Wpisy z tagiem: katar

piątek, 03 marca 2017

Populacja Kataru składa się z 2,67 mln osób – ujawniło tamtejsze Ministerstwo Rozwoju, Planowania i Statystyki. Co oznacza, że odkąd w 2010 r. państewko znad Zatoki Perskiej otrzymało (kupiło?) prawo do piłkarskiego organizacji mundialu, przybyło mu 64 proc. mieszkańców. Wtedy ich liczba sięgała bowiem, również wedle oficjalnych danych, ledwie 1,63 mln.

Dla porównania: gdyby w Polsce otrzymanie prawa do organizacji mistrzostw Europy wywarło identyczny efekt, jej ludność musiałaby spuchnąć z 38 mln do 62 mln głów.

Analogia jest uprawniona, ponieważ Katarczycy wraz pomyślnym werdyktem FIFA rozpoczęli gargantuiczną operację logistyczno-budowlaną, która swój finał ma znaleźć nie tylko w absolutnie niepowtarzalnym mundialu – luksusowym jak nigdy, nowoczesnym jak nigdy, drogim jak nigdy, w ogóle wszystko jak nigdy –  ale także w kompletnym przeobrażeniu kraju. Dlatego potrzebują wielu ton siły roboczej.

Siła robocza – złożona z imigrantów, zwłaszcza z Indii, Nepalu, Bangladeszu oraz Filipin – obejmuje koło 2,1 mln mieszkańców. Niezbędnych tym bardziej, że autochtoni nie paskudzą sobie rąk prostymi pracami, poprzestając na zarządzaniu. Tworzą kastę panów, których ktoś musi obsługiwać.

Znów: gdyby u nas obowiązywały identyczne proporcje, 38-milionowe społeczeństwo składałoby się w przybliżeniu z 8 mln Polaków oraz 30 mln usługujących im importowanych niewolników.

Katarska piaskownica to okolica unikalna, ale nie tak unikalna, jak pomysł, żeby zorganizować tam globalne igrzyska piłkarzy. I nie tak, jak skala przedsięwzięcia – nie zawsze bezpośrednio związana z turniejem – które tamtejsi bonzowie, utuczeni na gazie, finansują.

Wiem, blogowałem już na ten temat, ale wracam, bo sytuacja jest rozwojowa. Stale przybywa dowodów na tezę, że mundial w Katarze to najbardziej groteskowe i najbardziej monstrualne dziwo w całej historii zawodowego sportu. I że w ogóle wszystko, co się tam dzieje, można opisywać wyłącznie słowami ekstremalnymi.

12 mundialowych stadionów Katarczycy muszą pomieścić na powierzchni 11 586 km². Więcej nie mają. Jeszcze raz: wyobrażacie sobie 12 hiperlśniącowypasionych obiektów w świętokrzyskim, drugim najmniejszym województwie w Polsce? A Katarczycy stłoczą je w jeszcze większym ścisku. Dwa najbardziej oddalone od siebie ma oddzielać około 55 km. I wszystkie mają zostać połączone... metrem.

Katar, mundial 2022, stadiony

Nie namawiam do wyobrażania sobie stada stadionów związanych nitkami metra, bo wiem, że akurat to może dalece przekraczać nasze moce mentalne, w końcu nawet pojedynczą niteczkę budowaliśmy dekadami, i to za komuny, która akurat strategicznym zrywom powinna sprzyjać. Podpowiem tylko, że tyle stadionów co najmniej 40-tysięcznych zafundowało sobie kilka krajów na świecie. Ciut większych i ciut ludniejszych – USA, przez Wielką Brytanię i Niemcy, po Chiny i Japonię. Nawiasem mówiąc, niektóre katarskie powstaną w miastach, które na razie nie istnieją. Jak Lusail.

Minister finansów Ali Shareef Al-Emadi poinformował w ubiegłym miesiącu, że na inwestycje związane z mundialem Katar wyda około 200 mld dol. Trochę przesadza, bo miał na myśli m.in. lotnisko, drogi, kolej, porty czy szpitale, czyli infrastrukturę niepiłkarską, ale... Przypominam: to teren jak świętokrzyskie, zamieszkany przez trochę ponad pół miliona tubylców i 2,1 mln niewykwalifikowanych pracowników imigrantów.

Ostatnie porównanie: budżet (ponoć rozdęty) 38-milionowej Polski na bieżący rok to około 94 mld.

Mniej niż połowa niż budżet na 28-dniową imprezę sportową. Na mundial, którego nie chce nikt poza FIFA i Katarem.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Dwa linki do artykułów z poniedziałkowej „Gazety Sport.pl Ekstra”.

Felieton o hiszpańskiej Primera Division, przy której wszystkie inne rozgrywki futbolowe zdają się coraz mniejsze, oraz ekstremalnej Chelsea, przeczytacie tutaj.

Wraz z Michałem Szadkowskim postanowiliśmy też sprawdzić, po co Katarowi ten cały światowy sport. I zapytaliśmy panią, która zajmuje się tym osobliwym krajem naukowo. Wywiad znajdziecie tutaj.

czwartek, 14 listopada 2013

Katar, mundial, Zahir Belounis

Piłkarze wcale nie są w Katarze traktowani ze szczególnym okrucieństwem. Podlegają temu samemu prawu, co wszyscy cudzoziemcy najmowani do obsługiwania bogatych paniczów, stanowiących we własnym kraju zdecydowaną mniejszość (300 tys. kontra 1,7 mln imigranckiej siły roboczej). System kafala – przywiązujący do jednego tylko pracodawcy, zakazujący wyjazdu bez jego pozwolenia etc. – produkuje niewolników masowo, a o przypadku Zahira Belounisa nikt by nie usłyszał, gdyby nie zadyma wokół mundialu w 2022 roku.

