Wpisy z tagiem: Grzegorz Lato

piątek, 05 października 2012

PZPN, FIFA

Na ćwierć chwili z ciekawostką wpadam, bo w trakcie wstukiwania felietonu do sobotniej „Gazety” o zbędności wyborów w PZPN zboczyłem na margines i zacząłem badać, czy Grzegorz Lato, który w zeszłym roku sromotnie poległ w wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA, wyróżnia się nieudacznictwem wśród innych polskich działaczy usiłujących wśliznąć się do futbolowych władz międzynarodowych. Niby od zawsze wiem, że naszych nigdzie nie chcą, ale nigdy nie sprawdzałem, do jakiego stopnia ich nie chcą.

Okazało się, że Polska jako dostarczyciel mózgów do kierowania piłką na dobrą sprawę nie istnieje. W całej historii UEFA zaledwie raz mieliśmy swojego przedstawiciela w wieloosobowym przecież Komitecie Wykonawczym - był nim Leszek Rylski, dziś 93-letni pezetpeenowskiej komisji ds. odznaczeń i zasobów archiwalnych.

Zlustrowałem też aktualny skład wszelkich zarządczych organów FIFA. Trochę to potrwało, lista ciągnie się przez 654 pozycje (nazwisk jest ciut mniej, niektórzy pełnią więcej niż jedną funkcję). Gdy wrzuciłem dane do Excela, okazało się, że najliczniej we władzach reprezentowane są USA (23 stanowiska), Niemcy (17), Brazylia i Hiszpania (po 16), Argentyna (15), Japonia i RPA (po 14), Anglia (13), a także Francja, Włochy oraz... Papua i Nowa Gwinea (12). Śladu po naszych nie ma ani w 26-osobowym Komitecie Wykonawczym, ani wśród szefów lub wiceszefów kilkudziesięciu pomniejszych komisji. Jedyne dwa znajome nazwiska na całej liście odnalazłem wśród szeregowych członków - zdetronizowanego w ojczyźnie Grzegorza Laty, z nieznanych powodów przygarniętego do komisji od stadionów i bezpieczeństwa, oraz Michała Listkiewicza należącego do komisji sędziowskiej.

Wędruję wzrokiem po tych niezmiernie ważnych gremiach i tak sobie myślę, że polscy piłkarze nigdy nie zdołają zagrać tak marnie, by w światowej hierarchii spaść na poziom polskich działaczy. Owszem, naszych trenerów też obcy dyskryminują - zamiast zapraszać do klubów Ligi Mistrzów lub Ligi Europejskiej, ciągają ich po różnych Arabiach Saudyjskich (jak przed chwilę Macieja Skorżę, przecież najbardziej utytułowanego ostatnio w tzw. ekstraklasie) - ale to osobistości PZPN dotyka odrzucenie totalne. Tym bardziej przykre, że z przyjemności bycia działaczem - bankiety, loże VIP, dalekie podróże etc - nasi czerpać lubią, przekonali nas o tym niejednokrotnie, trudno przypuszczać, by akurat za granicą kładli uszka po sobie i nawet nie próbowali zmieścić pomiędzy wielkimi bossami. Tymczasem więcej swoich ludzi do wspomnianych komisji FIFA wcisnęły m.in. Burundi, Namibia, Vanuatu czy Uganda (po 3), Kajmany, Wyspy Salomona czy Tajlandia (po 4), Cypr, Guam czy Jamajka, Boliwia i Sri Lanka (6), Malezja, Senegal (po 7), Gwatemala (8), Paragwaj (9) i Nowa Zelandia (11)...

wtorek, 25 września 2012

Grzegorz Lato

Jeszcze niby z nami jest, jeszcze do wyborów potrwa, a jednak przeczucie końca już doskwiera. Nic nie będzie takie samo... Pewnie następni prezesi będą gadali biegle po naszemu i w ogóle... Ech, dopiero jak człowiek traci, to rozumie, ile utracone znaczyło. Jestem zbyt wstrząśnięty, by się tutaj teraz dzielić intymnymi refleksjami i rozwlekle wspominać wszystko, co dla nas Grzegorz Lato uczynił, w pogrzebowym nastroju umiem jedynie wesprzeć się na ramieniu poety, który też musiał uporać się z bolesną stratą:

    Wielkieś mi uczynił pustki w futbolu moim,

    Mój drogi prezesie, tym zniknieniem swoim!

    Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:

    Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.

    Tyś za wszytki mówił, za wszytki śpiewał,

    Wszytkieś w związku kąciki zawżdy pobiegał.

    Nie dopuściłeś nigdy kibicom się frasować

    Ani sobie myśleniem zbytnim głowy psować,

    To tego, to owego wdzięcznie obłapiając

    I onym swym uciesznym rechotem zabawiając.

    Teraz wszytko umilkło, szczere pustki wkoło,

    Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.

    Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,

    A serce swego prezesa darmo upatruje.

wtorek, 11 września 2012

Agnieszka Olejkowska

Opowiadałem już wam o okrucieństwie PZPN, który nałożył na mnie zakaz stadionowy, od niemal roku odmawiając akredytacji na mecze reprezentacji - wpuszczony zostałem tylko na Euro 2012, objęte jurysdykcją UEFA. Nie będę udawał, że bardzo cierpię, całą historię traktuję pogodnie, trochę jak zoolog chwytający okazję, by podpatrzeć interesujące zjawiska przyrodnicze. I dlatego się obserwacjami dzielę, wiem, że wielu czytelników bloga lubi zaglądać do działaczowskiej zagrody.

Wyrok wciąż odsiaduję, dzisiejszy szlagier z Mołdawią obejrzę w telewizji. Wspominałem już, że skazała mnie - to ona rozdaje akredytacje - rzeczniczka Agnieszka Olejkowska, ale nie wspominałem, ile trzyma władzy. Słowo „rzeczniczka” jej uwłacza, pełni rolę dalece poważniejszą - pierwszej przybocznej prezesa PZPN, chroniącej go przed wrogim, pełnym zagrożeń światem zewnętrznym, w którym wszyscy posługują się biegle językiem polskim i tylko czyhają, by Grzegorza Latę skrzywdzić. Jak trzeba, to rzeczniczka Olejkowska warknie, a jak trzeba, to będzie ujadać, aż jej piana z buzi pójdzie. Prezes jest bezpieczny.

Gdy nie zostałem zaproszony na lutowy sparing z Portugalią, poprosiłem o pomoc jednego z przewodników stada. Antoni Piechniczek interweniował, na Stadion Narodowy wszedłem. Dopiero niedawno ustaliłem, jak przykre konsekwencje spadły na naszego byłego selekcjonera. Otóż rzeczniczka Olejkowska najchętniej by go zagryzła - zrobiła karczemną awanturę, rycząc do prezesa PZPN, że ona bohatersko karze Steca za wrednie złośliwe teksty o prezesie, a nierozumny i nieodpowiedzialny wiceprezes jej wysiłek niweczy. Lato nie miał wyjścia, musiał w związku jeszcze raz wyjaśniać, że obdarowywanie akredytacjami to micha rzeczniczki Olejkowskiej i reszcie sfory od niej wara.

A mnie zrobiło się przykro, że naraziłem Antoniego Piechniczka na nieprzyjemności. I postanowiłem już nigdy więcej go nie narażać.

Panowanie nad akredytacjami próbował przejąć Tomasz Rząsa, mianowany dyrektorem reprezentacji do spraw kontaktów z mediami. Okazał się, mówiąc narzeczem działaczowskim, za krótki. Komunikat był ten sam - dziennikarzy na dobrych i złych dzieli rzeczniczka Olejkowska wraz z prezesem, od ich werdyktów odwołania nie ma.

