Wpisy z tagiem: Liga Europejska

czwartek, 16 lutego 2012

Nie ma wyjścia, poblogować zwyczajnie wypada, bo wiosny z dwoma polskimi klubami w pucharach nie przeżyliśmy od 1971 roku - wtedy piłkarze Legii dotarli do ćwierćfinału Pucharu Europy, a piłkarze Górnika Zabrze do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Wiem, czasy się zmieniły, system rozgrywek zmienił się tym bardziej, te porównania mogą kogoś urazić - i to wcale nie dzisiejsze drużyny Macieja Skorży oraz Kazimierza Moskala. Jeśli jednak przypomnimy sobie, co w minionych latach wyprawiały przy ludziach (zagranicznych) nasze kluby (wyjąwszy oczywiście Lecha Poznań), powinniśmy być wniebowzięci. Zwłaszcza jesienne podbicie Moskwy przez warszawiaków zapadnie nam w pamięć na długo.

Zamierzam się tutaj udzielać do późnej nocy, ale z góry przepraszam za zmienną intensywność. Przerwy w nadawaniu są nieuniknione, bo dyżuruję dziś w redakcji, a trzeba zrobić trzy wydania „Gazety” - pierwsze bez Legii i Wisły, drugie już z Legią, trzecie z Legią i Wisłą. Zatem o wyrozumiałość apeluję.

15.03. Jak oszacować szanse naszych, nie mam pojęcia. Po pierwsze, stykamy się właśnie z tradycyjnym problemem polskich drużyn - do Europy wracają po długim zimowym odwyku od gry o stawkę, więc nawet ich trenerzy nie wiedzą, czego się po swoich ludziach spodziewać. Po drugie, wiarygodne prognozy utrudnia sytuacja u rywali - np. Sporting w szczytowej formie byłby w stanie nie zezwolić Legii na dotknięcie piłki, ale ostatnio grał źle lub beznadziejnie, aż wylany został trener. Czy nowy impuls lizbończyków ożywi? Standard też kuleje... Generalnie jest tak, że nasi teoretycznie trafiają na rywali w idealnym momencie, bo rywale kwiczą w kryzysie, a rywale trafiają na naszych w idealnym momencie, bo nasi mogli zapomnieć, co to znaczy podjąć na murawie krwawą walkę.

15.15. Legia z Wisłą walczą o swoją chwałę, ale też walczą dla całej ligi. Jesienią ekstraklasa awansowała na 20. pozycję w rankingu UEFA. Jeśli teraz nie spadnie poniżej 21., to wydłuży sobie wakacje - polskie kluby nie będą ryzykować czerwcowych wypraw na Kaukaz czy inne wygwizdowo, lecz będą zaczynać pucharową rywalizację w połowie lipca, co jest przywilejem przedstawicieli lig, że się tak wyrażę, co bardziej cywilizowanych. W czerwcu poważni piłkarze to byczą się na plażach.

15.31. Z rankingu wynika, że dziś powinniśmy również trzymać kciuki, by Schalke stłukło Viktorię Pilzno (bo Czechów depczemy po piętach w klasyfikacji UEFA) ścigamy, a Twente Enschede spuściło lanie Steaule Bukareszt (bo Rumuni ścigają nas). W każdym razie już teraz wiemy, że z rankingowego punktu widzenia bieżący sezon jest dla polskiej ligi najlepszy od sezonu 2002/2003.

15.49. Wszystkie zagadki Legii: Czy miał rację Skorża, twierdząc, że utracony Borysiuk był postacią absolutnie kluczową, czy tylko pozował na trenera wtrąconego w tarapaty poważniejsze niż się wszystkim wydaje? Ile warszawiacy zdołają wymyślić w ofensywie bez kontuzjowanego Miroslava Radovicia, który jesienią ustanowił klubowy rekord w europejskich pucharach, w siedmiu meczach strzelając aż siedem goli? Czy zaaplikowanie środków przeciwbólowych wystarczy, by Danijel Ljuboja pozostał błyskotliwym Ljuboją z poprzedniej rundy? Czy Maciej Rybus zechce się spektakularnie z Łazienkowską pożegnać, czy duchem będzie już przebywał w stolicy Czeczenii? Czy Rafała Wolskiego - 19-latka tyleż utalentowanego, co chimerycznego - nie będzie trzeba znów zdejmować z boiska przedwcześnie? Czy ponowne spolszczenie drużyny - zagra prawdopodobnie aż ośmiu naszych - jej nie zaszkodzi?

