<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>A jednak się kręci</title>
    <link>http://rafalstec.blox.pl/html</link>
    <description />
    <lastBuildDate>Sun, 20 May 2012 00:21:58 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>Bogowie futbolu muszą być szaleni</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Bogowie-futbolu-musza-byc-szaleni.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/losowanie.jpg" alt="Liga Mistrzów, Chelsea, Bayern" width="480" height="236" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; U sportowców zazwyczaj cenimy pewność siebie, a Chelsea  to triumfator pokorny, który i w półfinale, i w finale uznał rywali za zbyt mocnych, by powalić ich w otwartej walce. Przez ostatnie 300 minut Ligi Mistrzów piłkarze Roberto Di Matteo  modlili się o przetrwanie. Czasownika &amp;#8222;modlili się&amp;#8221; używam świadomie, kiedy z rzutu karnego strzelają Messi  albo Robben , to taktyką już niczego nie zwojujesz, bramkarz większy niż bramka też nie zawsze wystarczy, więc odwołujesz się do najwyższej instancji - futbolowego boga lub bogów, szczerze wyznaję, że w obsadzie tam na szczytach orientuję się słabo.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Chętnie myślę o sobie jako chłodnym racjonaliście, ale doskonale rozumiem, dlaczego ludzie piłki są przesądni, i to nierzadko do absurdu. Ba, im więcej wieczorów jak dzisiejszy, tym prędzej tego zrozumienia mi przybywa.&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zwierzałem się już na Twitterze, że przeświadczenie o nieuchronności triumfu Chelsea  prześladowało mnie od dawna, nie opuściło mnie po golu Muellera , nie odeszło po objęciu przez Bayern  prowadzeniu w rzutach karnych. Prześladowało mnie, bo cała wiosna przebiegała tak, jakby siły wyższe postanowiły wynagrodzić londyńczykom wszystkie krzywdy z sezonów minionych.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wielokrotnie przywoływałem na blogu długą listę drobniuteńkich, niewidocznych nieuzbrojonym okiem drobiażdżków, które dzieliły Chelsea  od wielkich zwycięstw w Lidze Mistrzów. Jeśli nie wygrywała w najważniejszych momentach wtedy, gdy była machiną do wygrywania, to także dlatego, że brakowało jej niezbędnego w sporcie łutu szczęścia.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tamte nieszczęśliwe incydenty były rozłożone w czasie, przeszkadzały na dystansie wielu lat. Incydenty szczęśliwe, które pomogły jej zwyciężyć teraz, gdy dawna machina do wygrywania rzęzi, różnią się od tamtych tym, że stłoczyły się w jednym sezonie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Owszem, trzeba docenić poświęcenie (kilkanaście zablokowanych strzałów w finale!) oraz taktyczną przebiegłość londyńczyków. Jak byśmy jej jednak nie doceniali, nie da się wyprzeć z pamięci, że w w 1/8 finału przepchnęli debiutujące w elicie Napoli dopiero w dogrywce; że w półfinale karnego zmarnował Leo Messi , który w tym sezonie ustanowił absolutny snajperski rekord wszech czasów; że Barcelona cztery razy (!) okładała piłką londyńskie słupki i poprzeczki; że do strzelenia jej trzech goli wystarczyły im trzy celne uderzenia; że w finale karnego zmarnował Robben; że wyrównującą bramkę &lt;a href="http://www.sport.pl/MS2010/1,104112,8045426,MS_2010__Drogba__krol_slonce.html"&gt;Didier Drogba&lt;/a&gt;  zdobył po pierwszym w meczu rzucie rożnym. I wreszcie ta niesamowita seria jedenastek, w której najpierw prowadzenie objęli monachijczycy... Nic dziwnego, że Gary Neville  w telewizji Sky Sports wrzeszczał po rozstrzygającym kopie Drogby, że to &amp;#8222;wszystko było zapisane w gwiazdach&amp;#8221;.&amp;#65279;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Pewnie wypadałoby postękać, że Liga Mistrzów wyłoniła najsłabszego zwycięzcę od lat, tę opinię trudną byłoby podważyć sensowną argumentacją. Ale w futbolu liczą się trofea, cała reszta to publicystyka, może co najwyżej pocieszać przegranych. Zanim pomarudzimy, podziwiajmy Drogbę , atletę monumentalnego. Podziwiajmy Obi Mikela , cichego bohatera wieczóru. I Petra Cecha , być może najlepszego gracza całej edycji Ligi Mistrzów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Przegrywali wtedy, gdy na triumfy &amp;#8222;zasłużyli&amp;#8221;, to wygrali wtedy, gdy &amp;#8222;nie zasłużyli&amp;#8221;. Tak, bogowie futbolu muszą być szaleni.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Bogowie-futbolu-musza-byc-szaleni.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Bogowie-futbolu-musza-byc-szaleni.html</guid>
      <pubDate>Sun, 20 May 2012 00:21:58 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Bayern - Chelsea, finał czasów kryzysu</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Bayern-Chelsea-final-czasow-kryzysu.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/monachium_final.jpg" alt="liga Mistrzów Bayern - Chelsea" width="475" height="317" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Obsadę ostateczne starcie w Lidze Mistrzów &amp;#65279;ma zdumiewającą. I dla gospodarzy z Monachium, i dla piłkarzy z Londynu jest ostatnią nadzieją na ocalenie sezonu.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zwieńczenie najważniejszych europejskich rozgrywek szlagierem El Clasico wydawało się nieuniknione, prognozowali je niemal wszyscy, od zaangażowanych emocjonalnie ekspertów po chłodno analizujących bukmacherów. Ale półfinały przebiegały sensacyjnie. Real Madryt został pobity przez Bayern po rzutach karnych, Barcelonę zatrzymała Chelsea.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Najradykalniejsi w opiniach powiedzą, iż tegoroczna edycja Champions League wyłoniła finalistów skandalicznie wątłych, może wręcz niegodnych meczu o Puchar Europy. I to nie tylko dlatego, że obaj się wykrwawili - zdyskwalifikowani za kartki są David Alaba, Holger Badstuber, Luiz Gustavo (Bayern) oraz John Terry, Branislav Ivanovic, Raul Meireles, Ramires (Chelsea).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Powątpiewać w ich klasę pomaga przede wszystkim chwiejna, znaczona bezlikiem wpadek forma oraz kiepskie wyniki w rozgrywkach krajowych. Londyńczycy skończyli ligę angielską na szóstym miejscu, więc mogą przelicytować wyczyn Liverpoolu, który w 2005 roku triumfował na kontynencie po zajęciu pozycji piątej w Premier League. Monachijczycy natomiast po raz drugi z rzędu oddali tytuł w Bundeslidze (co nie przytrafiło im się od połowy lat 90.), by następnie pozwolić się zrównać z murawą w finale Pucharu Niemiec. W obu przypadkach przećwiczyła ich Borussia Dortmund, której cała podstawowa jedenastka kosztowała mniej niż dowolny z najdroższych gwiazdorów Bayernu.