Wpisy z tagiem: Ranking UEFA

piątek, 26 sierpnia 2011

Zaskakująco ładny całokształt międzynarodowych występów polskich klubów poplamili tylko piłkarze Jagiellonii, którzy najedli się wstydu w kazachskim Pawłodarze. Przegrali z przeciwnikiem egzotycznym, uprawiającym futbol odstręczająco niechlujny i tak słabym, że w kolejnej rundzie obili go Gruzini, a białostoczanie pozostali jedyną drużyną, którą kiedykolwiek wyeliminował z europejskich pucharów.

Nie mam śladowych wątpliwości, że Jagiellonia była i jest drużyną od Irtyszu silniejszą. Jeśli nie udowodniła tego na boisku, to w sporej mierze dlatego, że dwumecz rozgrywała o barbarzyńskiej porze - 30 czerwca i 7 lipca, czyli w czasie dla wyczynowych piłkarzy europejskich mocno wakacyjnym. Była zwyczajnie nieprzygotowana do kopania o stawkę.

Haniebnie wcześnie rozpoczynają sezon tylko reprezentanci lig najsłabszych (stąd konieczność podróży do Azji). Wśród nich polskiej, sklasyfikowanej przed losowaniem na 24. miejscu w rankingu UEFA.

By grania czerwcowego uniknąć, musimy podźwignąć naszą ekstraklasę na pozycję 21. Wówczas klub, który skończy polską ligę na najniższym stopniu podium, rozpocznie rywalizację w Lidze Europejskiej dopiero w połowie lipca.

Dziś, po uciułaniu okazałej liczby punktów przez Wisłę, Legię i Śląsk, nasza ekstraklasa awansowała na 23. miejsce. Oto interesujący nas fragment klasyfikacji:

19. Czechy                   19,100

20. Chorwacja              18,874

21. Białoruś                  17,708

22. Rumunia                 16,657

23. Polska                     16,166

Jeśli zatem polska liga wyprzedzi dwie leżące nad nią, nikt nie będzie ryzykował czerwcowych wypraw na Kaukaz. Rumunów raczej nie zdystansujemy, dla nich punkty zbierają aż cztery kluby - jeden w Lidze Mistrzów i trzy w Lidze Europejskiej. Ale Białorusinów, Chorwatów i Czechów można śmiało ścigać - oni utrzymali w pucharach tylko po jednym przedstawicielu, w dodatku BATE Borysów, Dinamo Zagrzeb oraz Viktoria Pilzno zabawiają się w Champions League, gdzie o punkty piekielnie ciężko.

Dlatego piłkarze Wisły oraz Legii stoją przed szansą, by już w tym sezonie wypchnąć naszą ligę na pozycję, której w rankingu nie zajmowała od 2005 roku, i uchronić nasze kluby - niewykluczone, że także samych siebie - przed zagrożeniem klęskami poniesionymi w pełni sezonu urlopowego, gdy poważni gracze jeszcze byczą się na plażach. Powinno się udać, jeśli choć jeden z polskich reprezentantów w LE błyśnie występem na poziomie zeszłorocznego Lecha Poznań, a drugi dorzuci jeszcze trochę punktów, niekoniecznie wychodząc z grupy.

To byłby maleńki krok, ale takimi maleńkimi krokami możemy znacząco przyspieszyć przywracanie naszemu klubowemu futbolowi poziomu przyzwoitości. Powtórzę: dam głowę, że gdyby Tomasz Frankowski i reszta ferajny dostali Kazachów kilka tygodni później, to zdmuchnęliby ich z boiska bez konieczności wzięcia głębszego oddechu.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Gdyby piłkarze Wisły wskutek nieprawdopodobnych zawirowań cypryjskiego powietrza dzisiaj przetrwali i awansowali do Ligi Mistrzów, znów mielibyśmy opowieść o okrucieństwie futbolu. Rozgnietli ich przecież rywale oferujący grę o znacząco wyższej jakości (mniej wyraźnie widać było to już tydzień temu), a krakowianie w rewanżu nawet nie zasugerowali, że realizują jakiś plan zbliżający ich do celu. Apoel zasłużył, by uświetnić wieczór pięcioma-sześcioma golami, mistrzowie Polski zasłużyli, by ciężkie razy zebrać.

