Wpisy z tagiem: podatki

czwartek, 12 stycznia 2012

FC Barcelona, Real Madryt, Valencia, prawo Beckhama, podatki

Przeprowadzkę Kaki z Milanu do Realu Madryt wyprognozowałem dwa lata przed transferem, a przeprowadzkę Ronaldinho z Barcelony do Milanu na rok przed transferem - w felietonie, w którym analizowałem, jak wpływa na futbolowe wyniki przyczyna prozaiczna, acz rzadko dyskutowana - podatki: „Kluby Primera Division wspiera tzw. prawo Beckhama, które uprzywilejowuje pracujących w Hiszpanii obcokrajowców. Podatkowy raj trwa jednak tylko sześć lat, potem napływowych traktuje się jak tubylców. (...) Prześledźmy problem na przykładzie Kaki - otóż Brazylijczyk dostaje obecnie 5,5 mln euro za sezon. Gdyby pobierał pensję w Hiszpanii, każdego roku kosztowałby pracodawcę niespełna 7,5 mln. W Anglii i Niemczech - 10 mln. Włosi wydają na niego przeszło 11 mln. Wreszcie we Francji pensja Brazylijczyka obciążałaby budżet balastem aż 14,5 mln euro! Liczby uświadamiają, jak nierówna jest rywalizacja w Lidze Mistrzów i jak niesprawiedliwie przedsiębiorców - czytaj: właścicieli klubów - traktuje europejski rynek. Jak drobny, niewidoczny ze stadionowych trybun retusz hiszpańskiego prawa wpływa na wyniki i przepływ gwiazd.”

Wówczas jeszcze nie przypuszczałem, że żarłoczność fiskusa w innych krajach pomoże także ściągać do Hiszpanii gwiazdy formatu Cristiano Ronaldo, Karima Benzemy czy Zlatana Ibrahimovicia i uczynić z Barcelony oraz Realu Madryt duet absolutnie bezkonkurencyjny. Tak się jednak stało, obłożenie obcokrajowców (zarabiających co najmniej 600 tys. euro rocznie) podatkiem ledwie 23-procentowym (Hiszpanie płacili wtedy niemal dwukrotnie więcej) dało im znaczącą przewagę na rynku.

Przywileje zostały już zlikwidowane (choć ligowcy grozili strajkiem), lecz Mariano Rajoy, nowy premier rozłożonej kryzysem Hiszpanii, właśnie ogłosił, że generalnie podniesie podatki, by kraj nie musiał prosić o międzynarodową pomoc. Dla klubów oznacza to, że utrzymanie każdego piłkarza, któremu płacą 300 tys. euro rocznie, będzie kosztowało o siedem procent więcej niż dotychczas. Cały podatek wyniesie 54 proc., a w Katalonii nawet 56 proc.

Barcelona i Real pewnie zniosą zmiany stosunkowo najłagodniej (w końcu ich przychody nadal dynamicznie rosną), ale je odczują. Innym klubom ligi - przygniecionej 3,5-miliardowym zadłużeniem - politycy zadają natomiast mocny cios. Cios mogący rozszerzyć transferowy nurt, którym na Wyspy popłynęli David Silva, Juan Mata, Sergio Aguero.

Hiszpanom pozostanie bronić się sprawnym zarządzaniem, intuicją transferową, wysokim przeciętnym wyszkoleniem lokalnych graczy. Imponujący wzór znajdą w ledwie dyszącej finansowo Valencii. Klub z Mestalla nadal dokazuje tuż pod Barceloną i Realem, choć stracił ostatnio wszystkich piłkarzy, którzy zdobyli w RPA mistrzostwo świata - Davida Silvę (za 29 mln euro, stał się najlepszy w Premier League), Juana Matę (28 mln, stał się prawie najlepszy w Premier League), David Villę (40 mln), Raula Albiola (15 mln) i Carlosa Marchenę - oraz Joaquina. W minionych latach wykrwawił się jak nikt w europejskiej czołówce, a rany opatrywał działaniami bardzo wstrzemięźliwymi - od 2007 roku nie wydali na nikogo ponad 10 mln.

Ale Valencia sportowo oddycha, nawet pomimo niepowodzenia - również podduszającego ekonomicznie - w Lidze Mistrzów. Czy ona i jej konkurenci przeżyją, jeśli kryzys jeszcze przyciśnie?

Archiwum
Tagi