Wpisy z tagiem: puchar narodów afryki

wtorek, 14 lutego 2012

Saturn Devouring His Son, 1819-1823, Francisco Goya

Jeśli świat trząsł się ze zgorszenia po obdarowaniu igrzyskami olimpijskimi łamiących prawa człowieka Chin, to po przyznaniu organizacji zakończonych przedwczoraj futbolowych mistrzostw Afryki Gwinei Równikowej powinien z oburzenia eksplodować.

Blogowałem już (tutaj znajdziecie szczegóły): turniej odbywał się w kraju będącym prywatną salą tortur jednego z najkrwawszych i najchciwszych władców. Gdyby król Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, który poddanych uważa za swoją własność, dzielił się naftowym majątkiem - nawet zagarniając większość zysków - Gwinejczykom żyłoby się jak mieszkańcom krajów Zachodu. Ponieważ jednak są niewolnikami, wegetują w skrajnej nędzy.

Zbrodniarzowi zachciało się igrzysk, więc światek futbolu sprezentował mu najważniejszą sportową imprezę na kontynencie. A ponieważ zbrodniarzowi zachciało się jeszcze sukcesu, rozkazał importować najemników. Paszporty przyjęli kopacze z Brazylii, Kamerunu, Liberii, Senegalu, Nigerii i Hiszpanii, więc w większości meczów w drużynie gospodarzy nie wystąpił nikt, kto urodziłby się w Gwinei. Kuriozum, jakiego cała historia futbolu nie widziała. „Gwinejczycy” awansowali do ćwierćfinału, zadowolony syn Teodoro wypłacił piłkarzom milion dolarów premii. Tyle ile wspomnianym 490 tys. najbiedniejszych poddanych - razem wziętym - musi wystarczyć na dwa dni życia.

W sporcie, w którym idealiści pragną widzieć świat najszlachetniejszych wartości, nigdy nie było tak, że najważniejsze turnieje dostawały wyłącznie dojrzałe lub przynajmniej rozkwitające demokracje. Już uczestników drugiego futbolowego mundialu przyjmował Benito Mussolini, który zażyczył sobie złota dla Włochów, więc belgijski sędzia ćwierćfinału pozwolił, by gospodarze połamali nogi legendarnemu hiszpańskiemu bramkarzowi Ricardo Zamorze, a szwajcarski sędzia powtórzonego ćwierćfinału tak bezczelnie oszukiwał, że został zdyskwalifikowany przez zawstydzoną rodzimą federację. Potem olimpijczyków podejmował Adolf Hitler; zaszczytu zorganizowania najsłynniejszej bokserskiej walki - Muhammada Alego z George?em Foremanem - dostąpił twórca osławionej zairskiej kleptokracji Mobutu Sese Seko; jedyny mundial, na którym polscy piłkarze uchodzili za faworytów, odbył się u trzymanych za twarz przez wojskową juntę Argentyńczyków.

Dopiero niedawno edukowana przez organizacje pozarządowe opinia publiczna uwrażliwiła się i zyskała świadomość, że imprezy sportowe bywają spełnianiem fantazji tyranów. Co zresztą prowadzi do jałowych dyskusji o kryteriach, jakie mielibyśmy przyjmować przy wyborze gospodarzy igrzysk. Czy z naszej, europejskiej perspektywy na ten przywilej zasługują Stany Zjednoczone, które wykonują najwięcej wyroków śmierci, w Guantanamo torturują i zamykają bez sądu, w więzieniach trzymają najwyższy odsetek obywateli na planecie, najeżdżają kraje na drugim końcu świata pod sfingowanymi pretekstami etc.? Jeśli moralnej legitymacji odmówimy nawet USA, zbliżymy się do wniosku, że igrzyska może gościć ledwie kilka krajów...

