Wpisy z tagiem: derby

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Manchester City - Manchester United

Pobloguję długodystansowo, a jakże, nie mam alternatywy. Nie mam alternatywy, odkąd zorientowałem się, że kiedy od futbolowego hiciora dzielą mnie jeszcze całe godziny i siłą woli bezskutecznie staram się przyspieszyć pracę zegarów, najlepszą metodą na przetrwanie jest kompulsywne stukanie w klawiaturę. Od razu przyznam się niepatriotycznie, że klasyk angielski kręci mnie dziś bardziej niż polski, również dlatego, że wyspiarze tłuką się o wielką stawkę, a pod Wawelem tylko piłkarze Cracovia mają jeszcze powód, by się pocić.

17.27. Do niedawna derby Manchesteru łączył z derbami Krakowa charakter relacji między klubami. W obu zachłannie pożerający trofea potentaci (United, Wisła) mierzyli się z ligowymi przeciętniakami, którzy w swoich krajach panowali albo w futbolowej starożytności (City), albo w epoce lodowcowej (Cracovia). Ostatnio jednak oba miasta pomknęły w przeciwnych kierunkach. Angielskie się wzbogaciło - City doścignęło United finansowo i sportowo, więc derby przeobraziły się w mecz o tytuł. Polskie zubożało - właściciel Wisły oszczędza, a jego piłkarzy obniżyli poziom, choć jeszcze nie na położyli się przy Cracovii.

17.42. Także cała liga angielska oddala się od polskiej, i to bynajmniej nie piję do poziomu gry, lecz obfitości podstawowych w futbolu atrakcji. Oto w Premier League - do niedawna pełnej taktycznych klinczy, bo dyktatowi José Mourinho i Rafy Beniteza podporządkował się nawet Alex Ferguson - albo podupadła sztuka defensywy, albo trenerom zmieniły się priorytety. Szlagiery przypominają tam naloty dywanowe, i to na ofiary niemal bezbronne - w jesiennych derbach Manchesteru City nokautuje United 6:1, United aplikuje osiem goli naszemu Wojtkowi Szczęsnemu, Arsenal z Chelsea zabawiają się na wynik 5:3, derby północnego Londynu piłkarze ozdabiają siedmioma bramkami, w poprzedni weekend na Old Trafford gospodarze zabawiają się z Evertonem etc.

W ogóle nastał na murawach czas tak upstrzony fajerwerkami, że pozwoliłem sobie nazwać go szumnie wystrzałową erą futbolu. Niestety, nie w Polsce. Niewiele jest lig na kontynencie - o ile jeszcze jakieś się ostały, nie mam czasu teraz sprawdzać - w których piłka wpada do siatki rzadziej. U nas zwłaszcza w tzw. hitach nie zdarzają się wariackie wymiany ciosów, a przyszły mistrz, kto by nim nie został, będzie prawdopodobnie najrzadziej strzelającym od wyłonionego w sezonie 1984/85, w którym Górnik Zabrze w 30 kolejkach wydusił 38 bramek.

17.59. Stadion Wisły to w ogóle jeden z najsmutniejszych, tamtejszym fanom można tylko współczuć. Zanim ich piłkarze pobili przed dwoma tygodniami ŁKS, grali u siebie na 0:0 z Legią, 0:0 z Lechem, 0:1 z Koroną, 0:1 z Polonią, 1:0 z Widzewem, 0:1 z Górnikiem, 0:1 z Cracovią (to wyjazd, ale niezbyt odległy), 0:1 z Podbeskidziem. Między połową października a połową kwietnia widzieli jednego marnego gola dla swoich. I niewiele więcej dla rywali... Martwa cisza. Za Cupiała jeszcze niesłyszana.

18.18. Gdybym miał złożyć manchesterski dream team, to powołałbym jedenastkę: Hart - Valencia, Kompany, Vidić, Evra - Yaya Toure, Scholes - Nani, Rooney, David Silva - Aguero. Wiem, że do zatracenia ofensywna, ale nie umiałem się powstrzymać przed zmieszczeniem w niej ekwadorskiego pędziwiatra, choćby za cenę wycofania go pod własną bramkę. A wasze propozycje? Blogowe forum jest długie, szerokie i głębokie;-) Krakowskiego odpowiednika nie stworzę, bo na Cracovię spoglądałem tylko incydentalnie. Nie znam się.

18.37. Nie umiałem przemóc się, żeby  w ogóle rozważać umieszczanie w mojej wirtualnej superjedenastce Carlosa Teveza. Sportowo zasługuje, jego styl gry bardzo lubię, ale cała reszta - sami wiecie, jaka - mnie mierzi. Precz z graczami, dla których stanem naturalnym jest niesubordynacja i którzy sądzą, że są więksi niż klub, poradzimy sobie sami. Tak czy owak jeden poważny ośrodek badawczy ocenia, iż Argentyńczyk był w kwietniu najlepszym po Leo Messim piłkarzem czołowych lig europejskich. W Krakowie już grają, więc ze stadionu płyną dźwięki przypominające kanonadę z broni palnej. Ot, urok naszych trybun, zdominowanych przez mniejszość niezbyt zainteresowaną futbolem, za to sławiącą samą siebie ze skupieniem i zapałem, za przeproszeniem, nałogowego onanisty.

18.59. Wisła prowadzi 1:0. Pierwszy gol w sezonie Maora Meliksona, czyli jedynego obcokrajowca z polskimi korzeniami, którego naprawdę chciałem widzieć przeszczepionego - z różnych powodów - do naszej reprezentacji. To był pierwszy celny strzał w derbach Krakowa, bo pierwsza połowa generalnie wygląda jak materiał dowodowy dla oskarżenia polskiej ligi o absolutną niezdolność do utkania ataku pozycyjnego. To jej największa zmora. Ale przynajmniej pasję do grania na Reymonta mają.

19.17. Przerwa. Za 45 minut gry Cracovia spadnie, zastąpi ją pewnie Nieciecza. Sądziłem, że rozwijająca się ekstraklasa przestanie wpuszczać drużynki z wygwizdowa, tymczasem wpuści wygwizdowo bezprecedensowo wyludnione. Ktoś wie, czy kiedykolwiek wcześniej do najwyższej ligi dostał się klub w sensie dosłownym wiejski?

Co do Wisły, to upieram się przy niemożliwej do udowodnienia tezie, że gdyby Cupiał nie pogonił Maaskanta, to wciąż walczyłby o mistrza. A z dyrektorem sportowym Bednarzem, który stęka w telewizorach, jak jest ciężko, i sam sobie osłabia przyszłą pozycję negocjacyjną opowieściami o masowym skupowaniu Polaków, przyjemnej przyszłości krakowian wyobrazić sobie nie umiem.

19.34. Wdepnąłem w przerwie w tekst, który jest dowodem, że mamy wystrzałową erę futbolu - Premier League idzie na rekord. A tutaj przeczytacie gazetową zapowiedź o manchesterskich „Derbach dla masochistów”. (W Krakowie znów przerwa w grze. Trzeba kibolskim onanistom oddać, że mają bardzo udaną wiosnę, co ważniejszy mecz, to się wpychają na pierwszy plan, orgazm za orgazmem).

19.50. Za Gervasio Nuneza, którego nie znoszę, wchodzi Radosław Sobolewski, najbardziej szanowany przeze mnie wiślak. W grudniu skończył 35 lat, ale należy do piłkarzy, z którymi klub powinien przedłużać kontrakt dopóty, dopóki oni sami nie ogłoszą, że mają dość. Wiecie, gatunek reprezentowany też przez Frankowskiego, del Piero, Tottiego, Zanettiego, Giggsa etc.

20.05. Skład Manchesteru City: Hart, Zabaleta, Clichy, Kompany, Lescott, Barry, Yaya, Silva, Nasri, Tevez, Aguero.

Na tyłach głównie twarde chłopy z Północy, a z przodu błyskotliwość z Południa. Dla mnie gospodarze są faworytami - jak Wisłę przy oszczędzeniu Maaskanta widziałbym dziś w czubie polskiej tabeli, tak City bez zamętu wywołanego przez Teveza widziałbym dziś nad United w tabeli angielskiej. Będzie się działo!

