Wpisy z tagiem: Vicente Del Bosque

sobota, 23 czerwca 2012

 Vicente del Bosque, Hiszpania, Euro 2012, labirynt

Vicente del Bosque pcha się do historii? Niby zgodnie z oczekiwaniami taktyczną zawieruchą stabilizacji w reprezentacji Hiszpanii nie zakłóca, nawet nadziewanie na szpicę Ceska Fabregasa pożyczył z projektu barcelońskiego, potulnie trzyma się niewypowiedzianego zalecenia, by nie przeszkadzać. Jeśli jednak będzie upierał się przy wystawianiu sześciu środkowych pomocników, a drużyna dotruchta do złota, to zapamiętamy mu, że rezygnował z napastnika, choć mógł wybierać między pięcioma klasowymi. Kto wie, może nawet dziejopisarze uwiecznią go jako trenera najbliższego urzeczywistnienia idei twórców futbolu totalnego, którzy wymyślili sobie, by w polu biegała dziesiątka klonów tak uniwersalnych w grze, że umiejących wszystko.

Hiszpania w wersji 2012 to machina skonstruowana inaczej niż wszystkie, a przecież gdyby jej selekcjoner zechciał jeszcze poszaleć, mógłby w centrum defensywy ustawić siódmego środkowego pomocnika Javiego Martineza. Ryzykowałby chyba mniej niż nam się zdaje, bo to również machina do wygrywania, jakiej najpiękniejsza z gier nie pamięta - jeśli wyjąć tamtą wpadkę ze Szwajcarią (0:1 na inaugurację mundialu w RPA), byłaby niepokonana od 43 spotkań o punkty, z których wygrała 41. Pele i reszta brazylijskich wirtuozów z wiadomej ery wzdychają z zazdrością.

Trener obrońców tytułu ogląda mecze, jak przypuszczam, w pełnym poczuciu bezpieczeństwa. Świadomy, że obok rwą się do gry napastnicy najwyższej europejskiej klasy (każdy o odmiennej charakterystyce!), że w dowolnym momencie może się odwołać do skrzydłowego formatu Santiego Cazorli albo Jesusa Navasa, że w Juanie Macie trzyma w odwodzie gwiazdora zwycięzców ostatniej Ligi Mistrzów, że nawet przywiędły Pedro jest w kilerem od dobijania rywali w ważnych starciach. Ale gwałtownych ruchów del Bosque nie wykonuje, bo nie musi. Nigdy dość przypominania, że niezniszczalność Hiszpanii nie polega na huraganowej sile ofensywy, lecz nietykalnej defensywie. My zabieramy piłkę, oni za nią wodzą wzrokiem, nawet jeśli długo im nie przywalimy golem, to bez stresu wyprowadzamy kolejne ciosy, oni tkwią zagubieni w labiryncie naszych mikropodań, więc nie będą mieli głowy, żeby wypracować coś lepszego niż bezbramkowy remis.

Nie bądźmy gołosłowni, spójrzmy na mecze rund pucharowych Euro 2012, MS 2010, Euro 2008 - dziś faworyci pokonali Francję 2:0, wcześniej było 1:0 z Holandią, 1:0 z Niemcami, 1:0 z Paragwajem, 1:0 z Portugalią, 1:0 z Niemcami, 3:0 z Rosją, 0:0 z Włochami. Gola nie stracili nigdy. W sumie, wliczając wszystkie dogrywki, przez 780 minut. Grają zawsze niespiesznie, niezapomnianych spektakli a la Barcelona nie dają, liczą na nieprzebrane bogactwo kadr - czasem bohaterem zostaje Xabi Alonso (dzisiaj, dwa gole w setnym występie dla kraju), czasem wroga zetnie Iniesta albo Fernando Torres (finały), czasem przesądzi rzut rożny i kudłata głowa Carlesa Puyola (mundialowy klincz z Niemcami), czasem wszystkich ocali Iker Casillas (ćwierćfinały z Paragwajem i Włochami).

Nadal trzymam się swojego przedturniejowego typu, że w finale Euro 2012 Niemcy zmierzą się z Portugalią, ale szanse na pomyłkę mam ogromne, nie mniejsze niż „La Furia Roja” na utrzymanie panowania. Gdyby jej się udało, del Bosque miałby w dorobku wszystkie najcenniejsze trofea - dwukrotny triumf w Lidze Mistrzów, mistrzostwo świata i kontynentu. Trener bez właściwości osiągnąłby więcej niż jakikolwiek poprzednik - nawet legendarny Holender Rinus Michels, bez którego wizji nie istniałaby dzisiejsza Hiszpania, ustąpiłby mu przegranym finałem mundialu. Awantury o to, kto był największy, stałyby się jeszcze bardziej ogniste i skazane na niemożność dotknięcia kompromisu, na czoło klasyfikacji medalowej wysforowałby się nieciekawy i zajadle krytykowany antygwiazdor, którego misją było nie zepsuć doskonałego.

Archiwum
Tagi