W każdym razie nastał czas, w którym społeczeństwa sytych demokracji liberalnych coraz częściej debatują, czy warto porywać się na tak kosztowne ekstrawagancje, natomiast kandydaci kontrowersyjni - państwa niegotowe infrastrukturalnie, pełne nędzy, naruszające prawa człowieka - toczą o turnieje zażarte wojny, zwycięstwo nierzadko zawdzięczając łapówkom. Igrzyska letnie wczoraj zorganizowały Chiny, a zimowe jutro zorganizuje Rosja. Rosja wzięła też futbolowy mundial (2018), po którym piłkarzy przyjmie Katar (2022) - kupujący ostatnio turniej za turniejem, choć pozbawiony jakichkolwiek sportowych tradycji i również masowo importujący zawodników z zagranicy. Monarchia z nieodległego Bahrajnu - w ulicznych protestach ginie tam coraz więcej ludzi - zaprasza kierowców Formuły 1, przeciw czemu buntują się brytyjscy parlamentarzyści. Poprzedni Puchar Narodów Afryki odbył się w częściowo ogarniętej wojną domową Angoli (co skończyło się ostrzelaniem autobusu z drużyną Togo i ofiarami śmiertelnymi), a następny miał się odbyć u Muammara Kaddafiego - przeniesiono go dopiero po wybuchu powstania i obaleniu dyktatury. Tylko czekać, aż piłkarze zostaną zmuszeni do odwiedzin opiekującego się ludem Suazi króla Mswatiego III, który dla udowodnienia swojej jurności zgwałcił w ubiegłym roku byka. (O grze wstępnej również wspominałem w tamtej notce).

Na razie najbardziej ponurą współczesną krainą, której sportowi działacze - nawiasem pytam, ile grup zawodowych zapracowało na podlejszą reputację? - przyznali bardzo prestiżowe zawody, pozostaje wspomniany brutalny reżim króla Teodoro. Jeśli okładane krytyką przed igrzyskami w Pekinie Chiny porównamy do więziennej celi, to Gwineę Równikową musimy wyobrazić sobie jako izolatkę, nad której lokatorami znęcają się sadystyczni strażnicy. Znęcają się nad wszystkimi, wielu mordują, do tego w sposób możliwie wyrafinowany. Działacze praw człowieka porównują ten kraj do Korei Północnej.

Paradoks ostatni: Gwinejczycy triumfami wypożyczonych z zagranicy piłkarzy autentycznie się cieszyli. Na trybunach oklaskiwali niemal każde zagranie, potem wylegali na ulice i godzinami tańczyli. Oprawca podarował im prawdziwy karnawał.

czwartek, 26 stycznia 2012

Wspominałem już tutaj, że tegoroczny Puchar Narodów Afryki odbywa się w kraju będącym prywatną salą tortur urządzoną przez jednego z najkrwawszych i najchciwszych władców na świecie. Teodoro Obiang Nguema Mbasogo poddanych uważa za swoją własność, jeden z nich - cytowany przez Wojtka Jagielskiego - mówił o królu: „Ma władzę nad istotami żywymi i przedmiotami. Może kazać zabić każdego i nie zostanie potępiony, ponieważ pozostaje w ciągłym kontakcie z samym Stwórcą świata, a On daje mu moc”.

Płynie pod nim mnóstwo ropy, więc Teodoro żyje w ziemskim raju. Wyjmuję jeszcze jeden ustęp z Jagielskiego: „Najzupełniej oficjalnie lokuje rządowe pieniądze na własnych kontach bankowych, tłumacząc, że tak najlepiej uchroni swoich ministrów i dworzan przed pokusą podkradania z państwowego skarbca. Prawie miliard dolarów, upchany w walizkach, jego synowie i żony przewieźli do Ameryki i wpłacili do banku Riggs. Teodoro lata własnym boeingiem 737, ma posiadłości w amerykańskim stanie Maryland i w Paryżu, leczy się u najdroższych amerykańskich lekarzy, a upływający czas śledzi na złotym, wysadzanym diamentami roleksie”.