20.13. Skład Manchesteru United: De Gea, Jones, Smalling, Ferdinand, Evra, Carrick, Scholes, Nani, Giggs, Park, Rooney.

Cholernie Ważny Mecz, czyli mój ulubiony koreański pracuś musi wziąć sprawy w swoje nogi. Będzie się działo!

20.19. Trener Roberto Mancini znów konsekwentny po swojemu. Balotelli miał zostać ostatecznie karnie odsunięty od murawy, a siedzi w rezerwie. Najnowsze wieści z jego niezwykle ciekawego życiorysu, transmitowanego na żywo przez tabloidy: Mario lubi się umalować na buzi, założyć na łepek perukę i odziać w damskie ciuszki. Całe szczęście, że przepisy precyzyjnie opisują strój boiskowy.

20.25. Zgodnie z przewidywaniami pojedynczy kop Meliksona wystarczył, że rozstrzygnąć i zesłać rywala o klasę niżej. Żegnam i przypominam, że Wisła tylko jednego gola w tym sezonie zawdzięcza Polakowi (w listopadzie Rafał Boguski ugodził z karnego Śląsk), Cracovia - ledwie cztery. To pod tym względem najmniej biało-czerwone kluby ekstraklasy.

A fajerwerki za pół godziny. Twitterowe statystyki Henry’ego Wintera: Grand occasion? Three more goals would make it 1000 this PL season. 25 games to go. Record is 1063. Current run-rate would take it to 1067.

20.42. Włoscy trenerzy panoszą się wszędzie, i to wszędzie na szczytach. W Serie A o tytuł walczą Antonio Conte i Massimiliano Allegri, w lidze rosyjskiej mistrzostwo właśnie obronił Luciano Spalletti, we francuskiej wiceliderem jest Carlo Ancelotti, na Champions League zasadza się Roberto di Matteo, w angielskiej sąsiadów zamierza zdetronizować Roberto Mancini. Ale ten ostatni powtarza, że jeden triumf go nie usatysfakcjonuje, że chce zostawić po sobie dziedzictwo, dzięki któremu będzie pamiętany przez kibiców City przez całą wieczność. Będzie się działo!

20.57. Zaczynamy. Jak to rozsądnie ujął Nick Hornby, w jednym z najdonioślejszych zdań w dziejach literatury: „Nic poza piłką nożną nie ma znaczenia”.

21.43. Krycie bywa chwilami tak zajadłe, że oni nie powinni być w stanie wymienić trzech podań z rzędu. Manchester United przyczajony, znów podziwiamy zdolność przeciwstawienia się rozgorączkowanym w ruchach rywalom Ryana Giggsa (w listopadzie skończy 39 lat) i Paula Scholesa (w listopadzie skończy 38 lat), jedynej takiej pary w wielkim futbolu. City dłubie i dłubie, ale idei na przedziurawienie defensywnej ściany gości nie ma - ewidentnie chce wyrzeźbić gola barcelońskiego, strzały spoza pola karnego nie wchodzą w grę, wtarabaniamy się do bramki razem z piłką.

Pamiętajmy, że remis to cholernie korzystny wynik dla United.

21.45. Ale do przerwy 1:0 dla City. Bramka po rzucie rożnym, ale właściwie też katalońska - tyle że w roli Carlesa Puyola wystąpił Vincent Kompany. Czy to nie jest najlepszy europejski gracz, który nie przyleci na nasze mistrzostwa?

22.00. W Fergusona niby nie wolno wątpić nigdy, ale... Jeśli United mają odrobić straty, to chyba tylko serduchem.

22.52. City wygrywa 1:0. Lapidarnie to ujmując: piłkarze United usiłowali uwiesić się na Yaya Toure, a on chyba nawet nie zauważył, że ich strzepnął. Nie musiał się ruszać, po prostu wciągnął trochę więcej powietrza do płuc.

22.55. Ani prądu, ani prędkości w drugiej linii MU. Żywszy był Alex Ferguson, kiedy wyrwał w kierunku Manciniego. Jego ludzie nie oddali w ligowym meczu celnego strzału po raz pierwszy od maja 2009 roku.

23.04. Przed City jeszcze Newcastle (wyjazd) i QPR (dom) - pierwsi walczą o Ligę Mistrzów, drudzy o utrzymanie. Przed United Swansea (dom) i Sunderland (wyjazd) - nie walczą o nic.

23.23. Wykrakałem w styczniu, że Manchester United może nie zdobyć żadnego trofeum w tym sezonie i musieć przełknąć najbardziej przykry sezon od połowy lat 90. Jeśli Giggs ze Scholesem okażą się śmiertelni, to mogą nastać dla nich ciężkie czasy. Para Vidić - Ferdinand też już nie ożyje. Biednie.

A Manchester City to taki buldożer z gracją, który jeszcze spotężnieje.

00.04. Pomyślcie o następnej Lidze Mistrzów: „nasza” Borussia Dortmund i latynoski Manchester City, które już nie powtarzają błędów debiutanta; Paris Saint Germain jako kolejna firma na bliskowschodnim dopingu; wraz z nią być może Malaga; złamane w tym sezonie supermocarstwa barcelońskie i madryckie; powrót Juventusu; Arsenal być może już bez dużych personalnych strat poniesionych lat; dyszący żądzą odwetu Manchester United. A jeszcze Bayerny, Milany, być może Intery i inne takie... Będzie się działo!

00.47. Anglicy donoszą, że Kompany wciąż sterczy pod stadionem i rozdaje autografy. Teraz, dwie godziny po meczu.

niedziela, 15 stycznia 2012

San Siro, AC Milan - Inter, derby della madonnina

O derbach Mediolanu piszę od wczorajszego wieczoru. Te dziesiątki tysięcy znaków znajdziecie tutaj, ale musiałem przenieść się do nowej notki, bo blox się zbuntował, uznał, że napisałem za dużo, nie chciał przyjąć kolejnych fraz. Poprzednia część opowieści jest tutaj.

22.04. Milan wciąż obsesyjnie rozgląda się za graczami ofensywnymi, choć wszyscy widzą, że potrzebuje przede wszystkim bocznych obrońców. Właśnie kardynalnie pomylił się Abate, okazję wykorzystał Diego „Książę” Milito i zrobiło się 0:1. Czyżby dzisiaj nie wygrała żadna z trzech najwyżej położonych w tabeli drużyn ligi włoskiej?

22.16. Ależ ofensywny ruch Allegriego! Napastnik Robinho zmienia lewego obrońcę Zambrottę, na którego pozycję cofa się Emmanuelson, dotąd „trequartista” (ofensywny pomocnik, biegający za plecami napastników).

Ranieri odpowiada ruchem dokładnie odwrotnym, defensywnym. Lewoskrzydłowego Alvareza zastąpił lewy obrońca Chivu.

22.35. Ten wieczór utwierdził mnie w podejrzeniu, że to ostatni sezon Pato w Serie A. Niebywałe, że trzeba było niespełna 36-letniego Seedorfa, by Milan zaczął poruszać się nieleniwie...

Jak wybrzmi ostatni gwizdek, to proszę o chwilę cierpliwości. Zmienię adres i będę kontynuował blogowanie. Do głębokiej nocy. Na razie rządzi Ranieri. Na szóste zwycięstwo z rzędu się zanosi! Liga włoska będzie tej wiosny pasjonująca.

22.55. Najpierw wnioski najprostsze. Juventus - regularny, harujący, wygłodzony - staje się faworytem ligi. Milan niech się boi Arsenalu, bo w tym tempie skończy marniej niż poprzednio - odpadnie z Ligi Mistrzów jeszcze przed dogrywką. Inter o scudetto nie powalczy, ale podium przestaje być fatamorganą - widać jego wyraźne kontury, zwłaszcza jak znów rozkopie się Sneijder.

23.11. To był wieczór środkowych obrońców - po obu stronach - ale o wyniku przesądziło to, że tradycyjni bohaterowie gospodarzy (Ibrahimovic, Pato) zawiedli, a tradycyjni bohaterowie gości swoją robotę wykonali (gol odrodzonego Milito, asysta Zanettiego, czyli zjawisko widziane raz do roku).

