Wpisy z tagiem: Adam Nawałka

poniedziałek, 13 listopada 2017

Adam Nawałka, fot. Kuba Atys

Lech Wałęsa powiedział kiedyś w studiu telewizyjnym do chcącego się przywitać Aleksandra Kwaśniewskiego, że jemu to może co najwyżej nogę podać, a do mnie pewien pan rzeczywiście wyciągnął nogę. Był to jednak gest o zupełnie innym znaczeniu. Właściciel nogi nazywa się Adam Nawałka, a wyciągnął ją kilka dni po objęciu stanowiska trenera reprezentacji Polski. Bo się na mnie wściekł. O czym opowiadam – w przededniu czwartej rocznicy jego debiutanckiego meczu - w coponiedziałkowym felietonie, który znajdziecie tutaj.

niedziela, 03 września 2017

Czy nasi piłkarze są ogłuszeni? Czy trener i kapitan zdołają ich ocucić przed meczem z Kazachstanem? Czy 0:4 w Danii było nieszczęśliwym przypadkiem, który okaże się wyrwanym z kontekstu epizodem, czy logiczną konsekwencją wszystkiego, co się dzieje w polskim futbolu? Cotygodniowy felieton do „Gazety” przeczytacie tutaj.

niedziela, 11 czerwca 2017

Wielu uważa, że selekcjoner reprezentacji Polski to to typ zachowawczy, lękający się zmian, prawie wycofany. Ja uważam inaczej. O czym świadczą m.in. rezerwowi Łukasz Fabiański, Grzegorz Krychowiak i Arkadiusz Milik. Mój cotygodniowy felieton przeczytacie tutaj.

niedziela, 27 września 2015

To nie jest jego drużyna, kibice nie skandują na meczach reprezentacji jego nazwiska – jak skandowali choćby nazwisko Beenhakkera – to raczej drużyna Lewandowskiego, w mniejszym stopniu Krychowiaka czy Glika. Zachwyty usłyszałem, dopiero gdy wraz z Michałem Szadkowskim odwiedziliśmy we wtorek Sebastiana Milę, którego poprosiliśmy, by opowiedział o reprezentacji Polski.

„Na odprawie trener Nawałka zaczyna przemawiać. Niesamowitym głosem, który zapowiada święto. Wprowadza podniosły nastrój. Masz wrażenie, że będziesz w stanie roznieść wszystko” – relacjonuje nam w wywiadzie rozgrywający Lechii. Nie wiem, czy inni kadrowicze czują to samo, w każdym razie Mila generalnie mówi o Nawałce głównie w uniesieniu, przedstawia go w sposób, w jaki polscy piłkarze zasadniczo nie przedstawiają polskich trenerów. Całość znajdziecie tutaj, zapraszam do lektury.

piątek, 15 listopada 2013

Niezwykła jest ta nasza więź z futbolową reprezentacją. Frustruje notorycznie, być może na skalę unikalną w Europie, ale gdy przychodzi mroźny listopadowy wieczór i towarzyska gierka bez znaczenia, na stadion wchodzi 42 tys. ludzi.

Oni mimo wszystko wciąż zaskakują, piłkarze zachęcają, by o nich pomilczeć. Jaki jest sens znęcać się nad podstarzałymi debiutantami Kosznikami i całą resztą rozdygotanych Kamińskich, skoro wszyscy wnieśli na wrocławski sparing właśnie to, co Adam Nawałka zamówił? Znaczy – typowy wyrób niskoligowy?

Regularnie oglądamy, jak wyglądają w zderzeniu z Europą mistrzowie kraju z warszawskiej Legii, tymczasem nowy trener defensywę na Słowację uszył z materiału jeszcze pośledniejszego gatunku. Poznańskiego, który wsławił się m.in. obciachem w letnim dwumeczu z Żaligirisem Wilno, oraz zabrzańskiego, który nie wsławił się niczym, bo nie miał okazji. I zamiast defensywy miernej, jak wystawiana w eliminacjach mundialu, mieliśmy defensywy karykaturę. Słowacja skwapliwie skorzystała – gdyby nie polska uprzejmość, rok 2013 zakończyłaby z zaledwie jednym zwycięstwem. Jeszcze chwila, a rywale z całego świata zauważą prawidłowość – załapałeś doła, to prędko umów się na grę z Polakami. Antydepresant idealny.