Ja oczywiście wpychałem się również na Mołdawię, bo teraz już samo wpychanie stało się frajdą. Jak zwykle dostałem odpowiedź odmowną, potem bezskutecznie próbował apelować w mojej sprawie redakcyjny kolega. Także u Rząsy, który jednak niczego u rzeczniczki nie wskórał. No bo jak to? Chce Stec na mecz, a właśnie zaatakował dwóch najlepszych piłkarzy reprezentacji?! Teraz to już w ogóle o żadnej akredytacji nie ma mowy!

Zabrzmiało złowieszczo. Pal licho mnie, oby Olejkowska dopuściła do stadionów Jerzego Dudka. Też łajdak zaatakował...

Ciąg dalszy, jak sądzę, nastąpi;-)

czwartek, 21 czerwca 2012

Euro 2012, Kuba Błaszczykowski, Grzegorz Lato

O tyradach Błaszczykowskiego i Laty, o aferze biletowej i szarpaninie o (drobne) pieniądze - felieton z dzisiejszej „Gazety” jest tutaj. A tutaj bawię się w zbieranie na jedną kupkę (prawie) wszystkich osobliwości fazy grupowej Euro 2012. Podpowiecie, jakie przeoczyłem?



czwartek, 15 grudnia 2011

Franciszek Smuda, Grzegorz Lato, Jerzy Engel, Zdzisław Kręcina

Zamieścimy je - spite z ust naszych futbolowych celebrytów - w poniedziałkowej, podsumowującej upływający rok „Gazecie Sport.pl”. Na pewno znajdą się wśród nich te:

Chłopcy narzekali na urazy, ale dali dziś z siebie wszystko, wycisnęli spod wątroby wszystko góralskie, co mieli” - trener Podbeskidzia Robert Kasperczyk po zwycięstwie nad Wisłą.

Powiem panu tak: ja powiedziałem nie dosłownie, tylko powiedziałem wprost, że jeśli, że mnie oceni się... Powiem panu, ja nie gram, nie. Grają, gra reprezentacja nasza... Że ocenią po wynikach reprezentacji, wie pan. Dobrze pan wie, że czym się buduje wizerunek. Wizerunek buduje się tym, jak pierwsza reprezentacja wygrywa, jest na świeczniku. Wie pan, to rośnie prestiż i zainteresowanie na ten... No nie wiadomo, no trzeba będzie podjąć po mistrzostwach twardą, męską decyzję, powiem panu, tyle w tej sprawie mam do powiedzenia” - prezes PZPN Grzegorz Lato o swojej dymisji.

Wypiłem parę drinków i do tego doszło zmęczenie pomeczowe. Wsiadłem do samolotu, nikt mi tego nie zabronił. A ja natychmiast zasypiam, no i widocznie jakiś drobny element chrapania spowodował, że komuś to przeszkadzało” - były już sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina wyjaśnia, dlaczego został wyproszony z samolotu

Z pewnoscia wiele osob chcialoby uslyszec moje prywatne zdanie na rozne tematy. Z racji wykonywanej funkcji nie zrobie tego” - rzeczniczka PZPN Agnieszka Olejkowska na Twitterze (pisownia oryginalna). Od siebie dodam, że oczywiście chciałbym usłyszeć prywatne zdanie rzeczniczki na różne tematy, dlatego żałuję, że wykonuje kneblującą ją funkcję. Wyrażam zarazem nadzieję, zdradzi nam swoje prywatne zdanie na różne tematy natychmiast po zakończeniu kariery.

Robi się z niego prezesa korupcji, a on był nikim. Nie grał w ustawionym meczu, mógł się zrzucić i myśleć, że to było na bankiet. Uważam, że źle się tłumaczył od początku, ale to przeuczciwy chłopak i powiedział prawdę” – selekcjoner Franciszek Smuda o ukaranym za korupcję Łukaszu Piszczku.