16.07. Wszystkie zagadki Wisły: Czy Kazimierz Moskal stał się prawdziwym szefem z wizją i charyzmą, czy będzie kolejnym, 1586. za czasów Bogusława Cupiała trenerem wybitnie tymczasowym, który prędko zostanie z powrotem zepchnięty w cień? Czy Michał Czekaj okaże się 20-latkiem wystarczająco dojrzałym, by poradzić sobie na poziomie międzynarodowym na środku defensywy, czyli w roli niezwykle odpowiedzialnej? Czy Maor Melikson znów rozkwitnie, zachwyci, sprowokuje do odnowienia kampanii wszczepienia go w reprezentację Franciszka Smudy?

16.28. Dzieje się. Przed chwilą Legia podpisała kontrakt z Nacho Novo (kolejny obcokrajowiec, którego nazwiska nie trzeba wstukiwać w gugla, żeby wiedzieć, kto zacz), a za chwilę ponoć podpisze - jak się dowiadujemy - z Ismaelem Blanco, 29-letnim argentyńskim napastnikiem, który ostatnio biegał po murawach meksykańskich, a wcześniej dwukrotnie był królem strzelców ligi greckiej. Zaraz będzie o tym info na portalu.

16.43. Choć nasze lokalne supermocarstwa - w XXI wieku absolutnie bezkonkurencyjne - będą miały dziś w kadrach kilkunastu Polaków, to do wyselekcjonowanej po miesiącach prób, najnowszej kadry Franciszka Smudy dostał się tylko Kuba Wawrzyniak - w dodatku w naszej narodowej jedenastce uchodzący za szczególnie fajtłapowatego. (Rybusa traktuję już po czeczeńsku).

17.15. Gdybyśmy gruntownie zanalizowali historię europucharów, to moglibyśmy stracić zaufanie do mitu o utraconej potędze polskiego futbolu i zacząć podejrzewać, że to mit wyrosły nie na rzeczywistości, lecz zmyśleniu.

Skoro krakowianie podejmują dziś Standard, to przypomnijmy, jak to było z Belgami - w 2009 r. Lech przegrał dwumecz z Club Brugge, w 2003 r. Wisłę wyeliminował Anderlecht, w 1991 r. GKS Katowice został znokautowany przez Club Brugge, w 1986 r. Górnika Zabrze nie dał rady Anderlechtowi, w 1982 r. Stal Mielec uległa Lokeren, w 1981 r. Widzew zebrał mocne cięgi od Anderlechtu. Żeby odnaleźć ostatni triumf ligi polskiej nad belgijską, trzeba cofnąć się do jesieni 1978 r., w którym Wisła zdołała przewrócić Club Brugge...

Zwycięskiej konfrontacji nad klubem portugalskim nie doszukamy się w ogóle. Z FC Porto, Benfiką Lizbona, Vitorią Setubal, Vitorią Guimaraes i Bragą mierzyli się nasi ośmiokrotnie. Odpadali ZAWSZE. Z 16 meczów wygrali trzy, niejednokrotnie dostawali po głowach pękatym workiem z golami, stosunek bramek to koszmarne 7-31... Legio, możesz przejść do historii.