Ponieważ jednak FIFA sprzedała mistrzostwa świata Katarczykom, perypetiami 33-letniego Francuza zajęły się zachodnie media. I politycy najwyższej rangi.

Do Zatoki Perskiej poleciał w 2007 roku, jako mierny napastnik z trzeciej ligi szwajcarskiej. Zaciągnął się do wojskowego Al-Jaish, sądził, że złapał Allaha za nogi, po pewnym czasie przedłużył kontrakt – gwarantujący 24,4 tys. riali, czyli około 5 tys. euro miesięcznie – do czerwca 2015 r. Aż klub przestał płacić. Tłumaczył, że przekroczył limit uprawnionych do gry obcokrajowców, i nakazał podpisać dokument, w którym piłkarz prosi o anulowanie umowy i stwierdza, że pracodawca nie jest mu nic winien. Belounis odmówił. Postanowił walczyć w sądzie.

Od tamtej pory, listopada 2011 r., nie może wyjechać z Kataru ani podjąć pracy w innym miejscu. Pracodawca, zwany tam wdzięcznie „sponsorem”, odmówił wydania wizy wyjazdowej, dopóki piłkarz nie zrezygnuje z zaległych wypłat. „Czuję się jak zakładnik, życie stało się koszmarem. Moje, żony i córek. Próbuję być jak najlepszym tatą, usypiam je, a potem padam na łóżko i sam płaczę jak dziecko” – opowiadał CNN. Początkowo ćwiczył, próbował utrzymać sportową formę, ale załamany odpuścił, zaczął za to palić jak smok. Żył za pieniądze przysyłane przez przyjaciół, groził głodówką, miał myśli samobójcze. Kiedy dotarł do zachodnich dziennikarzy – a „Guardian” opisał tragedię 70 Nepalczyków zmarłych podczas budowania infrastruktury mundialowej, skupiając uwagę świata na Katarze – w jego sprawie lobbował francuski rząd, wsparcie obiecywał też prezydent François Hollande. I więzień najbogatszego kraju świata usłyszał we wrześniu obietnicę, że 22 października otrzyma wizę.

Do dziś nie otrzymał. Zmuszony do stopniowego wyprzedawania mebli – pozbył się już nie tylko łóżka czy telewizora, ale i dziecięcych zabawek – przebywa w niemal pustym mieszkaniu, z którego niebawem musi się wyprowadzić. Jego brat Mahdi ćwierka na Twitterze, że „sytuacja robi się tragiczna”. Stowarzyszenie Piłkarzy Zawodowych (FIFPro) zaapelowało o interwencję do Seppa Blattera, ale FIFA nie ma prawnych możliwości udzielenia pomocy.

Belounis nie jest jednym z wielu piłkarzy, którzy zostali w Katarze ubezwłasnowolnieni. Przerzucani wbrew swej woli z klubu do klubu („książę sobie zażyczył”  słyszą od działaczy), w razie stawiania oporu odsuwani od treningów, pozbawiani nie tylko pensji, ale i gwarantowanych umowami samochodów czy mieszkań. Cierpieli także właściciele całkiem znanych nazwisk, jak Abdeslam Ouaddou – wieloletni reprezentant Maroka, z przeszłością w Fulham, Rennes i Olympiakosie. A kiedy piłkarze nie szukają ratunku w lokalnym wymiarze sprawiedliwości (Belounis wykonał ruch bez precedensu), lecz odwołują się do trybunałów FIFA, czekają na rozstrzygnięcia latami – pamiętajmy, że dla wyczynowego sportowca czas płynie szybciej.

To co, odbieramy Katarowi mundial? Nierealne, choć coraz więcej nie tylko dziennikarzy się tego domaga. Programowo łamiący prawa człowieka kraj na inwestycje związane z MŚ wyda 100 mld euro, a kiedy zdobywał prawo organizacji turnieju, obowiązywał w przecież nim ten sam ustrój. Tubylcy reklamują go z dumą jako oświeconą monarchię i wciąż zacieśniają finansowe więzi z Zachodem. Futbol opletli już interesami z Barceloną i Paris Saint Germain, reprezentacjami Belgii i Tunezji, całą Afryką, Michelem i jego synem Laurentem Platinim, wymieniać można by długo. Blattera, który litował się kiedyś nad zatrzymywanym w Manchesterze United Cristiano Ronaldo jako ofiarą „nowoczesnego niewolnictwa”, katarskie metody nie wzruszają.

Ile sensu mają apele o etykę w globalnym biznesie, wiemy z warunków, w jakich szyją ubrania dla korporacji w Bangladeszu czy Chinach – w gazetach pełno reportaży z fabryk, w których przerwa w 14-godzinnej dniówce wygląda tak, że pracownicy na dźwięk dzwonka pochylają się, opierają o maszyny i drzemią, dopóki nie wybudzi ich kolejny dzwonek. Zastanawiam się tylko, czy jakiekolwiek słowo w sprawie francuskiego niewolnika wyduszą z siebie wreszcie Zinedine Zidane, Pep Guardiola (piłkarz ma do nich zaadresować list otwarty), Franz Beckenbauer i inne osobistości, od kilku lat znane także jako hojnie opłacani promotorzy Kataru. Bo w to, że za słowem nie pójdzie czyn, nie wątpię. Przyjaciele bogaczy znad Zatoki Perskiej grają w innej lidze niż osadzony Francuz. Tak jak Raúl González, uświetniający swoją przeszłością w Realu Madryt całą Qatar Stars League i pobierający w klubie Al Sadd 6 mln euro rocznie.

Archiwum
Tagi