Wpisy z tagiem: Harry Redknapp

czwartek, 09 lutego 2012

Harry Redknapp, Harry Houdini, Euro 2012

Kiedy Anglia odpadła z mistrzostw świata w 2006 roku, zachowałem się nieostrożnie i w sali prasowej usiadłem obok angielskiego dziennikarza - a to był gigantyczny hangar, miałem wybór. Następnie popełniłem błąd jeszcze poważniejszy, bo zapytałem, kto zostanie następnym selekcjonerem. Zapytany spojrzał z obłędem w oczach i zaczął wrzeszczeć, że teraz przyjdzie Steve McClaren - toż to wybór oczywisty, wprost naturalny - a jak już przyjdzie, to przyrządzi reprezentację najnudniejszą w historii, z góry skazaną na klęskę, przynoszącą wstyd i w ogóle hańba jej na wieki.

Jak przepowiedział, tak się stało. Tamtejsza federacja oddała kadrę rzeczonemu McClarenowi, choć ten do skromniutkiego CV mógł wpisać jedynie posadę w przeciętnym Middlesborough. I niewydarzony trener nie umiał nawet awansować na Euro 2008.

Pod innymi szefami też nie działo się normalnie. Glenn Hoddle został wylany, bo przekonywał, że niepełnosprawni cierpią za grzechy popełnione w poprzednich wcieleniach. Sven-Goran Eriksson - pomimo absolutnego braku sukcesów od lat naciągający na gruby szmal naiwnych prezesów we wszystkich stronach świata - nie dość, że się nie nadawał, to jeszcze brukowce nasyłały nań fałszywego szejka, wyciągały z papli zbyt śmiałe zwierzenia, po czym komentarzowo wdeptywały w ziemię.

Wreszcie przyszedł Fabio Capello. Boss charyzmatyczny, imponująco kompetentny, z karierą wysadzaną trofeami. Niestety, ledwie dukał po angielsku, a do zarządzania dostał zasoby ludzkie notorycznie wymagające pogłębionego komentarza - czołowy napastnik Rooney gził się z leciwymi prostytutkami, czołowy obrońca Terry kładł łapy na kobiecie kolegi z szatni, czołowy pomocnik Gerrard spędzał noc w celi, do której policja zaciągała go prosto z knajpy. To się musiało skończyć chryją na 14 fajerek.

I chryją się skończyło. Kiedy Capello apelował, by z oceną oskarżanego o rasizm Terry’emu wstrzymać się do wyroku sądu, brzmiał mało wiarygodnie, bo on sam wyroki ignoruje - eksprezesa Juventusu uważa za niewinnego, choć antybohater afery korupcyjnej Luciano Moggi został już skazany. Ale było jasne, że nigdy nie zgodzi się, by podejmowano decyzje za niego. Działacze ogłaszający, że Terry nie może zachować kapitańskiej opaski, podważyli autorytet trenera nieugiętego, bezkompromisowego, żądającego pełnej autonomii. Trenera, któremu zdarzało się nawet dobierać garderobę dla żon piłkarzy, by nie rozpraszały ich np. rozległymi dekoltami. (Nawiasem mówiąc, z naszej perspektywy to niesłychane: Anglicy źle się czuli z niebezpieczeństwem, że aktualny kapitan ich kadry zostanie ogłoszony rasistą. Z perspektywy naszej, czyli perspektywy reprezentacji tolerującej piłkarza, który przyznał się do zrzutki na łapówkę).

Paradoks polega na tym, że teraz wyspiarze odzyskają nadzieję. Do niedawna na każdy turniej jechali po pewne złoto, ostatnio nieco otrzeźwieli - skoro na poprzednie mistrzostwa Europy ich drużyna w ogóle się nie zakwalifikowała, a na poprzednim mundialu nie umie pokonać nawet Algierii, to nawet duma ojców futbolu musiała ustąpić zdrowemu rozsądkowi. Zwłaszcza że i do Capella stracili serca. Ale jutro na ratunek nadciągnie Harry Redknapp zwany Houdinim - swój chłop tak swojski, że wręcz najswojszszy, głęboko rozumiejący duszę angielskiego kopacza z krwi i kości jej królewskiej mości, dla lepszej komunikacji z szatnią pozujący na skończonego troglodytę, w lidze angielskiej radzący sobie tym ładniej, im uparciej manifestuje pogardę dla fetyszu nowoczesnego futbolu, czyli taktyki. Uwierzą w niego piłkarze, dziennikarze, kibice. Każdy dostaje takiego Smudę, na jakiego zasłużył.

Mają Anglicy najbogatszą federację w Europie, mieli najhojniej opłacanych selekcjonerów w Erikssonie i Capellu, mają najpotężniejszą finansowo i marketingowo ligę. Czują się mocni, czują się uwielbiani, od 1966 roku czują się mistrzami świata. Teraz też pewnie nie zauważą, że wraz z wziętym z Tottenhamu Redknappem ich wytarmoszonej skandalami reprezentacji nie zasili ani wyobraźnia rozgrywającego Modricia, ani pęd lewoskrzydłowej torpedy Bale’a. Stary wyspiarski fachura spróbuje raczej zwerbować niewiele młodszego Scholesa, który karierę już skończył, ale zlitował się nad kłopotami Manchesteru i postanowił jeszcze trochę po boisku podreptać.

Tam przydałby się oryginalny Houdini, choć gwarancji sukcesu by nie dał. W zalanej wodą stalowo-szklanej skrzyni, w której uwalniał się z kajdan, było chyba przytulniej.

Archiwum
Tagi