17.49. Jest skład Legii: Kuciak - Jędrzejczyk, Żewłakow, Komorowski, Wawrzyniak - Rzeźniczak, Vrdoljak, Gol - Żyro, Rybus - Ljuboja. Jeśli się okaże, że Ljuboja nie wydoli, to nie bardzo wiem, gdzie tutaj znaleźć potencjał ofensywny. A jeszcze nie wiadomo, jaki zapał do biegania będzie miał sprzedany Rybus... Tylko w defensywie stabilizacja.

18.24. Patrice Evra wymiksował się z udziału w Lidze Europejskiej już jesienią, kiedy zasugerował, że zniżanie się do tych rozgrywek to dla niego hańba, a co najmniej poniżenie. Generalnie jednak Alex Ferguson podjął chyba decyzję, że w Amsterdamie warto wygrać, bo w Manchesterze United powszechnie znane buzie: De Gea - Jones, Ferdinand, Evans, Fabio - Nani, Carrick, Cleverley, Young - Rooney, Hernandez.

Ale ja nadal jednej rzeczy reformatorom europucharów wybaczyć nie umiem - że można z nich odpaść, a wiosną wciąż grać. Jak wszystkie pozostałe zmiany jakoś znoszę, tak przenosin z Ligi Mistrzów do Ligi Europejskiej nie zaakceptuję chyba nigdy.

18.55. Ponieważ najbardziej niepokoję się - z różnych powodów - o formę Ljuboji oraz Rybusa, a płynności w ofensywie się po zimie nie spodziewam, to tuż przed meczem sobie myślę, że całkiem przyzwoitym wynikiem byłoby 0:0. Niech legioniści zabijają grę, niech od obronnego znoju plują krwią, niech przetrwają, a będę usatysfakcjonowany.

19.50. Przypuszczaliście, że może to wyglądać aż tak dobrze? Legia agresywna, cholernie nieprzyjemna w środku (rozkopanego) pola, niemal nie pozwala, by piłka wpadła w jej pole karne - nie mówiąc o dopuszczeniu, by niepokoiła Kuciaka. Rzeź(nicza)k wycina wszystko, co się rusza, a jeśli coś się dzieje podbramkowo, to na portugalskiej połowie, choć gospodarze nie bardzo wiedzą, co robić z tymi wszystkimi z rzutami rożnymi i wolnymi. Ale raz się udało! Do przerwy 1:0, czyli wynik znakomity. Ale w Lizbonie może do przetrwania nie wystarczyć. Portugalczycy to prawie Brazylijczycy, oni się tam będą zachowywać zupełnie inaczej niż na tej naszej Syberii...

20.23. Przy wyniku 1:0 dawałbym Legii 60 proc. szans na awans. Przy wyniku 1:1 dam im 10 proc. A może nawet 9 proc.

20.34. W rozbijaniu Sportingu mają pomóc Ljuboji dzidziusie: Kuba Kosecki (rocznik 1990), Michał Żyro (1992) i Rafał Wolski (1992). Ze swojego refleksu transferowego i w ogóle strategicznego zmysłu może być Legia dumna.

20.42. Jest 2:1! Muszę Zadam bardzo trudne pytanie, na które odpowiedzi nie znam, a chciałbym poznać - kiedy ostatnio tak ważnego gola w europejskich pucharach wypracowali dla polskiego klubu nastolatkowie (kluczowe podanie Żyry, asysta Wolskiego)?

20.48. Andre Santos to jest ponoć pomocnik od wybijania rywalom futbolu z głowy, ale uderzył obłędnie. Ta perfekcja daje lizbończykom 2:2.

20.57. Wynik średnio kiepski, a jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że w Lizbonie zamiast wertepów będzie stół bilardowy, to będzie tam warszawiakom przeżyć ciężko... No i rywale muszą się kiedyś rozruszać, umiejętności to oni w szatni mają na dwie Legie.

Szkoda, że się nie udało, ale sezon i tak przeżywamy niezwykły. Polskie kluby pokonały już m.in: APOEL Nikozja, Fulham, Spartak Moskwa, Gaziantepspor, Hapoel Tel Aviw, Rapid Bukareszt, Liteks Łowecz, Odense, Twente Enschede, Dundee United. A teraz zremisowały ze Sportingiem. Wiecie, że poza dwoma wyjątkami wymienieni to przedstawiciele lig sklasyfikowanych w rankingu UEFA wyżej niż polska?