Gdyby król się bogactwem dzielił - nawet zachowując dla siebie większość zysków - Gwinejczykom żyłoby się jak mieszkańcom krajów Zachodu. Ponieważ jednak są niewolnikami, wegetują w nędzy. Dzienny dochód każdego z 70 proc. najbiedniejszych nie sięga nawet dolara dziennie, statystyczny obywatel umiera przed pięćdziesiątką, co piąte dziecko umiera przed piątymi urodzinami.

Kilka lat temu najdłużej panującemu w Afryce zbrodniarzowi zachciało się igrzysk, więc świat futbolu mu je podarował. Współorganizuje PNA z Gabonem.

Ponieważ królowi zachciało się również sukcesu, kazał importować najemników. Paszporty przyjęli kopacze z Brazylii, Kamerunu, Liberii, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigerii i Hiszpanii, więc żaden (!) z 13 zwycięzców sobotniego, otwierającego turniej meczu z Libią nie urodził się w Gwinei Równikowej.

Najemnicy pokonali też Senegal i awansowali do ćwierćfinału. Teoretycznie to absolutna sensacja - drużyna gospodarzy w całej swojej historii zdołała wygrać ledwie sześć meczów o stawkę.

Król jest usatysfakcjonowany. Wreszcie. W zeszłym roku jego reprezentacja kobiet, pomimo masowego importu Brazylijek i Nigeryjek, nie zdobyła na mundialu punktu.

Zadowolony Teodoro Obiang Nguema Mbasogo wypłacił piłkarzom milion dolarów premii. To tyle, ile wspomnianym 490 tys. najbiedniejszym poddanym - razem wziętym - musi wystarczyć na dwa dni życia. Dodatkowo król obdarowywał indywidualnie (np. strzelców goli), obiecał też następne bonusy. Oczywiście jeśli „Gwinejczycy” podtrzymają zwycięską passę. Od medalu dzieli ich niewiele.

Pamiętacie chryję po przyznaniu organizacji igrzysk olimpijskich łamiącemu prawa człowieka Pekinowi? Pamiętacie protesty organizowane na całej planecie w miesiącach poprzedzających tamtą imprezę?

Jeśli Chiny porównamy do więziennej celi, to Gwineę Równikową musimy wyobrazić sobie jako izolatkę, nad której lokatorami znęcają się sadystyczni strażnicy. Znęcają się nad wszystkimi, wielu mordują, oczywiście w sposób możliwie wyrafinowany. Działacze praw człowieka wymieniają ten kraj obok Korei Północnej.

Gwinejczycy triumfami wypożyczonych od zagranicy piłkarzy się cieszą. Na trybunach oklaskują niemal każde zagranie, potem tańczą na ulicach.

A wy? Kibicujecie gospodarzom?

sobota, 21 stycznia 2012

Puchar Narodów Afryki, Gwinea Równikowa, Gabon, Burkina Faso

Impreza popularna także jako Puchar Narodów Afryki rozpocznie się dziś w Gwinei Równikowej, którą rządzi masowy morderca, przez wygnanych opozycjonistów zwany ludojadem, a sam tytułujący się „Wyzwolicielem”.

Na chwałę jego kraju - czy raczej: jego prywatnego folwarku - zagrają naturalizowani piłkarze z Brazylii, Kamerunu, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej, Nigerii i Hiszpanii. W podstawowym składzie reprezentacji zmieści się być może tylko jeden gracz urodzony w Gwinei. A być może nie zmieści się żaden. Zagrają za to trzecioligowcy i czwartoligowcy. Powinni dać z siebie wszystko, za przyjęcie paszportów dostali uczciwą zapłatę. Co nie powinno nikogo oburzać - skoro tak wielu oryginalnych obywateli zostało zgładzonych przez wodza Teodoro Obianga Nguema Mbasogo i tak wielu ocalałych uciekło zagranicę, to niewielki, niezbyt ludny kraj musi ich kimś zastąpić.

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że drużyna gospodarzy w turnieju debiutuje.

