Wpisy z tagiem: serie a
niedziela, 05 lutego 2012
Pragnąca uprawiać kataloński styl gry Roma pięknieje. Po znokautowaniu czterema golami Inter Mediolan zbliżyła się dziś do podium Serie A, na którym dostaje się zaproszenie do Ligi Mistrzów. Rzymski projekt jest dla włoskiego calcio jak świeży oddech. Odkąd klub przejęli amerykańscy biznesmeni, trwa rewolucja. Wzniecił ją ściągnięty z Katalonii trener Luis Enrique, którego doświadczenie ograniczało się do pracy z młodzieżą. Roma nie importowała człowieka, lecz filozofię. Hiszpan dostał misję zbudowania kopii Barcelony. I dysponował niezbędnym zdaniem nowych zwierzchników atutem - nie był skażony włoską mentalnością, nawykami i w ogóle kulturą piłkarską. Jego przybycie miało symbolicznie zapowiadać, o czym już blogowałem, bezpowrotne zerwanie z przeszłością. Choć na razie ludzie Luisa Enrique grają nieregularnie, to dziś ruszali się w sposób doskonale nam znany. Wykonali 666 podań - zazwyczaj przesuwając szybko piłkę po ziemi, dostarczając widzom przyjemnych wrażeń estetycznych - przy ledwie 326 wykonanych przez mediolańczyków. Okazalsze statystyki miał w weekend jeden Juventus Turyn, tyle że podejmował wątłą Sienę, a nie potęgę mierzącą w LM, która jeszcze niedawno roznosiła rywala za rywalem. Na tle klubów, w które zagraniczni właściciele wstrzyknęli ostatnio sporo kapitału (Manchester City, Paris Saint Germain etc), rzymianie inwestują stosunkowo wstrzemięźliwie, unikając spektakularnych transferowych wystrzałów, ale ich wizja jest bezwzględnie najbardziej oryginalna, intrygująca, brawurowa. Futbolem złożonym z plątaniny podań - ze szczególnym uwzględnieniem podań krótkich - usiłują zarazić królestwo kontrataku, zaludnione przede wszystkim przez zwolenników panowania nad przestrzenią, a nie piłką. „Witamy w piekle” - usłyszał na powitanie od Arrigo Sacchiego, trenerskiego innowatora sprzed lat, urzeczonego rzymskim porywaniem się z motyką na słońce. Gdy wstępne były bolesne (porażka w Lidze Europejskiej ze Slovanem Bratysława), drużyna do dziś wykańcza kibiców niestabilnością (w środę dała sobie wbić cztery gole Cagliari), ale postęp można dostrzec. Rzymianie mają najwyższy odsetek celnych podań w Serie A; piłkę utrzymują coraz dłużej i jeśli trend się utrzyma, zaraz wyprzedzą w statystykach Juventus oraz Milan (strata zmalała do minimalnej); zaczynają zdobywać mnóstwo bramek (od połowy grudnia średnio prawie trzy w kolejce). A Luis Enrique na presję musi być odporny. To jeden z tych zuchwalców, którzy ośmielili się porzucić Santiago Bernabeu dla Camp Nou. Roma się wyróżnia, bo wystawia niekiedy kwartet wychowanków (Totti, De Rossi, Greco, Viviani), co poza Camp Nou w europejskiej czołówce zdarza się niezbyt często. Roma się wyróżnia, bo ligę pięknych niemal czterdziestoletnich odmładza. Trzon złożony z weteranów (Totti, De Rossi, Juan, Heinze) otaczają gwiazdy przyszłości - dziś dwa gole strzelił rozpędzający się Fabio Borini (rocznik 1991); jednego dołożył wzięty z Camp Nou Bojan Krkić (1990); asysty mieli Miralem Pjanić (1990), czyli wirtuoz stałych fragmentów gry z laserem w bucie, i Giammario Piscitella (1993), czyli chłopiec, którego Włochom usiłował podebrać Manchester United; obok biegali nieco ostatnio przygaszony, lecz perspektywiczny Erik Lamela (1992) i Jose Angel (1989), w rezerwie czuwał utalentowany obrońca Simon Kjaer (1989); niedawno debiutował Federico Viviani (1992). Oni dopiero rozbłysną.
piątek, 03 lutego 2012
Niezwyczajna operacja rozpoczęła się w roku 2009. Dawcą był włoski klub, który piłkarzy miał zbyt dużo - lista płac liczyła przeszło setkę nazwisk. Biorcą był hiszpański klub, któremu piłkarzy brakowało - pragnął wskoczyć z trzeciej do drugiej ligi, a szczątkowy budżet nie dawał nadziei, straszył raczej perspektywą bankructwa. Prezes Granady Quique Pena postanowił więc użyć siły roboczej wypożyczonej. Hurtem. Użył 11 graczy należących do właściciela włoskiego Udinese, z którym łączyły go sprawy biznesowe. Podziałało. Na miarę wymarzonego awansu do drugiej ligi. A skoro podziałało, to prezes Granady jeszcze zintensyfikował import. I w poprzednim sezonie w szatni zmieścił aż 14 osobników pożyczonych od włoskiego klubu. Ci znów zrewanżowali się pięknie, bo podarowali fanom awans do Primera Division, niewidziany tam od 35 lat. Gdybym zawołał, że rezerwy Udinese wtargnęły do najwyższej ligi hiszpańskiej, pewnie bym nieco przesadził, bo konsekwentnie powiększany kontyngent wypożyczonych obejmował także ludzi z innych klubów - już położonych na Półwyspie Iberyjskim. Jednak to zatrudnieni w Udine - Dani Benitez, Jonathan Mensah, Odion Ighalo, Guilherme Siqueira etc - odgrywali główne role. Od wczoraj częścią tej opowieści stał się nasz Wojciech Pawłowski. 19-letni bramkarz podpisze kontrakt z Udinese, by służyć w Granadzie. Granadzie, która dziś walczy o przetrwanie w Primera Division zasobami należącymi nie tylko do włoskiego klubu, ale również do Villarrealu, Karpat Lwów, Sao Paulo, a przede wszystkim Benfiki. Portugalska drużyna jest jej kolejnym stałym partnerem biznesowym - przebiegły prezes Quique Pina, który swój rozum ma i przed kryzysem się nie ugnie, trzech piłkarzy od lizbończyków pożyczył, jednego za darmo całkiem przejął, jednego kupił za drobne. Słowem, na południu Hiszpanii kupę frajdy sprawia kibicom drużynka, która od kilku lat podfruwa z ligi do ligi na cudzych skrzydłach. Pożyczanie ludzi to strategia bezpieczniejsza niż wciąż popularne, mimo wywołanego życiem na kredyt krachu światowych finansów, pożyczanie pieniędzy. Dostawcy skrzydeł (nie tylko Udinese) oczywiście nie działają altruistycznie, oni bezdyskusyjnie też zyskują - piłkarze zbierają doświadczenie, nie trwonią czasu w rezerwie, promują się na zagranicznym rynku. Symbioza. Tylko czekać, aż inni - potężniejsi - skopiują pomysły Udinese, które proponuje model funkcjonowania w nowoczesnym futbolu wybitnie oryginalny. Oryginalny w skali europejskiej. Wyobrażacie sobie Juventus, który tworzy filię w prowincjonalnym klubiku Serie A, holenderskiej Eredivisie albo naszej ekstraklasie? W każdym razie nie sądźcie, że Granada - to też klub innowatorów w skali Europy - własnych piłkarzy nie ma wcale. Jak najbardziej, ma. Tylko aż dziewięciu wypożyczyła do trzecioligowego Cadiz, któremu szefuje ojciec Quique Peny, Juan Jose. Ściślej mówiąc - prezes Granady Quique Pena oddał ich w ręce Quique Peny, nieformalnego dyrektora sportowego Cadiz. To oczywiście nie zbieżność nazwisk. On ich przekazał samemu sobie.
