<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>A jednak się kręci</title>
    <link>http://rafalstec.blox.pl/html</link>
    <description />
    <lastBuildDate>Tue, 14 Feb 2012 23:37:41 +0100</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Sport lgnie do tyrana</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Sport-lgnie-do-tyrana.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/timegoyapainting.jpg" alt="Saturn Devouring His Son, 1819-1823, Francisco Goya" width="387" height="563" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jeśli świat trząsł się ze zgorszenia po obdarowaniu igrzyskami olimpijskimi łamiących prawa człowieka Chin, to po przyznaniu organizacji zakończonych przedwczoraj futbolowych mistrzostw Afryki Gwinei Równikowej powinien z oburzenia eksplodować.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Blogowałem już (&lt;a href="http://rafalstec.blox.pl/2012/01/Zbrodniarz-igrzyska-juz-ma-Teraz-medal.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;  znajdziecie szczegóły): turniej odbywał się w kraju będącym prywatną salą tortur jednego z najkrwawszych i najchciwszych władców. Gdyby król Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, który poddanych uważa za swoją własność, dzielił się naftowym majątkiem - nawet zagarniając większość zysków - Gwinejczykom żyłoby się jak mieszkańcom krajów Zachodu. Ponieważ jednak są niewolnikami, wegetują w skrajnej nędzy.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zbrodniarzowi zachciało się igrzysk, więc światek futbolu sprezentował mu najważniejszą sportową imprezę na kontynencie. A ponieważ zbrodniarzowi zachciało się jeszcze sukcesu, rozkazał importować najemników. Paszporty przyjęli kopacze z Brazylii, Kamerunu, Liberii, Senegalu, Nigerii i Hiszpanii, więc w większości meczów w drużynie gospodarzy nie wystąpił nikt, kto urodziłby się w Gwinei. Kuriozum, jakiego cała historia futbolu nie widziała. &amp;#8222;Gwinejczycy&amp;#8221; awansowali do ćwierćfinału, zadowolony syn Teodoro wypłacił piłkarzom milion dolarów premii. Tyle ile wspomnianym 490 tys. najbiedniejszych poddanych - razem wziętym - musi wystarczyć na dwa dni życia.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W sporcie, w którym idealiści pragną widzieć świat najszlachetniejszych wartości, nigdy nie było tak, że najważniejsze turnieje dostawały wyłącznie dojrzałe lub przynajmniej rozkwitające demokracje. Już uczestników drugiego futbolowego mundialu przyjmował Benito Mussolini, który zażyczył sobie złota dla Włochów, więc belgijski sędzia ćwierćfinału pozwolił, by gospodarze połamali nogi legendarnemu hiszpańskiemu bramkarzowi Ricardo Zamorze, a szwajcarski sędzia powtórzonego ćwierćfinału tak bezczelnie oszukiwał, że został zdyskwalifikowany przez zawstydzoną rodzimą federację. Potem olimpijczyków podejmował Adolf Hitler; zaszczytu zorganizowania najsłynniejszej bokserskiej walki - Muhammada Alego z George?em Foremanem - dostąpił twórca osławionej zairskiej kleptokracji Mobutu Sese Seko; jedyny mundial, na którym polscy piłkarze uchodzili za faworytów, odbył się u trzymanych za twarz przez wojskową juntę Argentyńczyków.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dopiero niedawno edukowana przez organizacje pozarządowe opinia publiczna uwrażliwiła się i zyskała świadomość, że imprezy sportowe bywają spełnianiem fantazji tyranów. Co zresztą prowadzi do jałowych dyskusji o kryteriach, jakie mielibyśmy przyjmować przy wyborze gospodarzy igrzysk. Czy z naszej, europejskiej perspektywy na ten przywilej zasługują Stany Zjednoczone, które wykonują najwięcej wyroków śmierci, w Guantanamo torturują i zamykają bez sądu, w więzieniach trzymają najwyższy odsetek obywateli na planecie, najeżdżają kraje na drugim końcu świata pod sfingowanymi pretekstami etc.? Jeśli moralnej legitymacji odmówimy nawet USA, zbliżymy się do wniosku, że igrzyska może gościć ledwie kilka krajów...&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W każdym razie nastał czas, w którym społeczeństwa sytych demokracji liberalnych coraz częściej debatują, czy warto porywać się na tak kosztowne ekstrawagancje, natomiast kandydaci kontrowersyjni - państwa niegotowe infrastrukturalnie, pełne nędzy, naruszające prawa człowieka - toczą o turnieje zażarte wojny, zwycięstwo nierzadko zawdzięczając łapówkom. Igrzyska letnie wczoraj zorganizowały Chiny, a zimowe jutro zorganizuje Rosja. Rosja wzięła też futbolowy mundial (2018), po którym piłkarzy przyjmie Katar (2022) - kupujący ostatnio turniej za turniejem, choć pozbawiony jakichkolwiek sportowych tradycji i również masowo importujący zawodników z zagranicy. Monarchia z nieodległego Bahrajnu - w ulicznych protestach ginie tam coraz więcej ludzi - zaprasza kierowców Formuły 1, przeciw czemu buntują się brytyjscy parlamentarzyści. Poprzedni Puchar Narodów Afryki odbył się w częściowo ogarniętej wojną domową Angoli (co skończyło się ostrzelaniem autobusu z drużyną Togo i ofiarami śmiertelnymi), a następny miał się odbyć u Muammara Kaddafiego - przeniesiono go dopiero po wybuchu powstania i obaleniu dyktatury. Tylko czekać, aż piłkarze zostaną zmuszeni do odwiedzin opiekującego się ludem Suazi króla Mswatiego III, który dla udowodnienia swojej jurności zgwałcił w ubiegłym roku byka. (O grze wstępnej również wspominałem w &lt;a href="http://rafalstec.blox.pl/2012/01/Zbrodniarz-igrzyska-juz-ma-Teraz-medal.html"&gt;tamtej notce&lt;/a&gt; ).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na razie najbardziej ponurą współczesną krainą, której sportowi działacze - nawiasem pytam, ile grup zawodowych zapracowało na podlejszą reputację? - przyznali bardzo prestiżowe zawody, pozostaje wspomniany brutalny reżim króla Teodoro. Jeśli okładane krytyką przed igrzyskami w Pekinie Chiny porównamy do więziennej celi, to Gwineę Równikową musimy wyobrazić sobie jako izolatkę, nad której lokatorami znęcają się sadystyczni strażnicy. Znęcają się nad wszystkimi, wielu mordują, do tego w sposób możliwie wyrafinowany. Działacze praw człowieka porównują ten kraj do Korei Północnej.