Wpisy z tagiem: Arkadiusz Milik

czwartek, 24 listopada 2016

Napoli, Arkadiusz Milik

Kiedy rozbrzmiał gwizdek kończący bezbramkową mordęgę Napoli z Dynamem Kijów, publika na San Paolo – trybunach ognistych, potrafiących dać popalić rozczarowującym piłkarzom – skupiła się na komunikacie w pewnym sensie pozytywnym. Zaczęła skandować nazwisko Arkadiusza Milika. Na boisku w środowy wieczór nieobecnego, odbywającego rehabilitację po rekonstrukcji zerwanych więzadeł.

Latem witano polskiego napastnika z niepokojem, zawartym w pytaniu, czy podoła wyzwaniu zastąpienia w ataku Gonzalo Higuaina. Króla strzelców minionego sezonu włoskiej Serie A, pochłoniętą snajperską kanonadą o intensywności, jakiej w tych rozgrywkach nie widziano nigdy. A żegnano Polaka – na kilka miesięcy, kiedy padł z kontuzją – z jeszcze większym niepokojem. Bo Milik przybył, zobaczył, zwyciężył. Na stole chirurgicznym kładł się jako wicelider klasyfikacji strzelców i w lidze włoskiej, i w Lidze Mistrzów.

Od tamtej pory Napoli zmarniało wszędzie. W kraju z drużyny rzucającej wyzwanie panującemu Juventusowi zmalało do drużyny ledwie szóstej w tabeli, w Champions League – z drużyny mającej szansę awansować do 1/8 finału rekordowo szybko do drużyny zagrożonej odpadnięciem z rozgrywek.

A ludzie swój rozum mają i widzą, co się dzieje. Właśnie dotarli do momentu, w którym sezon można podzielić na pół – na dziewięć meczów z Polakiem i dziewięć meczów bez Polaka. Pierwsza połowa jesieni była pogodna, ozdobiło ją 20 goli wbitych przez Napoli. Druga była pochmurna, ba, zachmurzenie cały czas gęstnieje – dla Napoli padło tylko 12 goli.

Co i tak nie oddaje całej prawdy o doniosłości kopnięć Milika, który przecież, zanim zrobił sobie krzywdę, siadał niekiedy w rezerwie. Jeśli zmierzymy bowiem skuteczność drużyny w zależności od jego (nie)obecności, różnica jeszcze się powiększy. Oto Napoli z Polakiem na środku ataku zdobywało bramkę średnio co 30 minut. Bez niego zdobywa natomiast co 75 minut. Ile trzeba cię cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił.

Rzucam podstawowe dane, one czasami fałszują rzeczywistość. Cała drużyna mogła zdechnąć i nie sposób sprawdzić, czy akurat obecność Milika zapobiegłaby kryzysowi. Tyle że neapolitańczycy, już w inauguracyjnym sezonie trenera Maurizio Sarriego natchnieni ofensywnie, wcale nie zwolnili w obleganiu wrogich pól karnych. Przeciwnie, jeszcze wzmogli kanonadę. W pierwszych dziewięciu meczach oddali 142 strzały, w drugich dziewięciu – 158. Plan gry wciąż działa.

Funkcjonalność odebrała mu tylko utrata jednego elementu. Niezbędnego, żeby zgrabny scenariusz podsumowała zgrabna puenta. Ofensywne akcje należącego do Aurelio De Laurentiisa – zajmującego się również produkcją filmową – Napoli przypominają porządne kino, któremu ktoś obciął nadające sens całości zakończenie. Przy uziemionym Miliku brakuje napastnika, który ucieka obrońcom pół metra dalej, mądrzej dobiera właściwy moment na oddanie strzału, zręczniej ustawia stopę, precyzyjniej trafia w piłkę głową. Reaguje z zimną krwią.

Neapolitańczycy rozglądają się za klasowym zmiennikiem, być może zimą znów wydadzą miliony. Ale zanim go pozyskają, muszą minimalizować straty. Na przykład – przetrwać w LM. Pytali już, co Milik może zrobić dla nich, teraz pada pytanie, co oni mogą zrobić dla niego. By już razem spróbować zabawić się w Champions League wiosną.

W każdym razie w wielkiej piłce nie znajdziemy chyba dzisiaj napastnika, za którym kibice, koledzy i trener tęsknią bardziej niż Neapol tęskni za Milikiem.

sobota, 17 września 2016

Dawniej nie ośmieliłbym się publicznie postawić tytułowego pytania, ba, nie nie zdołałbym go nawet pomyśleć, przywykliśmy wszak, że polskiego kopacza zagranicą głodzą i poniżają, a im bardziej wyjdzie mu początek, tym prędzej wyląduje na zmywaku. To już przeszłość, dzisiaj sugestia, że Arkadiusz Milik powinien ubiegać się o tytuł króla strzelców ligi włoskiej, brzmi naturalnie. Oczywisty cel dla napastnika Napoli. Napastnika, który wszedł na stadion San Paolo razem z bramą.