niedziela, 29 stycznia 2012
Turyńczycy pokonali Udinese i chyba ostatecznie rozwiali nadzieje, że w wielkim europejskim futbolu, zdominowanym przez metropolie, zaistnieje w tym sezonie niebogaty klub z małego miasta. W Anglii o tytuł ścigają się potężne korporacje z przemysłowego Manchesteru, za którymi próbują nadążyć przedstawiciele aglomeracji londyńskiej. Hiszpania tradycyjnie żyje konfliktem barcelońsko-madryckim. W Niemczech najbogatszy Bayern z ponadmilionowego Monachium próbuje zdetronizować Borussię z leżącego w Zagłębiu Ruhry Dortmund. Francja nie uniknie raczej oglądania triumfującego, tuczonego bliskowschodnim kapitałem naftowym Paryża. Słynne firmy ze stołecznych oraz największych miast walczą o mistrzostwo także w Portugalii (Lizbona i Porto), Rosji (Sankt Petersburg i najludniejsza na kontynencie Moskwa), Turcji (Stambuł) czy Grecji (Ateny). Wielkomiejskie drużyny panują wszędzie, wyjąwszy tylko kraje metropolii pozbawionych. Jedna liga włoska dawała ostatnio nadzieję, że oligopol mediolańsko-turyński naruszy klubik prowincjonalny, żyjący z umiejętnego wyławiania talentów, wychowywania ich na znakomitych graczy, a potem eksportowania do bogatszych firm. Jego model biznesowy i w ogóle innowacyjność budzi zazdrość ponad granicami - dzięki rozrzuconej po całym globie siatce 50 skautów (każdy ma pod sobą nawet setkę lokalnych współpracowników) Udinese znajduje świetnych młodych na mniej obleganych rynkach, a gargantuicznie rozrośniętą, liczącą dziesiątki nazwisk listę płac odchudza wypożyczaniem ich do innych klubów. Stale współpracuje np. z hiszpańską Granadą, której posyła niekiedy nawet kilkunastu zatrudnionych przez siebie piłkarzy. A jak odkrył 16-letniego wówczas Chilijczyka Aleksisa Sancheza (strzela dziś dla Barcelony), to najpierw pozwolił mu się rozwijać w przyjaznym otoczeniu południowoamerykańskim - oddawał go kolejno do ojczystego Colo Colo i argentyńskiego River Plate. Kiedy w zeszłym sezonie piłkarze z Udine przeciwstawiali się potentatom (3:1 z Interem, 2:1 z Juventusem, wyjazdowe 4:4 z Milanem) i awansowali do kwalifikacji Ligi Mistrzów, nie było wiadomo, czy nie wzlecieli na chwilę. Minionej jesieni ich popisy sugerowały jednak, że trener Francesco Guidolin zbudował coś trwalszego. I groźnego dla potęg. Choć przed sezonem zwierzchnicy sprzedali mu gwiazdę (wspomniany Alexis Sanchez) i innych ważnych graczy (Inlera oraz Zapatę), to jego drużyna utrzymała tempo z wiosny. Znów wtargnęła do ścisłej czołówki, długo miała najszczelniejszą defensywę w Serie A, na San Siro przetrwała mecz z Milanem (1:1) i pobiła Inter (1:0). Włosi zaczęli szeptać, że sensacja jest możliwa. Oni ostatecznego ligowego triumfu tak „małej” drużynki nie widzieli od roku 1985, w którym mistrzem zostało Hellas Werona. Co więcej, gdyby do wspomnianej sensacji doszło, stutysięczne Udine stałoby się najmniejszym mistrzowskim miastem we Włoszech po wojnie. Inna sprawa, że piłkarze - pomimo atrakcyjnego stylu gry - wyobraźnią tubylców nie zawładnęli. Właściciel klubu Giampaolo Pozzo obniżył niedawno ceny biletów, by wreszcie wypełnić 30-tysięczny stadion. Zirytował się, że tylko rywale z Serie A mają na swoim boisku przewagę - zawdzięczają ją właśnie namiętnie dopingującym fanom. - Niech i moi chłopcy wreszcie poczują, że grają u siebie - mówił. Jeśli gracze Udinese naprawdę śnili - publicznie się do tego nie przyznawali - o tytule, to w sobotę zostali chyba ostatecznie wybudzeni. Ostatnio zwolnili, ale przed szlagierem w Turynie wiedzieli, że zwycięstwo pozwoli im doścignąć lidera. Przegrali. Zderzyli się z rywalem śrubującym klubowy rekord - Juventus pozostaje niepokonany w 20 pierwszych kolejkach ligi, czego nie dokonał nigdy. Z rywalem, który nie zachwyca wyrafinowanym sposobem gry, lecz wymusza zwycięstwa dzięki zaangażowaniu w walkę, końskiej kondycji, niezłomności. Choć zarażający otoczenie swoją pasją Antonio Conte błądził i musiał w trakcie rozgrywek modyfikować obraną taktykę, to powoli rozbłyskuje w Italii na wschodzącą trenerską gwiazdę. Po dwóch sezonach wstrząsających (zakończonych na siódmym miejscu) wymagano od niego tylko, by dopchnął drużynę - wpędzaną w chaos transferową szamotaniną i eksperymentowaniem ze szkoleniowcami - na podium. A on nie tylko zmierza po tytuł. Kilka dni temu rozprawił się z Romą w ćwierćfinale Pucharu Włoch, którego Juventus nie zdobył od 1995 roku. A w sobotę złościł się, że jego rozochoceni gracze nie kontrolowali siebie i po objęciu prowadzenia nadal nacierali. Goście być może by przetrwali, gdyby przeciwników nie ocalił Gianluigi Buffon, ostatnio znów zjawiskowy, znów uwijający się jak najwybitniejszy bramkarz nie tylko Serie A. Goście być może by przetrwali, gdyby z powodu Pucharu Narodów Afryki nie opuścili ich obrońca Mehdi Benatia i pomocnik Kwadwo Asamoah. I gdyby nie zawiódł Antonio di Natale. Ten niziutki, 34-letni napastnik też dodaje swojej drużynie - zwanej „Le Zebrette”, czyli małymi zebrami - uroku. Rozkwitł dopiero jako weteran, właśnie mknie ku trzeciemu tytułowi króla strzelców z rzędu (po wojnie dokonali tego tylko fenomenalni Gunnar Nordahl i Michel Platini), niedawno odrzucił ofertę Juve, bo wolał zarabiać mniej, ale zostać w Udine. Do turyńczyków ma pecha. W bieżącym sezonie zdobył bramkę w meczach ze wszystkimi zespołami, które przyjeżdżały (także w europejskich pucharach!) na jego stadion, wyjąwszy właśnie Juventus. Dlatego ostatniej ofiary miał dopaść na wyjeździe - Włosi dyskutowali o tym od kilku dni. Nie dopadł, choć okazję miał. I jego klubowi - na pensje wydaje ledwie 21 mln euro rocznie, co jest 14. wynikiem w lidze - trudno będzie rzucić się w pościg za uciekającym duetem Milan - Juve. Ale utrzymanie się na podium też byłoby wyczynem imponującym. Choć hiszpańskie Villarreal - pochodzące z miasteczka jeszcze mniejszego - potrafiło niedawno doskoczyć nawet do półfinału Champions League, to Udinese fruwa dłużej. Na pułapie Serie A - nieprzerwanie od 16 lat (jako jedyny klub obok rzymskich i mediolańskich). Ba, średnio co drugi sezon umila sobie zabawą w europejskich pucharach.