To szalenie miłe, że tak wiele osób pamięta o dniu 6 października i złożyło mi życzenia z okazji urodzin. Pewnie w wielu przypadkach ma tu swój udział poranny program radiowy, w którym dziennikarze przypominają o dacie urodzin wielu osób w tym moim. No cóż dziewiątka zaczęla poganiać piątkę i pędzi z wielką szybkością w stronę szóstki z przodu. Ze szczerym wzruszeniem dziękuję serdecznie Wam wszystkim za wiele miłych słów i życzeń. Odpowiadając na pytania kto był pierwszy z życzeniami to szczerze odpowiadam że była to grupa moich przyjaciół, którzy w wigilię dnia urodzin spędzili wieczór w moim domu i tuż po dwunastej złożyli mi pierwsze oficjalne już życzenia. (…) Jeszcze raz dziękuję i choć nie znam Waszych dat urodzin to odwzajemniam życzenia i serdecznie Was wszystkich pozdrawiam” - słynny polski trener na kultowej witrynie www.jerzyengel.pl (również zachowałem pisownię oryginalną).

Nad antologią najzgrabniejszych fraz, które wypełnią całą kolumnę, myślimy z Michałem Szadkowskim, ale chcę prosić o wsparcie również Was, czytelników „A jednak się kręci”, byście podzielili się na forum cytatami, które wam zapadły w pamięć, poruszyły, rozbawiły, oburzyły, doprowadziły do szewskiej pasji etc. My na pewno o czymś zapomnimy, więcej głów redukuje niebezpieczeństwo niewybaczalnych przeoczeń. Pomożecie?

wtorek, 06 grudnia 2011

Stadion Narodowy, Warszawa, Euro 2012

To jeden z dylematów współczesności najdonioślejszych - czy futbolowa reprezentacja kraju powinna mieć stadion specjalnie dla siebie i rozgrywać na nim wszystkie lub większość meczów, czy przeciwnie, jako dobro wspólne powinna wizytować wszelkie miasta, miasteczka i wsie, które nadążają z infrastrukturą i są w stanie godnie podjąć zagranicznych rywali? Sprawa jest nadzwyczaj delikatna, Unia Europejska niczego na państwach członkowskich nie wymusza, każde ma prawo rozdzielać popisy swoich piłkarzy wedle uznania. Nieskończonej liczby wariantów jednak nie ma, obowiązuje prosta alternatywa - nieliczni, którzy porwali się na obiekty zwane dumnie narodowymi, związują z nimi futbolową kadrę na stałe, reszta rzuca nią ze stadionu na stadion.

Przyjrzyjmy się owym nielicznym, bo oni z oczywistych względów, o których za chwilę, interesują nas szczególnie. Piłkarze Anglii zeszli ze swojej mekki tylko na kilka lat dzielących zburzenie Wembley przestarzałego, bo postawionego w 1923 roku, od zakończenia budowy Wembley odpowiadającego wymogom naszych technologicznie rozbuchanych czasów. Francuzi wrośli w podparyski Stade de France, odkąd zafundowali go sobie z okazji mundialu w 1998 r. Austriacy w obiekt imienia Ernsta Happela nie wrośli, ale też kopią tam zdecydowanie najczęściej. Szwedzi mają Rasundę, Bułgarzy - Levskiego, Belgowie - króla Baudouina. A kiedy Duńczycy przed mistrzostwami kontynentu na zgliszczach szacownego Idratsparken stawiali Parken Stadium - skąd my to znamy? - inwestor wymógł na federacji gwarancję, że przynajmniej przez półtorej dekady reprezentacja rozegra tam każdy mecz u siebie.

Nasz inwestor, czyli polskie państwo, był na tyle szczodry, że niczego na PZPN nie wymógł - nawet przeniesienia na Stadion Narodowy siedziby związku. Dlatego rośnie prawdopodobieństwo, że 1,5 mld roztrwoniliśmy wspólnie na gmaszysko, które, owszem, z klasą podejmie uczestników Euro 2012, ale zaraz potem zesmutnieje do pomnika kultowej już indolencji naszego sportu. Stanie się stadionem narodowym, który wcale nie będzie narodowy. Stadionem futbolowym, na którym będzie niewiele futbolu. Ba, prawie nie będzie na nim sportu.

To opcja tak oryginalna, że nikt w Unii na razie jej nie wypróbował, mocniej prekursorska nawet od masowego importowania i spolszczania piłkarzy wyedukowanych za granicą, którzy podczas Euro mają ocalić od wstydu drużynę Franciszka Smudy. Od Rafała Kaplera, szefa spółki zarządzającej stadionem, dowiedzieliśmy się, że reprezentacja na nadwiślańskim boisku będzie grała rzadko albo wcale, bowiem PZPN zapowiedział, że kadrowiczów zagoni tam wyłącznie pod kosztownym (kosztownym dla nas, podatników) warunkiem - bez konieczności płacenia za wynajem stawek rynkowych. Zależymy od łaski prezesa jednej z naszych najbardziej skompromitowanych instytucji, a ponieważ aktualnie jest nim osobnik, który wie, jak położyć łapę na szmalu, już dziś możemy zakładać, iż po przyszłorocznym turnieju będziemy przypadkiem kuriozalnym - krajem z narodowym i bez narodowego zarazem.

Kapler w wywiadzie dla „Gazety” pękał z dumy, że moloch przyniesie dochód, bo - jak ujawnił chyba po raz pierwszy - „nie jest stadionem w klasycznym rozumieniu tego słowa”, „lecz wielofunkcyjnym budynkiem”. Sportu zatem w zasadzie nie potrzebuje. Gdyby nasz rozmówca był chwalipiętą, wyróżniłby go zapewne na tle innych, wymienionych już wyżej narodowych. Pomysł na Stade de France okazał się o tyle prostolinijny, że sport wpychają tam co rusz - nie tylko piłkarzy reprezentacji, lecz także finalistów Ligi Mistrzów (w minionej dekadzie aż dwukrotnie!), rugbystów czy lekkoatletów, którzy na podparyskim obiekcie zabawili się nawet w mistrzostwa świata. U nas to wszystko zdaje się niemożliwe. Kadry zapraszać się nie opłaca; na Ligę Mistrzów 58-tysięczne trybuny są zbyt ciasne, odkąd prezes UEFA Michel Platini zarządził, że finał będzie wpuszczał tylko na stadiony 60-tysięczne i większe; rugby to dyscyplina u nas niszowa; lekkoatletów nie zaprosimy, ponieważ warszawskiego arcydzieła architektury nie wyposażyliśmy, w przeciwieństwie do Francuzów, w ruchome sektory dla publiczności, które kryją bieżnię.

Nad Wembley osobno pochylał się nie będę, zdradzę tylko, że to również szczyt banału - sport dzieje się tam na okrągło, a specjalnie prestiżowy finał wspomnianej Champions League udaje się ostatnio organizować wręcz co dwa lata. Niezorientowanym wyjaśniam, że ta impreza jest Euro w miniaturze, wraz z towarzyszącymi jej drobniejszymi atrakcjami trwa tydzień, goszczący ją stadion z kościoła zmienia się na chwilę w katedrę, pielgrzymów ściąga wyraźnie więcej niż pomieszczą trybuny, bo kibice bez biletów też chcą się bawić, przeżywać i być blisko drużyny, zresztą UEFA organizuje dla nich specjalną strefę fanów z telebimami.

Problem Nienarodowego - chyba wolno już go przechrzcić? - wpisuje się w szersze zjawisko, które roboczo nazywam uprawianiem kwadratury stadionowej. Przecież osobną, do rozpuku krotochwilną anegdotą jest futbolowy pałac poznański, którego zadaszenie trybun zostało skonstruowane tak przebiegle, że na boisku nie chce rosnąć murawa. Co, nawiasem mówiąc, zrozumiałe, kto by się przejmował zwykłą, przeznaczoną do podeptania przez nie wiadomo kogo trawą, gdy realizujemy historyczną misję narodową.