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Paradoks ostatni: Gwinejczycy triumfami wypożyczonych z zagranicy piłkarzy autentycznie się cieszyli. Na trybunach oklaskiwali niemal każde zagranie, potem wylegali na ulice i godzinami tańczyli. Oprawca podarował im prawdziwy karnawał.&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; PS Informuję/przypominam, że bazgram również &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/A-jednak-si%C4%99-kr%C4%99ci-Rafa%C5%82-Stec/213105492098380"&gt;na Facebooku&lt;/a&gt; . &amp;#65279;&amp;#65279;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Sport-lgnie-do-tyrana.html</guid>
      <pubDate>Tue, 14 Feb 2012 23:37:41 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Liga bez futbolowego bzika</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Liga-bez-futbolowego-bzika.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/BAR_09_12_2011652.jpg" alt="Ekstraklasa bez gwiazd, inwestycji, właścicieli hobbystów" width="460" height="307" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Bogaci właściciele polskich klubów mamili opinię publiczną obietnicami, że jeśli podatnicy sprezentują im stadiony, to odwdzięczą się sportowym spektaklem najwyższej klasy. Dostali, czego chcieli. Nasza ekstraklasa urosła do stadionowego mocarstwa. Gdyby za kryterium przyjąć rozmiar pięciu największych obiektów, liga polska zaglądałaby do czołowej dziesiątki w Europie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A jednak w elicie klubów obowiązują zrównoważone budżety i inne zaklęcia czasów kryzysu. To gwarantuje stabilność, ale odbiera wiarę, że prędko dochowamy się polskiej drużyny na miarę polskich stadionów. Czyli drużyny klasy europejskiej. Napisałem o tym wszystkim felieton do dzisiejszej &amp;#8222;Gazety Sport.pl&amp;#8221;, który przeczytacie &lt;a href="http://www.sport.pl/pilka/1,65039,11131537,Liga_bez_futbolowego_bzika.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; .&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Liga-bez-futbolowego-bzika.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Liga-bez-futbolowego-bzika.html</guid>
      <pubDate>Mon, 13 Feb 2012 19:10:17 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Real Madryt. Machina</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Real-Madryt-Machina.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/Mechagodzilla.jpg" alt="Real Madryt, Jose Mourinho" width="430" height="180" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wreszcie. Barcelończycy zaczęli reagować jak homo sapiens, nawet Leo Messi stał się trochę bardziej ludzki. I obrona tytułu mistrza Hiszpanii stała się - bądźmy poważni, proszę - właściwie nierealna.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wielokrotnie w minionych latach zdumiewałem się, na papierowych łamach i blogu, że wirtuozi z Camp Nou wytrzymują notoryczne zwyciężanie aż tak długo. Wytrzymują mentalnie, nie fizycznie. Dowodów, że współczesny futbol na najwyższym poziomie wycieńcza i wypala dość szybko, naoglądaliśmy się mnóstwo, to także stąd bierze się niezdolność wielkich drużyn do obrony Pucharu Europy. Jak zmotywować do tyrania na ligowym hiszpańskim wygwizdowie multimedalistów, którzy zapytani znienacka pewnie sami nie potrafiliby powiedzieć, ile uzbierali trofeów?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dziesięciu punktów straty do lidera ligi hiszpańskiej nie wytłumaczymy jednak &amp;#65279;tylko człapaniną Katalończyków. Kiedy sławiłem tutaj niedawno dzieło Jose Mourinho w Madrycie, ogłaszając je najdoskonalszym obok barcelońskiego, wyrzucaliście mi na forum, że macham pustą statystyką - z braku innych argumentów, wszak żadne United czy City Realu nie sprawdziło. Że niby liczby to w futbolu nie wszystko.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Może i nie wszystko, ale bardzo wiele. Statystyki nie są abstrakcją jak noty za wrażenia artystyczne, one odzwierciedlają to, co dzieje się na murawie. Jeśli piłkarze Realu mają statystyki fenomenalne, to dlatego, że fenomenalnie grają. Wiem, piszę w niewłaściwym momencie, bo dziś przepchnąć dzielne Levante pomógł im poniekąd ów dziwaczny incydent z zagraniem ręką Iborry, odesłanie go do szatni z czerwoną kartką, rzut karny. Ale nawet ów incydent nie unieważnia oszałamiającej passy piłkarzy Mourinho - jeśli wyjąć nieszczęsne zderzenia z Barceloną (1:3, 1:2, 2:2), po 21 września zwyciężali we WSZYSTKICH meczach. We WSZYSTKICH rozgrywkach.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A punktów nie ciułają, wolą kolejnych rywali wdeptywać w murawę.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Osasunie przyłożyli siedmioma golami, Dinamu Zagrzeb i Sevilli (na wyjeździe!) - sześcioma, Granadzie i Ponferradinie - pięcioma, Lyonowi, Atletico, Bilbao, Espanyolowi, Betisowi, Maladze i przed chwilą Levante - czterema, Ajaksowi (u siebie i na wyjeździe), Valencii, Villarrealowi, Gijon, Maladzie i Saragossie - trzema. To nie są &amp;#8222;puste&amp;#8221; statystyki, to arytmetyczny dowód - najogólniejszy, prawda - szokującej, nieludzkiej wprost regularności, którą wymusił na swojej drużynie Mourinho. Jeszcze raz: jeśli zapomnieć na chwilę o barcelońskich porażkach, Real odniósł 26 zwycięstw z rzędu. A gdybyśmy pożyczyli terminologię od bokserów, musielibyśmy dodać, że w ponad połowie pojedynków słał rywali na deski przed czasem. Grubo przed czasem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Królewscy unicestwiają wszystkich, którzy staną im na drodze, z bezlitosną bezbłędnością Ronaldo, który w 33 meczach sezonu strzelił już 34 gole. Zarzuty, że zbyt wiele spośród nich zawdzięcza jedenastkom, są absurdalne. On nie pomylił się od 23 z rzutów karnych! Maszyna, nie człowiek.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na tym właśnie polega wielkość Mourinho - choć szatnie, którymi zarządza, płoną od emocji, z piłkarzy konstruuje niezniszczalne, pracujące doba w dobę na pełnych obrotach machiny. Upieram się, rozliczycie mnie w nieodległej przyszłości - jeśli ta machina nie zderzy się z Barceloną, zatrzyma się dopiero po dotknięciu Pucharu Europy.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Real-Madryt-Machina.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Real-Madryt-Machina.html</guid>