niedziela, 15 stycznia 2012
O derbach Mediolanu piszę od wczorajszego wieczoru. Te dziesiątki tysięcy znaków znajdziecie tutaj, ale musiałem przenieść się do nowej notki, bo blox się zbuntował, uznał, że napisałem za dużo, nie chciał przyjąć kolejnych fraz. Poprzednia część opowieści jest tutaj. 22.04. Milan wciąż obsesyjnie rozgląda się za graczami ofensywnymi, choć wszyscy widzą, że potrzebuje przede wszystkim bocznych obrońców. Właśnie kardynalnie pomylił się Abate, okazję wykorzystał Diego „Książę” Milito i zrobiło się 0:1. Czyżby dzisiaj nie wygrała żadna z trzech najwyżej położonych w tabeli drużyn ligi włoskiej? 22.16. Ależ ofensywny ruch Allegriego! Napastnik Robinho zmienia lewego obrońcę Zambrottę, na którego pozycję cofa się Emmanuelson, dotąd „trequartista” (ofensywny pomocnik, biegający za plecami napastników). Ranieri odpowiada ruchem dokładnie odwrotnym, defensywnym. Lewoskrzydłowego Alvareza zastąpił lewy obrońca Chivu. 22.35. Ten wieczór utwierdził mnie w podejrzeniu, że to ostatni sezon Pato w Serie A. Niebywałe, że trzeba było niespełna 36-letniego Seedorfa, by Milan zaczął poruszać się nieleniwie... Jak wybrzmi ostatni gwizdek, to proszę o chwilę cierpliwości. Zmienię adres i będę kontynuował blogowanie. Do głębokiej nocy. Na razie rządzi Ranieri. Na szóste zwycięstwo z rzędu się zanosi! Liga włoska będzie tej wiosny pasjonująca. 22.55. Najpierw wnioski najprostsze. Juventus - regularny, harujący, wygłodzony - staje się faworytem ligi. Milan niech się boi Arsenalu, bo w tym tempie skończy marniej niż poprzednio - odpadnie z Ligi Mistrzów jeszcze przed dogrywką. Inter o scudetto nie powalczy, ale podium przestaje być fatamorganą - widać jego wyraźne kontury, zwłaszcza jak znów rozkopie się Sneijder. 23.11. To był wieczór środkowych obrońców - po obu stronach - ale o wyniku przesądziło to, że tradycyjni bohaterowie gospodarzy (Ibrahimovic, Pato) zawiedli, a tradycyjni bohaterowie gości swoją robotę wykonali (gol odrodzonego Milito, asysta Zanettiego, czyli zjawisko widziane raz do roku). 23.26. Powtórzę - nie sądzę, żeby Inter odzyskał w tym sezonie tytuł. Gdyby jednak odzyskał, przeżylibyśmy niesamowitą historię. Pisałem już wielokrotnie o powszechnie znanych losach trenera Ranieriego, który wicemistrzostwa kolekcjonuje namiętnie, lecz nigdzie - próbował w kilku krajach - nie wzleciał na szczyt. Z mediolańczykami startował z tak niskiego pułapu, że ewentualne scudetto byłoby wyczynem nieprawdopodobnym, które stałoby się legendą. Największy paradoks? Inter został skutecznie reanimowany dopiero przez fachowca najbardziej pogardzanego przez Jose Mourinho, szefa też już dla nerazzurich mitycznego... 23.48. Narastają wątpliwości co do Alexandre Pato, który miał być perłą w koronie Milanu. Po pierwsze, Brazylijczyk - napastnik bezapelacyjnie świetny - wydaje się coraz bardziej niekompatybilny z potrzebą trenera Allegriego, by piłkarze na boisku myśleli i stanowili jeden wielonogi organizm. Po drugie, notorycznie łapie się za mięśnie i rejteruje zbolały z boiska. Został nawet wysłany do lekarzy w USA, by zbadali, dlaczego na zdrowiu znienacka podupadł atleta, który przez inauguracyjne dwa sezony w Serie A nie musiał się leczyć wcale. Amerykanie opracowali dla niego nowy system treningu, ale na nogi Pato nie stanął do dziś. W latach 2010 i 2011 urazy kładły go już 11-krotnie. Najczęściej nie wytrzymywały mięśnie, co Brazylijczyk - sprowadzony na San Siro jako nastolatek - chce tłumaczyć nagłym skokiem wagi i wzrostu. Jednak go wyeksportują? 23.54. Milan wykonał dziś 556 podań. Inter - 267. 00.03. To, że przegrywa drużyna, która przeważa - wyraźnie - we wszelkich pomniejszych statystykach, nie jest niczym niezwykłym. Wręcz przeciwnie, zwłaszcza Włosi zdają sobie sprawę, że panowanie nad przestrzenią nie jest mniej ważne niż panowanie nad piłką. Zaskakuje co innego - dziś drużyna przeważająca we wspomnianych statystykach wyglądała na kompletnie wyzutą z idei i niewiele brakowało, by poległa boleśniej. Czy to czasem nie był najsłabszy ważny mecz Milanu pod Allegrim? 00.34. Inter się tak zestarzał, że musi w pewnym momencie wpaść w tarapaty. Ale pamiętajmy, że Milan - to urok calcio - przed upadkiem weteranami powygrywał naprawdę sporo. Jego sąsiadów też stać na wzloty podniebne. Dzisiaj grali: Julio Cesar (33) - Maicon (31), Lucio (34), Samuel (34), Nagatomo (26) - Zanetti (39), Motta (30), Cambiasso (32), Alvarez (24) - Pazzini (28), Milito (33) – (to wpuszczeni rezerwowi) Chivu (32), Sneijder (28), Forlan (33). Średnia wieku: 31,4. A w ogóle to dajcie znać, jeśli ktoś jeszcze żyje o tej porze, bo się zastanawiam, czy nie zanurkować w Kunderę (mam ochotę na powtórkę;-)). 