23.26. Powtórzę - nie sądzę, żeby Inter odzyskał w tym sezonie tytuł. Gdyby jednak odzyskał, przeżylibyśmy niesamowitą historię. Pisałem już wielokrotnie o powszechnie znanych losach trenera Ranieriego, który wicemistrzostwa kolekcjonuje namiętnie, lecz nigdzie - próbował w kilku krajach - nie wzleciał na szczyt. Z mediolańczykami startował z tak niskiego pułapu, że ewentualne scudetto byłoby wyczynem nieprawdopodobnym, które stałoby się legendą. Największy paradoks? Inter został skutecznie reanimowany dopiero przez fachowca najbardziej pogardzanego przez Jose Mourinho, szefa też już dla nerazzurich mitycznego...

23.48. Narastają wątpliwości co do Alexandre Pato, który miał być perłą w koronie Milanu.

Po pierwsze, Brazylijczyk - napastnik bezapelacyjnie świetny - wydaje się coraz bardziej niekompatybilny z potrzebą trenera Allegriego, by piłkarze na boisku myśleli i stanowili jeden wielonogi organizm.

Po drugie, notorycznie łapie się za mięśnie i rejteruje zbolały z boiska. Został nawet wysłany do lekarzy w USA, by zbadali, dlaczego na zdrowiu znienacka podupadł atleta, który przez inauguracyjne dwa sezony w Serie A nie musiał się leczyć wcale. Amerykanie opracowali dla niego nowy system treningu, ale na nogi Pato nie stanął do dziś. W latach 2010 i 2011 urazy kładły go już 11-krotnie. Najczęściej nie wytrzymywały mięśnie, co Brazylijczyk - sprowadzony na San Siro jako nastolatek - chce tłumaczyć nagłym skokiem wagi i wzrostu. Jednak go wyeksportują?

23.54. Milan wykonał dziś 556 podań. Inter - 267.

00.03. To, że przegrywa drużyna, która przeważa - wyraźnie - we wszelkich pomniejszych statystykach, nie jest niczym niezwykłym. Wręcz przeciwnie, zwłaszcza Włosi zdają sobie sprawę, że panowanie nad przestrzenią nie jest mniej ważne niż panowanie nad piłką. Zaskakuje co innego - dziś drużyna przeważająca we wspomnianych statystykach wyglądała na kompletnie wyzutą z idei i niewiele brakowało, by poległa boleśniej. Czy to czasem nie był najsłabszy ważny mecz Milanu pod Allegrim?

00.34. Inter się tak zestarzał, że musi w pewnym momencie wpaść w tarapaty. Ale pamiętajmy, że Milan - to urok calcio - przed upadkiem weteranami powygrywał naprawdę sporo. Jego sąsiadów też stać na wzloty podniebne. Dzisiaj grali: Julio Cesar (33) - Maicon (31), Lucio (34), Samuel (34), Nagatomo (26) - Zanetti (39), Motta (30), Cambiasso (32), Alvarez (24) - Pazzini (28), Milito (33) – (to wpuszczeni rezerwowi) Chivu (32), Sneijder (28), Forlan (33). Średnia wieku: 31,4.

A w ogóle to dajcie znać, jeśli ktoś jeszcze żyje o tej porze, bo się zastanawiam, czy nie zanurkować w Kunderę (mam ochotę na powtórkę;-)).

01.04. A największy jest Javier Zanetti. Dla stałych czytelników „A jednak się kręci” to pewnie oczywiste, że jest moim ulubionym aktywnym piłkarzem mediolańskim. 10 sierpnia skończy 39 lat, czyli możemy już przypuszczać, że pobije wszystkie możliwe rekordy - nawet te należące do chorobliwie długowiecznego Stanleya Matthewsa. Zdajecie sobie sprawę, że ten Robocop właściwie nie odpoczywa? Wskażecie mi gracza w całej historii futbolu, który w tym wieku grał tak często, na tym poziomie, w takim wielkim klubie, na tym poziomie? (Poproszę o dowody w postaci statystyk).

01.35. Szarpanina o Teveza zaczyna mi się zdawać coraz istotniejsza. Gdyby wyrwał go Inter, jeszcze przybyłoby mu paliwa. To byłby podwójny derbowy triumf - boiskowy i transferowy. Pomyślcie, ile tam rezerw - Sneijder, Forlan, Maicon też mógłby urosnąć do rozmiarów dawnego Maicona... I jeszcze Tevez?! A w ogóle to zainspirujcie mnie na forum - może pytaniami? - bo po przeszło 30 godzinach blogowania zaczynam się czuć wysuszony z pomysłów, jak Milan w derbach;-)

01.50. Znów się powtórzę - wyraźnym faworytem stają się liderzy z Turynu. Idealnie wycelowali z transferem niechcianego w Milanie Andrei Pirlo, a drużynę oparli na całym bloku podstawowych reprezentantów Włoch - prócz wspomnianego rozgrywającego wystawiają rewelacyjnego pomocnika Marchisio, defensorów Barzaglego, Bonucciego i Chielliniego, bramkarza Buffona. Więcej rodzimych graczy zatrudniają tylko Siena i Atalanta, a Juve chętnie obstawia ich obcokrajowcami świetnie obeznanymi z Serie A - jak błyskotliwy napastnik Vucinić (wyjęty z Romy) czy zabójczo niebezpieczny w ofensywnych wypadach prawy obrońca Lichtsteiner (Lazio).

Rządzi nimi Antonio Conte, też swój chłop. Zanim został trenerem, był kapitanem turyńczyków - oddał opaskę będącemu dziś u schyłku kariery Alessandrowi Del Piero. Zdaje sobie sprawę, że nie dowodzi wirtuozami, więc zmusza ich do ciężkiej pracy - zagonił piłkarzy do siłowni (ćwiczenia ordynuje Hiszpan Julio Tous, który współpracował z Barceloną i tenisistą Rafaelem Nadalem), wytrzymałość nadaje im Paolo Bertelli (wybierany na najlepszego specjalistę od motoryki w Serie A), zdrowie monitoruje i redukuje ryzyko kontuzji prof. Roberto Sassi (doświadczenia zbierał od Valencii, przez Chelsea, po Dynamo Moskwa). Lato było mordercze, zawodnicy opowiadali, że biegają jak szaleni, ale teraz nie żałują. Im dłużej trwa mecz, tym wyraźniejszą przewagę atletyczną zyskują. Conte czuwa, by nikt się nie ociągał - ani na treningu, ani w trakcie gry. O swoim prawoskrzydłowym potrafi powiedzieć: „Jeśli Pepe spada intensywność, wyciągam kij z nabitymi na niego gwoździami. To mój sekret”. Sam też angażuje się totalnie, po meczach traci głos, raz nawet usłyszał od arbitra, że jak się nie uspokoi, nie dociągnie do sześćdziesiątki.

Trener Conte żąda, by jego ludzie bez wytchnienia biegali, wykorzystywali do gry całe boisko, poświęcali się dla siebie nawzajem, wywierali na przeciwników ciągłą presję. - Kiedy przyszedłem do klubu, wszyscy byli dla wszystkich bardzo mili. Ja chciałem, byśmy stali się nieprzyjemni tak szybko, jak to możliwe. Zwycięzcy są zawsze nieprzyjemni - mówi. Ma taki autorytet i posłuch, że teraz musi uczyć piłkarzy odpoczywać. - Trzeba czasem pobawić się piłką, nie da się grać na sto procent przez godzinę bez przerwy - mówi.

01.57. Uzupełniając wcześniejsze dane - z 13 derbowych meczów we Włoszech trener Claudio Ranieri wygrał 9, a zremisował 4. Nie przegrał żadnego. A jednak wciąż jest tylko rutynowym wicemistrzem...

02.22. Claudio Ranieri: „Robimy kroki giganta. Słowa „mistrzostwo” nie wypowiem przez skromność. I dlatego, że jestem przesądny”. Imponująca dyspozycja fizyczna? „Starych metod przygotowań już nie ma. Trzeba utrzymywać piłkarzy żywych i zdolnych odpowiadać na wyzwania. (...) A mamy jeszcze dwóch wielkich mistrzów. Niech tylko Wes i Diego będą cierpliwi, a potem zaprezentują całą swoją klasę”.

03.11. Przed chwilą Inter przegrywał (ledwie dysząc) ze wszystkimi w Serie A i rzęził w Lidze Mistrzów, a Milan wygrywał ze wszystkimi (no, prawie ze wszystkimi) w Serie A i przespacerował się przez fazę grupową Ligi Mistrzów.

