Wpisy z tagiem: Franciszek Smuda

poniedziałek, 07 maja 2012

ekstraklasa

Podsumowałem w felietonie do dzisiejszej „Gazety” sezon, w którym było mnóstwo emocji - pozytywnych i negatywnych, małych niespodzianek i wielkich sensacji, ale też bylejakości i gwałtownych ruchów na klubowych szczytach zwiastujących ciężkie czasy dla potentatów. Ciężkie czasy rozumiane tak, że nie widać, by ktokolwiek serio budował trwałą siłę na miarę Champions League. Zapraszam do lektury.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Franciszek Smuda i cudowny trójkąt

Nazwę dortmundzkiego klubu przekręcam - zgodnie z obietnicą również na okładce dzisiejszej „Gazety Sport.pl” - wedle pomysłu zwycięzcy ogłoszonego przeze mnie konkursu na najzręczniejsze określenie naszego tercetu, który walnie zasłużył się dla obrony mistrzostwa Bundesligi.

To wyczyn nadzwyczajny nie tylko dlatego, że Borussia zdystansowała - i dwukrotnie pobiła w bezpośrednim starciu! - półfinalistę Champions League, zdolnego wygrywać z Realem Madryt, wyładowanego gwiazdami formatu Robbena, Ribery’ego czy Lahma, ale także dlatego, że Bayern nie musiał przecierpieć dwóch kolejnych sezonów bez tytułu od połowy lat 90. To, czego dokonali dortmundczycy, w Niemczech zwyczajnie się nie zdarza.

I to dokonali w fundamentalnej mierze siłami imigrantów znad Wisły. Precz z naszym narodowym sportem rozpaczliwego wyławiania z wielkich futbolowych spektakli tzw. polskich akcentów, precz z wysławianiem swojskiego kopacza, który z ćwierćrezerwowego awansował na półrezerwowego albo wręcz strzelił pół gola, obowiązkowo po koślawym strzale piszczelem. Kiedy spoglądamy na Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Piszczka, nie potrzebujemy naginać rzeczywistości, by uroić sobie, że nasi rządzą. Nie, naszym zachwytom sekundują bezstronni obserwatorzy zagraniczni. Też widzą, że każdy z wymienionych demonstruje klasę światową - prawy obrońca od dwóch sezonów, napastnik przez niemal cały bieżący, prawoskrzydłowy w kalendarzowym roku 2012.

Jak mocno wpływają na drużynę, jak ją inspirują i napędzają, widać w twardych danych. Na trzy kolejki przed końcem Bundesligi strzelili 28 goli, dołożyli do nich 26 asyst, bezlik kluczowych podań, udanych dryblingów, odbiorów, zagrań wymuszających na przeciwniku faule etc. Lewandowski jako jedyny obok Matsa Hummelsa wystąpił we wszystkich meczach, Piszczek opuścił drużynę raz. To oni wraz z Shinji Kagawą - wskutek naturalnego dla nas polocentryzmu trochę ignorowanego - ofensywę Borussii kształtują, a także zamieniają w przeliczany na gole konkret.

Słowem, w przededniu Euro 2012 reprezentacji Polski spadł z nieba tercet wprost zjawiskowy, który na tle nędzy całego naszego futbolu wypadałoby obwołać tercetem egzotycznym.

Spadł z nieba reprezentacji i jej szefowi, który sam zwykł mówić o sobie „farciarz”. Jego przygody wryły się w świadomość każdego fana: Franciszek Smuda w cudownych okolicznościach wtargnął do Champions League (niezapomniany pościg Widzewa za Broendby); w cudownych okolicznościach zdobył mistrzostwo Polski (niezapomniany pościg Widzewa za Legią); w cudownych okolicznościach wrócił na szczyt (zaproszenie Lecha do europejskich rozgrywek wskutek likwidacji Groclinu, awans do Pucharu UEFA po golu w 121. minucie); w cudownych okolicznościach objął reprezentację (przed mistrzostwami w ojczyźnie); cudownie przebiegało arcyważne wyciąganie kulek ze szklanych mis, na które poleciał (dostał Grecję, Czechy i Rosję). A teraz w Dortmundzie jego podwładni rozbłysnęli na gwiazdy czołowej ligi na kontynencie...

Poprzedników Smudy - Pawła Janasa oraz Leo Beenhakkera - na wielkich turniejach chroniło mniejsze lub większe alibi, bo w miarę reprezentacyjną kadrę próbowali wznosić na zgliszczach. Na Euro 2008 porwaliśmy się właściwie bez napastnika, więc ofensywne próbki były skazane na niepowodzenie już na starcie.