01.04. A największy jest Javier Zanetti. Dla stałych czytelników „A jednak się kręci” to pewnie oczywiste, że jest moim ulubionym aktywnym piłkarzem mediolańskim. 10 sierpnia skończy 39 lat, czyli możemy już przypuszczać, że pobije wszystkie możliwe rekordy - nawet te należące do chorobliwie długowiecznego Stanleya Matthewsa. Zdajecie sobie sprawę, że ten Robocop właściwie nie odpoczywa? Wskażecie mi gracza w całej historii futbolu, który w tym wieku grał tak często, na tym poziomie, w takim wielkim klubie, na tym poziomie? (Poproszę o dowody w postaci statystyk). 01.35. Szarpanina o Teveza zaczyna mi się zdawać coraz istotniejsza. Gdyby wyrwał go Inter, jeszcze przybyłoby mu paliwa. To byłby podwójny derbowy triumf - boiskowy i transferowy. Pomyślcie, ile tam rezerw - Sneijder, Forlan, Maicon też mógłby urosnąć do rozmiarów dawnego Maicona... I jeszcze Tevez?! A w ogóle to zainspirujcie mnie na forum - może pytaniami? - bo po przeszło 30 godzinach blogowania zaczynam się czuć wysuszony z pomysłów, jak Milan w derbach;-) 01.50. Znów się powtórzę - wyraźnym faworytem stają się liderzy z Turynu. Idealnie wycelowali z transferem niechcianego w Milanie Andrei Pirlo, a drużynę oparli na całym bloku podstawowych reprezentantów Włoch - prócz wspomnianego rozgrywającego wystawiają rewelacyjnego pomocnika Marchisio, defensorów Barzaglego, Bonucciego i Chielliniego, bramkarza Buffona. Więcej rodzimych graczy zatrudniają tylko Siena i Atalanta, a Juve chętnie obstawia ich obcokrajowcami świetnie obeznanymi z Serie A - jak błyskotliwy napastnik Vucinić (wyjęty z Romy) czy zabójczo niebezpieczny w ofensywnych wypadach prawy obrońca Lichtsteiner (Lazio). Rządzi nimi Antonio Conte, też swój chłop. Zanim został trenerem, był kapitanem turyńczyków - oddał opaskę będącemu dziś u schyłku kariery Alessandrowi Del Piero. Zdaje sobie sprawę, że nie dowodzi wirtuozami, więc zmusza ich do ciężkiej pracy - zagonił piłkarzy do siłowni (ćwiczenia ordynuje Hiszpan Julio Tous, który współpracował z Barceloną i tenisistą Rafaelem Nadalem), wytrzymałość nadaje im Paolo Bertelli (wybierany na najlepszego specjalistę od motoryki w Serie A), zdrowie monitoruje i redukuje ryzyko kontuzji prof. Roberto Sassi (doświadczenia zbierał od Valencii, przez Chelsea, po Dynamo Moskwa). Lato było mordercze, zawodnicy opowiadali, że biegają jak szaleni, ale teraz nie żałują. Im dłużej trwa mecz, tym wyraźniejszą przewagę atletyczną zyskują. Conte czuwa, by nikt się nie ociągał - ani na treningu, ani w trakcie gry. O swoim prawoskrzydłowym potrafi powiedzieć: „Jeśli Pepe spada intensywność, wyciągam kij z nabitymi na niego gwoździami. To mój sekret”. Sam też angażuje się totalnie, po meczach traci głos, raz nawet usłyszał od arbitra, że jak się nie uspokoi, nie dociągnie do sześćdziesiątki. Trener Conte żąda, by jego ludzie bez wytchnienia biegali, wykorzystywali do gry całe boisko, poświęcali się dla siebie nawzajem, wywierali na przeciwników ciągłą presję. - Kiedy przyszedłem do klubu, wszyscy byli dla wszystkich bardzo mili. Ja chciałem, byśmy stali się nieprzyjemni tak szybko, jak to możliwe. Zwycięzcy są zawsze nieprzyjemni - mówi. Ma taki autorytet i posłuch, że teraz musi uczyć piłkarzy odpoczywać. - Trzeba czasem pobawić się piłką, nie da się grać na sto procent przez godzinę bez przerwy - mówi. 01.57. Uzupełniając wcześniejsze dane - z 13 derbowych meczów we Włoszech trener Claudio Ranieri wygrał 9, a zremisował 4. Nie przegrał żadnego. A jednak wciąż jest tylko rutynowym wicemistrzem... 02.22. Claudio Ranieri: „Robimy kroki giganta. Słowa „mistrzostwo” nie wypowiem przez skromność. I dlatego, że jestem przesądny”. Imponująca dyspozycja fizyczna? „Starych metod przygotowań już nie ma. Trzeba utrzymywać piłkarzy żywych i zdolnych odpowiadać na wyzwania. (...) A mamy jeszcze dwóch wielkich mistrzów. Niech tylko Wes i Diego będą cierpliwi, a potem zaprezentują całą swoją klasę”. 03.11. Przed chwilą Inter przegrywał (ledwie dysząc) ze wszystkimi w Serie A i rzęził w Lidze Mistrzów, a Milan wygrywał ze wszystkimi (no, prawie ze wszystkimi) w Serie A i przespacerował się przez fazę grupową Ligi Mistrzów. Teraz Inter rozwala wszystkich w Serie A i ma stosunkowo słabego przeciwnika w Lidze Mistrzów. A Milan ma tam rywala mocnego. Tam naprawdę wszystko może jeszcze stanąć na głowie.