Historycznie czujemy się też na Stadionie Śląskim. I dlatego, że to budowla monumentalna w każdym możliwym sensie - padały tutaj frekwencyjne rekordy (pół wieku temu 120 tys. ludzi dopingowało Górnika Zabrze w starciu z Austrią Wiedeń) oraz odbywały się legendarne mecze reprezentacji w złotej erze polskiego futbolu. I dlatego, że w stadionowych katakumbach panuje nastrój muzealny. Angielscy dziennikarze, którzy w 1973 roku, po swojej porażce reprezentacji z drużyną Kazimierza Górskiego, obwołali chorzowskiego giganta „Kotłem czarownic”, przed kilkoma laty rozglądali się po nim jak po betonowym Parku Jurajskim. Wszystko dlatego, że zamiast zrównać niefunkcjonalne straszydło z ziemią i wznieść na niej nowoczesne cacko, na którym można oglądać piłkarzy bez użycia lornetki, od lat sztucznie utrzymujemy trupa przy życiu. Na jego reanimację, dla niepoznaki nazywaną modernizacją, wyrzuciliśmy już 700 mln z okładem. Horrendum.

Problem Nienarodowego idealnie wkomponowuje się też w pejzaż lokalny. Po drugiej stronie Wisły stoi Torwar, czyli udająca sportową hala poniżej godności stolicy rozwiniętego europejskiego kraju. Ją Kapler też zapewne nazwałby „wielofunkcyjną”, skoro do poważnego sportu się nie nadaje, za to świetnie się sprawdza przy wystawach psów albo targach budowlanych. Aż strach się bać, że pewnego dnia ktoś rozkaże ją zmodernizować.

niedziela, 27 listopada 2011

Grzegorz Lato, afera w PZPN

Jest afera korupcyjna czy nie? Futbolowi działacze sporo się natrudzili, by nauczyć nas, że wypada ich podejrzewać wyłącznie o najgorsze.

Minister sportu Joanna Mucha już wie, w co wdepnęła. Aż chce się zacytować Andrzeja Leppera, który po wtargnięciu do Sejmu obiecywał, że Wersalu nie będzie. Słowa dotrzymał. Podobnie jak prezes PZPN Grzegorz Lato, który reprezentuje zbliżony poziom rygoryzmu moralnego i kultury osobistej. Po mianowaniu Leo Beenhakkera selekcjonerem reprezentacji Polski rzucił do dziennikarzy: „Macie, czego chcieliście. A teraz my będziemy was jeb...”.

Rządzący polskim futbolem zostali już zdemaskowani tyle razy, że podczas piątkowego zjazdu nie dowiedzieliśmy niczego nowego. Szeregowy działacz potajemnie nagrywa działacza najważniejszego (Latę); inny działacz oskarża najważniejszego o korupcję; zdaje się, że ma powody, bo nagrania zawierają negocjacje biznesowe i słowa prezesa o tajemniczych „stawkach” wahających się od 5 do 10 proc. Zostaje zawiadomiona prokuratura i CBA, ale szef PZPN łatwo uzyskuje absolutorium. Wreszcie człowiek mający być źródłem oskarżeń o łapówkarstwo ze wszystkiego się wycofuje. Czy po 100 skazanych i blisko 600 zatrzymanych w futbolowej aferze korupcyjnej ten skandalik może wywoływać jeszcze wrażenie?

Dowodów na popełnienie przestępstwa pewnie nie będzie, skazani jesteśmy my - na domysły. A w przypadku środowiska piłkarskiego właściwie każdy domysł jest uprawniony.

By pojąć dlaczego, wystarczy rzut oka na postaci dla tego światka kluczowe.

Szefem wszystkich szefów jest Lato - jego etyczną niezłomność obnażyła pełna oburzenia tyrada o „ściganiu arbitrów, którzy wzięli kilogram kiełbasy albo pół litra wódki”. To też nieustraszony macho, chętnie tłumaczący, że „cudzej żony bić nie wolno, ale swoją już tak”.