Obecny selekcjoner wydawał się działać w jeszcze posępniejszej beznadziei. Kadrę obejmował w erze powszechnego odwrotu naszej ligi od polskich piłkarzy, ratował się desperackim szukaniem ocalenia w naturalizowanych obcokrajowcach.

Aż znów zdarzył się cud. Owszem, ostatnio powodzi się także rywalom, po długim odrętwieniu ożyli czeski rozgrywający Rosicky i rosyjski drybler Arszawin. Ale żaden selekcjoner z naszej grupy nie dysponuje doskonalącym na co dzień współpracę tercetem na miarę naszego z Dortmundu. I nawet jeśli w polskiej kadrze nie osłoni go partner klasy Hummelsa czy Gündoğana, to Smuda dostał prezent, jakiego od upadku komuny nie dostał żaden trener polskiej kadry. Jego misja - wykorzystać tercetu bezdyskusyjne zalety, podporządkować mu taktykę, zamaskować wady drużyny. I zagrać w ćwierćfinale Euro 2012.

niedziela, 08 kwietnia 2012

Grand Nature morte au guérido, Pablo Picasso, 1931

Tak mi się skojarzyło, że na kogo wśród reprezentacyjnych obrońców nie spojrzeć, to kłuje w gałki oczne feler. Większy lub mniejszy, związany z przeszłością lub mocno aktualny, dyskwalifikujący lub wywołujący kontrowersje.

Defensywa przez selekcjonera Franciszka Smudę wymarzona, patrzymy na nią od prawej flanki: Łukasz Piszczek (skazany za korupcję, dlatego nieakceptowany przez część kibiców), Arkadiusz Głowacki (chodzące nieszczęście, kontuzjowany wręcz przewlekle, w tym roku w ogóle nie gra, bo uszkodził sobie mięsień), Damien Perquis (naturalizowany Francuz, polska języka to dla niego obca języka, dlatego nieakceptowany przez część kibiców; od miesiąca leczy złamaną rękę, całą wiosnę spędzi poza boiskiem), Sebastian Boenisch (naturalizowany, polskie powołanie przyjął łaskawie po utracie nadziei na niemieckie, dlatego nieakceptowany przez część kibiców; po zerwaniu kolanowych więzadeł półtora roku poza futbolem; ostatnio zesłany do trzecioligowych rezerw Werderu).

Defensywa akceptowalna jako rezerwowa, również patrzymy od prawej flanki: Marcin Wasilewski (cudem ocalił karierę po złamaniu nogi jakby wyjętym z „Piły”; po wszystkim już chyba znanej wielkanocnej libacji z Peszką odrzucony - przynajmniej w deklaracjach - przez selekcjonera), Michał Żewłakow (usunięty z reprezentacji po tajemniczym incydencie samolotowym, również z udziałem napojów wyskokowych), Dariusz Dudka (śmiertelnie potrącił pieszego, prowadził samochód pod wpływem alkoholu; wyrzucony z kadry przez Leo Beenhakkera za chlanie po towarzyskim meczu z Ukrainą), Jakub Wawrzyniak (zawieszony przez rok z powodu wykrytego w organizmie dopingu). A przecież za nimi mógłby stać jeszcze Artur Boruc (po incydentach alkoholowych usuwany z reprezentacji przez dwóch selekcjonerów), czyli jedyny polski piłkarz, który podołał wyzwaniu na mundialu 2006 i Euro 2008.

Pamiętacie, jak dziesięć lat temu Santiago Canizares - podstawowy wówczas bramkarz reprezentacji Hiszpanii - opuścił butelkę z płynem po goleniu, rozorał sobie ścięgno w stopie i nie poleciał na mundial, szturmując za to szczyty rankingów na najbardziej kuriozalne kontuzje w sporcie? Kiedy przeglądam tę naszą galerię defensywnych osobliwości, to mam ochotę zaapelować do Wojtka Szczęsnego, żeby przed Euro 2012 na wszelki wypadek nie wchodził już do łazienki.

piątek, 02 marca 2012

Euro 2012, reprezentacja Polski

27 miesięcy, 31 sparingów, 80 przetestowanych piłkarzy i mamy jasność. Franciszek Smuda wybrał kadrę na Euro 2012. Doskonale znamy jej atuty oraz przywary, w ogóle wiemy o niej niemal wszystko. Oczywiście poza najważniejszym. Podsumowujący selekcję artykuł sporządziłem do piątkowej „Gazety”, przeczytacie go tutaj. Zgadzacie się z finalną oceną?