sobota, 14 stycznia 2012
Gdyby słowo „derby”, oryginalnie opisujące pojedynki pomiędzy sąsiadami (drużynami z jednego miasta lub regionu), nie rozszerzyło znaczenia i nie wchłonęło znaczenia słowa „klasyk”, dla wszystkich byłoby oczywiste, że najważniejszymi przedstawicielami gatunku są mecze potentatów mediolańskich, a nie mecze Barcelony z Realem (nawiasem pisząc, o Gran Derbi mówi się chyba tylko w Polsce, poguglajcie sobie i sami sprawdźcie). I to najważniejszymi bezapelacyjnie. Wyjątkowość stolicy Lombardii wyjaśniałem we wczorajszym wpisie, a dziś zobaczyłem, że na ten sam pomysł wpadła „La Gazzetta dello Sport”, która również - tyle że na efektownej infografice - udowadniała, że to najbardziej utytułowane miasto w najważniejszym z europejskich pucharów. Nie tylko dlatego zaczynam blogować o derbach już teraz i pobloguję do nocy z niedzieli na poniedziałek, czyli bite 30 godzin. Oczywiście nieregularnie (trzeba „Gazetę Sport.pl” zrobić), oczywiście z przerwami (trzeba czasami spać), ale zawsze z przyjemnością, która udzieli się, mam nadzieję, także Wam. To ruszamy. 19.45. Wczorajszą argumentację historyczną uzupełniam jeszcze klasyfikacją miast według występów w finale Pucharu Europy/Ligi Mistrzów: 16 - Mediolan; 13 - Madryt; 8 - Monachium; 7 - Liverpool, Barcelona, Lizbona, Turyn; 6 - Amsterdam. Dłuższą przerwę mieli mediolańczycy tylko w latach 1973-1988, kiedy do decydującego starcia nie dostali się ani razu. 20.01. Sporządziłem też klasyfikację obejmującą wszystkie kontynentalne rozgrywki, czyli dodatkowo Puchar UEFA/Ligę Europejską oraz Puchar Zdobywców Pucharów: Mediolan - 15 trofeów (8 porażek w finale); Madryt - 13 (8); Liverpool - 9 (3), Barcelona - 8 (7); Londyn 7 (8); Turyn - 6 (7); Monachium - 6 (5); Amsterdam - 6 (3); Manchester - 5 (2). Już rozumiecie, dlaczego w Mediolanie widzę futbolową stolicę Europy? Zresztą nawet na mapie kontynentu leży ładnie, niemal w centrum;-) 20.15. Informacje dnia dla kibiców Milanu to grypa Clarence’a Seedorfa oraz mięśniowy uraz Thiago Silvy (nie wiadomo, czy zagrają). Obu typowano do podstawowego składu, szkoda byłoby przede wszystkim Brazylijczyka - to albo najlepszy, albo prawie najlepszy środkowy obrońca na świecie, który jeszcze rewelacyjnie podaje, na mniejsze i większe odległości. Tak rewelacyjnie, że trener Massimiliano Allegri uczynił z niego niemal rozgrywającego, zastępującego na tyłach odrzuconego do Juventusu Andreę Pirlo. Tylko Marc van Bommel podaje w tym sezonie częściej. Ale Silva podaje celniej. Najcelniej w całej Serie A (z przeszło 90-proc. skutecznością). 20.23. Informacja dnia dla kibiców Interu to powołanie do szerokiej kadry leczącego się od listopada Wesleya Sneijdera. Inna sprawa, że przy stosowanej przez trenera Claudio Ranieriego wariacji ustawienia 4-4-2 będzie kłopot ze znalezieniem mu miejsca na boisku. 20.37. Kadrowe bogactwo Milanu uświadomimy sobie, jeśli skleimy jedenastkę z ludzi, którzy jutro na San Siro nie pograją. Załóżmy, że brazylijski obrońca się wyleczy i na Inter wybiegną: Abbiati - Abate, Nesta, Thiago Silva, Antonini - Nocerino, van Bommel, Ambrosini - Boateng - Ibrahimovic, Robinho. Z reszty szatni można by wtedy złożyć taką drużynę: Amelia - Bonera, Mexes, Yepes, Zambrotta - Gattuso, Seedorf, Flamini - Aquilani - Cassano, Pato. Ile znacie drużyn w Europie z porównywalnym kwartetem napastników? Z porównywalną orkiestrą pomocników? 21.15. Prawdopodobna jedenastka sąsiadów uświadamia natomiast, że Inter zastąpił Milan jako przystań dla pięknych trzydziestoparoletnich: Julio Cesar (33 lata) - Maicon (31), Lucio (34), Samuel (34), Nagatomo (26) - Zanetti (39), Motta (30), Cambiasso (32), Sneijder (28) - Pazzini (28), Milito (33). Średnia wieku: 31,64. A w rezerwie posiedzą m.in. Chivu (32), Stanković (34), Forlan (33)... 21.57. Styl Milanu? Do niedawna bywał często o tyle łatwy do rozszyfrowania, że w niemal każdej akcji ofensywnej piłka spadała pod nogi Andrei Pirlo, a on lubił ją przerzucić, zazwyczaj na sporą odległość. Ostatnio gra gospodarzy derbów stała się nieprzewidywalna - dzięki czterem różniącym się od siebie, niebanalnym napastnikom, zaskakującym golom Nocerino, asystom Aquilaniego, pancernej dynamice Boatenga etc. W oczy się rzuca się też wolne tempo gry, które trener Antonio Conte nazywa spacerowym: „Nie twierdzę, że oni mało na boisku pracują. To raczej obserwacja, że mój Juventus do wygrywania musi pędzić na najwyższym biegu, a Milan wywołuje wrażenie, jakby do wygrywania nie musiał wrzucić drugiego”. 22.40. Styl Interu? Od dawna niezidentyfikowany, bo korowód trenerów powodował chaos, a piłkarze sprawiali wrażenie zniechęconych, pozbawionych wiary, przygniecionych ciężką depresją. Gdybyśmy sądzili po ostatniej kolejce (po 5:0 z Parmą Ranieri mówił o najlepszym meczu, odkąd przejął szatnię), to byśmy sławili drużynę niedopuszczającą przeciwnika do własnego pola karnego, ostro harującą, mocną kondycyjnie mimo zaawansowanego wieku wielu graczy i tak skoncentrowaną, że bezlitośnie wykorzystującą większość szans w ofensywie. Jeśli jednak Sneijder zagra w derbach, to prawdopodobnie wypchnie z boiska Ricardo Alvareza - lewoskrzydłowego, który chętnie parł ku środkowi, modyfikując ustawienie z 4-4-2 na 4-3-1-2, ale przede wszystkim grał najbardziej pomysłowo, to on obmyślał, jak atakować, i natarcia inspirował. Czyli Ranieri wyjąłby ze swojego dzieła kluczowy element, by zastąpić go innym klucowym elementem. Czyżbyśmy zatem dopiero w niedzielę mieli dowiedzieć się czegoś więcej o Interze AD 2012? Zwłaszcza że pod nowym trenerem naprawdę poważnego testu nerazzuri jeszcze nie zdawali - przed Parmą pokonali Lecce (dziś ostatnie w tabeli), Cesenę (przedostatnia w tabeli), a także chwiejne Genoę oraz Fiorentinę, których również na awans do europejskich pucharów raczej nie stać. 23.24. Derby trwają od