      <pubDate>Sun, 12 Feb 2012 23:50:11 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Artysta</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Artysta.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/hopper1.jpg" alt="New York Movie, Edward Hopper, 1939" width="480" height="387" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Swoim bzikiem filmowym was raczej nie zadręczam, co najwyżej czasem coś mi się wymsknie między wierszami, w odruchu bezwarunkowym. Zrobię wyłom, bo rzadko mi się zdarza, żebym po seansie natychmiast zaaplikował sobie seans tego samego dzieła ponownie. A wczoraj &amp;#8222;Artystę&amp;#8221; wchłonąłem dwukrotnie i gdybym dziś nie musiał przyjąć obfitej dawki futbolu, to nie wykluczam, że wchłonąłbym po raz trzeci.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie zamierzam streszczać ani analizować, zresztą sami pewnie słyszeliście, o co chodzi: rzecz dzieje się na granicy epok, gdy upada kino nieme (a wraz z nim gasną nieme megagwiazdy ekranu) wypierane przez udźwiękowione (a wraz nim rozbłyskują megagwiazdy rozgadane); opowiada o miłości dojrzałego aktora ucieleśniającego epokę odchodzącą i początkującej aktorki podbijającej epokę nadchodzącą; wszystko podane jest po starożytnemu, zamiast dialogów słuchamy muzyki i z rzadka czytamy napisy, a odgrywający główne role Jean Dujardin (jak wyjęty z przeszłości, Douglas Fairbanks miałby konkurenta) oraz Berenice Bejo (oczywiście się w jej roztrzepotanych rzęsach zakochałem do obłędu) uprawiają gestykulację i mimikę tylko trochę przesadnie zamaszystą - żeby zbliżyć się do starego, ale nie rozdrażnić współczesnego widza zbyt anachronicznym. Ni to imitacja kina niemego, ni to hołd złożony kinu niememu przez świadomego twórcę dzisiejszego.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jako kinofil przeżyłem absolutny odlot. Tak musiała się czuć Alicja po tamtej stronie lustra.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Z &amp;#8222;Artystą&amp;#8221; naprawdę podróżujesz do innego świata. Dzisiejsze filmy podzieliłbym z grubsza na trzy kategorie: 1) kino artystyczne lub artystowskie, które bywa wystudiowane, przeintelektualizowane i wyrachowane, a przez to chłodne, wyprane z emocji; 2) kino głównego nurtu, które oferuje powiada historie wciągające lub wręcz pasjonujące, lecz owija je w przezroczystą, czyli nudną formę; 3) kino spektakularne, które ogłusza efektami specjalnymi za milion dolarów na sekundę.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Niby jest wszystko, do wyboru do koloru, jednak prawie się nie zdarza, by seans stał się doświadczeniem totalnym w sensie dla sztuki ruchomych obrazków archetypicznym - na widza został rzucony urok, zaczarowany widz nie zadławi się nawet zatopiony lejącym się z ekranu patosem, bo nie siedzi na sali, lecz zostaje wciągnięty na ekran, gdzie wszystko jest dozwolone, możliwe, uprawnione.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ja właśnie zostałem nie tyle uwiedziony, co urzeczony. To nie jest wśród obejrzanych przeze mnie ostatnio film najlepszy, specjalnie inspirujący, najbardziej zapadający w pamięć etc. Ba, gdyby opowiedzieć &amp;#8222;Artystę&amp;#8221; tradycyjnie, byłby zapewne banalnym melodramatem nie do zniesienia. Ale opowiedziany w sposób zaproponowany przez Michela Hazanaviciousa - po staroświecku, acz subtelnie tę staroświeckość retuszujący, by nie przeszarżować - przywraca kinu utracony przezeń wymiar magiczny. Bezcenne.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Co oczywiście poczują - lojalnie wolnych od uzależnień przestrzegam - prawdopodobnie tylko kinofile.&amp;#65279;&amp;#65279;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Artysta.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Artysta.html</guid>
      <pubDate>Sat, 11 Feb 2012 16:21:04 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Houdini nadciąga, mistrzostwo absolutnie pewne</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Houdini-nadciaga-mistrzostwo-absolutnie-pewne.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/trap.jpg" alt="Harry Redknapp, Harry Houdini, Euro 2012" width="400" height="400" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kiedy Anglia odpadła z mistrzostw świata w 2006 roku, zachowałem się nieostrożnie i w sali prasowej usiadłem obok angielskiego dziennikarza - a to był gigantyczny hangar, miałem wybór. Następnie popełniłem błąd jeszcze poważniejszy, bo zapytałem, kto zostanie następnym selekcjonerem. Zapytany spojrzał z obłędem w oczach i zaczął wrzeszczeć, że teraz przyjdzie Steve McClaren - toż to wybór oczywisty, wprost naturalny - a jak już przyjdzie, to przyrządzi reprezentację najnudniejszą w historii, z góry skazaną na klęskę, przynoszącą wstyd i w ogóle hańba jej na wieki.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jak przepowiedział, tak się stało. Tamtejsza federacja oddała kadrę rzeczonemu McClarenowi, choć ten do skromniutkiego CV mógł wpisać jedynie posadę w przeciętnym Middlesborough. I niewydarzony trener nie umiał nawet awansować na Euro 2008.