Przed dwoma laty prezes oddał telewizyjne i marketingowe prawa firmie Sportfive. Kontrakt będzie obowiązywał do 2020 roku (!), podpisano go w kontrowersyjnych okolicznościach - bez przejrzystego przetargu i analiz finansowo-prawnych, przy sprzeciwie części zarządu. Polskim przedstawicielstwem Sportfive kieruje inna kluczowa w środowisku osobistość, prawdopodobnie bardziej wpływowa niż Lato - to Andrzej Placzyński, znany też jako porucznik SB nadzorujący ojca Konrada Hejmę.

Szarą eminencją jest też Janusz Hańderek. Nieformalnie steruje sprawami sędziowskimi, formalnie pełni funkcję szefa kontrolującej związek komisji rewizyjnej. Zasłużył się już w stanie wojennym, na zlecenie SB pisząc paszkwile wymierzone w krakowskich opozycjonistów i - wedle wspomnień ludzi „Solidarności” - uczestnicząc w przesłuchaniach.

Oficjalnie środowisku arbitrów przewodzi Janusz Eksztajn. Niedawno opisaliśmy w „Gazecie” przypadek dwóch jego podwładnych, którzy nie musieli zdawać obowiązkowych testów sprawnościowych, ponieważ ich zwierzchnik wolał polecić, by kłamali, że je zdali. A kiedy jeden z nich, Rafał Rostkowski, zgłosił sprawę prokuraturze, został za karę skreślony z listy arbitrów międzynarodowych. On - jeden z naszych nielicznych fachowców cenionych za granicą. Co gorsza, Eksztajn groził arbitrom, że każdy, kto wystąpi przeciw niemu lub środowisku z interwencją w organach ścigania, również zostanie przykładnie ukarany dyscyplinarnie. Groził publicznie podczas sędziowskich kursów!

Czołowi działacze mają talent do wywoływania afer wybitny. Jak sprzedają bilety na mecze kadry, to najdroższe w Europie. Jak ubierają piłkarzy na Euro 2012, to wycinają im z koszulki orła. Jak selekcjoner Franciszek Smuda przechwala się twardym charakterem, to tłumaczy, że „nie jest miękkim ch... robiony”. Jak sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina zechce polecieć z Wrocławia do Warszawy, to z samolotu wyprowadza go straż graniczna. Zdaniem współpasażerów kompletnie pijanego.

Tamten incydent znamy z opowieści, ze złotych ust dyrektora Euro 2012 możemy spijać sami. W internecie furorę robi filmik, na którym Adam Olkowicz pytany przez kibiców, jak spisuje się trener kadry, odpowiada: „Na razie ch...”.

Niemal niezauważone przeszło, że wraz z Gromosławem Czempińskim pod zarzutem korupcji przy prywatyzacjach zatrzymano m.in. Michała Tomczaka, który jako szef wydziału dyscypliny PZPN degradował kluby umoczone w łapówkarstwo. Nikt tak głośno jak on nie apelował o radykalną odnowę moralną środowiska.

czwartek, 17 listopada 2011

Kiedy otwierają usta, zamierają wszyscy poza najbardziej tchórzliwymi - ci odruchowo kulą się w sobie, co wiem z autopsji, bezwstydnie się przyznaję, że sam do należę tchórzliwych. Szef piłki światowej z szefem piłki polskiej jako oratorzy i myśliciele reprezentują tę samą, superciężką kategorię wagową, język mają ciężki jak beton, pojedynczą frazą umieją znokautować najodporniejszych na ciosy. Jeśli Grzegorz Lato zwala z nóg rzadziej, to tylko ze względu na posłuszne przyjęcie zalecanej przez doradców strategii knebla - dla swojego własnego dobra prezes PZPN w miarę możliwości milczy lub broni się uniwersalnym, nie znoszącym sprzeciwu Bez komentarza. Sepp Blatter paple bez ustanku i wczoraj znów dał czadu, przedstawiając w wywiadzie dla CNN swoją oryginalną koncepcję walki z rasizmem na boiskach.