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Te wszystkie niepowodzenia sprawiają, że dla każdego z finalistów dzisiejsza porażka  byłaby trudna do zniesienia.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Monachijczycy w kolejnych w tym sezonie rozgrywkach utknęliby tuż przed samym szczytem, a właściciel londyńczyków Roman Abramowicz, opętany marzeniem o triumfie w LM, musiałby się pogodzić z sezonem (2012/2013), w którym jego drużyna w ogóle nie zostałaby do LM zaproszona. Czekałby ją czyściec Ligi Europejskiej. Dla potęg o wielkich aspiracjach opisane okoliczności oznaczają jedno - kryzys.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Chelsea pozostaje ostatnią z wielkich futbolowych firm początku XXI wieku bez najcenniejszego klubowego trofeum. Wszystkie superdrużyny - od Realu i Barcelony po Milan i Manchester Utd - już je wzięły, londyńczycy mieli go w najlepszym razie na wyciągnięcie nóg. W 2005 roku odpadli w półfinale po klinczu z Liverpoolem, który przyniósł ledwie jednego gola, w dodatku uznanego niesłusznie. W półfinale 2007 r. - po remisie w dwumeczu z Liverpoolem i serii jedenastek; w finale 2008 r. - po remisie z Manchesterem i pudle z rzutu karnego Johna Terry'ego, który się przed strzałem pośliznął; w półfinale 2009 r. - po dwóch remisach z Barcą, sędziowskich kontrowersjach i golu straconym w doliczonym czasie gry. Właściwie ani razu nie przegrali, a jednak za każdym razem przegrywali.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Gdybyśmy sporządzili ranking najwybitniejszych aktywnych futbolistów, którzy nie zdobyli międzynarodowego trofeum klubowego, na jej szczycie stłoczyliby się bohaterowie Chelsea. Żadnego nie wzniósł John Terry, od sezonów należący do światowej czołówki środkowych obrońców, z finału wykluczony po szalonym wybryku w rewanżu z Barceloną (kopnął przeciwnika bez piłki). Nie wzniósł trofeum Frank Lampard, przez wiele sezonów sławiony jako wybitny pomocnik. Ani Didier Drogba, nienasycony snajper wagi superciężkiej. Ani Fernando Torres, przed wielomiesięczną zapaścią również snajper zabójczy. Jeszcze tylko jeden w Europie napastnik o porównywalnej reputacji - Zlatan Ibrahimović - też zwyciężał wyłącznie w rozgrywkach krajowych.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wymienieni to giganci wybierani w plebiscytach FIFA oraz &amp;#8222;France Football&amp;#8221; na najlepszych graczy na planecie. A przecież można w drużynie wskazać jeszcze innych tęskniących za ponadlokalnymi triumfami - rzadziej spoglądających z billboardów, lecz niedoścignionych w wypełnianiu zadań boiskowych. Jak bramkarz Petr Czech, lewy obrońca Ashley Cole, niezmordowany przed kontuzją pomocnik Michael Essien.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tak wielu tak wielkich, którzy  wygrali tak niewiele, znajdziemy jeszcze chyba tylko w Monachium. O ile w rezerwie Chelsea siedzi Paulo Ferreira, który zwyciężył w LM w barwach innej drużyny, a wspomniany Torres ozłocił się przynajmniej w reprezentacji Hiszpanii, to w szatni Bayernu nie znajdziecie nikogo, kto wygrałby międzynarodowo cokolwiek.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A wielu również trofeów już niemal dotykało. Zjawiskowi skrzydłowi Franck Ribery (Francja) i Arjen Robben (Holandia) ponosili porażki w finałach mundiali. Niemieckie gwiazdy Philipp Lahm, Bastian Schweinsteiger czy Gomez zakładali medale nie tylko na mistrzostwach świata, ale i na mistrzostwach Europy, ale nie złote. No i wszyscy wymienieni opuścili głowy po finale Champions League w 2010 roku...&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tak, to będzie finał drużyn, którym zagląda w oczy kryzys, ale też wspaniałych atletów, dla których Puchar Europy wciąż ma kształt niespełnionych marzeń. Zdeterminowanych tym bardziej, że nokautujące ciosy wielokrotnie kładły ich wtedy, gdy byli tuż przy celu. Finał powinien być wyładowany atrakcjami, bo dyskwalifikacje uziemiły głównie graczy defensywnych, a ci, którzy mogliby ich znakomicie zastąpić, zwłaszcza w Chelsea, wybiegną na boisko niedoleczeni.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nawet londyńczycy, tworzący najbardziej posiniaczoną drużynę nowożytnej ery w Champions League, wreszcie mają prawo do optymizmu. Mogą zakładać, że najwyższą barierę już sforsowali, że skoro uporali się z Barceloną, to nie ma powodu obawiać się Bayernu. Paradoks polega na tym, że również monachijczycy - po powaleniu bijącego strzeleckie rekordy wszech czasów Realu - mogą sądzić, iż zanosi się dzisiaj na wieczór lżejszy niż półfinałowe. Taki urok finałów sensacyjnych.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Bayern-Chelsea-final-czasow-kryzysu.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Bayern-Chelsea-final-czasow-kryzysu.html</guid>
      <pubDate>Sat, 19 May 2012 08:47:03 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Imperium włoskie</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Imperium-wloskie.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/wloskie_kolory.jpg" alt="Mancini, Di Matteo, Ancelotti" width="480" height="320" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jose Mourinho  zakochał się na zabój w kulturze piłkarskiej angielskiej. Włochów, delikatnie opisując jego emocje, nie polubił, ale chętnie przyznaje, że to u nich najtrudniej przychodziło mu zwyciężać. Tłumaczył to klasą trenerów, dzięki której nawet słabsze drużyny Serie A są zaawansowane taktycznie i mecze z nimi wymagają specjalnych, skrupulatnych przygotowań, a potem uważnej postawy na boisku.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Przywołuję akurat jego opinię, bo to w swoim fachu najwybitniejszy u progu XXI obieżyświat. Pracował z powodzeniem w Portugalii, Anglii, Włoszech oraz Hiszpanii, więc zebrał doświadczenia - w przeciwieństwie do Pepa Guardioli  czy Aleksa Fergusona  - pozwalające dokonywać miarodajnych porównań.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ale w kończącym się sezonie nawet bez przychylnej opinii Mourinho nie zdołalibyśmy podważyć wyjątkowej pozycji włoskich trenerów na arenie międzynarodowej.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W sobotnim finale Ligi Mistrzów piłkarzy Chelsea  poprowadzi Roberto di Matteo , który z zdobył już z nimi Puchar Anglii.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Mistrzostwo angielskiej Premier League zdobył Roberto Mancini  ( Manchester City ).