I nie piszę pod wpływem chwili, odurzony imponującym wieczorem Polaka, który zaczął dzisiejszy mecz z Bologną jako rezerwowy, by po wejściu na boisko już w pierwszym kontakcie z piłką strzelić gola dającego prowadzenie 2:1. A kilka chwil później perfekcyjnym ruchem lewej stopy podwyższył na 3:1. Przeciwnie, opieram się na analizie wszystkich okoliczności:

1) I w inaugurującym sezon meczu w Pescarze, i w następnym Milik wydawał się momentami poza drużyną, a jednak bezzwłocznie błysnął morderczą wydajnością, co pozwala sądzić, że najlepsze dopiero przed nim – kiedy zsynchronizuje ruchy z kolegami. Ale już jest rewelacyjnie. Nawet tydzień temu w Palermo Polak, choć nie zdobył bramki, zręcznie przesuwał się po boisku i pojawiał się wszędzie tam, gdzie była szansa na snajperski łup. To napastnik z krwi i kości, drapieżnik z urodzenia. Nie marnował czasu na aklimatyzowanie się, lecz natychmiast obalił obowiązującą podczas wakacyjnych sparingów hierarchię w ataku, spychając do rezerwy Manolo Gabbiadiniego, wcześniej głównego snajpera, który potrafił nawet strzelić cztery gole AS Monaco. Dlatego zaskoczeni włoscy komentatorzy obwołali naszego piłkarza „taranem”.

2) Jeśli Milik utrzyma swój status, to prawdopodobnie będzie grał niemal bez przerwy. Trener Maurizio Sarri nie lubi gmerać w podstawowej jedenastce, nade wszystko zależy mu bowiem na polerowaniu wyćwiczonych na treningach schematów gry. By nadać im maksymalną szybkość, płynność, dokładność. Wprawdzie teraz zrewidował swoją strategię po starcie Ligi Mistrzów (w poprzednim sezonie miał Ligę Europy, zwłaszcza jesienią opędzał ją głębokimi rezerwami), ale tu neapolitańczykom dość sprzyja szczęśliwe losowanie, które przydzieliło ich do grupy z Dynamem Kijów, Benficą i Besiktasem. A Gabbiadini na środku ataku wyglądał dzisiaj wręcz bezradnie.

3) Gdyby nawet okazało się, że Sarri inwestuje w Champions League kosztem rozgrywek krajowych, to wiadomo, że w Juventusie każdy dylemat zostanie rozstrzygnięty na korzyść Champions League. Turyńczycy, usatysfakcjonowani czteroletniem panowaniem w Serie A, otwarcie deklarują, że za cel ponad wszystkie obrali sobie zdobycie najcenniejszego europejskiego trofeum. I wypada się spodziewać, że w LM będą wytracać energię dłużej, może do bardzo późnej wiosny. A to tam występuje Gonzalo Higuain, teoretycznie główny faworyt snajperskiego wyścigu, który tytułu króla strzelców broni.

4) Higuain nacierał w minionym sezonie jak nawiedzony, 36 golami wyrównał ustanowiony jeszcze przed wojną ligowy rekord wszech czasów Gino Rossettiego. Trudno jednak przypuszczać, by utrzymał tempo. Nie dlatego, że potrzebuje się pozbyć zgromadzonego latem nadmiaru tkanki tłuszczowej i w ogóle odzyskać formę, ale dlatego, że snajperskim dorobkiem podzieli się z partnerami z zespołu. W Neapolu był jedynym napastnikiem operującym między duetem skrzydłowych (tę rolę odziedziczył Milik) i właściwie pozbawionym zmiennika, tymczasem w Turynie biega obok innego Argentyńczyka, wicekróla strzelców poprzedniego sezonu Paulo Dybali. No i sporo minut gry odda zapewne Mario Mandżukiciowi.

5) Neapolitańczycy wystartowali wolno, ale tak samo było przed rokiem, a kiedy się już rozpędzili, to mknęli przez sezon jako najbardziej skupiona na ofensywie, najbardziej bramkostrzelna drużyna w lidze. I wszystko wskazuje na to, że historia się powtórzy, znów zdobywają najwięcej bramek w Serie A.

6) Tłumu wybitnych łowców goli na włoskich boiskach nie widać. Rodzimi wyginęli – stąd naturalizowany brazylijski przeciętniak Eder w podstawowych składzie reprezentacji, stąd po raz pierwszy w historii atak Juve tworzą wyłącznie obcokrajowcy – a na zagranicznych nikogo w Italii nie stać. Z Milikiem konkurować powinni zresztą napastnicy, którzy grają albo dla klubów słabszych, albo pogrążonych w kryzysie, jak mediolańczycy Carlos Bacca i Mauro Icardi. A Polak na razie nokautuje ich wydajnością, gola dla Napoli wbija co 51 minut gry.

Archiwum
Tagi