Teraz Inter rozwala wszystkich w Serie A i ma stosunkowo słabego przeciwnika w Lidze Mistrzów. A Milan ma tam rywala mocnego. Tam naprawdę wszystko może jeszcze stanąć na głowie.

sobota, 14 stycznia 2012

Gdyby słowo „derby”, oryginalnie opisujące pojedynki pomiędzy sąsiadami (drużynami z jednego miasta lub regionu), nie rozszerzyło znaczenia i nie wchłonęło znaczenia słowa „klasyk”, dla wszystkich byłoby oczywiste, że najważniejszymi przedstawicielami gatunku są mecze potentatów mediolańskich, a nie mecze Barcelony z Realem (nawiasem pisząc, o Gran Derbi mówi się chyba tylko w Polsce, poguglajcie sobie i sami sprawdźcie). I to najważniejszymi bezapelacyjnie. Wyjątkowość stolicy Lombardii wyjaśniałem we wczorajszym wpisie, a dziś zobaczyłem, że na ten sam pomysł wpadła „La Gazzetta dello Sport”, która również - tyle że na efektownej infografice - udowadniała, że to najbardziej utytułowane miasto w najważniejszym z europejskich pucharów. Nie tylko dlatego zaczynam blogować o derbach już teraz i pobloguję do nocy z niedzieli na poniedziałek, czyli bite 30 godzin. Oczywiście nieregularnie (trzeba „Gazetę Sport.pl” zrobić), oczywiście z przerwami (trzeba czasami spać), ale zawsze z przyjemnością, która udzieli się, mam nadzieję, także Wam. To ruszamy.

19.45. Wczorajszą argumentację historyczną uzupełniam jeszcze klasyfikacją miast według występów w finale Pucharu Europy/Ligi Mistrzów: 16 - Mediolan; 13 - Madryt; 8 - Monachium; 7 - Liverpool, Barcelona, Lizbona, Turyn; 6 - Amsterdam. Dłuższą przerwę mieli mediolańczycy tylko w latach 1973-1988, kiedy do decydującego starcia nie dostali się ani razu.

20.01. Sporządziłem też klasyfikację obejmującą wszystkie kontynentalne rozgrywki, czyli dodatkowo Puchar UEFA/Ligę Europejską oraz Puchar Zdobywców Pucharów: Mediolan - 15 trofeów (8 porażek w finale); Madryt - 13 (8); Liverpool - 9 (3), Barcelona - 8 (7); Londyn 7 (8); Turyn - 6 (7); Monachium - 6 (5); Amsterdam - 6 (3); Manchester - 5 (2). Już rozumiecie, dlaczego w Mediolanie widzę futbolową stolicę Europy? Zresztą nawet na mapie kontynentu leży ładnie, niemal w centrum;-)

20.15. Informacje dnia dla kibiców Milanu to grypa Clarence’a Seedorfa oraz mięśniowy uraz Thiago Silvy (nie wiadomo, czy zagrają). Obu typowano do podstawowego składu, szkoda byłoby przede wszystkim Brazylijczyka - to albo najlepszy, albo prawie najlepszy środkowy obrońca na świecie, który jeszcze rewelacyjnie podaje, na mniejsze i większe odległości. Tak rewelacyjnie, że trener Massimiliano Allegri uczynił z niego niemal rozgrywającego, zastępującego na tyłach odrzuconego do Juventusu Andreę Pirlo. Tylko Marc van Bommel podaje w tym sezonie częściej. Ale Silva podaje celniej. Najcelniej w całej Serie A (z przeszło 90-proc. skutecznością).

20.23. Informacja dnia dla kibiców Interu to powołanie do szerokiej kadry leczącego się od listopada Wesleya Sneijdera. Inna sprawa, że przy stosowanej przez trenera Claudio Ranieriego wariacji ustawienia 4-4-2 będzie kłopot ze znalezieniem mu miejsca na boisku.

20.37. Kadrowe bogactwo Milanu uświadomimy sobie, jeśli skleimy jedenastkę z ludzi, którzy jutro na San Siro nie pograją. Załóżmy, że brazylijski obrońca się wyleczy i na Inter wybiegną: Abbiati - Abate, Nesta, Thiago Silva, Antonini - Nocerino, van Bommel, Ambrosini - Boateng - Ibrahimovic, Robinho. Z reszty szatni można by wtedy złożyć taką drużynę: Amelia - Bonera, Mexes, Yepes, Zambrotta - Gattuso, Seedorf, Flamini - Aquilani - Cassano, Pato. Ile znacie drużyn w Europie z porównywalnym kwartetem napastników? Z porównywalną orkiestrą pomocników?

21.15. Prawdopodobna jedenastka sąsiadów uświadamia natomiast, że Inter zastąpił Milan jako przystań dla pięknych trzydziestoparoletnich: Julio Cesar (33 lata) - Maicon (31), Lucio (34), Samuel (34), Nagatomo (26) - Zanetti (39), Motta (30), Cambiasso (32), Sneijder (28) - Pazzini (28), Milito (33). Średnia wieku: 31,64. A w rezerwie posiedzą m.in. Chivu (32), Stanković (34), Forlan (33)...

21.57. Styl Milanu? Do niedawna bywał często o tyle łatwy do rozszyfrowania, że w niemal każdej akcji ofensywnej piłka spadała pod nogi Andrei Pirlo, a on lubił ją przerzucić, zazwyczaj na sporą odległość. Ostatnio gra gospodarzy derbów stała się nieprzewidywalna - dzięki czterem różniącym się od siebie, niebanalnym napastnikom, zaskakującym golom Nocerino, asystom Aquilaniego, pancernej dynamice Boatenga etc. W oczy się rzuca się też wolne tempo gry, które trener Antonio Conte nazywa spacerowym: „Nie twierdzę, że oni mało na boisku pracują. To raczej obserwacja, że mój Juventus do wygrywania musi pędzić na najwyższym biegu, a Milan wywołuje wrażenie, jakby do wygrywania nie musiał wrzucić drugiego”.

22.40. Styl Interu? Od dawna niezidentyfikowany, bo korowód trenerów powodował chaos, a piłkarze sprawiali wrażenie zniechęconych, pozbawionych wiary, przygniecionych ciężką depresją. Gdybyśmy sądzili po ostatniej kolejce (po 5:0 z Parmą Ranieri mówił o najlepszym meczu, odkąd przejął szatnię), to byśmy sławili drużynę niedopuszczającą przeciwnika do własnego pola karnego, ostro harującą, mocną kondycyjnie mimo zaawansowanego wieku wielu graczy i tak skoncentrowaną, że bezlitośnie wykorzystującą większość szans w ofensywie. Jeśli jednak Sneijder zagra w derbach, to prawdopodobnie wypchnie z boiska Ricardo Alvareza - lewoskrzydłowego, który chętnie parł ku środkowi, modyfikując ustawienie z 4-4-2 na 4-3-1-2, ale przede wszystkim grał najbardziej pomysłowo, to on obmyślał, jak atakować, i natarcia inspirował. Czyli Ranieri wyjąłby ze swojego dzieła kluczowy element, by zastąpić go innym klucowym elementem. Czyżbyśmy zatem dopiero w niedzielę mieli dowiedzieć się czegoś więcej o Interze AD 2012? Zwłaszcza że pod nowym trenerem naprawdę poważnego testu nerazzuri jeszcze nie zdawali - przed Parmą pokonali Lecce (dziś ostatnie w tabeli), Cesenę (przedostatnia w tabeli), a także chwiejne Genoę oraz Fiorentinę, których również na awans do europejskich pucharów raczej nie stać.

23.24. Derby trwają od kilkunastu dni. To Inter złożył Manchesterowi City atrakcyjniejszą propozycję, ale przepędzany stamtąd awanturnik Carlos Tevez wybrał Milan. I choć negocjacje zostały zerwane, to nie wierzę, że nie zostaną wznowione. Za bardzo przyzwyczaiłem się do cwaniactwa Adriano Gallianiego, któremu na Facebooku wpychałem niedawno Oscara dla najskuteczniejszego klubowego zarządcy w czasach kryzysu. On już kilkakrotnie umiał przetrzymać sprzedającego do ostatniego dnia okresu transferowego, żeby wyjąć piłkarza z wielkim nazwiskiem za drobne. To twardy, wytrawny gracz, więc gdybym miał zgadywać, to bym typował, że umówił się z reprezentującym argentyńskiego napastnika Kią Joorabchianem - nawiasem mówiąc, też niezłym kombinatorem - na przedłużenie cierpień szefów MC, którzy usiłują się zgniłego, zatruwającego szatnię jajka pozbyć. Jak Tevez nie będzie zechce pójść sobie precz do Interu ani Paris Saint Germain, to jego obecni zwierzchnicy zmiękną... Maluję oczywiście moją prywatna hipoteza, którą już niebawem będziecie mogli zweryfikować i albo mieć przyjemność mruknięcia z uznaniem o mojej intucji, albo zaznać rozkoszy wyłożenia, jak bardzo się nie znam;-) Będzie kolejny transfer last minute?

00.08. Inne transfery, do których nie doszło? Sneijder, którego prasa wpychała do Manchesteru United, wyznał w wywiadzie, że usłyszał od szefów Interu, iż są gotowi go sprzedać, jeśli otrzymają godziwą zapłatę. Pato natomiast już schodził się ze swoim dawnym mentorem Carlo Ancelottim (trenuje Paris Saint Germain), lecz w ostatniej chwili transakcję zablokował Silvio Berlusconi.

Znów jednak intuicja podszeptuje mi, że ich rozstanie z Mediolanem mogło być tylko odłożone na później. Alex Ferguson potrzebuje rozgrywającego (właśnie zdesperowany reaktywował Paula Scholesa), a Inter potrzebuje pieniędzy na odmładzanie kadry. Historia z brazylijskim napastnikiem przypomina natomiast pamiętny incydent z jego rodakiem - Kaka najpierw ślubował wierność fanom z okna swojej mediolańskiej rezydencji, w ostatniej chwili odwołując ucieczkę do Manchesteru City, by kilka miesięcy później uciec do Realu Madryt. Jego też, jak teraz Pato, notorycznie kładły wówczas kontuzje...

00.42. To się nazywa wydajność! Cassano zdążył rozegrać ledwie 9 kolejek, a miał aż 7 asyst - najwięcej w Milanie, na razie też najwięcej w całej Serie A. Ricky Alvarez zdążył natomiast ledwie pięciokrotnie zasłużyć na podstawowy skład, a miał 4 już asysty- najwięcej w Interze. Zwłaszcza coraz ładniejsze figury tego ostatniego cieszą kibiców - jego drużyna tęskni za młodością, a on w kwietniu skończy dopiero 24 lata.

01.18. Trener Ranieri tłumaczy, jak zdołał ożywić grupę nasyconych sukcesami weteranów, którym w powszechnej opinii odechciało się umierać za zwycięstwa: „To jak z wyciskaniem cytryny na lemoniadę. Ile byś na wycisnął, jak bardzo byś nie sądził, że jest już całkiem wyciśnięta, tam wciąż jest jeszcze trochę soku i miąższu. Wystarczy tylko jeszcze nad nią popracować”.

01.46. Berlusconi trzymał niedawno jako trenera Ancelottiego przez osiem lat, co we włoskich standardach brzmi wręcz niewiarygodnie - w Milanie tak długo wytrwał tylko angielski założyciel klubu, syn rzeźnika z Nottingham Herbert Kiplin, który pracę zaczął w 1899 roku. Teraz klub z San Siro chciałby przez całą wieczność zatrudniać Massimiliano Allegriego. W piątek przedłużył z nim kontrakt do 2014 roku i zobowiązał się płacić 2,5 mln euro za sezon. To najwięcej w Serie A (tyle samo bierze Walter Mazzari z Napoli, 2 mln dostaje Luis Enrique z Romy, 1,8 mln - Antonio Conte z Juventusu 1,5 mln - Ranieri), ale oczywiście wyraźnie mniej niż najhojniej opłacani w Europie Jose Mourinho (12 mln), Josep Guardiola (10), Roberto Mancini (8), Arsene Wenger (7,2), Carlo Ancelotti (7), Andre Villas-Boas (5,4).

02.27. Ibrahimovic składa hołd (koledze, ale właściwie również sobie;-)): „Choć grałem już w jednej drużynie ze specjalistami klasy Thurama, Pique, Cannavaro i Puyola, to Thiago Silva reprezentuje inny, wyższy poziom. Kiedy go widzę, widzę siebie, tyle że jako obrońcę”.

03.01. Inter(nazionale) to klub, jak uczy nazwa i najstarsza tradycja, do obłędu kosmopolityczny. Kiedyś prognozowałem, że jako pierwszy w kontynentalnej czołówce wystawi drużynę bez Europejczyka. Na razie nie wystawił, ale często bywał blisko. Niewykluczone, że w niedzielny wieczór wystawi jednego: Julio Cesar (Brazylia) - Maicon (Brazylia), Lucio (Brazylia), Samuel (Argentyna), Nagatomo (Japonia) - Zanetti (Argentyna), Motta (Brazylia), Cambiasso (Argentyna), Alvarez (Argentyna) - Pazzini (Włochy), Milito (Argentyna). A gdyby jeszcze w trakcie gry Pazziniego zmienił Forlan (Urugwaj)...

09.12. W niedzielny poranek zerkam na tabelę i widzę, że w wieczornych derbach o życie walczą przede wszystkim „goście”. Milanowi porażka wyrządziłaby przykrość, ale nie zredukowałaby radykalnie szans na obronę tytułu. Dla Interu porażka wiązałaby się być może - przekonamy się po południu - ze stratą już 9 punktów - do najniższego stopnia podium, na którym wdzięczą się zaskakująco regularni jak na prowincjonalną drużynę piłkarze Udinese. A od tego sezonu trzeba doskoczyć do podium, żeby zostać zaproszonym do eliminacji Ligi Mistrzów... Nerazzuri po raz ostatni nie grali w nich w sezonie 1999/2000. A jesienią 2000 r. po raz ostatni nie awansowali do fazy grupowej - Alvaro Recoba przestrzelił rzut karny w 90. minucie rewanżu, więc mecz wygrał szwedzki Helsingborgu, wywołując jedną z największych sensacji w dziejach Champions League.

Pomyślne wieści dla Interu: uciekające Udinese opuszczą niedługo na pewien czas Marokańczyk Mehdi Benatia (już w debiutanckim sezonie w Serie A nominowany do nagrody dla najlepszego obrońcy), Ghańczyk Kwadwo Asamoah (stanowiący integralną część linii pomocy) oraz jego rodak Emmanuel Agyemang-Badu (zazwyczaj rezerwowy, ale bez niego trenerowi ubędzie wariantów w drugiej linii), którzy zostali powołani na Puchar Narodów Afryki.

09.34. A propos pościgu za podium przypomnijmy, że Inter podejmował już u siebie najmocniejszych rywali (1:2 z Juventusem, 0:1 z Udinese, 0:0 z Romą, 0:3 z Napoli) i wiosną czekają go rewanże na ich trawach...

10.12. Interesy ubijane w czasach zaciskania pasa przez Adriano Gallianiego: 1) Ibrahimovic najpierw wypożyczony, a potem wzięty za rozłożone na raty 24 mln, choć chwilę wcześniej kosztował Barcelonę niemal trzy razy tyle; 2) Boateng wciśnięty do Genoi, by Milan mógł go stamtąd wypożyczyć; 3) Aquilani wypożyczony z Liverpoolu, będzie go trzeba wykupić, tylko jeśli się sprawdzi i wystąpi w 20 ligowych meczach; 4) Cassano wzięty za darmo, gdy został wylany z Sampdorii; 5) van Bommel wyjęty za darmo z Bayernu; 6) Mexes wyjęty za darmo z Romy; 7) Flamini wyjęty za darmo z Arsenalu; 8) Taiwo wyjęty za darmo z Marsylii (choć on akurat nie bardzo się aklimatyzuje); 9) Robinho zabrany Manchesterowi City za 18 mln (i na razie nie sprawia kłopotów, co chyba najbardziej sensacyjne); 10) Nocerino podebrany Palermo za 0,5 mln euro (!) strzela gola za golem.

Ufff. I jak tu nie przypuszczać, że Milan w końcu dopadnie Teveza? WSZYSCY WYŻEJ WYMIENIENI KOSZTOWALI W SUMIE MNIEJ NIŻ JEDEN KAKA - WYEKSPORTOWANY DO REALU JUŻ JAKO GRACZ CHRONICZNIE SCHOROWANY. A wcześniej był jeszcze okazyjny zakup Ronaldinho...

11.38. Interowi też udało się ostatnio wykorzystywać wspaniałe okazje. Za skromne 15 mln euro przygarnął odepchniętego przez Real Madryt Sneijdera, który stał się boiskowym alter ego Mourinho i rozgrywającym rozstrzygającym najważniejsze mecze w sezonie zwieńczonym potrójną koroną, a jego rynkowa wartość wzrosła trzykrotnie. Jeszcze mniej kosztował Lucio, nie wiedzieć czemu odrzucony przez Bayern. Generalnie jednak nerazzuri wykładają spory szmal. Jak chcą obiecującego obrońcę młodego pokolenia, to muszą dać za Andreę Ranocchię 18 mln; jak potrzebują wyróżniających się w Serie A napastników, to za Diega Milito dają 25 mln, a za Giampaola Pazziniego - 18 mln.

Ich najnowszej wpadce na nazwisko Forlan. Urugwajski bohater mundialu strzelił zaledwie jednego gola (teraz odgraża się, że dołoży zwycięskiego w derbach), a gapowaci działacze przed dobiciem targu z Atletico nie wiedzieli, że nie będą mogli zgłosić go do Ligi Mistrzów. Alvarez natomiast to ucieleśnienie zawiłości transferowych naszych czasów - na razie mediolańczycy zapłacili zań 5,5 mln euro; w zależności od osiągnięć będą musieli Velezowi Sarsfield dorzucić nawet następne 4 mln; na razie przejęli 90 proc. praw do piłkarza, resztę dokupią po 80 występach Argentyńczyka w podstawowym składzie; w razie kolejnego transferu poprzedni pracodawcy dostaną 10 proc. uzyskanej sumy... Ktoś wie, ile Alvarez właściwie kosztował? Jak tu sporządzać jeszcze wiarygodne rankingi najdroższych?

11.59. Składy przewidywane przez dzisiejszą prasę. Milan: Abbiati (33 lata) – Abate (26), Nesta (36), Thiago Silva (28), Zambrotta (35) – Boateng  (25), van Bommel (35), Nocerino (28) - Emmanuelson (26) – Ibrahimovic (31), Pato (23).

Inter: Julio Cesar (33) - Maicon (31), Lucio (34), Samuel (34), Nagatomo (26) - Zanetti (39), Motta (30), Cambiasso (32), Alvarez (24) - Pazzini (28), Milito (33). Czyli „goście” w omawianym nocą wariancie z jednym Europejczykiem.

12.34. Ibrahimovic dostał w Milanie to, czego odmówili mu w Barcelonie. Jest pępkiem świata, wszystko kręci się wokół niego, trener widzi w nim gracza nietykalnego i niezbędnego w każdym meczu. Szwed zrewanżował się w tym sezonie ligowym 12 golami. To tyle, ile ustrzelili wszyscy napastnicy Interu razem wzięci (6 bramek Milito, 4 Pazziniego, 1 Forlana, 1 Castaignosa, 0 Zarate), ale też wypada wspomnieć, że połowę zawdzięcza Zlatan rzutom karnym, które zwłaszcza ostatnio przychodzą do rossonerich stadami.

13.21. 48 341 kibiców kupiło bilety, 31 181 wejdzie na stadion z abonamentem. Mecz obejrzy jednak z trybun więcej niż 79 522 widzów, bo nikt nie podaje liczby gości honorowych. Tak czy owak dzisiejsze derby przyniosą najwyższy zysk w historii - 3,13 mln euro.

13.42. Wspominałem w poprzedniej notce, że Allegri w swoim czwartym meczu Milanu z Interem zmierzy się z czwartym trenerem. Beniteza, Leonardo i Gasperiniego pokonał, teraz trafia na Ranieriego, który we Włoszech derbów nie przegrał nigdy. Ani we Fiorentinie (z Lucchese i Pisą), ani w Juventusie (z Torino), ani w Romie (z Lazio). Jeśli Allegriemu znów się uda, będzie pierwszym szkoleniowcem, który wygra z Interem cztery razy z rzędu, od czasów pracującego tuż po wojnie Giuseppe Bigogno.

14.25. Gdybym z powołanych na derby miał wyselekcjonować reprezentację Mediolanu, to kombinowałbym tak: JULIO CESAR - MAICON, Nesta, Thiago Silva, ZANETTI - Boateng, van Bommel, Nocerino - SNEIJDER - Ibrahimovic, Pato.

15.08. Antonio Nocerino dumny: „Mam 25 tatuaży. Myślę, że to więcej od Ibrahimovicia. A może nawet Boatenga”. Nie mogą pod prysznicem policzyć i nie trzymać nas w niepewności?

16.55. Inni w Italii już grali. Lazio wywarło presję na Inter, oddalając się na dystans czterech punktów. A przecież rzymianie zajmują miejsce pod podium, wyprzedzenie ich nie da zaproszenia do Ligi Mistrzów. Inni zagrali dla obu mediolańskich firm - Juve oddało punkty Cagliari, Udinese padło w Genui.

Sensacyjnie poległa Fiorentina. Artur Boruc nie zawinił, puścił gola z rzutu karnego, ale od pewnego czasu korci mnie, by obnażyć propagandę uprawianą w polskich telewizorach - komentatorzy namolnie wmawiają nam, że Polak jest co najmniej gwiazdką Serie A. Ja tego nie zauważyłem, dostrzegam za to liczną grupkę specjalistów broniących sprawniej - Buffona (Juventus), Handanovicia (Udinese), Marchettiego (Lazio), Julio Cesara (Inter), Stekelenburga (Roma), Freya (Genoa) i Abbiatiego (Milan). Boruc naprawdę trochę częściej popełnia błędy niż zostaje bohaterem.

17.39. Najlepsi w sezonie w Milanie: Ibrahimovic, Thiago Silva, Boateng. Najlepsi w Interze: Cambiasso, Lucio, Julio Cesar. Rewelacja Milanu: Nocerino. Rewelacja Interu: Alvarez. Rozczarowanie w Milanie: Taiwo. Rozczarowanie w Interze: Forlan.

A w ogóle to zapomniałem napisać, że dzisiejszy remis Juve ma dlań o tyle słodko-gorzki smak, że turyńczycy ustanowili klubowy rekord wszech czasów - są niepokonani od 18 kolejek.

18.21. A skoro jesteśmy przy rekordach, to Milan w 24 spotkaniach sezonu nawkładał rywalom 50 goli, co w erze Berlusconiego daje mu najwyższą średnią po sezonach 92/93 i 05/06. Ofensywną przebojowością rossoneri porażają, a dziś jeszcze specjalnie zmotywowany powinien być skuteczny ostatnio w derbach Pato (inna sprawa, że on przez swoje taktyczne dyletanctwo rzadziej angażuje się w natarcia niż Robinho).

Rywale mogą odpowiedzieć wynalazkami argentyńskiego duetu Alvarez - Milito - oni ewidentnie lubią ze sobą grać, choć nadal nie wiemy, czy udany mecz z Parmą trochę nie wykrzywił nam poglądu na aktualne możliwości Interu.

18.40. Zaanalizujemy rezerwy. Jeśli sądzić po nazwiskach, przyznajemy miażdżącą przewagę Interowi. Sneijder i Forlan to klasa najwyższa, na swoich pozycjach należą do ścisłej światowej czołówki. Tyle że jeden dopiero wyszedł z choroby, a drugi nie zdążył nawet na dobre wejść do Serie A. Enigma. Milan odpowiada w ataku postrzelonym kuglarzem Robinho oraz młodziutkim duchem, lecz starym ciałem Inzaghim (w sierpniu skończy 39 lat!), który w dodatku odzwyczaił się od grania.

Dlatego gdybyśmy nawet rezerwy obronne ocenili na remis, to generalnie punkt dla „gości”.

19.08. Najdrożsi w aktualnej kadrze Milanu: Inzaghi (31 mln, ale informacje bardzo różnią się w zależności od źródła), Nesta (30 mln), Ibrahimovic (24), Pato (22), Robinho (18). Najdrożsi w kadrze Interu: Milito (25 mln), Pazzini (18), Ranocchia (18), Samuel (16), Chivu (16).