Aż boję się pomyśleć, jak wiślacy wyglądaliby w Champions League, skoro już na finiszu eliminacji na tle elegancko poruszających się nikozyjczyków wyglądali na obdartusów. Tam wpadliby - losowani z ostatniego koszyka - na przeciwników od mistrzów Cypru jeszcze mocniejszych, a faworyci w tych rozgrywkach nie znają litości. Co sezon oglądamy, jak znęcają się nad słabszymi. W poprzednim Olympique Marsylia nastrzelała siedem goli w Żylinie, Arsenal wrzucił sześć Bradze, a Valencia tyle samo Bursasporowi. Wcześniej Fiorentina skopała pięcioma Debreczyn, Villarreal - sześcioma duński Aalborg, Liverpool - ośmioma Besiktas, Arsenal - siedmioma Slavię Praga. Po dzisiejszej klapie zacząłem się zastanawiać, czy kibicowska euforia po awansie do elity prędko nie ustąpiłaby litowaniu się nad piłkarzami, którzy są na razie kompletnie nieprzygotowani do walki na szczytach futbolu.

Dlatego poza ewidentnymi stratami - prestiż, hitowe mecze z największymi europejskimi firmami, miliony euro nagród - polski futbol oraz sama Wisła coś dzisiaj zyskały. Zyskały szansę, by powoli piąć się w górę rankingu UEFA i ułatwić sobie zadanie w następnych edycjach europejskich pucharów. W Champions League o jakiekolwiek punkty byłoby trudno. W Lidze Europejskiej można je ciułać nawet w starciach z faworytami, niekoniecznie serio zaangażowanymi w walkę o mniej pożądane trofeum. A UEFA zwycięstwo oraz remis w obu rozgrywkach wycenia identycznie. Co wiemy m.in. dzięki Lechowi Poznań, który po zeszłorocznych popisach w meczach z Juventusem i Manchesterem City miałby teraz - gdyby uczestniczył w losowaniu - szansę  wylądować nie w czwartym, lecz trzecim koszyku przed fazą grupową LM.

Wisła jeszcze przed chwilą przegrywała z Estończykami i Kazachami, Robert Maaskant i Stan Valckx składali drużynę od zera. Dlatego mimo wszystko wypadła w pucharowym serialu co najmniej przyzwoicie. Teraz może sobie obrać kolejny ładny cel - wyjść z grupy, a potem spróbować wygrać europejski dwumecz wiosną. Na zwycięstwo o tej porze roku czekamy dłużej niż na Ligę Mistrzów. 18 lat.

Od niezapomnianego zwycięstwa Legii Warszawa nad Sampdorią polskie kluby nie wyeliminowały wiosną nikogo. Poszukałem kiedyś innego należącego do UEFA kraju z liczbą ludności powyżej dziesięciu milionów, któremu również się to nie udało. Znalazłem, choć nie w Europie. Kazachstan.

czwartek, 07 lipca 2011

Zanim rozplują się na dzielną Jagiellonię prymitywni, karmiący się cudzym pechem obśmiewacze, chciałbym stanąć w obronie białostoczan i wyprowadzić tzw. uderzenie wyprzedzające.

Otóż piłkarze, którzy przed chwilą przegrali z Irtyszem Pawłodar, wcale nie odpadli z europejskich pucharów z reprezentantem najniżej sklasyfikowanej ligi w historii polskich występów międzynarodowych. Kazachstan zajmuje dziś w rankingu UEFA całkiem niezłe, 42. miejsce, tymczasem Estonia, gdy jej mistrz Levadia Tallin wyeliminowała przed dwoma laty z Champions League mistrza Polski, leżała o jedną pozycję niżej.

Co więcej, rekord obciachu nie należy też do obitej wówczas Wisły Kraków. W 2003 roku Polonię Warszawa wyrzucił z nieistniejącego już Pucharu Intertoto Toboł Kostanaj - również wywodzący się z Kazachstanu, który wówczas kwiczał na 50. miejscu w rankingu.

Nie chcę wmawiać, że wynik Jagiellonii to postęp. Ale znam patologiczną skłonność do egzaltacji i przesady współczesnych mediów, więc wiem, że zaraz się roztrąbią, że ponieśliśmy klęskę, jakiej nie było, znów osunęliśmy się bliżej dna i w ogóle sodoma z gomorą.

Do przytomniejszych fanów naszej piłki nożnej apeluję - spokojnie, to tylko tradycyjna wpadka.

Archiwum
Tagi