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Pod innymi szefami też nie działo się normalnie. Glenn Hoddle został wylany, bo przekonywał, że niepełnosprawni cierpią za grzechy popełnione w poprzednich wcieleniach. Sven-Goran Eriksson - pomimo absolutnego braku sukcesów od lat naciągający na gruby szmal naiwnych prezesów we wszystkich stronach świata - nie dość, że się nie nadawał, to jeszcze brukowce nasyłały nań fałszywego szejka, wyciągały z papli zbyt śmiałe zwierzenia, po czym komentarzowo wdeptywały w ziemię.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wreszcie przyszedł Fabio Capello. Boss charyzmatyczny, imponująco kompetentny, z karierą wysadzaną trofeami. Niestety, ledwie dukał po angielsku, a do zarządzania dostał zasoby ludzkie notorycznie wymagające pogłębionego komentarza - czołowy napastnik Rooney gził się z leciwymi prostytutkami, czołowy obrońca Terry kładł łapy na kobiecie kolegi z szatni, czołowy pomocnik Gerrard spędzał noc w celi, do której policja zaciągała go prosto z knajpy. To się musiało skończyć chryją na 14 fajerek.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; I chryją się skończyło. Kiedy Capello apelował, by z oceną oskarżanego o rasizm Terry&amp;#8217;emu wstrzymać się do wyroku sądu, brzmiał mało wiarygodnie, bo on sam wyroki ignoruje - eksprezesa Juventusu uważa za niewinnego, choć antybohater afery korupcyjnej Luciano Moggi został już skazany. Ale było jasne, że nigdy nie zgodzi się, by podejmowano decyzje za niego. Działacze ogłaszający, że Terry nie może zachować kapitańskiej opaski, podważyli autorytet trenera nieugiętego, bezkompromisowego, żądającego pełnej autonomii. Trenera, któremu zdarzało się nawet dobierać garderobę dla żon piłkarzy, by nie rozpraszały ich np. rozległymi dekoltami. (Nawiasem mówiąc, z naszej perspektywy to niesłychane: Anglicy źle się czuli z niebezpieczeństwem, że aktualny kapitan ich kadry zostanie ogłoszony rasistą. Z perspektywy naszej, czyli perspektywy reprezentacji tolerującej piłkarza, który przyznał się do zrzutki na łapówkę).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Paradoks polega na tym, że teraz wyspiarze odzyskają nadzieję. Do niedawna na każdy turniej jechali po pewne złoto, ostatnio nieco otrzeźwieli - skoro na poprzednie mistrzostwa Europy ich drużyna w ogóle się nie zakwalifikowała, a na poprzednim mundialu nie umie pokonać nawet Algierii, to nawet duma ojców futbolu musiała ustąpić zdrowemu rozsądkowi. Zwłaszcza że i do Capella stracili serca. Ale jutro na ratunek nadciągnie Harry Redknapp zwany Houdinim - swój chłop tak swojski, że wręcz najswojszszy, głęboko rozumiejący duszę angielskiego kopacza z krwi i kości jej królewskiej mości, dla lepszej komunikacji z szatnią pozujący na skończonego troglodytę, w lidze angielskiej radzący sobie tym ładniej, im uparciej manifestuje pogardę dla fetyszu nowoczesnego futbolu, czyli taktyki. Uwierzą w niego piłkarze, dziennikarze, kibice. Każdy dostaje takiego Smudę, na jakiego zasłużył.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Mają Anglicy najbogatszą federację w Europie, mieli najhojniej opłacanych selekcjonerów w Erikssonie i Capellu, mają najpotężniejszą finansowo i marketingowo ligę. Czują się mocni, czują się uwielbiani, od 1966 roku &lt;a href="http://rafalstec.blox.pl/2010/06/Wladzy-raz-zdobytej-Anglicy-nie-oddadza-nigdy.html"&gt;czują się&lt;/a&gt;  mistrzami świata. Teraz też pewnie nie zauważą, że wraz z wziętym z Tottenhamu Redknappem ich wytarmoszonej skandalami reprezentacji nie zasili ani wyobraźnia rozgrywającego Modricia, ani pęd lewoskrzydłowej torpedy Bale&amp;#8217;a. Stary wyspiarski fachura spróbuje raczej zwerbować niewiele młodszego Scholesa, który karierę już skończył, ale zlitował się nad kłopotami Manchesteru i postanowił jeszcze trochę po boisku podreptać.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tam przydałby się oryginalny Houdini, choć gwarancji sukcesu by nie dał. W zalanej wodą stalowo-szklanej skrzyni, w której uwalniał się z kajdan, było chyba przytulniej.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Houdini-nadciaga-mistrzostwo-absolutnie-pewne.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Houdini-nadciaga-mistrzostwo-absolutnie-pewne.html</guid>
      <pubDate>Thu, 9 Feb 2012 01:16:07 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Nie będzie kibica. Ani futbolu. Nie będzie niczego</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Nie-bedzie-kibica-Ani-futbolu-Nie-bedzie-niczego.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img title="zdjęcie Kuby Atysa" src="http://rafalstec.blox.pl/resource/aaa_021.jpg" alt="Kibol, zdjęcie Kuby Atysa" width="480" height="293" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Fot. Kuba Atys &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kiedy 3,5 roku temu policja zgodziła się, by finał Pucharu Polski rozegrać na nieprzygotowanym na zetknięcie z kibolem stadionie w Bełchatowie, zebrała zasłużone cięgi. Kibol przyjechał, zobaczył, zwyciężył. Tamtą zadymę pewnie wspomina z rozrzewnieniem do dziś.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Teraz policja oceniła, że gdyby zwolenników Legii Warszawa i Wisły Kraków (wspartych być może przez sojuszników z innych miast) &lt;a href="http://www.sport.pl/sport-warszawa/1,124555,11110240,Prezes_Ekstraklasy_SA__mecz_o_pilkarski_Superpuchar.html"&gt;wpuściła na Stadion Narodowy&lt;/a&gt; , ryzykowałaby zbyt wiele. Uznała, iż jeśli tłum zechce urządzić sobie własne, chuligańskie igrzyska, to nie zdoła im zapobiec. Skorzystała z ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To oczywiście można było przewidzieć, tak jak można było zmusić PZPN do zobowiązania się, że na wzniesionym za pieniądze podatników obiekcie regularnie będzie grała reprezentacja Polski. &lt;a href="http://rafalstec.blox.pl/2011/12/Nienarodowy.html"&gt;Blogowałem już o tym&lt;/a&gt;  - Europa dzieli się na kraje ze stadionem narodowym, które kadrę lokują na nim na stałe, oraz kraje bez stadionu narodowego, w których kadra podróżuje z miasta do miasta. My obraliśmy trzecią drogę - najoryginalniejszą, biznesowo nieodpowiedzialną, niespotykaną nigdzie indziej.