19.16. Najhojniej opłacani w Milanie (na pensje wydaje 160 mln euro): Ibrahimovic (9 mln), Flamini (4,5), Gattuso, Mexes, Pato, Robinho, Thiago Silva (4). Najhojniej opłacani w Interze (na pensje wydaje 145 mln): Sneijder (6 mln), Julio Cesar, Milito (4,5), Cambiasso, Maicon (4). Najniżej opłacani pośród tych, którzy zagrają dziś w podstawowym składzie: Nagatomo (0,7 mln), Alvarez (1 mln), Nocerino (1,5).

19.45. Jeszcze tylko godzina, to chyba wytrzymamy, a potem transmisja z San Siro zasłoni nam resztę świata. I to będzie fajne. Przy okazji zwierzę się, że na tym stadionie się swego czasu niewymownie wnerwiłem - były derby w półfinale Ligi Mistrzów, ja się spóźniłem z wnioskiem akredytacyjnym, więc byłem skazany na ubijanie interesu z konikami. Zapłaciłem za bilet tłusty szmal, a potem jeden głupek wycelował racą w głowę bramkarzy Didy i mecz został przerwany...

19.56. To już składy oficjalne. Milan: Abbiati - Abate, Nesta, Thiago Silva, Zambrotta - Boateng, van Bommel, Nocerino  - Emmanuelson - Ibrahimovic, Pato. Inter: Julio Cesar - Maicon, Lucio, Samuel, Nagatomo - Zanetti, Motta, Cambiasso, Alvarez  - Pazzini, Milito.

W derbach debiutują: Nocerino, Nagatomo, Alvarez.

20.15. Jeszcze pół godziny. Zrekapitulujmy - Milan będzie parł ku pięknemu celowi, czyli samotnemu przewodzeniu w Serie A, Inter ma więcej do przegrania, bowiem po porażce oddaliłby się od sąsiada na niemożliwe chyba do odrobienia 11 punktów. Allegri chce przejść do historii (czwarty z rzędu derbowy triumf), Ranieri chciałby pewnie wreszcie dokonać czegoś spektakularnego, a nie uchodzić za trenera wiecznie drugiego - a wydźwignięcie nerazzurich z kryzysu, w jakim ich zastał, byłoby wyczynem spektakularnym. Jeśli mu się nie uda, to w następnych derbach Inter znów pewnie poprowadzi inny szkoleniowiec.

20.23. Jeszcze drobiazg wyłowiłem: Inter ani razu nie wygrał w tym sezonie z przeciwnikiem, który w dniu meczu plasował się wyżej w tabeli.

20.36. Jakiego meczu powinniśmy się spodziewać? Chyba wojny w środku pola: tłoczno tam od raczej defensywnych wojowników o stalowych członkach, brakuje trochę ludzi z fantazją. Wielka próba przed Emmanuelsonem i Alvarezem - takiego wieczoru jeszcze nie przeżywali. Myślicie, że ich serducha łomotają jak obijane przez deathmetalowych perkusistów, czy chłopaki wtruchtają na trawę w pełnym relaksie, z pulsem jak u Justyny Kowalczyk we śnie?

20.50. Piłka w ruch! Kula ziemska znieruchomiała.

Tego nie jestem pewien, ale może wszechświat też przestał się rozszerzać?

21.07. Zadzwoniłem do sędziego międzynarodowego, żeby się samemu niekompetentnie nie wymądrzać w sprawie nieuznanego gola. Mówi, że gol Interu nie powinien zostać anulowany. Obaj piłkarze na pozycji spalonej w żaden sposób nie absorbowali bramkarza, zresztą arbiter w sytuacji granicznej - czy też: w razie wątpliwości - jest zobowiązany promować grę ofensywną. Czyli Milan powinien już przegrywać. Po bramce Thiago Motty.

21.39. Nużące 0:0. Marność, marność i wszystko marność. Piłka lata jak w maszynie losującej, płynności w grze nie widzieliśmy niemal wcale, niechlujstwo za to wrzyna się w gałki oczne, zapamiętamy głównie niesłusznie anulowaną bramkę Thiago Motty i popisowo spartaczoną strzelecką okazję Alvareza. Powinno być 0:2, ewentualnie 1:2, bo rzeźnik van Bommel przyrżnął w poprzeczkę. Poproszę o trochę futbolu w drugiej połowie.

21.47. Statystyki do przerwy. Posiadanie piłki: 65-35. Strzały celne: 1-1. Strzały niecelne: 9-2. Słupki i poprzeczki 1-0. Rzuty rożne: 7-0. Dośrodkowania: 17-5. Udane dryblingi: 16-5. Podania: 16-5.

21.56. Muszę założyć nowę notkę, bo blox krzyczy, że w tej więcej się nie zmieści. Kontynuację opowieści derbach znajdziecie tutaj.

piątek, 13 stycznia 2012

AC Milan, Inter Mediolan, derby Mediolanu, derby della madonnina

Milan, który nie przegrywa od ponad trzech miesięcy, podejmuje w niedzielę Inter, który ostatnio nie traci nawet goli. Stawką panowanie w najbardziej utytułowanym mieście w europejskim futbolu, dlatego wypada poprzedzić hit wielogodzinnym blogowaniem - zacznę w niedzielę rano albo nawet (jeśli przegram z wrodzoną niecierpliwością) w sobotę wieczorem.

Złaknieni uznania Włosi ścigają się na obmyślanie dowodów, że to u nich odbywa się mecz ponad mecze w rywalizacji klubów. W tym tygodniu odkryli, że wszędzie na boiskach rządzą ich dobrzy znajomi - osobistości związane w przeszłości z Mediolanem.

Przywołują ligę angielską, której lidera z Manchesteru City reprezentują trener Roberto Mancini i napastnik Mario Balotelli (kiedyś Inter). Przywołują ligę hiszpańską - jej lidera Real Madryt reprezentują trener Jose Mourinho (kiedyś Inter) oraz piłkarz Kaka (kiedyś Milan). Ligę francuską - jej liderem Paris Saint Germain kierują trener Carlo Ancelotti i dyrektor sportowy Leonardo (obaj Milan). Bundesligę - jednym z szefów rządzącego tam Bayernu jest Karl-Heinz Rummenigge (Inter). Ligę turecką - z przewodzącym tabeli Galatasaray pod dowództwem Fatiha Terima (Milan). Amerykańską MLS - mistrzostwo zdobyło tam Los Angeles Galaxy, jego gwiazdą był David Beckham (Milan). Urugwaj - jego reprezentację do złota Copa America przywiódł trener Oscar Tabarez (Milan). Brazylię - tam krajowy tytuł wraz z Corinthians wziął Adriano (Inter). I Japonię, która mistrzostwo Azji wzięła inspirowana przez trenera Alberto Zaccheroniego (Milan).

Mediolańczycy nie muszą jednak uciekać się do karkołomnych chwytów retorycznych, by udowodnić, że to na San Siro odbywają się derby nadzwyczajne i pod istotnymi względami bezkonkurencyjne. Tylko w ich mieście grają aż dwaj zwycięzcy Pucharu Europy/Ligi Mistrzów. Tylko ich miasto w tych rozgrywkach aż dwa razy oglądało derby. Tylko ich miasto zdobyło najcenniejsze międzynarodowe trofeum dziesięciokrotnie - przy wspólnym dorobku Milanu (siedem triumfów) oraz Interu (trzy) bledną osiągnięcia Madrytu (dziewięć triumfów Realu) i Liverpoolu (pięć). Nawet zaszczyt poniesienia porażki w finale przeżywał Mediolan najczęściej, bo aż sześciokrotnie, czyli o jeden raz więcej niż Lizbona i Turyn.

W XXI wieku wyzwanie stolicy Lombardii usiłował rzucić Londyn. Bez skutku, Arsenal i Chelsea w przeciwieństwie do włoskich rywali w europejskich rozgrywkach nie zwyciężały. Ostatnio metropolią ponad wszystkie zechciał zostać też Manchester, ale właśnie poniósł klęskę totalną - United i City w Lidze Mistrzów nie dożyły nawet wiosny.

