuszczał, iż jasnej strony mocy będzie bronił maluch tak zręczny, że mistrzowie Jedi powinni zgasić miecze i jeszcze raz zastanowić się, czy nie zmarnowali życia, bo powinni byli zająć się wymachiwaniem kończynami dolnymi, koniecznie z udziałem niewielkiej nadmuchiwanej kuli. Ten chłopiec to nie tylko teraźniejszość, ale chyba i przyszłość futbolu:

Leo Messi

Chcecie zobaczyć więcej niesamowitych futbolowych zdjęć, to kliknijcie tutaj.

wtorek, 27 marca 2012

Superbohaterowie. Diego Maradona, Pele, Leo Messi, Cristiano Ronaldo

„Urodziłem się dla piłki nożnej, tak jak Beethoven urodził się dla muzyki, a Michał Anioł dla malarstwa” - powiedział oficjalnej stronie FIFA jak zwykle skromny Pele. „Chyba zmienili mu lekarstwa. To ja w takim razie jestem Ronem Woodem, Keithem Richardsem i Bono w jednej osobie, bo ucieleśniam pasję w futbolu” - skomentował w weekend jak zwykle subtelny Diego Maradona.

Obaj giganci, którzy rozminęli się w czasie, więc nigdy nie zmierzyli na murawie, agresywnie rywalizują na słowa od lat, usiłując osobiście przyczynić się do rozstrzygnięcia, kto był największym wśród wielkich. Nie rozstrzygnęli, nie rozstrzygną i w ogóle nikt nie rozstrzygnie, bo nie dysponujemy żadnymi narzędziami pozwalających choćby podjąć próbę rozstrzygnięcia. Pele wygrał więcej - aż trzykrotnie złoto mundialu - ale w reprezentacji Brazylii otaczali go wirtuozi, a w europejskim klubie nigdy się nie sprawdził. Maradona wygrał mniej - mundial tylko raz - ale w reprezentacji Argentyny, podobnie zresztą jak w Napoli, tłumu wirtuozów nie miał.

Nie rozstrzygniemy też, kto bardziej zawodzi po zakończeniu kariery. Pele stał się kukłą uświetniającą imprezy FIFA i reklamowe, który stara się nigdy nie wywoływać kontrowersji, a Maradona beznadziejnym trenerem i niezrównoważonym awanturnikiem, który kontrowersje wywołuje w odruchu bezwarunkowym.

Debata o najlepszym współcześnie piłkarzu też może okazać się nie do rozstrzygnięcia. A mamy powody zakładać, że jak wiek XX należał do Maradony i Pelego, tak wiek XXI jeszcze przez wiele lat będziemy uważać za erę Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Obaj różnią się diametralnie (naturalny wszechtalent kontra wytrenowany terminator), ale też obaj w różny sposób wywierają na wyniki zbyt wyraźne piętno i wywierają go na zbyt długim dystansie czasu, by porównywać ich do jakiegokolwiek rywala z boiska. To superbohaterowie toczący osobny pojedynek na szczycie. Batman kontra Superman, The Beatles kontra Pink Floyd, Mann kontra Dostojewski, chianti kontra single malt.

Messi wygrał (na razie) więcej, ale przez całą karierę przebywa w idealnym świecie. Tam, gdzie się wychował; otoczony wirtuozami tworzącymi najlepiej zsynchronizowaną i najbardziej wyrafinowaną orkiestrę w futbolu; u dyrygenta, dla którego podstawowym kryterium oceny przydatności innych graczy jest umiejętność współpracy z argentyńskim liderem. A także podporządkowania mu się. Ronaldo wygrał (na razie) mniej, ale szaleje w drużynach „zwyczajnych” (czytaj: przystosowujących styl do aktualnych okoliczności), do których musiał wyemigrować. I niewykluczone, że Argentyńczyk w Barcelonie wytrzyma po ostatni dzień kariery, a Portugalczyk jeszcze co najmniej raz klub zmieni - na Bayern, Milan czy inną firmę o godnej jego nazwiska renomie lub przyjętej do arystokracji za pieniądze szejków.

Jeśli tak, to w jakimś sensie będzie ich dzielić to, co dzieli dziś ich aktualnych trenerów. Niełatwo zmierzyć, czy więcej osiągnął Josep Guardiola, który kataloński zna od kołyski i czerpie z długofalowej filozofii klubu, czy Jose Mourinho, który wciąż podbija nowe światy.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że polemiki między Messim i Ronaldo - a także między ich zwolennikami, że pozwolę sobie pofantazjować - nigdy nie będą przypominać niekończącej się dyskusji między Pelem i Maradoną.