Może zgodnie z duchem czasu powinniśmy uznać, że Wisła jest faworytem?

21.35. W Krakowie 0:1, niestety. Obawiałem się o Michała Czekaja, ale nie sądziłem, że przytrafi mu się debiut makabra (prawdziwy debiut, jesienią tylko sekundy pobiegał między piłkarzami Fulham). Spowodowanie karnego i czerwona kartka po niespełna półgodzinie... Brrr. Inna sprawa, że nie lubię i nie rozumiem tego przepisu - jedno przewinienie, dwie kary. Zreformowałbym natychmiast.

21.53. Dowyjaśniam, pod wpływem lektury forum, że nie zamierzam wieszać młodego. Współczuję, aż wolę sobie wyobrażać, jak żałobnie mu w duszy gra. Zacząć podróż pod europejskich pucharach od takiego incydentu? To musi być horror. Ale jak chłopak wytrzyma, to i niezła szkoła;-)

21.59. Melikson żywy, ładnie kombinuje, ale jak na zestaw z typowymi dwoma rozgrywającymi (drugim jest Garguła) i fantazyjnym ponoć Małeckim, to krakowianie niespecjalnie się zabawiali pod belgijskim polem karnym. Szkoda tego przeklętego incydentu - przy 0:1 u siebie, bieganiu w dziesięciu i spokoju rywali zorganizowanych, mających świadomość rewanżu u siebie trzeba naprawdę dużej dojrzałości, żeby zmartwychwstać.

22.30. Wygonienie z boiska Małeckiego było ruchem mądrym, ale na razie nie zbawiennym. Jeśli „Biała gwiazda” dostaje w ofensywie rzut wolny i wysyła na belgijskie pole karne jazdę złożoną z całych dwóch ludzi, to jej najbliższą przyszłość widzę czarno. Ryzyko jest tutaj chyba niez-będ-ne.

22.52. Wielki Gerd Mueller strzelał, przepraszam nadwrażliwych, nawet dupą, to nie mam zamiaru przyglądać się zbliżeniom, żeby wiedzieć, czy Genkow uderzył brzuchem, czy żebrem. Ważne, że jest 1:1. Brawa dla mistrzów Polski, los to im dzisiaj nie sprzyjał.

22.57. Ivica Iliew to przedstawiciel specyficznego gatunku atakujących, którzy wywołują fajne wrażenie, przyjemnie się ich ogląda, ale w najprostszych statystykach - asysty oraz gole - nigdy byśmy tego nie wyczytali. Właśnie spektakularnie przypomniał, dlaczego. Woli okiwać tego samego rywala siedemset razy, niż rąbnąć raz, a porządnie - prosto do siatki. Dlatego w Krakowie nie skończyło się na 2:1.

23.01. Dwa remisy, czyli słodko-gorzko. Nikt specjalnie nie rozczarował, ale też szału nie było. Skoro na swoich śniegach (i ze wsparciem kanonady śnieżek) nie wygraliśmy ani w Warszawie, ani w Krakowie, to jak wierzyć, że daleko od domu się uda? Przypominam - 20 lat czekamy na zwycięski europejski dwumecz na wiosnę...

23.06. Dobra wiadomość z Pilzna - Viktoria też tylko zremisowała, więc nasza liga znów zbliży się w rankingu UEFA do czeskiej (nasi uskładali dwa remisy). Jeszcze lepsza wiadomość z Bukaresztu - Steaua przegrała, więc nasza liga rumuńskiej jeszcze ucieknie.

23.12. Jesienią Nunez symulował, co pomogło Wiśle pokonać Fulham. Dziś Nunez pomógł pokonać Wisłę.

23.29. Donoszą z Krakowa, że zdjęty Małecki nie podał ręki trenerowi, za to skopał jakieś przedmioty martwe, które ośmieliły się leżeć w pobliżu. To chyba typ nieuleczalny.