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Z Superpucharem Polski też bawiliśmy się w sposób wybitnie oryginalny, biznesowo nieodpowiedzialny, niespotykany nigdzie indziej. Organizująca mecz Ekstraklasa próbowała się wprosić na stadiony w całym kraju, ale wszyscy jej odmawiali. Ze strachu przed kibolem - jak na neutralnym terenie zderza się Legia z Wisłą, to nawet przedszkolak zakłada, że bez strat w mieniu się nie obędzie. Wiosną zeszłego roku przekonała się o tym Bydgoszcz, którą najechały właśnie hordy z Warszawy i Poznania.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ekstraklasa znalazła więc salomonowe rozwiązanie. Niech piłkarze zagrają na Stadionie  Narodowym, czyli niczyim.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Szef Ekstraklasy Andrzej Rusko i zarządzający warszawskim obiektem Rafał Kapler liczyli prawdopodobnie, że policja wniosków nie wyciąga i zdrowym rozsądkiem się nie wykaże. A przecież wybrali stadion obciążony wadą genetyczną - przygotowanym dla futbolu cywilizowanego, wolnego od płotów. Zapomnieli, że w oczach policji chcieli go oddać barbarzyńcom, których od lat trzyma się na naszych trybunach w klatkach.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Nie-bedzie-kibica-Ani-futbolu-Nie-bedzie-niczego.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Nie-bedzie-kibica-Ani-futbolu-Nie-bedzie-niczego.html</guid>
      <pubDate>Wed, 8 Feb 2012 16:59:30 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Trzecia płeć gwiazdą futbolu</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Trzecia-plec-gwiazda-futbolu.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/americansamoa3355b.gif" alt="Samoa Amerykańskie, flaga, Johnny &amp;#8222;Jayiah&amp;#8221; Saelua, Thomas Rongen" width="360" height="262" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Najgorsza reprezentacja na świecie przestała być najgorsza. Teraz jest najbardziej niezwykła. Blogowałem o niej już jesienią, ale historia nie dawała mi spokoju, więc wznowiłem risercz, rozbudowałem ją - znacznie rozbudowałem - i dałem na magazynowe kolumny sobotniej &amp;#8222;Gazety&amp;#8221;. Zaspokojonych tamtą notką lojalnie uprzedzam, innym polecam, bo powynajdywałem wiele drobiazgów, które czynią opowiastkę jeszcze bardziej uroczą.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Grali tak beznadziejnie, że przeciwników wprawiali w zakłopotanie. Od zawsze leżeli na dnie klasyfikującego drużyny narodowe rankingu FIFA, w międzypaństwowym meczu nigdy nie objęli nawet prowadzenia. Przegrali wszystkie trzydzieści, stracili przeszło dwie setki goli. Kiedy dekadę temu porażką 0:31 z Australią ustanowili negatywny rekord wszech czasów, bramki padały tak często, że na tablicy elektronicznej widniał nieprawidłowy wynik - obsługujący ją stracili rachubę. Federacja Oceania zmieniła wówczas reguły mundialowych eliminacji - zorganizowała małe igrzyska prekwalifikacyjne między słabymi - żeby kuriozalnych spektakli uniknąć.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; *****&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wydawało się, że dla piłkarzy z Samoa Amerykańskiego - wysepek pływających na końcu świata - nie ma nadziei. Futbol to sport oparty na dynamice, agresji, walce, a przede wszystkim selekcjonujący najlepszych spośród dziesiątek milionów uprawiających go zawodowców. Niezbyt odpowiedni dla 55-tysięcznego kraiku ze stolicą w Pago Pago, w której maksymalna dopuszczalna prędkość na ulicach to 20 mil na godzinę.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ale nałogowymi przegrywaczami zaopiekował się Thomas Rongen, trener juniorskiej kadry USA.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Szok przeżył już pierwszego dnia, kiedy do jego biura weszła atrakcyjna kobieta. - Pomyślałem, że jest kierownikiem drużyny albo masażystką, ale zapytałem, jaką pełni funkcję. &amp;#8222;Środkowego obrońcy&amp;#8221; - usłyszałem. W tych okolicznościach zetknął się z przedstawicielem specyficznej dla kultury polinezyjskiej trzeciej płci - biologicznym mężczyzną czującym się kobietą. Na Samoa nazywa się ich Fa&amp;#8217;afafine, co znaczy &amp;#8222;być kobietą&amp;#8221; (występują także w innych państwach Oceanii). - To tutaj powszechnie akceptowane, że na co dzień ubierasz się jak dziewczyna, randkujesz z chłopakami, a sport też uprawiasz z mężczyznami - opowiadał Amerykanin, który wkrótce zaczął powoływać na mecze pierwszego w dziejach piłki nożnej transgenderowego gracza.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; *****&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Doświadczenie Rongena jest tym bardziej niezwykłe, że zawodowy futbol odmienności nie toleruje, a homoseksualizm to jego największe tabu. Właściwie nigdzie nie zdarza się, by gracz przed zakończeniem kariery przyznał się do pociągu do własnej płci; najsławniejsi trenerzy i zawodnicy otwarcie mówią, że geja w drużynie nie zaakceptowaliby w żadnych okolicznościach, bo niezależnie od ich prywatnych poglądów mają pewność, że rozsadziłby szatnię; angielska federacja zabroniła ujawnić się nawet sędziemu, który poprosił o zgodę na wyjście z ukrycia, bo miał dość życia w kłamstwie. To sport buchający testosteronem, w którym miarą męskości bywa gotowość do regularnych seansów seksu grupowego na wspólnych pomeczowych wypadach albo - przypadek gwiazdorów Manchesteru United - &amp;#8222;przyjęciach bożonarodzeniowych&amp;#8221; poprzedzanych organizowaną w szatni zrzutką na zaproszenie setki kobiet do towarzystwa. Kiedy szefa FIFA zapytano jesienią, co mają począć geje w trakcie mundialu w Katarze (odbędzie się w 2022 roku), w którym homoseksualizm jest karalny, Sepp Blatter rzucił: &amp;#8222;Niech się powstrzymają od jakiejkolwiek aktywności seksualnej&amp;#8221;.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Reprezentujący Samoa Amerykańskie Johnny &amp;#8222;Jayiah&amp;#8221; Saelua, na którego koledzy z drużyny wołają po prostu &amp;#8222;siostra&amp;#8221;, między swoimi nie uchodzi jednak za homoseksualistę. I nie grozi mu ostracyzm w żadnej formie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; - Żeby być Fa&amp;#8217;afafine, musisz urodzić się Samoańczykiem, być zbudowanym jak facet, czuć się kobietą, mieć pociąg do mężczyzn i być dumną ze swojej tożsamości - mówi Alex Su, szefowa organizacji zrzeszającej 1,5 tys. przedstawicieli trzeciej płci. - W naszej społeczności pełnimy ważną funkcję. Musimy opiekować się rodzicami i starszymi, bo tradycyjnie nie zakładamy rodzin, w przeciwieństwie do naszych braci i sióstr. Znają nas z tego, że można na nas polegać.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Powszechna akceptacja dla Fa&amp;#8217;afafine wyrosła z tradycji wychowywania niektórych chłopców jak dziewczyny. Nie dlatego, że ci lgnęli do własnej płci, byli zniewieściali albo lubili ubierać się po kobiecemu - po prostu przychodzili na świat w rodzinach bez córek lub ze sporą przewagą synów nad córkami. Matki potrzebowały pomocy w domu, więc uczyły chłopców zajęć uważanych za dziewczęce. I ubierały w dziewczęce stroje.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dziś młodzieniec sam decyduje, czy czuje się Fa&amp;#8217;afafine i chce być wychowywany na Fa&amp;#8217;afafine. Rodzice ani go do tego nie zachęcają, ani nie zniechęcają. Wiedzą, że jeśli wybierze trzecią drogę, będzie specjalnie doceniany jako człowiek łączący męską siłę fizyczną z umiejętnościami, których wymaga się od kobiet.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; *****&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W 23-letniej Saelui, która &amp;#8222;chce inspirować wszystkich ludzi czujących się odmieńcami&amp;#8221;, nieprzeciętny jak na standardy samoańskie talent dostrzegł amerykański trener. Wyjął ją z rezerwy, wpuścił na boisko, by wkrótce obwołać... najlepszym obrońcą reprezentacji.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; On w nowym miejscu pracy musiał się zająć wszystkim. Zanim wszedł do samolotu, usłyszał, że mają ledwie dwie piłki, więc wyrzucił część ubrań i wyładował walizkę nienapompowanymi wyrobami Nike. Na Samoa o godz. 4.30 każdego ranka uruchamiał jedną z zaledwie kilku półciężarówek na wyspie, zabierał ośmiu śpiących na podłodze - w jednym dużym pokoju, bez materaców - piłkarzy i zawoził na nadbrzeże, skąd wypływali na połów tuńczyka. Tak zarabiają na życie, w piłkę grają dla frajdy. Dopiero Rongen zamienił ich w półprofesjonalistów. Zaordynował im prawdziwe zajęcia taktyczne, sesje medytacyjne i jogę; skrócił treningi nawet o połowę, lecz uczynił je intensywniejszymi i wydajniejszymi; nauczył odpoczywać (wcześniej ćwiczyli codziennie); wyperswadował odruchowy defetyzm, który kazał im sądzić, że jeśli nie stracili dwucyfrowej liczby goli, to osiągnęli świetny wynik.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Najtrudniej było mu dotrzeć właśnie do głów kadrowiczów. Selekcjoner opowiadał, że musiał z nich wypędzić demony rozbudzone przez notoryczne przegrywanie. Zabrał ich na czterogodzinną wspinaczkę na najwyżej położony punkt na wyspie, by zdobyli coś, co wydawało im się nieosiągalne. Pojechał z piłkarzami do zatoki, w której ich przodkowie pokonali armię Tonga, by zainspirować ich do meczu z reprezentacją sąsiedniego archipelagu. Tłumaczył, że przeciwników należy szanować, ale na boisku wydaje się im wojnę.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Uciekał się Rongen do metod wybitnie niekonwencjonalnych, bo po wylądowaniu na wyspie natychmiast zdiagnozował, że nigdy wcześniej nie zetknął się z futbolem na tak niskim poziomie. Sam też się jednak uczył - ponieważ Samoańczycy śpiewają przed każdym posiłkiem, wykuł na pamięć słowa w nieznanym języku, by przyłączać się do chóru i &amp;#8222;pełniej wejść w lokalną kulturę&amp;#8221;. Żonę umieścił w hotelu, ale sam spał z podwładnymi na gołej ziemi. Tubylcy urzekli go życzliwością, odpornym na znój codzienności nastrojem, żarliwą religijnością i pasją do katorżniczej pracy. Jako ateista zwierzał się, że zawdzięcza im duchowe przeżycia, jakich nie doświadczył nigdy.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; *****&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Minęły trzy tygodnie i piłkarze reprezentacji, która jeszcze w 2010 roku uległa drużynie z Vanuatu 0:15, wywołali trzęsienie muraw. W preeliminacjach do mistrzostw świata pokonali 2:1 Tonga, odnosząc bezprecedensowe, historyczne zwycięstwo (bohaterką meczu została agresywnie i twardo grająca Saelua, która w ostatnich sekundach wybiła piłkę frunącą do pustej bramki). Potem zremisowali jeszcze z Wyspami Cooka, by dopiero w ostatniej kolejce ulec 0:1 Samoa - gospodarzom turnieju - i zaprzepaścić szansę na awans do właściwych mundialowych eliminacji. Bramkę stracili w 90. minucie, wcześniej sami trafili w słupek...&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Podwładni Rongena uwiedli kibiców z całego regionu. Przed decydującym starciem z Samoa internetową witrynę federacji Oceanii rozgrzało 380 tys. kliknięć, 19-krotnie więcej niż w dotychczasowym rekordowym dniu. Z tamtej okrutnej chłosty australijskiej w podstawowej jedenastce przetrwał tylko bramkarz Nicky Salapu. - Byłem znany jako facet, który puścił 31 goli, przynosiłem wstyd rodzinie. Dopiero teraz zostałem wyleczony i oczyszczony. W środku są jeszcze blizny, ale uciekłem od przeszłości. Czuję się jak mistrz - mówił po meczu z Tonga. Trenerowi dziękował za to, że syn wreszcie zobaczy w nim zwycięzcę. Kiedy dziękował, szlochał.