niedziela, 26 lutego 2012

Borussia Dortmund, Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek

Wcale nie piszę nabuzowany kolejnym dortmundzkim show, wpadłem na to jeszcze przed dzisiejszym meczem Borussii, następnie przemyślałem, skonsultowałem, aż wreszcie przejrzałem recenzje w cenionych przeze mnie pismach i portalach futbolowych - z wrodzoną beztroską chciałbym odważnie postawić tezę, że w roku pańskim 2012 nasz Kuba Błaszczykowski należy do najściślejszej czołówki najbardziej niebezpiecznych prawoskrzydłowych na kontynencie. W sześciu kolejkach Bundesligi strzelił dwa gole, miał pięć asyst, wielokrotnie więcej sensownych podań, zazwyczaj najczęściej w drużynie skutecznie drybluje, swoim entuzjazmem drużynę zaraża, ba, to dzięki jego wibrującej dynamice lider Bundesligi wrzuca swój najwyższy bieg.

Popisów Łukasza Piszczka nie chce mi się omawiać, niech mnie wyręczą analitycy „Kickera”, dla których Polak - pomimo kilku niedawnych wpadek - pozostaje, podobnie jak w sezonie minionym, najlepszym bocznym obrońcą niemieckich boisk.

Został jeszcze w Dortmundzie Robert Lewandowski. Ostatnio przez chwilę umilkł jako snajper, ale generalnie jego wyczyny zwłaszcza nam, wyposzczonym kibicom polskim, odbierają mowę. Obrońcom zawsze wydaje ciężką fizyczną wojnę, odwrócony od bramki piłki nie traci, a kiedy ma bramkę w polu widzenia, to bramkarz błaga o litość.

A wyczyny całego polskiego tria powodują, że głos tracą fani Borussii. Od dziękczynnych ryków. Już niemal nie padają dortmundzkie gole, dla których nasi się nie zasłużyli, po raz ostatni nie uczestniczyli w żadnej skutecznej akcji 11 grudnia, w zremisowanym 1:1 meczu z Kaiserslautern.

Rozglądam się po uczestnikach Euro 2012 i szukam takich, którzy w reprezentacji polegają w ofensywie na tercecie ćwiczących współpracę przez cały sezon, w drużynie klubowej - i to tercecie porównywalnie drapieżnym.

Wiadomo, Hiszpanie. Ich selekcjoner ma jeszcze wygodniej, niemal wszyscy jego najważniejsi ludzie wypracowują grę złożoną z odruchów w Barcelonie. Niemcy też w sporej mierze czerpią z obecnych lub byłych graczy Bayernu. Ale inni? Główni atakujący Holendrów są rozrzuceni po Arsenalach, Interach, Liverpoolach, Tottenhamach etc; porozbiegali się po różnych klubach bohaterowie napadu włoscy; jeszcze dalej od siebie bawią się piłką odpowiedzialni za organizowanie natarć Francuzi, Czesi, Portugalczycy, Szwedzi, Duńczycy czy Chorwaci; naczelny goleador Irlandczyków wyemigrował za ocean; gwiazdy rosyjskie wcale ostatnio nie grały, aż zostały przepędzone z zachodu z powrotem na wschód. U siebie czołowych atakujących trzymają Ukraińcy i Grecy, jednak ich kanonierzy ani nie rażą dortmundzką siłą ognia, ani nie rywalizują w równie mocnej lidze (przecież nasi zaraz obronią mistrzostwo Niemiec!). Zostają Anglicy, którzy mogliby użyć manchesterskiej trójcy Rooney - Young - Welbeck, tyle że na razie nawet nie wiedzą, kto będzie kadrą na Euro 2012 dowodził.

Nie zamierzam nikomu wmawiać, że dysponujemy w ofensywą o kalibrze nigdzie indziej niespotykanym, zresztą porównywanie klubowych partnerów Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Piszczka do partnerów reprezentacyjnych mogłoby tym ostatnim wyrządzić krzywdę. Zauważam tylko, że szczęściarz Franciszek Smuda złapał za nogi chyba nie tylko Boga chrześcijańskiego, ale chwycił jeszcze Allaha, Buddę i Świętowita. Znienacka spadli mu z nieba trzej - jak na nasze standardy - wirtuozi, którzy ewidentnie lubią ze sobą kopać, wytrenowują automatyzm zachowań przez okrągły rok, zderzają się z przeciwnikami klasowymi. Razem dają wartość wyższą niż suma ich indywidualnych umiejętności.

W bieżącym sezonie Bundesligi polscy bohaterowie Borussii strzelili wspólnie 20 goli, do czego dorzucili 20 asyst. A jeśli doliczymy dorobek z Champions League i Pucharu Niemiec, ich bilans rośnie do 26 goli i 23 asyst. Istny Trójkąt Bermudzki, kto weń wpadnie, ten ginie.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi