Wpisy z tagiem: Valencia

piątek, 17 sierpnia 2012

Los Ches, Valencia, Primera Division

Tytułu broni Valencia, panująca już od trzech sezonów. To przypadek unikalny - w żadnym z najmocniejszych futbolowo krajów na kontynencie nie znajdziemy mistrza utrzymującego władzę równie długo, a przecież ze stadionu Mestalla sezon w sezon odlatują gwiazdy. 2009 - Raul Albiol, 2010 - David Villa, David Silva, Carlos Marchena, 2011 - Juan Mata, 2012 - Jordi Alba. Uciekli z Valencii jej wszyscy mistrzowie świata, zniknął jedyny mistrz Europy. Teoretycznie nędza, że aż piszczy.

A jednak pozostaje Valencia głównym faworytem rozgrywek. Rozgrywek zbyt rozchwianych, lubiących wyniki dobierane wręcz losowo i wyładowanych drużynami namiętnie podróżującymi między niebem a piekłem, żeby nie dostrzec w obrońcach tytułu - ostatecznie również chimerycznych - królestwa błogiej stabilności. Prześledźcie te nieudolne próby zamachu stanu - najpierw wicemistrzem została Sevilla (popychana przez trzecią w tabeli Mallorcę, następnie Villarreal (popychany przez Sevillę), wreszcie Malaga (popychana przez Atletico Madryt). Za liderem nieustannie się kotłuje, nikt nie umie zaatakować zdecydowanie i w swoich zamiarach wytrwać dłużej, sukcesiki zazwyczaj zwiastują niechybną degrengoladę. Mallorca zaraz po wdrapaniu się na podium omal nie wyzionęła ducha, wicemistrzowski przed chwilą Villarreal stoczył się do drugiej ligi i jego bohaterowie rozjechali się po świecie. Poważniejszym zagrożeniem zdawała się dopiero Malaga - jako jedyna naciskała lidera niemal do końca, idylliczną przyszłość obiecywali jej kolejni szejkowie, którzy mieli galonami dolewać do europejskiego futbolu petrodolary. Niestety, po wstrzyknięciu w transfery 50 mln euro i jeszcze paru kropel zakręcili kurek. Pozwolili odpłynąć znakomitemu Cazorli, a także napastnikowi Rondonowi, w żaden sposób strat sobie nie rekompensując. Ba, śniący o potędze fani odetchnęli z ulgą, że Malaga nie zatonęła. Im też zajrzał w oczy los Villarrealu, czyli nagłe zejście z pułapów wicemistrzowskich na drugoligowe - choć z innych, bo finansowych powodów.

Gdzie nie spojrzeć, tam nastroje kryzysowe, nieliczne trzymilionowe wydatki zdają się luksusowe, w świat uchodzą kolejne gwiazdki. Na tle zabiedzonej konkurencji Valencia latem zaszalała - za wykupienie Sergio Canalesa i dołożenie doń Fernando Gago przelała Realowi Madryt aż 11 mln euro. Co więcej, ogół jej manewrów transferowych - wzięcie nadpobudliwego bocznego obrońcy Joao Pereiry, skrzydłowego Andresa Guardado, mediapunta Jonathana Viery etc - obiecuje paradę atrakcji, bo szatnię będzie rozsadzało od skłonności ofensywnych. Mauricio Pellegrino ma wszystko, by rozpocząć samodzielną trenerską karierę z rozmachem.

Być może też Valencia wreszcie spróbuje podbić Ligę Europejską, oczywiście po ewentualnym przeniesieniu się do niej po jesieni spędzonej w Champions League (tam z trudem tolerują pariasów niezdolnych do kupowania błyskotek po kilkadziesiąt milionów za sztukę). W kraju rozstawia wszystkich po kątach, ale na kontynencie zabawiają się lokalni rywale - w czasie jej panowania w Primera Division Atletico Madryt dwukrotnie zdobyło trofeum, a Athletic Bilbao dochrapało się finału. Co przypomina, ile futbolowej jakości mają w nogach i głowach gracze ligi hiszpańskiej. Międzynarodowo błyszczą, choć ich prezesi zarządzają niekompetentnie, skandalicznie często na granicy działalności na szkodę spółki.

Sezon Valencia rozpocznie od towarzyskiego hitu w Madrycie. Podobnie jak w latach minionych, wszystkie drużyny rozegrają bowiem pokazowe dwumecze z Realem oraz Barceloną. Zdobyte w nich ewentualnie punkty nadal będą doliczane do ligowej tabeli.

czwartek, 12 stycznia 2012

FC Barcelona, Real Madryt, Valencia, prawo Beckhama, podatki

Przeprowadzkę Kaki z Milanu do Realu Madryt wyprognozowałem dwa lata przed transferem, a przeprowadzkę Ronaldinho z Barcelony do Milanu na rok przed transferem - w felietonie, w którym analizowałem, jak wpływa na futbolowe wyniki przyczyna prozaiczna, acz rzadko dyskutowana - podatki: „Kluby Primera Division wspiera tzw. prawo Beckhama, które uprzywilejowuje pracujących w Hiszpanii obcokrajowców. Podatkowy raj trwa jednak tylko sześć lat, potem napływowych traktuje się jak tubylców. (...) Prześledźmy problem na przykładzie Kaki - otóż Brazylijczyk dostaje obecnie 5,5 mln euro za sezon. Gdyby pobierał pensję w Hiszpanii, każdego roku kosztowałby pracodawcę niespełna 7,5 mln. W Anglii i Niemczech - 10 mln. Włosi wydają na niego przeszło 11 mln. Wreszcie we Francji pensja Brazylijczyka obciążałaby budżet balastem aż 14,5 mln euro! Liczby uświadamiają, jak nierówna jest rywalizacja w Lidze Mistrzów i jak niesprawiedliwie przedsiębiorców - czytaj: właścicieli klubów - traktuje europejski rynek. Jak drobny, niewidoczny ze stadionowych trybun retusz hiszpańskiego prawa wpływa na wyniki i przepływ gwiazd.”

Wówczas jeszcze nie przypuszczałem, że żarłoczność fiskusa w innych krajach pomoże także ściągać do Hiszpanii gwiazdy formatu Cristiano Ronaldo, Karima Benzemy czy Zlatana Ibrahimovicia i uczynić z Barcelony oraz Realu Madryt duet absolutnie bezkonkurencyjny. Tak się jednak stało, obłożenie obcokrajowców (zarabiających co najmniej 600 tys. euro rocznie) podatkiem ledwie 23-procentowym (Hiszpanie płacili wtedy niemal dwukrotnie więcej) dało im znaczącą przewagę na rynku.

Przywileje zostały już zlikwidowane (choć ligowcy grozili strajkiem), lecz Mariano Rajoy, nowy premier rozłożonej kryzysem Hiszpanii, właśnie ogłosił, że generalnie podniesie podatki, by kraj nie musiał prosić o międzynarodową pomoc. Dla klubów oznacza to, że utrzymanie każdego piłkarza, któremu płacą 300 tys. euro rocznie, będzie kosztowało o siedem procent więcej niż dotychczas. Cały podatek wyniesie 54 proc., a w Katalonii nawet 56 proc.

Barcelona i Real pewnie zniosą zmiany stosunkowo najłagodniej (w końcu ich przychody nadal dynamicznie rosną), ale je odczują. Innym klubom ligi - przygniecionej 3,5-miliardowym zadłużeniem - politycy zadają natomiast mocny cios. Cios mogący rozszerzyć transferowy nurt, którym na Wyspy popłynęli David Silva, Juan Mata, Sergio Aguero.

Hiszpanom pozostanie bronić się sprawnym zarządzaniem, intuicją transferową, wysokim przeciętnym wyszkoleniem lokalnych graczy. Imponujący wzór znajdą w ledwie dyszącej finansowo Valencii. Klub z Mestalla nadal dokazuje tuż pod Barceloną i Realem, choć stracił ostatnio wszystkich piłkarzy, którzy zdobyli w RPA mistrzostwo świata - Davida Silvę (za 29 mln euro, stał się najlepszy w Premier League), Juana Matę (28 mln, stał się prawie najlepszy w Premier League), David Villę (40 mln), Raula Albiola (15 mln) i Carlosa Marchenę - oraz Joaquina. W minionych latach wykrwawił się jak nikt w europejskiej czołówce, a rany opatrywał działaniami bardzo wstrzemięźliwymi - od 2007 roku nie wydali na nikogo ponad 10 mln.

Ale Valencia sportowo oddycha, nawet pomimo niepowodzenia - również podduszającego ekonomicznie - w Lidze Mistrzów. Czy ona i jej konkurenci przeżyją, jeśli kryzys jeszcze przyciśnie?

Archiwum
Tagi