Wpisy z tagiem: Leo Beenhakker

środa, 12 grudnia 2012

wojna, futbol

Najnowszy „Blizzard” - pismo dla koneserów futbolu i dłuuugich opowieści o nim, podejrzewam, że wielu bywalców „A jednak się kręci” je zna - przepytuje naszego dobrego znajomego, jedynego zagranicznego selekcjonera naszej reprezentacji, który najpierw podpisał jej bezprecedensowy awans na mistrzostwa Europy, a potem bezprecedensowo beznadziejne eliminacje do mistrzostw świata. Holender opowiada ciekawie, gawędziarz z niego znakomity, ja cytuję tylko fragment wywiadu, który może specjalnie zainteresować polskiego kibica. Daję w oryginale, żeby niczego nie przeinaczyć.

Leo Beenhakker: (...) Imagine the cultural shock I had when I quit Trinidad after the 2006 World Cup to take charge of Poland. In two weeks, I went from a Caribbean Island full of Rastas who party in the street all night listening to Bob Marley to a totally depressing and rigid Eastern European country. And despite everything, I liked both.

Joachim Barbier: From your time with Poland, we recall above all the context surrounding the game against Germany at Euro 2008...

Leo Beenhakker: I’d never known anything like it. The Polish press created such a fiasco… [one Polish tabloid notably published photos of Beenhakker holding the severed heads of Michael Ballack and Joachim Löw]. My main job was to protect the players from this atmosphere that had nothing to do with football but with the history of the two countries. We were capable of matching Germany from a technical point of view, but because certain players thought they were on some mission - due to the influence of the media or maybe people in their entourages - we couldn’t win. They put themselves in a situation where the match was too big for them because they wanted to gain revenge for historical events. Poland has a painful history; they have been battered from both sides, once by the Germans, once by the Russians. That generates a lot of frustration. The older generations of Poles still can’t accept that Germany has rebuilt itself and become such a rich, powerful country with a very good standard of living. They say to themselves, “Hang on, they lost the war.” As the match got closer and closer, I noticed more signs that suggested this frustration would spill over in to the game. We had the same problem in Holland in the 1970s. That’s the main reason we lost the 1974 World Cup final. At the time, a lot of players had lost family members, an uncle or an aunt, during the Second World War. That was the case, for example, with one of our defenders - Wim Van Hanegem. When you play with emotion you can’t play well.

Powyższe słowa przykuły moją uwagę, bowiem uświadamiają, do jakiego stopnia holenderski trener był między nami obcy, do jakiego stopnia nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje. Kiedy czytam, że polscy piłkarze dygotali z żądzy zemsty za drugą wojnę światową, przypominam sobie owo przykre poczucie powierzchowności kontaktu z egzotyczną krainą, do której zostałem wrzucony bez znajomości języka ani kultury tubylców i po omacku próbowałem zorientować się, gdzie jestem - wychwytując jakiekolwiek drobne sygnały, niechby i tylko na wpół czytelne. Okładki tabloidów są tutaj źródłem wybitnie niewiarygodnym, choć bowiem dotykają potrzeb czytelników, to rzeczywistość drastycznie wykrzywiają. Holendrowi przydałoby się to wiedzieć, w końcu prestiżowe misje i małe fuchy brał wszędzie, od Trynidadu i Tobago po Arabię Saudyjską, od Meksyku po Węgry czy Turcję.

Przeświadczenie Beenhakkera, jakoby stosunek znajdujących się pod jego dowództwem polskich piłkarzy (ludzi mojego pokolenia) do meczów z Niemcami mógł być zbliżony do tego, co grało w duszach holenderskich przed finałem mundialu w 1974 roku, jest wprost kuriozalne. Przed blisko 40 laty pamięć o wojnie była jeszcze tak żywa, iż to sami piłkarze „Oranje” opowiadali, że rywali nienawidzą, i chcieli na boisku mścić się za hitlerowską okupację - wrogość wynosili z domów zamieszkanych przez jej ofiary, wyliczali, kogo z rodziny wymordowali im naziści. Poczytajcie zresztą „Brilliant Orange” albo „Football Against Enemy”, w obu czuć temperaturę tamtych antagonizmów.

U nas antyniemiecki resentyment oczywiście istnieje, karmią się nim cyniczni politycy, ale nie wolno go nawet porównywać z traumą odczuwaną przez Holendrów dziesiątki lat temu. Nakładając na nierozpoznaną rzeczywistość filtr zbudowany z własnych wspomnień zamierzchłej przeszłości, Beenhakker schodzi na poziom swojego polskiego adwersarza, którego ganił za myślenie kategoriami lat 70. i 80. - Antoniego Piechniczka.

19:34, rafal.stec
Link Komentarze (48) »
Archiwum
Tagi