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Mistrzostwo Rosji zdobył Luciano Spalletti  ( Zenit St. Petersburg ). Zdobył już po raz drugi.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Co najmniej wicemistrzostwo Francji zdobył Carlo Ancelotti  ( Paris Saint Germain ). Jego zwierzchnicy chcieliby tytułu, ale Włoch i tak radzi sobie nieźle, wygrywał już Ligę Mistrzów ( AC Milan ) i angielską ( Chelsea ).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Do trzeciej ligi angielskiej awansował Paolo Di Canio  ( Swindon Town ).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wicemistrzostwo Zjednoczonych Emiratów Arabskich zdobył Walter Zenga  ( Al Nasr ). I awansował do azjatyckiej Ligi Mistrzów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; O podium ligi rumuńskiej walczy Dario Bonetti  ( Dinamo Bukareszt ), który jesienią awansował z Zambią  do Pucharu Narodów Afryki.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Giovanni Trapattoni  awansował natomiast jesienią do Euro 2012. Jako selekcjoner Irlandii . (Mistrzem Azji został jeszcze prowadzący Japonię  Alberto Zaccheroni , ale to się działo wcześniej, na początku ubiegłego roku).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Aha, mistrzostwo Włoch dwa tygodnie temu zdobył Antonio Conte  ( Juventus Turyn), co przypomina o osobliwości przytaczanej przeze mnie już na &lt;a href="http://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=312813715460890&amp;amp;id=213105492098380"&gt;Facebooku&lt;/a&gt;  - otóż odkąd przed 20 laty angielska First Division przepoczwarzyła się w angielską Premier League, ANI JEDEN angielski trener nie został futbolowym mistrzem Anglii. Tytuł brali: Szkot Alex Ferguson, Szkot Kenny Dalglish, Francuz Arsene Wenger, Portugalczyk Jose Mourinho i, rzecz jasna, Włosi: Ancelotti oraz Mancini.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Może jednak do rozwodu z Fabiem Capellem  doszło z winy Anglii?&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/italiaroze.jpg" alt="Italia" width="440" height="376" /&gt;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Imperium-wloskie.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Imperium-wloskie.html</guid>
      <pubDate>Thu, 17 May 2012 22:14:07 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Ambicja Wlazłego</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Ambicja-Wlazlego.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/Olympic_rings.jpg" alt="Londyn 2012" width="450" height="337" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Niby dawno go jako reprezentanta Polski skreśliłem, niby pogodziłem się, że dla kraju już nie zagra, ale... Mimo wszystko męczy mnie sprawa Mariusza Wlazłego .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To potencjalnie najznakomitszy przedstawiciel polskich gier drużynowych. Marcin Gortat  nie ośmieliłby się pewnie nawet marzyć o takiej pozycji w hierarchii koszykarskiej, jaką bełchatowski gwiazdor zajmuje w siatkarskiej. Ba, nawet bohater wiosny Robert Lewandowski  ma nad sobą więcej futbolowych napastników niż Wlazły atakujących.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Gdyby tenże Lewandowski - on przecież też bogaci się nie w reprezentacji Polski, lecz w klubie, w kadrze zyskuje się głównie chwałę czysto sportową - zrezygnował z udziału w Euro 2012, porzuciłby drużynę ze skromnymi szansami na choćby sukcesik. A Wlazły, który nie leci na igrzyska, traci realną szansę na olimpijski medal. Albo wręcz na dorównanie legendom Wagnera. Z przyjemnością oklaskujemy sukcesy biegaczki narciarskiej, młociarzy, kolarek czy innego chodziarza, ale ewentualne złoto siatkarzy w Londynie przyćmiłoby, jak przypuszczam, wszystko, co wydarzyło się w naszym sporcie po upadku komuny. Może nawet odloty Małysza .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Siatkarze Andrei Anastasiego  oczywiście nie są faworytami turnieju olimpijskiego, jeśli nie wyskaczą medalu, nikt sensacji nie ogłosi. Ale szanse mają, różnice w czołówce są nieznaczne, obecność najwydajniejszego polskiego bombardiera mogłaby, wobec mizerii na jego pozycji, przesądzić.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie chcę wikłać się tutaj w zagmatwane niuanse trudnych relacji naszego czołowego siatkarza z kadrą, zdaję sobie sprawę, że może on mieć swoje racje, że z medialnego szumu informacyjnego kibice całej prawdy nie wyłowią. Jedno pozostaje jednak bezdyskusyjne - nawet teraz o jego powrót zabiegał raczej prezes PZPS Mirosław Przedpełski, Wlazły nie chwytał się każdego dostępnego sposobu, by za wszelką cenę dla Polski grać. Jeśli jemu nie wytkniemy braku sportowej ambicji, to komu?&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Ambicja-Wlazlego.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Ambicja-Wlazlego.html</guid>
      <pubDate>Wed, 16 May 2012 14:39:38 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Manchester City, ale piękna ohyda</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Manchester-City-ale-piekna-ohyda.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/niebieska_roza.jpg" alt="Manchester City" width="450" height="338" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ostatnie sceny sezonu rozdygotały najbardziej lodowatych fanów, choć nie mnie, z przyczyn obiektywnych oglądałem je z odtworzenia. Manchester City  zadał decydujące pchnięcia dopiero, gdy czasu nie miał już właściwie wcale, zaledwie 40 sekund dzieliło Manchester United  od utrzymania panowania w Premier League, obaj pretendenci uzbierali w lidze angielskiej tyle samo punktów. Kiedy jednak przypominam sobie, co działo się na boiskach, to sądzę, że nowy mistrz wyglądał wyraźnie okazalej niż mistrz ustępujący. Wygrał oba bezpośrednie starcia, raz sąsiadów wręcz znokautował, był stabilniejszy i uniknął zawstydzających wpadek - u siebie pozostał niepokonany, na wyjazdach ponosił porażki jednobramkowo minimalne, i to zazwyczaj dopiero po golu traconym w samej końcówce - Arsenalowi  ustąpił w 87. minucie, Swansea  w 83., Sunderlandowi  w 93., Chelsea  w 82.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Niewiele brakowało, by United obronili tytuł, ale nie tak wiele brakowało też, by City zdetronizowali ich jeszcze wcześniej. Podejrzewam, że bić się do końca musieli przede wszystkim z powodu wewnętrznych problemów - dezercji Carlosa Teveza  oraz notorycznej niesubordynacji Mario Balotellego .