kilkunastu dni. To Inter złożył Manchesterowi City atrakcyjniejszą propozycję, ale przepędzany stamtąd awanturnik Carlos Tevez wybrał Milan. I choć negocjacje zostały zerwane, to nie wierzę, że nie zostaną wznowione. Za bardzo przyzwyczaiłem się do cwaniactwa Adriano Gallianiego, któremu na Facebooku wpychałem niedawno Oscara dla najskuteczniejszego klubowego zarządcy w czasach kryzysu. On już kilkakrotnie umiał przetrzymać sprzedającego do ostatniego dnia okresu transferowego, żeby wyjąć piłkarza z wielkim nazwiskiem za drobne. To twardy, wytrawny gracz, więc gdybym miał zgadywać, to bym typował, że umówił się z reprezentującym argentyńskiego napastnika Kią Joorabchianem - nawiasem mówiąc, też niezłym kombinatorem - na przedłużenie cierpień szefów MC, którzy usiłują się zgniłego, zatruwającego szatnię jajka pozbyć. Jak Tevez nie będzie zechce pójść sobie precz do Interu ani Paris Saint Germain, to jego obecni zwierzchnicy zmiękną... Maluję oczywiście moją prywatna hipoteza, którą już niebawem będziecie mogli zweryfikować i albo mieć przyjemność mruknięcia z uznaniem o mojej intucji, albo zaznać rozkoszy wyłożenia, jak bardzo się nie znam;-) Będzie kolejny transfer last minute? 00.08. Inne transfery, do których nie doszło? Sneijder, którego prasa wpychała do Manchesteru United, wyznał w wywiadzie, że usłyszał od szefów Interu, iż są gotowi go sprzedać, jeśli otrzymają godziwą zapłatę. Pato natomiast już schodził się ze swoim dawnym mentorem Carlo Ancelottim (trenuje Paris Saint Germain), lecz w ostatniej chwili transakcję zablokował Silvio Berlusconi. Znów jednak intuicja podszeptuje mi, że ich rozstanie z Mediolanem mogło być tylko odłożone na później. Alex Ferguson potrzebuje rozgrywającego (właśnie zdesperowany reaktywował Paula Scholesa), a Inter potrzebuje pieniędzy na odmładzanie kadry. Historia z brazylijskim napastnikiem przypomina natomiast pamiętny incydent z jego rodakiem - Kaka najpierw ślubował wierność fanom z okna swojej mediolańskiej rezydencji, w ostatniej chwili odwołując ucieczkę do Manchesteru City, by kilka miesięcy później uciec do Realu Madryt. Jego też, jak teraz Pato, notorycznie kładły wówczas kontuzje... 00.42. To się nazywa wydajność! Cassano zdążył rozegrać ledwie 9 kolejek, a miał aż 7 asyst - najwięcej w Milanie, na razie też najwięcej w całej Serie A. Ricky Alvarez zdążył natomiast ledwie pięciokrotnie zasłużyć na podstawowy skład, a miał 4 już asysty- najwięcej w Interze. Zwłaszcza coraz ładniejsze figury tego ostatniego cieszą kibiców - jego drużyna tęskni za młodością, a on w kwietniu skończy dopiero 24 lata. 01.18. Trener Ranieri tłumaczy, jak zdołał ożywić grupę nasyconych sukcesami weteranów, którym w powszechnej opinii odechciało się umierać za zwycięstwa: „To jak z wyciskaniem cytryny na lemoniadę. Ile byś na wycisnął, jak bardzo byś nie sądził, że jest już całkiem wyciśnięta, tam wciąż jest jeszcze trochę soku i miąższu. Wystarczy tylko jeszcze nad nią popracować”. 01.46. Berlusconi trzymał niedawno jako trenera Ancelottiego przez osiem lat, co we włoskich standardach brzmi wręcz niewiarygodnie - w Milanie tak długo wytrwał tylko angielski założyciel klubu, syn rzeźnika z Nottingham Herbert Kiplin, który pracę zaczął w 1899 roku. Teraz klub z San Siro chciałby przez całą wieczność zatrudniać Massimiliano Allegriego. W piątek przedłużył z nim kontrakt do 2014 roku i zobowiązał się płacić 2,5 mln euro za sezon. To najwięcej w Serie A (tyle samo bierze Walter Mazzari z Napoli, 2 mln dostaje Luis Enrique z Romy, 1,8 mln - Antonio Conte z Juventusu 1,5 mln - Ranieri), ale oczywiście wyraźnie mniej niż najhojniej opłacani w Europie Jose Mourinho (12 mln), Josep Guardiola (10), Roberto Mancini (8), Arsene Wenger (7,2), Carlo Ancelotti (7), Andre Villas-Boas (5,4). 02.27. Ibrahimovic składa hołd (koledze, ale właściwie również sobie;-)): „Choć grałem już w jednej drużynie ze specjalistami klasy Thurama, Pique, Cannavaro i Puyola, to Thiago Silva reprezentuje inny, wyższy poziom. Kiedy go widzę, widzę siebie, tyle że jako obrońcę”. 03.01. Inter(nazionale) to klub, jak uczy nazwa i najstarsza tradycja, do obłędu kosmopolityczny. Kiedyś prognozowałem, że jako pierwszy w kontynentalnej czołówce wystawi drużynę bez Europejczyka. Na razie nie wystawił, ale często bywał blisko. Niewykluczone, że w niedzielny wieczór wystawi jednego: Julio Cesar (Brazylia) - Maicon (Brazylia), Lucio (Brazylia), Samuel (Argentyna), Nagatomo (Japonia) - Zanetti (Argentyna), Motta (Brazylia), Cambiasso (Argentyna), Alvarez (Argentyna) - Pazzini (Włochy), Milito (Argentyna). A gdyby jeszcze w trakcie gry Pazziniego zmienił Forlan (Urugwaj)... 09.12. W niedzielny poranek zerkam na tabelę i widzę, że w wieczornych derbach o życie walczą przede wszystkim „goście”. Milanowi porażka wyrządziłaby przykrość, ale nie zredukowałaby radykalnie szans na obronę tytułu. Dla Interu porażka wiązałaby się być może - przekonamy się po południu - ze stratą już 9 punktów - do najniższego stopnia podium, na którym wdzięczą się zaskakująco regularni jak na prowincjonalną drużynę piłkarze Udinese. A od tego sezonu trzeba doskoczyć do podium, żeby zostać zaproszonym do eliminacji Ligi Mistrzów... Nerazzuri po raz ostatni nie grali w nich w sezonie 1999/2000. A jesienią 2000 r. po raz ostatni nie awansowali do fazy grupowej - Alvaro Recoba przestrzelił rzut karny w 90. minucie rewanżu, więc mecz wygrał szwedzki Helsingborgu, wywołując jedną z największych sensacji w dziejach Champions League. Pomyślne wieści dla Interu: uciekające Udinese opuszczą niedługo na pewien czas Marokańczyk Mehdi Benatia (już w debiutanckim sezonie w Serie A nominowany do nagrody dla najlepszego obrońcy), Ghańczyk Kwadwo Asamoah (stanowiący integralną część linii pomocy) oraz jego rodak Emmanuel Agyemang-Badu (zazwyczaj rezerwowy, ale bez niego trenerowi ubędzie wariantów w drugiej linii), którzy zostali powołani na Puchar Narodów Afryki. 