Ten ostatni znów zaapelował, by wreszcie zostawić Messiego w spokoju i przestać dywagować, czy zdystansuje swego wielkiego poprzednika, ale przy okazji dodał, że jedną korzyść z debaty widzi: „Ten kolorowy z FIFA nie lubi, kiedy zbyt wiele się o nas mówi”. Pił oczywiście do Pelego.

wtorek, 10 stycznia 2012

Złota Piłka, Ballon d'or, Leo Messi

Kapitanowie i trenerzy reprezentacji narodowych oraz dziennikarze znów wybrali na najlepszego futbolistę Leo Messiego - przyznając mu gigantyczną przewagę nad konkurentami - ale ja już składałem mu wielokrotnie hołody i felietonowo (tutaj), i blogowo (tutaj), więc dziś chcę rzucić tylko kilka zestawień, które dobrze ilustrują tezę innego barcelońskiego wirtuoza Xaviego Hernandeza, że argentyński magik wyczaruje jeszcze mnóstwo rekordów.

Najpierw przeklejam to, o czym wspominałem wczoraj na Facebooku. Otóż Michel Platini zdobył swoją trzecią Złotą Piłkę jako 30-latek. Marco van Basten jako 28-latek. Johan Cruyff jako 27-latek. LEO MESSI JAKO 24-LATEK (do wręczonej w poniedziałek nagrody przyporządkowuję kalendarzowy rok 2011).

Proponuję również laureatów tego plebiscytu klasyfikację wszech czasów medalową, zliczając ich wszystkie miejsca na podium: 1) MESSI - 3 ZŁOTA, 1 SREBRO, 1 BRĄZ; 2) Platini - 3 złota, 2 brązy; 3) Johan Cruyff - 3 złota, 1 brąz; 4) Marco van Basten - 3 złota; 5) Franz Beckenbauer - 2 złota, 2 srebra, 1 brąz; 6) Ronaldo (oryginalny, brazylijski) - 2 złota, 1 srebro, 1 brąz; 7) Alfredo di Stefano, Kevin Keegan, Karl-Heinz Rummenigge - 2 złota; 10) Cristiano Ronaldo - 1 złoto, 3 srebra.

Liczba „medali”? Po PIĘĆ ZDOBYLI MESSI, Beckenbauer, Platini, po cztery Cristiano Ronaldo, Ronaldo, Cruyff, Zinedine Zidane, Luis Suarez, Raymond Kopa.

Tytuły króla strzelców Puchary Europy/Ligi Mistrzów? 4 - Gerd Mueller; 3 – MESSI, Ruud van Nistelrooy, Ferenc Puskas, Eusebio, Jean-Pierre Papin; 2 - di Stefano, Raul, Andrij Szewczenko, Torbjoen Nilsson, Romario.

Strzelecka klasyfikacja wszech czasów w Pucharze Europy? 71 goli - Raul (35 lat); 56 - van Nistelrooy (36 lat); 51 - Thierry Henry (35 lat); 49 - di Stefano (koniec kariery); 48 - Szewczenko (36 lat); 47 - Eusebio (koniec kariery); 46 – Filippo Inzaghi (39 lat); 43 - MESSI (25 lat); 42 – Alessandro del Piero (38 lat).

Snajperska klasyfikacja wszech czasów Pucharu Europy wśród piłkarzy poniżej 30. roku życia? 43 gole - MESSI (25 lat); 32 - Cristiano Ronaldo (27 lat); 25 - Wayne Rooney (27 lat); 25 - Kaka (niespełna 30 lat); 22 - Karim Benzema (25 lat); 15 - Robin van Persie (29 lat).

Najlepsi strzelcy ligi hiszpańskiej wśród aktywnych graczy: 228 goli - Raul (35 lat, wyemigrował); 163 – David Villa (31 lat); 162 – Samuel Eto’o (31 lat, wyemigrował); 141 - Raul Tamudo (35 lat); 136 – MESSI (25 lat); 88 – Frederic Kanoute (35 lat). W klasyfikacji generalnej prowadzi legendarny Telmo Zarra, który zdobył 252 bramki. W obecnym wieku Messiego miał ich „zaledwie” 94, czyli aż 42 mniej niż do dziś uzbierał Argentyńczyk...

Można jeszcze dodać, że na półmetku - lub wręcz przed półmetkiem - kariery Messi ma trzy triumfy w Lidze Mistrzów, a ogólnie - 18 klubowych trofeów. Skazą na jego dorobku pozostaje reprezentacja Argentyny, z którą na najbliższe mistrzostwa świata pojedzie mniej więcej w tym wieku, w którym złoto zdobywał jego wielki poprzednik Diego Maradona. Czy Messi jego wyczyn powtórzy? Na razie szanse wydają się nikłe, ale gdyby mu się powiodło, napisałby jedną z najbardziej epickich fabuł mundialowych. Wziąłby tytuł na Maracanie - dla nas mitycznym stadionie, a dla Brazylijczyków świątyni...

 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi