Wpisy z tagiem: Josep Guardiola

środa, 25 stycznia 2012

FC Barcelona, Real Madrid, El Clasico

Jeśli już decyduję się blogować o futbolowym szlagierze, to zazwyczaj na długim dystansie - przez kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin. Tym razem jednak dopiero przed chwilą strzeliło mi do głowy, że postukać w klawiaturę, więc postukam godzin zaledwie kilka.

Postukam przy okazji meczu, od którego murawa powinna zapłonąć od emocji, a dziś grozi nam, że na Camp Nou będzie raczej letnio. Skoro w pierwszym ćwierćfinale Copa del Rey Barcelona pokonała Real w Madrycie (2:1), skoro Realowi pod dowództwem Mourinho w 90 minutach nie uległa nigdy, to trudno uwierzyć, że za chwilę roztrwoni przewagę. Trudno też uwierzyć, że jej rywale wierzą. Ale poczekajmy. I poblogujmy.

20.15. Przypomnijmy: to będzie dziewiąte El Clasico w ostatnich dziewięciu miesiącach. A ponieważ wiosną czeka nas kolejny odcinek (w Primera Division), kolejne dwa odcinki (jeśli Barcelona z Realem zmierzą się także w finale Champions League) lub kolejne trzy odcinki (jeśli zderzą się w Champions League wcześniej), to może przeżyć trudny do pobicia rekord - serial 12 hitów rozegranych w 12 miesięcy. Marketingowcy z ekstazy oderwaliby się chyba od ziemi i prędko nie wrócili.

20.22. O humorze Jose Mourinho, zazwyczaj wielkogębnego i rozkoszującego się własną elokwencją, najlepiej świadczy przebieg wczorajszej konferencji prasowej. Dziennikarze zadali 20 pytań, na 11 z nich trener odpowiedział monosylabami: „tak”, „nie”, „nie wiem”, „nie komentuję”, „nie odpowiem”. Poza tym wykręcał się - „zapytaj swojego kolegi” (na pytanie, czy prawdziwe są prasowe doniesienia, że planuje w czerwcu odejść z klubu), „zapytaj piłkarzy” (na pytanie o kompleks Barcelony), „zapytaj kibiców” (na pytanie o wymierzone w niego gwizdy na Santiago Bernabeu). Myślicie, że walczył ze sobą, by wytrzymać i nie wywalić sforze pismaków wszystkiego, co o nich myśli?

20.31. W Barcelonie też dzieje się nietypowo. Trener Josep Guardiola, dla którego generalnie największym wyzwaniem jest dostarczanie swoim niezwyciężonym podwładnych motywacji i utrzymywanie ich w stanie pełnej koncentracji, po raz pierwszy nie pozwolił im spędzić nocy przed meczem w Copa del Rey w domach. Spali w hotelu, na minizgrupowaniu - to standard w Lidze Mistrzów. Trzeba uważać, Real to wciąż drapieżnik arcyniebezpieczny, jak nie byłby pogryziony, sam też wydaje się zdolny rozszarpać każdego wroga. A Barca może kiedyś stracić czujność - jeśli z Madrytu przylatują piłkarze co prawda agresywni, ale sportowo groźni jak kiciuś, co to mu jeszcze pazury nie wylazły...

20.38. Poszukałem, kiedy Real ostatni raz uzyskał na Camp Nou wynik, który dziś dałby mu awans. Stało się to wiosną 2002 roku - w półfinale Ligi Mistrzów wygrał 2:0. Ale żeby odnaleźć kolejny taki wynik, trzeba już cofnąć się do lutego 1980 roku - wtedy „Królewscy” też zwyciężyli 2:0, ale w Primera Division.

21.01. Po dzisiejszym wieczorze na szczycie znów zrobi się ekstremalnie. Jeśli Barcelona jak zwykle rozjedzie wroga, rozjuszony Madryt już Mourinho nie popuści - czy Real będzie wygrywał w lidze pięcioma, czy dziesięcioma golami, czy utrzyma, czy wręcz zwiększy przewagę nad Katalończykami w tabeli Primera Division, portugalski trener nasłucha się wyzwisk, słusznej i niesłusznej krytyki, mrożących krew opowieści o konflikcie w szatni prawdziwych i wyssanych z palca.

A jeśli zdarzy się cud (znaczy goście awansują), medialni ujadacze zapadną zbiorowo na amnezję i nad Mourinho znów rozbłyśnie aureola. Real stałby się wówczas bardzo poważnym pretendentem do przejęcia podwójnej korony - przyznawanej za ligę i przyznawanej za puchar. Ależ byłby niesamowity zwrot w hitowym serialu, co? Dzieli nas od niego tyci-tyci, jeden marny mecz... Żartowałem, dzieli nas od niego nieskończoność - trzeba pobić Barcę na Camp Nou.

21.08. Jeśli natomiast - to trzeci wariant, pośredni - Barcelona awansuje, ale Real wreszcie ją postraszy, zmusi do krańcowego wysiłku, zaaplikuje fanom gospodarzy rozstrój nerwowy (np. doprowadzając do dogrywki), to już sam nie wiem, co będzie. Przeczuwam tylko, że przez hiszpańskie powietrze zacznie płynąć prąd. O bardzo wysokim natężeniu.

21.12. Przeczytajcie też dwa ostatnie poświęcone interesującemu nas teraz tematowi teksty z „Gazety”. Michał Szadkowski tutaj napisał o wielkiej drace w Realu, a tutaj... też o wielkiej drace w Realu;-)

21.15. Chciałem się dzisiaj w redakcji zakładać (wymieniony wyżej Misza świadkiem;-)), że Mourinho na złość wszystkim wystawi Pepe. Miałem rację. Skład Realu już znamy: Casillas - Arbeloa, Pepe, Sergio Ramos, Coentrao - Lass, Xabi Alonso - Kaká, Ozil, Ronaldo - Higuaín.

21.17. Skład Barcelony bez niespodzianek: Pinto - Alves, Piqué, Puyol, Abidal - Xavi, Busquets, Iniesta - Cesc, Messi, Alexis Sanchez. Jeśli pominąć bramkę, to najsilniejsza moim zdaniem dostępna jedenastka Katalończyków, rozpędzający się Alexis Sanchez już się Villi dogonić nie da.

21.32. Barcelona w pełnym rynsztunku, Real bez jednej z najgroźniejszych broni - dopóki Angel di Maria wytrzymywał w zdrowiu, był obok C. Ronaldo, Xabiego Alonso i Casillasa wystawiany w El Clasico zawsze. I zazwyczaj wypadał stosunkowo nieźle. Tydzień temu nie zagrał po raz pierwszy. Argentyńczyk to specjalista od asyst - w czołowych pięciu ligach europejskich ma ich najwięcej (13). Wyprzedza Davida Silvę (12), Matthieu Valbuenę (10), Mesuta Ozila (po 9), Leo Messiego i Antonio Valencię (8).

21.41. Ciekawostka z Twittera: od 17 El Clasico Real Madryt wystawia młodszą jedenastkę niż Barcelona.

21.55. Byłem przeświadczony, że Pepe zagra, bo po latach spędzonych na obserwowaniu Mourinho intuicja podpowiadała mi, że on kombinuje tak: „Im bardziej mówią mi, że mam go nie wystawić, tym bardziej go wystawię. Wystawię, choćby miał urwaną nogę. Ja tu jestem szefem!”

22.00. Zaczynamy. El Clasico z Mourinho, odcinek dziewiąty. Po doświadczeniach z minionych ośmiu oczekiwania mam skromne: niech nie będzie krwawo, niech nie będzie żenująco, niech wreszcie nie będzie do jednej bramki. Niech wreszcie będą emocje czysto sportowe, podnoszące włosy do wyprostu, sprawiające, że ten serial się nam nie znudzi, lecz każe ze zniecierpliwieniem wypatrywać następnego razu. Zaraz grają!

22.30. Na razie wygląda na to, że moje prośby zostały wysłuchane - to się ogląda. Real w stałym kontrnatarciu, mój faworyt Mesut Ozil wreszcie czaruje jak spadkobierca Zidane’a, on i jego kompani mogli już ładnych parę goli załadować. Aż się Carles Puyol (jego postawa w wielkich meczach zawsze specjalnie mi imponuje) zezłościł i próbował udawać Messiego. That’s football!

22.54. Niewiarygodne. Jeśli ktoś o sercu barcelońskim widział już drużynę z Madrytu martwym, do 42. minuty musiał się czuć jak nocą bardzo żywych trupów. Goście przekłuwali defensywę gospodarzy regularnie, gospodarze defensywę gości co najwyżej nakłuwali. Real w żadnym ruchu - zazwyczaj oszałamiająco dynamicznym ruchu - nie wyglądał na grupę rozbitą, zniechęconą, zakompleksioną wobec rywala. Rozgrywał najlepszą połówę El Clasico pod Mourinho, sugerował, że jednak jest w stanie pokonać Barcelonę.

Aż Messi przypomniał, że jest możliwe przeciwstawić się Barcelonie, ale nie jest możliwe przeciwstawić się Messiemu. A potem petardę wypuścił Dani Alves... Niewiarygodne.

23.00. Ja wiem, że Jose Mourinho wielkim oratorem jest, ale po takich 45 minutach w szatni Realu nawet chór z Cyceronem, Demostenesem i Abrahamem Lincolnem mógłby co najwyżej pomilczeć... Już kiedyś o tym blogowałem - aż mnie skręca, żeby w takich chwilach mieć tam ukrytą kamerę. Druga połowa będzie tylko formalnością? Oby nie była krwawą jatką...

23.28. Cristiano Ronaldo znów trafia w El Clasico, 2:1. Ja generalnie - jakkolwiek ryzykownie to w tych okolicznościach nie zabrzmi - jestem pełen uznania dla gości. Piłkarzom Realu świat wmawiał, że są złamani i skłóceni, a oni na Barcelonę się rzucili i umieli ją poddusić. Piłkarze Realu zeszli na przerwę po dwóch nokautujących ciosach, ze świadomością, że znów polegli, ale po przerwie wciąż zasuwają nawet na połowie katalońskiej. I zdołali się odgryźć. Upieram się - to wielka drużyna.

23.35. Niewiarygodne. Niewiarygodne. 2:2, oni nadal żyją! Bezdyskusyjnie - najbardziej fascynujące z dziesięciu El Clasico za czasów Jose Mourinho. OK, to już nie będę wam wkładał do głów tej frazy o wielkiej drużynie z Madrytu;-)

W przerwie ćwierknąłem na Twitterze, przyznaję się bez awantur: „Kiedyś kpiło się tak z piłkarzy reprezentacji Hiszpanii, teraz ładnie leży na Realu: gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”.

23.55. Z proponowanych przeze mnie scenariuszy ziścił się trzeci. Faworyt ocalał, Real zostawił lepsze wrażenie. Choć znów zszedł z boiska pokonany, to przebieg wydarzeń na pewno piłkarzy z Madrytu nie zdołował - raczej bym typował, że dostali dziś energetycznego kopa. Udowodnili sobie, że Barceloną można ostro potargać, i to na jej trawach. Wspaniały wieczór z El Clasico. Wreszcie.

23.58. Aha, pobloguję jeszcze długo, tylko potrzebuję kilka chwil na zredagowanie relacji z meczu Michała Szadkowskiego i wysłanie ostatniego wydania „Gazety”;-)

00.19. Tekst zredagowany, zanim wyjdzie z korekty i pozwoli, by go wlać na stronę, refleksja natury ogólnej. Otóż mecze Barcelony z Realem Madryt pozwalają zrozumieć fundamentalną różnicę między piłkarzem amatorem, a piłkarzem zawodowcem. Zawodowiec to ten, który do perfekcji wytrenował odruch przewracania się, łapania za twarz lub zwijania z bólu po dowolnym zetknięciu z przeciwnikiem. My, amatorzy, padać po każdym kontakcie nie umiemy. Ten odruch musi być naprawdę trudno wypracować.

00.23. Z pomeczowych pogaduch. Casillas do sędziego: „Powinieneś balować razem z nimi”. Czyli rutyna. Szkoda, że piłkarzom najwyższej klasy gwiżdżą sędziowie miernej klasy.

00.40. Czarne wieści z szatni barcelońskiej. Alexis Sanchez i Andres Iniesta nie zagrają ponoć przez kilka tygodni. A przecież leczy się też David Villa...

00.45. Xabi Alonso: „Nie jesteśmy zadowoleni, ale jesteśmy dumni”. Piłkarz Realu czuje dumę. choć właśnie wyeliminowała go Barcelona? Oj, oni naprawdę świetnie zdają sobie sprawę, jak na razie wygląda kolejność dziobania...

00.48. „As” wyliczył, że po meczu piłkarze Barcelony wytykali sędziemu, że nie dał im dwóch rzutów karnych, a piłkarze Realu - że nie dał im trzech.

00.51. Iker Casillas już ochłonął. Przeprosił arbitra za to, że go w tunelu obraził. (A ja przypominam/informuję, że bazgram też na Facebooku).

01.03. Alvaro Arbeloa obwieścił, że on i jego kumple właśnie pozbyli się mentalnej blokady, która przeszkadzała im w El Clasico. Może się nie myli, ale wypada też przywołać wakacyjny dwumecz o Superpuchar Hiszpanii. Działo się jak minionego wieczoru - nawet wtedy, gdy Real sprawiał lepsze wrażenie i podpierał je atakami, Barcelony nie pokonał. Czyli na razie nihil novi. Jak Real gra dobrze, przegrywa. Jak Real gra źle, ponosi klęskę.

01.16. Najpierw uspokajam kibiców Blaugrana, że Alexis będzie pauzował maksimam dwa tygodnie (uraz barku). A teraz przejdźmy do wydarzenia wieczoru - w drugiej połowie Real Madryt trzymał piłkę przez 51 proc. czasu gry! Jak Mourinho zobaczy te dane, urządzi taktyczną połajankę, wyśledzi klejących się do piłki najdłużej, każe im w trakcie połajanki klęczeć, a wszystkim rozkaże, by następnym razem aż tak się nie napalali;-)

| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29