Prezes PZPN i prezes FIFA zadali już tyle ciosów, że aż się prosi, by ich zderzyć i zorganizować pojedynek na szczycie. Oczywiście uczciwy, pezetpeenowscy spece od PR chwilowo zdjęliby kaganiec i dali Lacie dyspensę na nieograniczone kłapanie paszczą. Mielibyśmy wtedy bój prawdziwie szlagierowy, pasjonujący także ze względu na dzielącą wielkich rywali barierę językową. By nie być gołosłownym i swoją ideę podeprzeć zachęcającym konkretem, z ust obu mówców wyjąłem po pięć najbardziej bombowych moim zdaniem cytatów.

SEPP BLATTER. O romansie żonatego Johna Terry’ego z dziewczyną kolegi z drużyny, Wayne’a Bridge’a: „Gdyby to się stało w latynoskim kraju, byłby oklaskiwany”. O piłkarkach: „Każmy im grać w innych strojach niż mężczyźni, bardziej kobiecych. Np. ciaśniejszych spodenkach. Wybaczcie, że to mówię, ale w dzisiejszych czasach futbol uprawiają piękne kobiety”. O niezgodzie Manchesteru United na transfer wynagradzanego milionami euro rocznie Cristiano Ronaldo: „Zawsze jestem za ochroną piłkarza. Jeśli chce odejść, to trzeba pozwolić mu odejść. Futbol ma dziś dużo z nowoczesnego niewolnictwa”. O tym, co mają począć homoseksualiści podczas mundialu w Katarze, w którym homoseksualizm jest nielegalny: „Niech się powstrzymają od jakiejkolwiek aktywności seksualnej”. O aferze korupcyjnej w calcio: „Zrozumiałbym, gdyby to zdarzyło się w Afryce, ale nie we Włoszech”. O rasizmie na boiskach: „Nie ma rasizmu w futbolu, może jakiś niewłaściwy gest czy słowo jednego piłkarza w stronę drugiego. Ale jeśli ktoś został dotknięty, powinien powiedzieć: Gramy mecz, na koniec powinniśmy uścisnąć sobie dłonie”.

GRZEGORZ LATO. Do dziennikarzy po mianowaniu Leo Beenhakkera selekcjonerem reprezentacji Polski: „Macie, czego chcieliście. Teraz my będziemy was j...” O „cywilizowanym” pożegnaniu ze zwolnionym przed kamerą TVN24 Beenhakkerem: „Podamy sobie na koniec ręce jak biali ludzie.” Z przemówienia do obcojęzycznych w Kijowie (spisane przez blog Supergigant): „Aj weri hepi if maj frend en mister Surkis tejk de for sity de sejm łi togewer de łord cap tu tauzent tłelf aj tink soł bikos best ajdija de uefa tunajt tudej if gif de sejm for tu for for ewrybady en polisz pipol polisz gowerment de sejm ukrain ukraina pipol end gowerment”. W komentarzu na wypowiedź mecenasa Andrzeja Wacha, który zapowiadał, że „jeśli ktoś bije żonę i z tego powodu prokuratura postawi mu zarzuty, to też będzie przez PZPN zawieszony”: „Jednak tylko cudzą żonę. Bo swoją można”. O prokuraturze tropiącej korupcję w naszym futbolu: „Jestem ciekaw, kiedy to w końcu zamkniemy. Wkrótce będziemy ścigać sędziego, który wziął kilogram kiełbasy. Albo pół litra wódki. Powoli dochodzimy do absurdu”.

Tę małą antologię supercytatów sporządziłem także w szczytnym celu udowodnienia, że w pewnych konkurencjach nasz futbol nie odstaje od ścisłej światowej czołówki. Będę się upierał, że w ruszaniu jamą gębową prezes Grzegorz Lato to dla Seppa Blattera godny rywal. Jestem też ciekaw waszej opinii - wyrażonej i w poniższej sondzie, i w ewentualnych komentarzach na blogowym forum.



Archiwum
Tagi