Współgospodarze mistrzostw - Gabon - korzystają z usług ledwie kilku importowanych najemników, wystawią za to grupkę amatorów, którzy żyją z czego innego, a piłkę kopią dla relaksu. Ta drużyna już w turnieju finałowym występowała. Na poprzednim jej piłkarze sądzili nawet, że awansowali do ćwierćfinału, ale okazało się, że nie przeczytali regulaminu.

Regulaminu nie przeczytali też futbolowi bohaterowie Republiki Południowej Afryki, więc w meczu wieńczącym eliminacje do tegorocznej edycji grali ze Sierra Leone na remis. Dopięli swego, po ostatnim gwizdku wpadli w ekstazę, ale nie awansowali. Dzięki ich beztrosce awansowali piłkarze Nigru.

Piłkarze Nigru, którym do awansu wystarczyło strzelać średnio jednego gola na mecz. Czego zresztą nie powinni, nawiasem pisząc, się wstydzić - Botswana też przetrwała kwalifikacje, mimo że wpychała ledwie 0,88 bramki na mecz.

Gwiazd afrykańskiego futbolu zobaczymy na PNA niewiele. W kwalifikacjach przepadli i broniący tytułu Egipcjanie, i aż czterech finalistów ostatniego mundialu - poza RPA także Kamerun, Nigeria i Algieria. Wyczuwacie skalę sensacji? Jeśli nie, to wyobraźcie sobie, że na Euro 2012 nie przyjeżdża Hiszpania, Holandia, Włochy, Francja i Anglia. (I że organizują je nie Polska z Ukrainą, lecz Albania z Rumunią). Albo wygrzebcie z archiwów inną imprezę rangi mistrzowskiej, na którą nie dostało się tylu tradycyjnych faworytów i w której zarazem weźmie udział tylu tradycyjnych słabeuszy.

Nic dziwnego, że chyba po raz pierwszy można znaleźć na opinie zagranicznych komentatorów, którzy utrzymują, że jakaś drużyna jest mocna dzięki duetowi przedstawicieli ligi... polskiej. A przecież niewiele brakowało, by jeden z nich w ogóle na PNA nie poleciał - Prejuce Nakoulma został zaproszony do kadry Burkina Faso dopiero po osobistej interwencji prezydenta kraju Blaise’a Compaore.

Czy to znaczy, że nie będzie ciekawie? Ależ oczywiście. Nie intryguje was linia pomocy reprezentacji Mali, w której „World Soccer” widzi Abdou Traore, Kalilou Traore, Bakaye Traore oraz Mahamane Traore? Albo atak wspomnianego Burkina Faso, który zdaniem tego samego magazynu stworzą znany nam doskonale Abdou Razack Traore i Alain Traore? Nie macie ochoty udzielić humanitarnej pomocy i ofiarować kilka naszych nazwisk tym, którym w bazie danych nazwisk ewidentnie brakuje?

Choć oczywiście mogłoby być jeszcze bardziej intrygująco. Gdyby np. sąsiadujące ze sobą Mali i Burkina Faso się zjednoczyły w jeden kraj, mieliby szansę zestawić pomoc i atak w kształcie najtrudniejszym do rozpoznania dla rywali w całej historii futbolu: Traore, Traore, Traore, Traore - Traore, Traore. I mianować selekcjonerem prowadzącego Senegal Amarę Traore...

Turniej mógłby też odbywać się u władcy jeszcze oryginalniejszego niż wszechpanujący w Gwinei Równikowej, już w 2003 roku ogłoszony bogiem Teodoro Obiang Nguema Mbasogo. Osobiście proponowałbym opiekującego się ludem Suazi króla Mswatiego III, który dla udowodnienia swojej jurności zgwałcił niedawno byka.

Bez obaw, Mswati III przeżył. Imponującą przezornością wykazał się już w grze wstępnej - poddani doprowadzili bydlę do półprzytomności na wypadek, gdyby bydlę się zaszczytowi spółkowania z królem opierało.

Aż dziwne, że pod opieką monarchy tak przebiegłego piłkarze Suazi się na Puchar Narodów Afryki nie dostali.

Archiwum
Tagi