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jeśli zgodzić się z trenerem Wernerem Liczką, że o sile drużyny stanowi jej kręgosłup, to mistrz Anglii może niebawem wyrosnąć na kolosa rzucającego wyzwanie Barcelonie  i Realowi Madryt , moim zdaniem nadal najmocniejszym na kontynencie. Joe Hart  to wśród angielskich bramkarzy niemal takie dziwo, jak dortmundzka święta trójca wśród polskich piłkarzy. O Vincencie Kompanym  pisałem już, że widzę w nim największą znakomitość wśród graczy, którzy nie zdołali awansować na Euro 2012. Yaya Toure , bezapelacyjnie mój ulubiony wielkolud w futbolu, każdym meczem brutalniej zawstydza wszystkich, którzy kiedykolwiek ośmielali się posądzać go o zalety wyłącznie defensywne. Sergio Agüero  rozwinął się na wyjątkowo dorodnego przedstawiciela gatunku specyficznie argentyńskiego - niskich, mocno trzymających pion, pracowitych rozrabiaków - którego od Teveza różni bardzo istotny drobiazg, czyli porządek we własnej głowie. Ten core jest naprawdę hard.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Oni wraz z Davidem Silvą , przez wiele miesięcy najbardziej błyskotliwym graczem Premier League, tworzą rdzeń grupy, która w niedzielę ogłosiła, że obalanie zastanej hierarchii dopiero rozpoczyna.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Arabscy właściciele zainwestowali w Manchester City  miliard funtów, spychając na drugi plan Romana Abramowicza. Zastąpili go w roli tyleż egzotycznych, co biznesowo agresywnych bogaczy, którzy bezceremonialnie wtarabaniają się na cudze włości i usiłują zaprowadzić tam swoje rządy, nie pytając tubylców o zdanie.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; I na razie rozwijają firmę szybciej niż Rosjanin.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Owszem, Chelsea  odzyskała prymat w Anglii już dwa lata po przybyciu Abramowicza. Ale on przejmował uczestnika Ligi Mistrzów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Inwestorzy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przejęli klub będący dla sąsiadów z Manchesteru pośmiewiskiem, który ledwie kilka wcześniej wygramolił się z niższej ligi, by w najwyższej przeważnie bronić się przed spadkiem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Przejęli i jęli obserwować błyskawiczne postępy. Pierwszy sezon przyniósł tylko dziesiąte miejsce w Premier League. Drugi sezon - piąte miejsce oraz półfinał Pucharu Ligi Angielskiej, niewidziany w City od 1981 roku. Trzeci sezon - skok na podium oraz triumf w Pucharze Anglii, czyli pierwsze trofeum od 1976 roku. I wreszcie czwarty sezon - mistrzostwo kraju, pierwsze od 1968 roku.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Teraz ruszą w kolejną podróż po Lidze Mistrzów. W europejskich rozgrywkach też znaczyli niewiele, do finału jedyny raz zajrzeli w 1970 roku, kiedy Puchar Zdobywców Pucharów wzięli po zwycięstwie nad Górnikiem Zabrze.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Fani i piłkarze City są w siódmym niebie, dla konkurentów niemal z dnia na dzień stali się piekielnie antypatyczni - wszyscy zazdroszczą im fortuny, która spłynęła na nich rzecz jasna &amp;#65279;niezasłużenie. Ohyda.&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Paradoks polega na tym, że w dzisiejszym, zdominowanym przez korporacje futbolu chyba tylko szejkowie lub osobnicy szejkopodobni są w stanie naruszyć ustaloną hierarchię, którą UEFA próbuje jeszcze utrwalić przez wprowadzenie finansowego fair play. Mozolna praca u podstaw może przynieść sukces w krótszej perspektywie, w dłuższej sprowokuje raczej do splądrowania szatni przez zamożniejszych rywali.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Szatni opłacanych przez arabskich bonzów nikt nie tknie. A oni idą ławą. Już wiemy, że w następnej Lidze Mistrzów spróbują polansować się nie tylko właściciele Manchesteru City , ale również właściciele Paris Saint Germain  i Malagi .&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Manchester-City-ale-piekna-ohyda.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Manchester-City-ale-piekna-ohyda.html</guid>
      <pubDate>Mon, 14 May 2012 22:54:54 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Juventus i starzy mistrzowie</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Juventus-i-starzy-mistrzowie.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/AP40469.jpg" alt="Alessandro del Piero. Fot. AP" width="400" height="672" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W ostatnią niedzielę było nostalgicznie. Serie A żegnała tłum żywych posągów. Multimedalistów, którzy wygrywali i mundial, i Ligę Mistrzów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Włoskiemu futbolowi zwłaszcza ostatnio można wytknąć wiele przywar, ale zasłużonych graczy potrafią tam czcić jak mało kto. Kiedy dziesięć dni temu przez spektakularną wpadkę Gianluigiego Buffona  turyńczycy zgubili punkty w meczu z Lecce i zdjął ich niepokój, że nie utrzymają pozycji lidera, w obronę wzięli pechowca wszyscy. Bramkarze się solidaryzowali, kibice pocieszali, komentatorzy przypominali, ile osiągnął. Prawdziwym mistrzom, weteranom wielu kampanii, należy się bezwarunkowy szacunek.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ale Buffon (34 lata) na szacunek zasługuje nie tylko ze względu na przeszłość. On w tym sezonie wreszcie bronił tak, jakby zatęsknił za chwałą najwybitniejszego bramkarza świata. Po mundialu jego kariera zdawała się zagrożona, ale jeszcze raz wrócił. I został jednym z bohaterów sezonu. Kiedy za obrońcami stoi szef o jego charyzmie, łatwo zrozumieć, dlaczego Juventus stracił w Serie A ledwie 20 goli, najmniej w czołowych ligach europejskich.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A kiedy przed nimi stoi wirtuoz formatu Andrei Pirlo  (33 lata), łatwo zrozumieć, dlaczego turyńczycy odzyskali tytuł.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Włoch został odtrącony już po raz drugi w karierze i ci, którzy go odtrącili, znów mają powody żałować. Jak kiedyś szefowie Interu oglądali go triumfującego z sąsiadami z San Siro, tak teraz szefowie Milanu patrzyli, jak spaja i organizuje manewry Juventusu, by odebrać im prymat w lidze. Tylko Pirlo obronił w tym sezonie mistrzostwo Włoch.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To jeden z tych bezcennych rasowych rozgrywających, którzy czynią kolegów z drużyny lepszymi piłkarzami. W Turynie inspirował grupę zwartą, wściekle drapieżną, kondycyjnie niezniszczalną, lecz pozbawioną gwiazd na skalę europejską - pomimo wspaniale rokujących Arturo Vidala  czy Claudia Marchisia , oni dopiero rozbłysną. A przede wszystkim pozbawioną snajpera zdolnego pluć ogniem ciągłym.