Milan odzyskał przed rokiem prymat w kraju, a teraz marzy mu się jeszcze odzyskanie utraconej reputacji międzynarodowej. Przywrócić mają ją właściciele znanych lub wręcz sławnych nazwisk, za których Adriano Galliani płacił okazyjnie lub nic, bowiem wyszukiwał wśród piłkarzy z wygasającym kontraktem, wywołujących gdzie indziej awantury, ewentualnie odrzucanych z powodów sportowych. Za niewielkie pieniądze zgromadził szeroką, we włoskich warunkach arcymocną kadrę, która wytrzyma całą zarazę kontuzji. W niedzielę tylko w rezerwie usiądą prawdopodobnie Philippe Mexes (w Romie obrońca niezastąpiony), Clarence Seedorf (już niespełna 36-letni, lecz wciąż umiejący rozgrywać na miarę czterokrotnego triumfatora LM), a przede wszystkim Alexandre Pato - niebezpieczniejszego napastnika trzymanego w zapasie nie znajdziecie prawdopodobnie nigdzie. Nikt nie rozpacza też z powodu schorowanych Antonia Cassano, Gennara Gattuso czy Alberto Aquilaniego - przecież graczy bezdyskusyjnie ponadprzeciętnych. Inni też umieją.

Po 2 października Milan nie przegrał ani razu, strzelając niemal trzy gole na mecz. Trener Massimiliano Allegri w urazach podwładnych może widzieć wręcz błogosławieństwo, bo talentu i trudnych osobowości ma pod sobą tyle, że szatni groziłaby eksplozja.

Szatni rywali groziła raczej głęboka depresja. Po latach hegemonii krajowej, zwieńczonych jeszcze triumfem w LM, nadszedł czas mroczny. Wystarczy przypomnieć sobie najnowsze starcia z Milanem - w każdym Inter prowadził inny trener. Przegrali wszyscy, od Beniteza (0:1), przez Leonardo (0:3), po Gasperiniego (1:2). Pierwszym, który pokona w derbach Allegriego, ma szansę zostać nazywany przez niedzielnych przeciwników „szczwanym lisem” Claudio Ranieri, który drużynę ożywił. On - kolekcjoner tytułów wicemistrzowskich, któremu ostatni zwycięski szkoleniowiec Interu José Mourinho okazywał ostentacyjną pogardę.

Teraz Ranieri zafundował kibicom passę niespotykaną właśnie od czasów Portugalczyka - pięciu kolejnych zwycięstw. W dodatku jego piłkarze stracili przez ten czas ledwie jednego gola.

Ale też nie musieli zdać żadnego naprawdę wymagającego testu. Jeśli zdadzą niedzielny, oficjalnie już zmartwychwstaną. Jeśli obleją, będzie im trudno dowlec się choćby do podium i awansować do następnej edycji Champions League.

San Siro, AC Milan - Inter, derby della madonnina

piątek, 25 listopada 2011

Borussia Dortmund ball

Grają w różnych miastach, ale mecze między nimi można nazywać derbami bez konieczności sztucznego rozciągania tego pojęcia, oryginalnie zarezerwowanego dla bitew lokalnych, na każdą gorętszą rywalizację futbolową, tak jak rozciągnięto je na rywalizację Barcelony z Realem Madryt czy Interu Mediolan z Juventusem Turyn. Tutaj rzeczywiście ścierają się sąsiedzi - kibice z Gelsenkirchen będą potrzebowali jutro ledwie półgodzinnej jazdy podmiejską kolejką, by dotrzeć na stadion w Dortmundzie i obejrzeć tzw. „Revierderby”.

Zagłębie Ruhry to niemiecki odpowiednik naszej konurbacji śląskiej, więc Borussię i Schalke chciałoby się odruchowo porównać do Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów. Też są w regionie najpotężniejsze i bardzo zasłużone historycznie, też wywołują największe emocje.

Tyle że kluby śląskie popadły w ruinę - nie wznoszą pięknych stadionów (choć cała Polska wznosi), ich piłkarzy ogląda niewielu kibiców, po 1989 roku ani razu nie zdobyły mistrzostwa kraju, od kilkunastu lat zdarza się im co najwyżej doskoczyć - z rzadka - na najniższy stopień podium. O ich współczesnych popisach w europejskich pucharach lepiej nie wspominać. Śląska potęga w futbolu to przeszłość. Zamierzchła.

Potęga Borussii i Schalke to teraźniejszość i przyszłość. Dortmundzcy piłkarze grają przy najwyższej po Barcelonie i Realu frekwencji w Europie, wszystkie cztery tytuły mistrzów Bundesligi wzięli po 1994 roku, u schyłku XX wieku triumfowali też w Champions League, a teraz, po wydobyciu się z zapaści grożącej bankructwem, do niej wrócili. Schalke przyjmuje kibiców na cudzie stadionowej architektury (z rozsuwanym dachem i fantastycznym muzeum), ostatnio niemal nie spada z ligowego podium (cztery wicemistrzostwa w ostatniej dekadzie), wiosną zdobyło krajowy puchar i wyrzuciło z Ligi Mistrzów broniący tytułu Inter Mediolan, by odpaść dopiero w półfinale.

Fani regionalnych potentatów tak się nie znoszą, że nie potrzebują meczu, by uczucia publicznie i hałaśliwie manifestować. Przed trzema laty dortmundczycy urządzili fiestę z okazji jubileuszu - minęło właśnie pół wieku, odkąd rywale po raz ostatni zostali mistrzami Niemiec. Ekstazę przeżyli też rok wcześniej - Schalke miało szansę na tytuł, lecz po trzech miesiącach spędzonych na pozycji lidera straciło ją w przedostatniej kolejce, przegrywając na stadionie Borussii. Wyobraźcie sobie, co grało wówczas w dortmundzkich duszach, skoro ten klub wypuszcza ostatnio koszulki upamiętniające każdy derbowy sukces.

Najbardziej niezwykle działo się jednak w 1997 roku. Schalke przegrywało w Dortmundzie (Borussia była aktualnym triumfatorem Ligi Mistrzów) do ostatnich sekund. Remis dał gościom gol bramkarza Jensa Lehmanna (do obejrzenia tutaj), który zresztą niedługo potem swoje barwy, mówiąc językiem kibicowskim, zdradził. W Gelsenkirchen przeżył 10 lat, by po nieudanym epizodzie w Milanie założyć bluzę Borussii.

Takie historie, jak wiadomo, derbową rywalizację, z definicji zajadłą, jeszcze wzmagają. A im bardziej ją wzmagają, tym większą szansę najważniejsze mecze sezonu dają piłkarzom, by pozostać w kibicowskich sercach na zawsze.

W tym wypadku także naszym piłkarzom. Robert Lewandowski powinien te przesiąknięte adrenaliną wieczory lubić, w końcu zeszłej jesieni swojego inauguracyjnego gola w Bundeslidze wbił właśnie Schalke (a wszedł tylko na kwadrans). Czy uda mu się ponownie? Pytam, bo dostałem od Eurosportu (Eurosport2 będzie jutro mecz transmitował, o 15.30) dortmundzką piłkę z autografami wszystkich piłkarzy Borussii (sfotografował ją dla mnie Kuba Atys, żebyście uwierzyli, że ją mam;-)), którą oddam temu, kto najcelniej odpowie na derbowe pytania. Skoro dajecie radę przewidywac odległą przyszłość w konkursie na Jasnowidza roku, to z poniższym problemu być nie powinno:

1) Jaki będzie jutro wynik?

2) Ile goli strzeli Lewandowski?

3) Ile asyst będzie miał Lewandowski?

4) Ile rzutów karnych wypracuje Lewandowski?

5) Ile goli strzeli Łukasz Piszczek?

6) Ile asyst będzie miał Piszczek?

7) Ile goli strzeli Kuba Błaszczykowski?

8) Ile asyst będzie miał Błaszczykowski?

9) Czy Błaszczykowski zagra dłużej niż pół godziny?

10) Ile żółtych kartek dostaną Polacy?

Potrzebujących piłki proszę o odpowiadanie na forum. A po meczu - powrót na blog, samodzielne podliczenie trafnych odpowiedzi (za każdą jeden przyznaję punkt) i podanie wyniku. Zwycięzcy wyślę piłkę. W razie remisu na szczycie urządzimy dogrywkę przy następnych meczu Borussii.

Archiwum
Tagi