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Po klęsce sprzed dziesięciu laty Salapu do tego stopnia nie umiał poradzić sobie ze wstydem, że z rozpaczy zaczął pić. Uratował go prezent od dziewczyny - playstation. Bramkarz odpalił symulator piłki nożnej, przejął drużynę Samoa (opcja przejęcia Samoa Amerykańskiego nie była dostępna) i grał z Australią dopóty, dopóki nie rozgromił jej dwucyfrowo.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Teraz wreszcie wygrał w realu. W najnowszym, grudniowym rankingu FIFA Samoa Amerykańskie wykonało piękny skok. Z ostatniego, 206. miejsca awansowało na 186.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Trzecia-plec-gwiazda-futbolu.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Trzecia-plec-gwiazda-futbolu.html</guid>
      <pubDate>Tue, 7 Feb 2012 20:02:34 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Ćwiartka piłkarza instrumentem pochodnym</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Cwiartka-pilkarza-instrumentem-pochodnym.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/investing.jpg" alt="komercjalizacja futbolu, fundusze inwestycyjne" width="280" height="276" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Co pewien czas rzucam tutaj tezę, że komercjalizacja piłki nożnej wbrew pozorom dopiero się zaczyna. W dzisiejszej &amp;#8222;Gazecie Sport.pl&amp;#8221; opisałem jej nowy objaw - mnożenie się funduszy inwestycyjnych, które kupują &amp;#8222;udziały&amp;#8221; w piłkarzach, by w przyszłości zarobić na transferze. Przypomina to trochę grę na giełdzie. I jest niebezpieczne dla integralności futbolu. Felieton znajdziecie &lt;a href="http://www.sport.pl/pilka/1,64946,11092925,Pilka_nozna__Cwiartka_pilkarza_instrumentem_pochodnym.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zbieg okoliczności sprawił, że akurat ofiarą procederu pada nasz Sławomir Peszko, o czym &lt;a href="http://www.sport.pl/pilka/1,73556,11092703,Bundesliga__Polowa_Slawomira_Peszki_nalezy_do_niego.html"&gt;napisał &lt;/a&gt; Paweł Rzekanowski.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Cwiartka-pilkarza-instrumentem-pochodnym.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Cwiartka-pilkarza-instrumentem-pochodnym.html</guid>
      <pubDate>Mon, 6 Feb 2012 14:32:06 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>666 podań włoskiej Barcelonki</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/666-podan-wloskiej-Barcelonki.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/impossiblespiralbookcase.jpg" alt="jak zrobić jagodziankę, AS Roma, Mission Impossible" width="400" height="398" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Pragnąca uprawiać kataloński styl gry Roma pięknieje. Po znokautowaniu czterema golami Inter Mediolan zbliżyła się dziś do podium Serie A, na którym dostaje się zaproszenie do Ligi Mistrzów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Rzymski projekt jest dla włoskiego calcio jak świeży oddech. Odkąd klub przejęli amerykańscy biznesmeni, trwa rewolucja. Wzniecił ją ściągnięty z Katalonii trener Luis Enrique, którego doświadczenie ograniczało się do pracy z młodzieżą. Roma nie importowała człowieka, lecz filozofię. Hiszpan dostał misję zbudowania kopii Barcelony. I dysponował niezbędnym zdaniem nowych zwierzchników atutem - nie był skażony włoską mentalnością, nawykami i w ogóle kulturą piłkarską. Jego przybycie miało symbolicznie zapowiadać, o czym już &lt;a href="http://rafalstec.blox.pl/2011/09/Rzym-zrywa-z-przeszloscia.html"&gt;blogowałem&lt;/a&gt; , bezpowrotne zerwanie z przeszłością.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Choć na razie ludzie Luisa Enrique grają nieregularnie, to dziś ruszali się w sposób doskonale nam znany. Wykonali 666 podań - zazwyczaj przesuwając szybko piłkę po ziemi, dostarczając widzom przyjemnych wrażeń estetycznych - przy ledwie 326 wykonanych przez mediolańczyków. Okazalsze statystyki miał w weekend jeden Juventus Turyn, tyle że podejmował wątłą Sienę, a nie potęgę mierzącą w LM, która jeszcze niedawno roznosiła rywala za rywalem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na tle klubów, w które zagraniczni właściciele wstrzyknęli ostatnio sporo kapitału (Manchester City, Paris Saint Germain etc), rzymianie inwestują stosunkowo wstrzemięźliwie, unikając spektakularnych transferowych wystrzałów, ale ich wizja jest bezwzględnie najbardziej oryginalna, intrygująca, brawurowa. Futbolem złożonym z plątaniny podań - ze szczególnym uwzględnieniem podań krótkich - usiłują zarazić królestwo kontrataku, zaludnione przede wszystkim przez zwolenników panowania nad przestrzenią, a nie piłką. &amp;#8222;Witamy w piekle&amp;#8221; - usłyszał na powitanie od Arrigo Sacchiego, trenerskiego innowatora sprzed lat, urzeczonego rzymskim porywaniem się z motyką na słońce.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Gdy wstępne były bolesne (porażka w Lidze Europejskiej ze Slovanem Bratysława), drużyna do dziś wykańcza kibiców niestabilnością (w środę dała sobie wbić cztery gole Cagliari), ale postęp można dostrzec. Rzymianie mają najwyższy odsetek celnych podań w Serie A; piłkę utrzymują coraz dłużej i jeśli trend się utrzyma, zaraz wyprzedzą w statystykach Juventus oraz Milan (strata zmalała do minimalnej); zaczynają zdobywać mnóstwo bramek (od połowy grudnia średnio prawie trzy w kolejce). A Luis Enrique na presję musi być odporny. To jeden z tych zuchwalców, którzy ośmielili się porzucić Santiago Bernabeu dla Camp Nou.