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dlatego szczególny splendor spada na przywódców - mentalnego (Buffona), panującego nad grą (Pirlo), a także łączącego zalety obu wymienionych trenera Antonia Conte , któremu w Italii składają hołdy za nadzwyczajne talenty motywacyjne. I chętnie przyrównują jego perory do pamiętnej przemowy Ala Pacino w finale "Męskiej gry".&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Turyńczycy nie zachwycili. Sezon naznaczyli rekordowym odsetkiem remisów; zanim rozpędzili się na finiszu, na boisku częściej sprawiali wrażenie ciężko pracujących fizycznie niż delektujących się najpiękniejszą z gier; gole strzelali tak rzadko, że wśród kilkunastu czołowych lig europejskich tylko francuska może wyłonić mistrza mniej skutecznego (Juventus i tak sporo nadrobił w kwietniu, gdy na dystansie kilku dni wbił osiem goli Romie i Novarze). Calcio wciąż nie wygramoliło się z kryzysu, włoscy fani, z którymi rozmawiam, nastroje mają dekadenckie, wielu spodziewa się jesieni z ledwie dwoma klubami w Champions League - trzeci czeka ciężka przeprawa w kwalifikacjach. W rankingu UEFA Serie A już nie tyle ściga Bundesligę, ile ucieka nadciągającym ligom portugalskiej i francuskiej. I ryzykuje, że zsunie się jeszcze niżej, jeśli jej przedstawiciele nie przestaną traktować rywalizacji w Lidze Europejskiej jako godzącej w ich godność.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wspomniany Buffon wskazuje jeszcze jedną przewagę Juventusu, a fani w sondażach się z nim zgadzają - nowy stadion w stylu angielskim, pośród archaicznych włoskich straszydeł nie tylko lśniąco nowoczesny, ale przede wszystkim stanowiący własność klubu (jedyny w Serie A!). - Teraz mogę ujawnić, że nazajutrz po otwarciu zacząłem rozpowiadać, iż zdobędziemy tytuł - zwierzał się przed kilkoma dniami włoski bramkarz. - Na zgrupowaniu reprezentacji piłkarze Milanu śmiali mi się w twarz, ale obiekt wywarł na mnie ogromne wrażenie, dał mi ogromną motywację, odświeżył mnie. Zdałem sobie sprawę, że należę do klubu, którego nie stać na kolejny sezon na poziomie dwóch poprzednich. Znów zacząłem marzyć, a kiedy zaczynam marzyć, rywale wpadają w tarapaty.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Opowieść Buffona przypomina, że turyńczycy wyskoczyli na sam szczyt z siódmego miejsca i w ogóle najmarniejszego okresu dla klubu od półwiecza. Na tym większe uznanie zasługuje ich niezłomność - rozgrywki przeżyli bez porażki, jako jedyni na kontynencie. Ale stadion wzorowany na, jak mówią Włosi, "modello inglese", czyli dający się wszechstronnie wykorzystać komercyjnie, przypomina również, że przed Juventusem rysują się najbardziej obiecujące w Serie A perspektywy biznesowe. Silvio Berlusconi  od dawna usiłuje przyciągnąć do Milanu inwestorów zagranicznych, ale poważnie przeszkadza mu, że San Siro pozostaje własnością komunalną.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Słabość jego drużyny również przyczyniła się do triumfu rywali. Jeśli turyńczycy nie zachwycili, to mediolańczycy zazwyczaj irytowali grą rwaną, toporną, w głównym wątku oferując mało wyrafinowane pchanie piłki w okolice Zlatana Ibrahimovicia . Albo po trawie, albo na drugim piętrze, szwedzkiemu akrobacie wszystko jedno. Obrońców tytułu kontuzje kładły zbiorowo, więc trener Massimiliano Allegri  zarządzał szatnią pogrążoną w permanentnym stanie wyjątkowym. A energię wysysała z nich jeszcze Liga Mistrzów, od której Juventus był wolny. Tuż po czterech szlagierowych meczach z Barceloną Milan uporał się tylko z Chievo, poza tym przegrywał (z Napoli i słabiutką Fiorentiną) lub remisował (z Catanią).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Odkąd Allegri wylądował w Mediolanie, stopniowo marginalizuje starych mistrzów, a jego zwierzchnicy zastępują ich gwiazdami - czasem przygasłymi - przechwyconymi na rynku transferowym po okazyjnych cenach. Teraz proces wymiany pokoleń jeszcze przyspieszy. Poza Markiem van Bommelem  (35 lat) odchodzą Alessandro Nesta  (36 lat), Gianluca Zambrotta  (35 lat), Gennaro Gattuso  (34), Clarence Seedorf  (36) i Filippo Inzaghi  (w sierpniu skończy 39 lat).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Z ich powodu ostatnia niedziela w Serie A przebiegała bardzo nostalgicznie. Wszyscy biegali (lub truchtali na rozgrzewce) po San Siro po raz ostatni - jeden z najwybitniejszych współczesnych obrońców, najwybitniejszy przed laty boczny obrońca, jeden z najwaleczniejszych defensywnych pomocników, specjalista od wielkich wyzwań (Puchar Europy zdobywał z trzema klubami), wreszcie najregularniejszy snajper wśród technicznych abnegatów, który piłkę prowadzi z taką gracją, jakby zamiast nogi używał kija od krykieta.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Włosi żegnają ich ze wzruszeniem, bo to żywe posągi. Posągi przypominające erę świetności Serie A. W niezapomnianym sezonie 2002/03 w finale Ligi Mistrzów zmierzyły się Milan z Juventusem, dla których walczyli właśnie Nesta, Gattuso, Seedorf i Inzaghi, a także &lt;a href="http://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=313953928680202&amp;amp;id=213105492098380"&gt;Alessandro del Piero&lt;/a&gt;  (opuści Włochy po finale Coppa Italia) oraz wspomniani wyżej Buffon i Pirlo.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dwaj ostatni w Turynie przetrwają, w Milanie nie ostanie się już nikt, kto grał wówczas w podstawowym składzie. Kończy się epoka.&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/AP40299.jpg" alt="Filippo Inzaghi. Fot. AP" width="480" height="320" /&gt;&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Juventus-i-starzy-mistrzowie.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Juventus-i-starzy-mistrzowie.html</guid>