09.34. A propos pościgu za podium przypomnijmy, że Inter podejmował już u siebie najmocniejszych rywali (1:2 z Juventusem, 0:1 z Udinese, 0:0 z Romą, 0:3 z Napoli) i wiosną czekają go rewanże na ich trawach... 10.12. Interesy ubijane w czasach zaciskania pasa przez Adriano Gallianiego: 1) Ibrahimovic najpierw wypożyczony, a potem wzięty za rozłożone na raty 24 mln, choć chwilę wcześniej kosztował Barcelonę niemal trzy razy tyle; 2) Boateng wciśnięty do Genoi, by Milan mógł go stamtąd wypożyczyć; 3) Aquilani wypożyczony z Liverpoolu, będzie go trzeba wykupić, tylko jeśli się sprawdzi i wystąpi w 20 ligowych meczach; 4) Cassano wzięty za darmo, gdy został wylany z Sampdorii; 5) van Bommel wyjęty za darmo z Bayernu; 6) Mexes wyjęty za darmo z Romy; 7) Flamini wyjęty za darmo z Arsenalu; 8) Taiwo wyjęty za darmo z Marsylii (choć on akurat nie bardzo się aklimatyzuje); 9) Robinho zabrany Manchesterowi City za 18 mln (i na razie nie sprawia kłopotów, co chyba najbardziej sensacyjne); 10) Nocerino podebrany Palermo za 0,5 mln euro (!) strzela gola za golem. Ufff. I jak tu nie przypuszczać, że Milan w końcu dopadnie Teveza? WSZYSCY WYŻEJ WYMIENIENI KOSZTOWALI W SUMIE MNIEJ NIŻ JEDEN KAKA - WYEKSPORTOWANY DO REALU JUŻ JAKO GRACZ CHRONICZNIE SCHOROWANY. A wcześniej był jeszcze okazyjny zakup Ronaldinho... 11.38. Interowi też udało się ostatnio wykorzystywać wspaniałe okazje. Za skromne 15 mln euro przygarnął odepchniętego przez Real Madryt Sneijdera, który stał się boiskowym alter ego Mourinho i rozgrywającym rozstrzygającym najważniejsze mecze w sezonie zwieńczonym potrójną koroną, a jego rynkowa wartość wzrosła trzykrotnie. Jeszcze mniej kosztował Lucio, nie wiedzieć czemu odrzucony przez Bayern. Generalnie jednak nerazzuri wykładają spory szmal. Jak chcą obiecującego obrońcę młodego pokolenia, to muszą dać za Andreę Ranocchię 18 mln; jak potrzebują wyróżniających się w Serie A napastników, to za Diega Milito dają 25 mln, a za Giampaola Pazziniego - 18 mln. Ich najnowszej wpadce na nazwisko Forlan. Urugwajski bohater mundialu strzelił zaledwie jednego gola (teraz odgraża się, że dołoży zwycięskiego w derbach), a gapowaci działacze przed dobiciem targu z Atletico nie wiedzieli, że nie będą mogli zgłosić go do Ligi Mistrzów. Alvarez natomiast to ucieleśnienie zawiłości transferowych naszych czasów - na razie mediolańczycy zapłacili zań 5,5 mln euro; w zależności od osiągnięć będą musieli Velezowi Sarsfield dorzucić nawet następne 4 mln; na razie przejęli 90 proc. praw do piłkarza, resztę dokupią po 80 występach Argentyńczyka w podstawowym składzie; w razie kolejnego transferu poprzedni pracodawcy dostaną 10 proc. uzyskanej sumy... Ktoś wie, ile Alvarez właściwie kosztował? Jak tu sporządzać jeszcze wiarygodne rankingi najdroższych? 11.59. Składy przewidywane przez dzisiejszą prasę. Milan: Abbiati (33 lata) – Abate (26), Nesta (36), Thiago Silva (28), Zambrotta (35) – Boateng (25), van Bommel (35), Nocerino (28) - Emmanuelson (26) – Ibrahimovic (31), Pato (23). Inter: Julio Cesar (33) - Maicon (31), Lucio (34), Samuel (34), Nagatomo (26) - Zanetti (39), Motta (30), Cambiasso (32), Alvarez (24) - Pazzini (28), Milito (33). Czyli „goście” w omawianym nocą wariancie z jednym Europejczykiem. 12.34. Ibrahimovic dostał w Milanie to, czego odmówili mu w Barcelonie. Jest pępkiem świata, wszystko kręci się wokół niego, trener widzi w nim gracza nietykalnego i niezbędnego w każdym meczu. Szwed zrewanżował się w tym sezonie ligowym 12 golami. To tyle, ile ustrzelili wszyscy napastnicy Interu razem wzięci (6 bramek Milito, 4 Pazziniego, 1 Forlana, 1 Castaignosa, 0 Zarate), ale też wypada wspomnieć, że połowę zawdzięcza Zlatan rzutom karnym, które zwłaszcza ostatnio przychodzą do rossonerich stadami. 13.21. 48 341 kibiców kupiło bilety, 31 181 wejdzie na stadion z abonamentem. Mecz obejrzy jednak z trybun więcej niż 79 522 widzów, bo nikt nie podaje liczby gości honorowych. Tak czy owak dzisiejsze derby przyniosą najwyższy zysk w historii - 3,13 mln euro. 13.42. Wspominałem w poprzedniej notce, że Allegri w swoim czwartym meczu Milanu z Interem zmierzy się z czwartym trenerem. Beniteza, Leonardo i Gasperiniego pokonał, teraz trafia na Ranieriego, który we Włoszech derbów nie przegrał nigdy. Ani we Fiorentinie (z Lucchese i Pisą), ani w Juventusie (z Torino), ani w Romie (z Lazio). Jeśli Allegriemu znów się uda, będzie pierwszym szkoleniowcem, który wygra z Interem cztery razy z rzędu, od czasów pracującego tuż po wojnie Giuseppe Bigogno. 14.25. Gdybym z powołanych na derby miał wyselekcjonować reprezentację Mediolanu, to kombinowałbym tak: JULIO CESAR - MAICON, Nesta, Thiago Silva, ZANETTI - Boateng, van Bommel, Nocerino - SNEIJDER - Ibrahimovic, Pato. 15.08. Antonio Nocerino dumny: „Mam 25 tatuaży. Myślę, że to więcej od Ibrahimovicia. A może nawet Boatenga”. Nie mogą pod prysznicem policzyć i nie trzymać nas w niepewności? 16.55. Inni w Italii już grali. Lazio wywarło presję na Inter, oddalając się na dystans czterech punktów. A przecież rzymianie zajmują miejsce pod podium, wyprzedzenie ich nie da zaproszenia do Ligi Mistrzów. Inni zagrali dla obu mediolańskich firm - Juve oddało punkty Cagliari, Udinese padło w Genui. Sensacyjnie poległa Fiorentina. Artur Boruc nie zawinił, puścił gola z rzutu karnego, ale od pewnego czasu korci mnie, by obnażyć propagandę uprawianą w polskich telewizorach - komentatorzy namolnie wmawiają nam, że Polak jest co najmniej gwiazdką Serie A. Ja tego nie zauważyłem, dostrzegam za to liczną grupkę specjalistów broniących sprawniej - Buffona (Juventus), Handanovicia (Udinese), Marchettiego (Lazio), Julio Cesara (Inter), Stekelenburga (Roma), Freya (Genoa) i Abbiatiego (Milan). Boruc naprawdę trochę częściej popełnia błędy niż zostaje bohaterem. 