Jak nisko upadliśmy, uświadamiały już entuzjastyczne recenzje inauguracyjnych treningów Nawałki. Selekcjoner zaimponował, bo nie przestraszył się reprezentacyjnych gwiazd. Bo przemawiał podniesionym tonem, nawet krzyczał. Bo zaprowadził porządek. Bo zajęcia są zorganizowane, a nie chaotyczne. Treningi się udały, oto właściwy człowiek na właściwym miejscu. Oczekiwania na tyle zmalały, że nie potrzeba było meczu, by reporterzy odczuli podekscytowanie.

Oczekiwania są minimalne, tymczasem ze słów trenera wynikało, że porywa się na zadania maksymalne. Chce ponoć wdrukować reprezentacji styl gry wybitnie nowoczesny – ułamek sekundy po stracie piłki ma przegrupowywać się do agresywnej defensywy, także na połowie przeciwnika, aż strach wymieniać nazwy wielkich drużyn, które to stosują. Drużyn raczej klubowych, bo taka strategia wymaga synchronizacji ruchów niełatwej do wytrenowania na reprezentacyjnych zgrupowaniach. W dodatku zamarzyło się Nawałce, by bardziej niż poprzednicy zaufać rodzimej lidze. Czyli nadzwyczajnie ambitny cel chciałby osiągnąć z piłkarzami nienadzwyczajnych rozgrywek, których ambicje w europejskich pucharach giną, jak ustaliliśmy, już w rundach wstępnych.

Każdy selekcjoner zaczyna z własną „wizją”, niemal każdy próbuje początkowo ustalić sztywne zasady powołań. Jeden ostrzega, że będzie ignorował graczy tkwiących w klubowych rezerwach, inny ogłasza rezygnację z drugoligowców, jeszcze inny obiecuje otwarcie na rodzimą ekstraklasę. A potem każdy zderza się z brutalną rzeczywistością. I ze wszystkiego się powoli wycofuje, wraca do tych samych, wytartych nazwisk. Jak Waldemar Fornalik, który na swoje selekcjonerskie ostatki zaprosił zapomnianego Mariusza Lewandowskiego.

Zaapelowałbym, żeby nie panikować z powodu wstępnych towarzyskich podrygów. Nawałka lojalnie uprzedzał, że w listopadowym dwumeczu poeksperymentuje, niech zatem eksperymentuje, niech go oświeci w kwestii poziomu naszej ligi, wypatrywać postępów – a jak nie postępów, to czegokolwiek – będziemy w przyszłym roku. Na razie wiemy co najwyżej tyle, że piłkarzy od pierwszego wejrzenia nie uwiódł. Zaapelowałbym więc o spokój, gdybym nie wiedział, że paniki nie będzie. Ani nawet przygnębienia.

Z futbolową reprezentacją Polski pozostajemy bowiem w związku, by tak rzec, sadomasochistycznym. Oglądanie sprawia ból, ale oglądać nie przestajemy, i już nawet nie złorzeczymy, lecz mścimy się na piłkarzach szyderstwem. Potrzebujesz kogoś, komu idzie gorzej niż tobie? Masz reprezentację Polski. Antydepresant idealny. Aż się chwilami zastanawiam, czy piłkarze czasem nie przyjmują już kolejnych powołań jak wezwań na salę tortur.

Zastąpienie osławionych polskich nierzutów rożnych rzutami rożnymi? Wygrywanie z kimś powyżej San Marino? Awans na Euro 2016? Stosunek kibiców do polskiej drużyny jest już tak perwersyjny, że nie wiem, czy z takimi sukcesami poradziliby sobie psychicznie.

Archiwum
Tagi