      <pubDate>Sun, 13 May 2012 23:44:21 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Lewandowski, czyli monstrum</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Lewandowski-czyli-monstrum.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/monster.jpg" alt="Robert Lewandowski, Borussia Dortmund" width="480" height="253" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Odkąd Borussia przeobraziła się w Polonię, wygrała z Bayernem wszystkie cztery mecze w Bundeslidze (1:0, 2:0, 3:1, 1:0)&amp;#65279;, by dziś rozszarpać monachijczyków na strzępy (&lt;a href="http://www.sport.pl/sport/2,93148,,Borussia___Bayern,,160467925,6735.html"&gt;5:2&lt;/a&gt; ). Z doskonale nam już znanym stadkiem szczególnie bezwzględnych drapieżników w rolach głównych - najpierw były dwie asysty Błaszczykowskiego, potem dwa gole Lewandowskiego, wreszcie jego trzeci gol dzięki asyście Piszczka. Kolejna polska orgia, z każdym ich show przybywa powodów, by dortmundzkie żółto-czarne barwy złamać przynajmniej drobnym akcentem biało-czerwonym.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jak zwykle możemy pożonglować oszałamiającymi statystykami i ulokować je na tle historii.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Przypomnieć, że Bayern pięciu goli nie stracił od 2009 roku, w którym kanonadę na jego bramkę &amp;#65279;urządziła sobie Barcelona. Że Borussia do triumfu w Bundeslidze krajowego pucharu w tym samym sezonie nie dołożyła nigdy. Że gdyby nie Lewandowski, jesienią minęłoby dziesięć lat, odkąd poprzednio &lt;a href="http://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=313329022076026&amp;amp;id=213105492098380"&gt;ktoś władował monachijczykom hat-tricka&lt;/a&gt; . Że w finale jakichkolwiek rozgrywek nie wbił im go dotąd nikt. Że finał DFB Pokal trzema bramkami zdołali dotąd ozdobić tylko dwaj ludzie - Uwe Seeler w 1963 roku i Wohlfahrt w 1986. Że 30 goli w sezonie Lewandowskiego to wyczyn wśród naszych graczy hałasujących na cudzych trawach absolutnie unikalny - głośniej bywało tylko o napastnikach strzelających w słabszych ligach, jak legenda Panathinaikosu Krzysztof Warzycha czy idol Cypryjczyków Łukasz Sosin. Że łączny dorobek naszego trio w bieżącym sezonie klubowym - 41 bramek i 34 asysty - to zjawisko z Archiwum X, które powinno sprowokować selekcjonera Smudę do zastanowienia się, czy ten fenomen nie jest aby cudem potężniejszego kalibru niż pamiętne trzy gole Widzewa na stadionie Legii, które dały mu sensacyjne mistrzostwo kraju .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; No i można westchnąć, że cały wspomniany &lt;a href="http://www.sport.pl/pilka/1,65081,11709003,Bundesliga__Trzech_Polakow_w_jedenastce_sezonu_wedlug.html"&gt;tercet w jedenastce gwiazd &amp;#8222;Kickera&amp;#8221;&lt;/a&gt;  to również wyczyn bez precedensu, nakazujący już dziś obwołać Borussię 2011/2012 najbardziej polską zagraniczną drużyną w historii.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Ale przyjemniejsze od zachłystywania się cyferkami jest gapienie się na to, co wyprawia Lewandowski na boisku. Widzieliście frustrację na twarzy Badstubera, który po kolejnym fizycznym starciu z Polakiem napadł na niego werbalnie? Widzieliście wściekłość Schweinsteigera, który umiał, owszem, zabrać piłkę naszemu napastnikowi, ale tylko za cenę żółtej kartki? Podejrzewaliście momentami, że Lewandowskiemu osłaniającemu piłkę już niemal nie sposób jej wygarnąć bez popełnienia faulu?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To nie tyle napastnik - a jeszcze może poprawić skuteczność! nauczyć się strzelać karne! popróbować kopów z rzutów wolnych! - co wielofunkcyjna machina proponująca rywalom wyniszczającą walkę na technikę, mięśnie, odporność na ból. Monstrum.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Lewandowski-czyli-monstrum.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Lewandowski-czyli-monstrum.html</guid>
      <pubDate>Sat, 12 May 2012 22:56:16 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Narodziny gwiazd</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Narodziny-gwiazd.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/supernowa.jpg" alt="Supernowa" width="440" height="286" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Oczywiście bardzo się cieszę, że nasi młodzieńcy &lt;a href="http://www.sport.pl/euro2012/1,109077,11655382,Pilka_nozna__Polscy_17_latkowie_celuja_w_medal_Euro.html"&gt;zdobędą medal&lt;/a&gt;  - koloru jeszcze nie znamy - futbolowych mistrzostw Europy do lat 17. Cieszę się tym bardziej, że ludzi związanych z nią bliżej lub dalej znam osobiście. I lubię.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Cieszyłem się też, kiedy polscy juniorzy osiągali poprzedni sukces. Działo się to w roku 2001, chłopcy pod kuratelą Michała Globisza wygrali mistrzostwa kontynentu do lat 18. A zanim je wygrali, najbardziej spektakularnie (4:1) pokonali Hiszpanię. Hiszpanię, która niedługo potem - w czasie akurat przypadającym na pełną sportową dojrzałość uczestników tamtego meczu - miała zapanować wśród seniorów.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tamten tytuł dla Polski zdobyli: Tomasz Kuszczak, Paweł Kapsa, Łukasz Nawotczyński, Paweł Golański, Błażej Radler, Robert Sierant, Adrian Napierała, Mateusz Żytko, Karol Piątek, Przemysław Kaźmierczak, Rafał Grzelak, Dariusz Zawadzki, Sebastian Mila, Łukasz Madej, Wojciech Łobodziński, Łukasz Mierzejewski, Paweł Brożek, Łukasz Pachelski .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie wiem, czy wymienieni rzeczywiście czuli się najlepsi w skali kontynentu. Wiem, że jako senior żaden - wyjąwszy Kuszczaka, bramkarze to u nas kasta odrębna, bezdyskusyjnie ceniona ponad granicami - nie zdołał porwać się na choćby karierkę w skali kontynentu. Najbardziej znani wracali (Mila) lub zaraz wrócą (Brożek) zza granicy z podkulonymi ogonami. Przepraszam za niezbyt wykwintny język, ale wydaje mi się ze wszech miar adekwatny - kiedy myślę o podbijaniu świata przez obu delikwentów, odnoszę wrażenie, że słyszę skomlenie i mam ochotę wyciągnąć rękę, żeby pogłaskać.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Żeby nie wypaść na pieniacza, który ze specjalnym okrucieństwem traktuje rodaków, przypomnę nazwiska pokonanych przed jedenastoma laty Hiszpanów: Víctor; Zubiaurre, Rubén, Paredes, Galindo; Bordas, Parri, Roberto (Oscar 55'), Jacinto; Nano (Riera 55'), Perona (Elías 73') .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; I znów - bramkarza, dziś stojącego między słupkami Barcelony, rozpozna każdy. A reszta?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie chcę uprawiać czarnowidztwa i przepowiadać naszym juniorom - zdolnym, nie wątpię - karier tak miernych, jak kariery medalistów starszego pokolenia. Wyprowadzam tylko uderzenie wyprzedzające w obawie, że medialna maszyneria zacznie jutro albo pojutrze wypluwać absolutnie pewne proroctwa o nieuchronnie błogiej przyszłości młodocianych medalistów. Niezmiennie uważam, że o sukcesach sportowców w wieku szczenięcym należy informować sucho i szczątkowo, powstrzymując się od wciągania ich w galowe wywiady i obstawione gigawatowym nagłośnieniem konferencje prasowe. A wiem, że w krainie spragnionej sukcesu jak nadwiślańska, już zaraz grozi nam utrata tchu, chóralne santo subito, ekspresowa beatyfikacja. Najsprawniej produkujemy &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Supernova"&gt;supernowe&lt;/a&gt;  - im efektowniej eksplodujące w oślepiającą wszechjasność, tym szybciej gasnące do niemal niewidocznych.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Narodziny-gwiazd.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Narodziny-gwiazd.html</guid>