17.39. Najlepsi w sezonie w Milanie: Ibrahimovic, Thiago Silva, Boateng. Najlepsi w Interze: Cambiasso, Lucio, Julio Cesar. Rewelacja Milanu: Nocerino. Rewelacja Interu: Alvarez. Rozczarowanie w Milanie: Taiwo. Rozczarowanie w Interze: Forlan. A w ogóle to zapomniałem napisać, że dzisiejszy remis Juve ma dlań o tyle słodko-gorzki smak, że turyńczycy ustanowili klubowy rekord wszech czasów - są niepokonani od 18 kolejek. 18.21. A skoro jesteśmy przy rekordach, to Milan w 24 spotkaniach sezonu nawkładał rywalom 50 goli, co w erze Berlusconiego daje mu najwyższą średnią po sezonach 92/93 i 05/06. Ofensywną przebojowością rossoneri porażają, a dziś jeszcze specjalnie zmotywowany powinien być skuteczny ostatnio w derbach Pato (inna sprawa, że on przez swoje taktyczne dyletanctwo rzadziej angażuje się w natarcia niż Robinho). Rywale mogą odpowiedzieć wynalazkami argentyńskiego duetu Alvarez - Milito - oni ewidentnie lubią ze sobą grać, choć nadal nie wiemy, czy udany mecz z Parmą trochę nie wykrzywił nam poglądu na aktualne możliwości Interu. 18.40. Zaanalizujemy rezerwy. Jeśli sądzić po nazwiskach, przyznajemy miażdżącą przewagę Interowi. Sneijder i Forlan to klasa najwyższa, na swoich pozycjach należą do ścisłej światowej czołówki. Tyle że jeden dopiero wyszedł z choroby, a drugi nie zdążył nawet na dobre wejść do Serie A. Enigma. Milan odpowiada w ataku postrzelonym kuglarzem Robinho oraz młodziutkim duchem, lecz starym ciałem Inzaghim (w sierpniu skończy 39 lat!), który w dodatku odzwyczaił się od grania. Dlatego gdybyśmy nawet rezerwy obronne ocenili na remis, to generalnie punkt dla „gości”. 19.08. Najdrożsi w aktualnej kadrze Milanu: Inzaghi (31 mln, ale informacje bardzo różnią się w zależności od źródła), Nesta (30 mln), Ibrahimovic (24), Pato (22), Robinho (18). Najdrożsi w kadrze Interu: Milito (25 mln), Pazzini (18), Ranocchia (18), Samuel (16), Chivu (16). 19.16. Najhojniej opłacani w Milanie (na pensje wydaje 160 mln euro): Ibrahimovic (9 mln), Flamini (4,5), Gattuso, Mexes, Pato, Robinho, Thiago Silva (4). Najhojniej opłacani w Interze (na pensje wydaje 145 mln): Sneijder (6 mln), Julio Cesar, Milito (4,5), Cambiasso, Maicon (4). Najniżej opłacani pośród tych, którzy zagrają dziś w podstawowym składzie: Nagatomo (0,7 mln), Alvarez (1 mln), Nocerino (1,5). 19.45. Jeszcze tylko godzina, to chyba wytrzymamy, a potem transmisja z San Siro zasłoni nam resztę świata. I to będzie fajne. Przy okazji zwierzę się, że na tym stadionie się swego czasu niewymownie wnerwiłem - były derby w półfinale Ligi Mistrzów, ja się spóźniłem z wnioskiem akredytacyjnym, więc byłem skazany na ubijanie interesu z konikami. Zapłaciłem za bilet tłusty szmal, a potem jeden głupek wycelował racą w głowę bramkarzy Didy i mecz został przerwany... 19.56. To już składy oficjalne. Milan: Abbiati - Abate, Nesta, Thiago Silva, Zambrotta - Boateng, van Bommel, Nocerino - Emmanuelson - Ibrahimovic, Pato. Inter: Julio Cesar - Maicon, Lucio, Samuel, Nagatomo - Zanetti, Motta, Cambiasso, Alvarez - Pazzini, Milito. W derbach debiutują: Nocerino, Nagatomo, Alvarez. 20.15. Jeszcze pół godziny. Zrekapitulujmy - Milan będzie parł ku pięknemu celowi, czyli samotnemu przewodzeniu w Serie A, Inter ma więcej do przegrania, bowiem po porażce oddaliłby się od sąsiada na niemożliwe chyba do odrobienia 11 punktów. Allegri chce przejść do historii (czwarty z rzędu derbowy triumf), Ranieri chciałby pewnie wreszcie dokonać czegoś spektakularnego, a nie uchodzić za trenera wiecznie drugiego - a wydźwignięcie nerazzurich z kryzysu, w jakim ich zastał, byłoby wyczynem spektakularnym. Jeśli mu się nie uda, to w następnych derbach Inter znów pewnie poprowadzi inny szkoleniowiec. 20.23. Jeszcze drobiazg wyłowiłem: Inter ani razu nie wygrał w tym sezonie z przeciwnikiem, który w dniu meczu plasował się wyżej w tabeli. 20.36. Jakiego meczu powinniśmy się spodziewać? Chyba wojny w środku pola: tłoczno tam od raczej defensywnych wojowników o stalowych członkach, brakuje trochę ludzi z fantazją. Wielka próba przed Emmanuelsonem i Alvarezem - takiego wieczoru jeszcze nie przeżywali. Myślicie, że ich serducha łomotają jak obijane przez deathmetalowych perkusistów, czy chłopaki wtruchtają na trawę w pełnym relaksie, z pulsem jak u Justyny Kowalczyk we śnie? 20.50. Piłka w ruch! Kula ziemska znieruchomiała. Tego nie jestem pewien, ale może wszechświat też przestał się rozszerzać? 21.07. Zadzwoniłem do sędziego międzynarodowego, żeby się samemu niekompetentnie nie wymądrzać w sprawie nieuznanego gola. Mówi, że gol Interu nie powinien zostać anulowany. Obaj piłkarze na pozycji spalonej w żaden sposób nie absorbowali bramkarza, zresztą arbiter w sytuacji granicznej - czy też: w razie wątpliwości - jest zobowiązany promować grę ofensywną. Czyli Milan powinien już przegrywać. Po bramce Thiago Motty. 21.39. Nużące 0:0. Marność, marność i wszystko marność. Piłka lata jak w maszynie losującej, płynności w grze nie widzieliśmy niemal wcale, niechlujstwo za to wrzyna się w gałki oczne, zapamiętamy głównie niesłusznie anulowaną bramkę Thiago Motty i popisowo spartaczoną strzelecką okazję Alvareza. Powinno być 0:2, ewentualnie 1:2, bo rzeźnik van Bommel przyrżnął w poprzeczkę. Poproszę o trochę futbolu w drugiej połowie. 21.47. Statystyki do przerwy. Posiadanie piłki: 65-35. Strzały celne: 1-1. Strzały niecelne: 9-2. Słupki i poprzeczki 1-0. Rzuty rożne: 7-0. Dośrodkowania: 17-5. Udane dryblingi: 16-5. Podania: 16-5. 21.56. Muszę założyć nowę notkę, bo blox krzyczy, że w tej więcej się nie zmieści. Kontynuację opowieści derbach znajdziecie tutaj. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A tu klikam natrętnie
Ferajna z sąsiedztwa
Niezbędnik inteligenta
Serwisy Sport.pl
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||