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Roma się wyróżnia, bo wystawia niekiedy kwartet wychowanków (Totti, De Rossi, Greco, Viviani), co poza Camp Nou w europejskiej czołówce zdarza się niezbyt często. Roma się wyróżnia, bo ligę pięknych niemal czterdziestoletnich odmładza. Trzon złożony z weteranów (Totti, De Rossi, Juan, Heinze) otaczają gwiazdy przyszłości - dziś dwa gole strzelił rozpędzający się Fabio Borini (rocznik 1991); jednego dołożył wzięty z Camp Nou Bojan Krkić (1990); asysty mieli Miralem Pjanić (1990), czyli wirtuoz stałych fragmentów gry z &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Gmyaz9YZv84&amp;amp;feature=player_embedded"&gt;laserem w bucie&lt;/a&gt; , i Giammario Piscitella (1993), czyli chłopiec, którego Włochom usiłował podebrać Manchester United; obok biegali nieco ostatnio przygaszony, lecz perspektywiczny Erik Lamela (1992) i Jose Angel (1989), w rezerwie czuwał utalentowany obrońca Simon Kjaer (1989); niedawno debiutował Federico Viviani (1992). Oni dopiero rozbłysną.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/666-podan-wloskiej-Barcelonki.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/666-podan-wloskiej-Barcelonki.html</guid>
      <pubDate>Sun, 5 Feb 2012 23:50:39 +0100</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Real Madryt za 351 mln, czyli Zidanes y Zidanes</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Real-Madryt-za-351-mln-czyli-Zidanes-y-Zidanes.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/Barrels_of_Money.jpg" alt="Real Madryt, Jose Mourinho, Liga Mistrzów" width="400" height="513" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na niedawno zakończony, chwilami dość męczący w odbiorze mecz z Getafe trener Jose Mourinho między słupki wstawił wychowanka Ikera Casillasa, a w pole wygonił dziewięciu z dziesięciu najdroższych piłkarzy Realu Madryt: Cristiano Ronaldo (kosztował 94 mln euro), Kakę (65 mln), Benzemę (35 mln), Pepe (30 mln), Xabiego Alonso (30 mln), Coentrao (30 mln), Ramosa (28 mln), Lassa (20 mln) i Ozila (15 mln). Z elity najdroższych brakuje tylko kontuzjowanego Di Marii, pozyskanego za 25 mln.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ale nawet z taniutkim (4,5 mln) Arbeloą zamiast luksusowego argentyńskiego skrzydłowego pod madryckim godłem gra dziś drużyna za 351,5 mln.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To absolutny rekord. Gdyby trener Manchesteru City, którego właściciele uchodzą za &lt;a href="http://www.sport.pl/sport/1,86005,8254120,Kto_zbzikowal_w_Manchesterze.html"&gt;najrozrzutniejszych we współczesnym futbolu&lt;/a&gt; , postarał się złożyć podstawową jedenastkę możliwie najdroższą - z minimalnym poszanowaniem podziału na pozycje, czyli bez wkładania napastników do defensywy - od biedy uciułałby grupę za ćwierć miliarda euro.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Trener Manchester United też zmieściłby w drużynie góra ćwierć miliarda euro. Trenerowi Chelsea może by się udało rozłożyć na murawie więcej, ale tylko ciut więcej - londyńczycy nawet w szczytowym okresie szału transferowego Romana Abramowicza nie zdołaliby uskładać jedenastki tak kosztownej, jak obecna madrycka.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To może dzisiejszy Real znajdzie konkurencję we własnej przeszłości, i to niezbyt odległej, rozświetlanej przez &lt;a href="http://www.sport.pl/sport/1,86005,5953973,Rafal_Stec__Real_wciaz_wiezniem_galaktycznym.html"&gt; galacticos&lt;/a&gt; ? Nic z tego, nawet wtedy, gdy po Santiago Bernabeu stąpali Zidane (73 mln), Figo (60 mln), Ronaldo (45 mln) i Beckham (37 mln), to wokół nich tyrali wychowankowie albo gracze wzięci za drobne (nawet Roberto Carlos Inter Mediolan wypuścił niemal za darmo). Obowiązywała wszak osławiona strategia &amp;#8222;Zidanes y Pavones&amp;#8221;, czyli &amp;#8222;ekskluzywne zakupy i rodzime wyroby&amp;#8221;.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ówczesny i aktualny szef klubu Florentino Perez ewidentnie się zreflektował, teraz wciela w życie strategię odważniejszą - &amp;#8222;Zidanes y Zidanes&amp;#8221;. Sprawił sobie najdroższą w historii defensywę (dzisiejsza kosztowała blisko 100 mln) i najdroższy w historii tercet ofensywny (CR, Kaka i Benzema kosztowali blisko 200 mln), całość oddał w ręce najdroższego w historii trenera (nie dość, że Mourinho bierze pensję ponad wszystkie, to jeszcze samo wyjęcie go z Interu kosztowało bezprecedensowe 8 mln). Słowem, w Realu wszystko ma być wysadzane kamieniami szlachetnymi, ceny umiarkowane uderzają w naszą arystokratyczną reputację, jeśli dziś wepchnął się między lepszych od siebie ten szary Arbeloa, to chyba wyłącznie dlatego, że rodzina królewska potrzebuje lokaja, michy i kielichy na razie na skinienie &amp;#65279;do niej nie przyfruwają.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Florentino Perez pragnął zostać wizjonerem zabierającym fanów w cudowną podróż do przeszłości - zafundować im drużynę godną porównań z drużyną, która w latach 50. pięciokrotnie zdobywała Puchar Europy. Jeśli nie zrealizuje planów choćby szczątkowo, czyli madrycka drużyna nie zatriumfuje na kontynencie przynajmniej raz, przejdzie do historii jako najsłynniejsza w futbolu ofiara przeświadczenia, że kupić można naprawdę wszystko. Nawet chwałę.&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; PS Informuję/przypominam, że bazgram również &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/A-jednak-si%C4%99-kr%C4%99ci-Rafa%C5%82-Stec/213105492098380"&gt;na Facebooku&lt;/a&gt; . &amp;#65279;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Real-Madryt-za-351-mln-czyli-Zidanes-y-Zidanes.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/02/Real-Madryt-za-351-mln-czyli-Zidanes-y-Zidanes.html</guid>
      <pubDate>Sat, 4 Feb 2012 22:42:17 +0100</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