      <pubDate>Fri, 11 May 2012 20:45:24 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Marcelo Bielsa, czyli ostatnia kropla potu z Bilbao</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Marcelo-Bielsa-czyli-ostatnia-kropla-potu-z-Bilbao.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/flagi.jpg" alt="Atheltic Bilbao, Marcelo Bielsa" width="480" height="360" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Niemal wszędzie w mocnych ligach rządzą w tym sezonie drużyny, które albo wcześnie odpadały z europejskich pucharów, albo w ogóle nie musiały rozpraszać sobie nimi uwagi. Oba Manchestery (mistrz i wicemistrz Anglii) i Borussia Dortmund (mistrz Niemiec) nie wygramoliły się z rundy grupowej Champions League, Juventus (mistrz Włoch) i Montpellier (lider we Francji) w ogóle w międzynarodowych rozgrywkach nie uczestniczyły, Paris Saint Germain (wicelider we Francji) nie przetrwało jesieni w Lidze Europejskiej, FC Porto (mistrz Portugalii) i Ajax Amsterdam (mistrz Holandii) zostały z niej wyproszone w lutym, Zenit Sankt Petersburg (mistrz Rosji) już jesienią padł ofiarą sensacyjnych piłkarzy APOEL-u Nikozja. Dlatego wyjątkowo trudno wytypować drużynę zasługującą na miano najlepszej w ogóle - jak np. porównać osiągnięcia Bayernu, który znów nie triumfował w Bundeslidze, z &lt;a href="http://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=214992655242997&amp;amp;id=213105492098380"&gt;Realem Madryt&lt;/a&gt; , który uległ monachijczykom w półfinale LM, lecz w kraju zdetronizował tę niesamowitą Barcelonę i w ogóle miał w Primera Division sezon fenomenalny?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie wiem, komu i w jakim stopniu wolne od europucharów pomogło, ale dzisiaj miałem nieodparte wrażenie, że wiem, kto sezonu kondycyjnie nie zniósł. Na cierpienie &lt;a href="http://instagr.am/p/KaV1devKx0/"&gt;Athletiku Bilbao &lt;/a&gt; patrzyłem z przykrością, bo dla to mnie drużyna sezonu. Jak w poprzednim najbardziej lubiłem Udinese (po odejściu Jose Mourinho z Mediolanu jedyna we Włoszech, która mi się naprawdę podobała), tak teraz uwiedli mnie Baskowie - za niezapomniany dwumecz z Manchesterem United (najbardziej pasjonujący spektakl sezonu w pucharach), za remis 2:2 z Barceloną (najbardziej pasjonujący spektakl sezonu w ligach krajowych), za oryginalny i chwilami porywający styl gry.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Porywający tylko chwilami, bowiem uprawiana przez nich kombinacja agresywnego pressingu i rozbrajająego (nas i rywali) tempa rozgrywania ataku działa na organizmy piłkarzy wyniszczająco. Dlatego Athletic Bilbao był niestabilny, za uniesienia w Lidze Europejskiej płacił wpadkami w kraju. Kiedy np. rozprawiał się z Manchesterem, tracił szansę na podium hiszpańskiej Primera Division lub choćby czwarte miejsce, pozwalające zabawić się co najmniej w kwalifikacjach LM (przegrał kolejno z Osasuną, Valencią i Atletico).&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Baskom pod dowództwem Marcelo Bielsy musiało być ciężko. Rotacji w składzie unika, więc swoich ludzi wyżął po ostatnią kroplę potu - gdyby nie istniał Leo Messi, to Susaeta, Iraizoz czy Muniain byliby najbardziej eksploatowanymi piłkarzami na kontynencie. Nie unikał za to Argentyńczyk wielogodzinnych sesji treningowych, zdominowanych przez żmudną dłubaninę przy jego taktycznych ideach. Dłubaninę, dodajmy, uprawianą i na trawie, i przed monitorami, Bielsa zamęcza graczy także wykładami teoretycznymi. A nie jest charyzmatyczną mówcą. Raczej oschłym belfrem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To związany z nim paradoks - za widzianą na boisku poezją jego wizji futbolu kryje się niewidziana proza codziennej pracy, której Argentyńczyk jest fanatykiem. Z jednej strony zaraża piłkarzy upodobaniem do zawodu trenera (zostało nim aż 11 z 14 graczy Newell&amp;#8217;s Old Boys, którzy 20 lat temu pod jego rządami rywalizowali w finale Copa Libertadores) i czyni bardzo świadomymi taktycznie, z drugiej - zmusza do tytanicznego wysiłku nie tylko fizycznego, ale również umysłowego. - Mieliśmy po 20 lat, a on rozdawał nam relacje z czterech różnych gazet i kazał sporządzać charakterystyki przeciwników - opowiada Mauricio Pochettino, dziś szkoleniowiec Espanyolu Barcelona. - Byłem obrońcą, więc pewnego razu musiałem przeprowadzić gruntowną analizę pressingu stosowanego przez Milan - to z kolei wspomnienie Eduarda Berizza, dziś robiącego karierę jako szkoleniowiec w lidze chilijskiej.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na mój nos piłkarze Bilbao zwyczajnie nie wytrzymali. W finale Ligi Europejskiej, &lt;a href="http://www.sport.pl/pilka/2,118066,,Atletico___Athletic,,160400645,6735.html"&gt;przegranym z Atletico Madryt aż 0:3&lt;/a&gt;, brakowało im inspiracji, błyskotliwości, precyzji w konstruowaniu ataków. Został tylko duch walki. I łzy. Piłkarze wręcz szlochali, oni jeszcze bardziej niż barcelończycy zdają sobie sprawę, że tworzą &lt;a href="http://www.sport.pl/pilka/1,65082,11368211,Primera_Division__Athletic_Bilbao___jedyny_taki_klub_.html"&gt;więcej niż klub&lt;/a&gt; .&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A ja jestem ciekawy, co się stanie, jeśli argentyński ekscentryk - wiem, dziś na notkę bardziej zasługuje jego inny uczeń, czyli Diego Pablo Simeone - wreszcie spróbuje wzniecić swoją rewolucję w naprawdę wielkiej firmie, w której presję czuje się w każdym meczu, wygrywać trzeba zawsze i wszędzie, nie ma mowy o odpuszczaniu jednych rozgrywek, by walczyć do upadłego w innych. Tam nie będzie miał ograniczeń naturalnych dla zatrudniającego wyłącznie Basków Athletiku Bilbao, kadrę dostanie znacznie bogatszą w warianty alternatywne. Tyle że on za wariantami alternatywnymi nie przepada, awanturę potrafi wszcząć z powodu braku DVD z nagranymi meczami niskoligowego sparingpartnera, a jak widzą go podwładni, przypomina sławny cytat z Ikera Muniaina. Na pytanie, czy jego trener jest aż tak szalony, jak się mówi, piłkarz odpowiedział: &amp;#8222;Nie. Bardziej&amp;#8221;.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Marcelo-Bielsa-czyli-ostatnia-kropla-potu-z-Bilbao.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/Marcelo-Bielsa-czyli-ostatnia-kropla-potu-z-Bilbao.html</guid>
      <pubDate>Wed, 9 May 2012 23:43:48 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Futbolowa gorączka jako nieuleczalna choroba przenoszona drogą stadionową</title>
      <link>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/8222Futbolowa-goraczka8221-jako-nieuleczalna.html</link>
      <description>&lt;p&gt;&lt;img src="http://rafalstec.blox.pl/resource/futbolowa_goraczka.jpg" alt="Futbolowa gorączka, Nick Hornby" width="480" height="359" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dopadła go - dziewiczego w sensie kibicowskim 11-latka, wcześniej kompletnie obojętnego na uroki najpiękniejszej z gier - podczas przeraźliwie nudnego, odbębnianego przy paskudnej pogodzie meczu ze Stoke, wygranego w podle nieefektowny sposób, po golu wepchniętym z rzutu karnego. Nick Hornby powinien śmiertelnie się zrazić, a zakochał się na zabój. Czy raczej - uzależnił. Od Arsenalu, czyli &amp;#8222;najnudniejszej drużyny w całej historii wszech świata&amp;#8221;, o czym sam autor nas informuje. Od tamtej pory cierpi chronicznie. W łagodniejszych okresach tkwi w stanie podgorączkowym, w ostrzejszych dygocze w malignie, która wymagałaby hospitalizacji, gdyby ulgi - swoiście rozumianej - nie dawał wyłącznie pobyt na trybunach.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Tak, brytyjski pisarz w sławnej ni to autobiografii, ni to pamiętniku (właśnie ponownie ukazuje się na polskim rynku) opowiada o dotkniętym nieuleczalną przypadłością pacjencie ze znawstwem lekarza, który rozumie jej mechanizmy, absurdy opętanego nią umysłu sprawnie przekłada na język przystępny dla ludzi zdrowych, zdaje sobie sprawę z rozpaczliwej beznadziei własnej sytuacji. Nie znajdziecie tutaj słowa o anatomii samej gry, więcej niż kilku zdań o wielobarwności stylów czyniących ją tak bogatą, estetycznych zachwytów &amp;#224; la Jerzy Pilch, który lubi westchnąć rozmarzony o &amp;#8222;pierwotnym pięknie trzech podań z klepki&amp;#8221;. &amp;#8222;Futbolowa gorączka&amp;#8221; to historia choroby. Choroby objawiającej się w przykrościach fizjologicznych (wielogodzinny ścisk w żołądku poprzedzający ważne mecze), psychicznych dołkach przybierających formę krótkotrwałego załamania nerwowego lub długiej depresji, a także wielowymiarowym oderwaniu od rzeczywistości. Dlaczego np. ludzie kroją czas na odcinki trwające od zimy do zimy, zamiast dzielić go na sezony ułożone między latem a wiosną?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wznawiać bolesne zwierzenia Hornby&amp;#8217;ego warto zwłaszcza w Polsce, krainie dręczonej przez zaburzenie chyba jeszcze poważniejsze - powszechną, w pewnych sferach wręcz modną ignorancję futbolową. Z tej perspektywy brytyjski autor pochodzi z kultury tak odmiennej, że właściwie wypadałoby mówić o obcej cywilizacji. W Anglii druga liga przyciąga gęstsze tłumy niż u nas pierwsza, nie więdnie tradycja dopingowania uczestników rozgrywek prowincjonalnych, nawet ludzie odporni na piłkę zazwyczaj przyznają się do więzi ze &amp;#8222;swoim&amp;#8221; klubem, w naturalny sposób tworzącej ich tożsamość, tak jak miejsce urodzenia, klasa społeczna czy światopogląd. W Polsce to nadal rzadkość, ze swoimi barwami na co dzień współżyją głównie uprawiający publiczny onanizm kibole, którzy pękają z dumy, gdy z ich powodu zostanie przerwany mecz.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Narrator &amp;#8222;Futbolowej gorączki&amp;#8221; w ekstazę wpada - paradoks - rzadziej. Znacznie rzadziej. Po lekturze w pamięci zostaje raczej jego trauma związana ze stadionem Wembley (piłkarze Arsenalu notorycznie tam obrywali) niż odosobnione, trudniejsze do wyłowienia z przeszło trzystustronicowego lamentu chwile uniesienia. To szczególnie u Hornby&amp;#8217;ego uderzające - kibicowanie nie nadaje się u niego na urokliwą balladę, opowieść o kibicowaniu musi być opowieścią o cierpieniu. O wywołującym histerię poczuciu klęski, o wynikającym z wyników średnich lub byle jakich odrętwieniu, o zadawanych samemu sobie, z pełną świadomością, torturach. Czasami dochodzimy do wniosku, że autor swojej pasji szczerze nienawidzi. Jak alkoholik, który nienawidzi wódy, dopóki nie powącha flaszki.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nawet jeśli przesada wynika tutaj z artystycznej kreacji - kibicowanie zbyt letnie byłoby literacko nieatrakcyjne - to Brytyjczyk dotyka prawdy niby oczywistej, a zarazem rzadko przez fanów wypowiadanej czy choćby uświadamianej. Otóż bycie fanem rzeczywiście polega na wiecznym poczuciu niespełnienia. I w skali mikro - pojedynczego meczu, i w skali makro - całego sezonu.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kiedy siedzisz na trybunach, miażdżącej większości akcji czegoś brakuje - jak nie gola, to przynajmniej celnego strzału; jak nie celnego strzału, to przynajmniej niecelnego strzału; jak nie niecelnego strzału, to przynajmniej umożliwiającego strzał podania; jak nie podania, to przynajmniej pojedynczego udanego dryblingu. Nawet w zwycięskich meczach przeważają epizody nie całkiem satysfakcjonujące, a przecież są jeszcze mecze zremisowane, zremisowane po mdłym nudziarstwie bezbramkowym, przegrane, przegrane po sędziowskim skandalu, przegrane na pograniczu klęski albo będące totalną katastrofą.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; To samo na dłuższym dystansie. Mistrz jest tylko jeden, euforię może jeszcze dać utrzymanie się w lidze po wygramoleniu się z poważnych tarapatów, ewentualnie zaskakujący awans do europejskich pucharów. Ale większość kibiców ma powody, by widzieć, że innemu jest lepiej. Jedni zazdroszczą złotym medalistom, inni pierwszoligowcom, jeszcze inni drugo- albo trzecioligowcom. Istnieją wreszcie zwolennicy drużyn skazanych na przeciętność, niezagrożonych triumfem ani klęską, którzy na stadionie wegetują. Kibicowanie to potworne utrapienie. Hornby dopiero na 276. stronie historii swojej choroby przypomina sobie, iż warto wspomnieć również o tym, że piłka nożna jest fajna.&amp;#65279;&lt;/p&gt;</description>
      <author>rafal.stec@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/8222Futbolowa-goraczka8221-jako-nieuleczalna.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://rafalstec.blox.pl/2012/05/8222Futbolowa-goraczka8221-jako-nieuleczalna.html</guid>
      <pubDate>Tue, 8 May 2012 18:45:12 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