00.18. Może choć tyle się da napisać: Nie moja wina, że już nie bloguję, blox krzyczy, że za ciężka notka. A nową bez sensu zakładać. Chyba się na forum przeniosę;-)

piątek, 26 sierpnia 2011

Zaskakująco ładny całokształt międzynarodowych występów polskich klubów poplamili tylko piłkarze Jagiellonii, którzy najedli się wstydu w kazachskim Pawłodarze. Przegrali z przeciwnikiem egzotycznym, uprawiającym futbol odstręczająco niechlujny i tak słabym, że w kolejnej rundzie obili go Gruzini, a białostoczanie pozostali jedyną drużyną, którą kiedykolwiek wyeliminował z europejskich pucharów.

Nie mam śladowych wątpliwości, że Jagiellonia była i jest drużyną od Irtyszu silniejszą. Jeśli nie udowodniła tego na boisku, to w sporej mierze dlatego, że dwumecz rozgrywała o barbarzyńskiej porze - 30 czerwca i 7 lipca, czyli w czasie dla wyczynowych piłkarzy europejskich mocno wakacyjnym. Była zwyczajnie nieprzygotowana do kopania o stawkę.

Haniebnie wcześnie rozpoczynają sezon tylko reprezentanci lig najsłabszych (stąd konieczność podróży do Azji). Wśród nich polskiej, sklasyfikowanej przed losowaniem na 24. miejscu w rankingu UEFA.

By grania czerwcowego uniknąć, musimy podźwignąć naszą ekstraklasę na pozycję 21. Wówczas klub, który skończy polską ligę na najniższym stopniu podium, rozpocznie rywalizację w Lidze Europejskiej dopiero w połowie lipca.

Dziś, po uciułaniu okazałej liczby punktów przez Wisłę, Legię i Śląsk, nasza ekstraklasa awansowała na 23. miejsce. Oto interesujący nas fragment klasyfikacji:

19. Czechy                   19,100

20. Chorwacja              18,874

21. Białoruś                  17,708

22. Rumunia                 16,657

23. Polska                     16,166

Jeśli zatem polska liga wyprzedzi dwie leżące nad nią, nikt nie będzie ryzykował czerwcowych wypraw na Kaukaz. Rumunów raczej nie zdystansujemy, dla nich punkty zbierają aż cztery kluby - jeden w Lidze Mistrzów i trzy w Lidze Europejskiej. Ale Białorusinów, Chorwatów i Czechów można śmiało ścigać - oni utrzymali w pucharach tylko po jednym przedstawicielu, w dodatku BATE Borysów, Dinamo Zagrzeb oraz Viktoria Pilzno zabawiają się w Champions League, gdzie o punkty piekielnie ciężko.

Dlatego piłkarze Wisły oraz Legii stoją przed szansą, by już w tym sezonie wypchnąć naszą ligę na pozycję, której w rankingu nie zajmowała od 2005 roku, i uchronić nasze kluby - niewykluczone, że także samych siebie - przed zagrożeniem klęskami poniesionymi w pełni sezonu urlopowego, gdy poważni gracze jeszcze byczą się na plażach. Powinno się udać, jeśli choć jeden z polskich reprezentantów w LE błyśnie występem na poziomie zeszłorocznego Lecha Poznań, a drugi dorzuci jeszcze trochę punktów, niekoniecznie wychodząc z grupy.

To byłby maleńki krok, ale takimi maleńkimi krokami możemy znacząco przyspieszyć przywracanie naszemu klubowemu futbolowi poziomu przyzwoitości. Powtórzę: dam głowę, że gdyby Tomasz Frankowski i reszta ferajny dostali Kazachów kilka tygodni później, to zdmuchnęliby ich z boiska bez konieczności wzięcia głębszego oddechu.

piątek, 19 sierpnia 2011

Trochę wstyd, że potrzeba nam tak niewiele, by ekstatycznie pojękiwać nad pucharowymi figurami naszych klubów, ale realia są brutalne: jeśli w poprzednich sezonach futboliści katowali nas klęskami z rywalami nadbałtyckimi albo nadkaspijskimi, to teraz przebrnięcie byle rundy powoduje wystrzał endorfin do kibicowskich mózgów. I nie mówię nawet o pięciomeczowej passie Wisły, spójrzcie choćby na Legię, tę rozmemłaną wiosną zbieraninę półpiłkarzy z oklapniętymi uszkami - wreszcie je podnieśli, nastroszyli się, gola w Lidze Europejskiej stracili dopiero po 232 minutach, najpierw obronili się przed najazdem Turków z Gaziantepsporu, potem nie dali się wgnieść w murawę samemu Spartakowi Moskwa, jeszcze przed chwilą zapraszanemu do Champions League. 2:2 dużych nadziei na awans nie daje, ale z perspektywy ostatnich osiągnięć naszych kopaczy jest wynikiem rewelacyjnym. Jeszcze raz: rewelacyjnym.

W ubiegłym sezonie ekstraklasy odnosiłem wrażenie, że przybyło w niej klasowych graczy (zagranicznych), ale nie przybyło klasowych drużyn. Trenerzy nie panowali nad swoimi podwładnymi, nikt nie utrzymywał stabilnej formy, w absurdalnie wyrównanej stawce każdy przeżywał swoje pięć minut i przez co najmniej tyleż minut czuł szansę na medal, każdy po wzlocie natychmiast upadał. Chaos.

Minęły wakacje i piłkarze zrośli się w drużyny. I Wisła, i Śląsk, i Legia, i Lech, i Polonia poruszają się po boisku według wyraźnie widocznego planu. Nie twierdzę, że wszystkie zawsze grają dobrze. Ale widzę w ich manewrach logikę.

Tłumaczę to sobie banalnie - niespotykaną u nas stabilizacją. Żaden z wymienionych klubów, które bez większego ryzyka wolno obwołać klubami z największymi aspiracjami, nie zwolnił po sezonie trenera, żaden nie zaordynował totalnej kadrowej rewolucji. Spore straty ofensywne musiała uzupełniać Polonia, jej rywale poprzestali na ostrożnej transferowej kosmetyce. I sprowadzili wielu piłkarzy doświadczonych, szybko adaptujących się do nowych okoliczności przyrody - Ljuboja (33 lata), Żewłakow (35), Lamey (32), Illiew (32), Baszczyński (34), Jeż (30), Pietrasiak (31).

Nie w każdym przypadku decyzja o zatrzymaniu trenera wydawała się sensowna, żonglujący głową Skorży szefowie Legii wręcz się ośmieszyli. Ale nawet oni wyszli na swoje, bo mimowolnie (?) wsparli go charyzmatycznym adiutantem. Michał Żewłakow to na murawie istny wicetrener, bez przerwy przemawiający do młodszych kolegów i chętnie przez nich słuchany. Dyryguje, organizuje, tłumaczy, ruga. Choć sam miewa wstydliwe wpadki, to wielu partnerów z drużyny czyni wyraźnie lepszymi piłkarzami. Można się spodziewać, że nawet jeśli pewnego dnia kontrolę nad sytuacją w swoim stylu straci Skorża, zapanuje nad nią Żewłakow. To transfer bezcenny, tak samo jak bezcenna w ataku jest inteligencja i pazerność na udział w każdej akcji Danijela Ljuboji. Z tymi dwoma wieżami na obu końcach boiska ewentualna niesubordynacja generała stojącego przy linii bocznej stała się zagrożeniem dla jego ludzi nieco mniejszym.

Było jasne, że wraz z puchnięciem klubowych finansów i inwazją klasowych obcokrajowców poziom ligi się podniesie. Fajnie, że podnosi się tak szybko.

1 , 2
 
Archiwum
Tagi