RSS
czwartek, 02 listopada 2017

Liga Mistrzów, Real Madryt, FC Barcelona

Real Madryt jest jak śnięty. Anemicznie wyglądają tam niemal wszyscy, od Cristiano Ronaldo, który strzela skandalicznie rzadko, po Toniego Kroosa, któremu zdarza się podawać piłkę ze skandaliczną kilkunastometrową (!) niecelnością. Widzimy uwiąd w grze, widzimy zniechęcenie w mowie ciała zawodników. Są wyzuci i z błyskotliwości, którą mieli w szczytowych momentach – jak fenomenalna druga połowa finału Ligi Mistrzów czy początek bieżącego sezonu – i z zaciekłej, ofiarnej niezgody na porażkę z czasów, gdy ratowali punkty w ostatnich sekundach. Dlatego obrywają od Girony, urywają ledwie punkcik w dwumeczu z Tottenhamem.

Nic dziwnego, już za PRL-owskiego dzieciństwa dzieciństwa Anna Jantar śpiewała mi z radia, że nic nie może wiecznie trwać. A piłkarze Realu wiosną wyrządzili Lidze Mistrzów krzywdę. Ośmielili się, szubrawcy, wygrać ją dwa razy z rzędu.

Jakże wyjątkowymi czyniła te rozgrywki niemożność – ciągnąca się od blisko trzech dekad – obronienia trofeum! W lidze hiszpańskiej, niemieckiej czy angielskiej, w ogóle we wszystkich krajowych, notorycznie ktoś potrafi utrzymać panowanie. Ligą Europy piłkarze Sevilli rządzili trzy sezony z rzędu. Reprezentacja Hiszpanii obroniła złoto mistrzostw kontynentu ledwie pięć lat temu. Ba, rozejrzyjmy się po innych sportach. Koszykarskiej NBA, hokejowej NHL, turniejach siatkarskich, a niech tam, przerzućmy się nawet na sporty indywidualne – tenisowe Szlemy, igrzyska lekkoatletyczne, wyścigi kolarskie. Wszędzie w tym okresie faworyci umieli sprostać roli faworytów na tyle, by wygrywać seryjnie. Tylko nie w Lidze Mistrzów, najbardziej nieprzewidywalnych – z perspektywy finałowej – rozgrywkach w wielkim sporcie.

Przez ćwierć wieku z okładem nikt nie umiał, aż zjawił się Real Madryt. Cristiano Ronaldo, snajper bardzo wyborowy. Szatnia bogatsza w talent niż kiedykolwiek wcześniej w królewskim klubie – jak głosi legenda. Zinedine Zidane, mój ulubiony piłkarz XXI wieku obok Juana Romana Riquelme, w roli trenerskiego superdebiutanta. Podeptali tradycję, odebrali Champions League jej wyjątkowość.

A dzisiaj wygląda na to, że uruchomili lawinę. Lawinę zdarzeń nowych. Bo Liga Mistrzów nieobliczalna była tylko tym jedynym względem – wyłaniała zawsze innego triumfatora. Poza tym żyliśmy w dniu świstaka. Wiadomo było, że wszystkich porozstawiają po kątach Hiszpanie, którzy w fazie grupowej nazdobywają miliony punktów i bramek; że pochichramy się z Anglików, którzy wypadają tym żałośniej, im więcej inwestują w transfery; że Arsenal wyleci z hukiem w 1/8 finału; że za tytułem króla strzelców uganiają się tylko Messi i Ronaldo, ewentualnie próbuje podokazywać Lewandowski; że kluby położone na wschód od Monachium już jesienią co najwyżej statystują.

Aż tu nagle, naprawdę znienacka, obudziliśmy się gdzie indziej. Pętla czasu się zamknęła. Dzień świstaka się skończył.

Real ledwie łazi, manto spuszcza mu nawet Tottenham, czyli drużyna znana jako jamniki schowane pod szafą.

Atlético daje kanonadę, jakiej świat nie widział (35 strzałów w meczu, najwięcej od sezonu 2003/04!), jednak nie umie ani razu złamać oporu mistrzów Azerbejdżanu.

Barcelona ucieka reszcie stawki w lidze hiszpańskiej, ale od wiosny – rozpoczętej odpadnięciem już w ćwierćfinale z Champions League, zakończonej niezdobyciem tytułu w kraju – nie uciekła od nastroju schyłkowego, zresztą bezbramkowe remisowanie w Pireusie to wybryk wybitnie nie w jej stylu.

Hiszpańscy giganci nie tylko gubią punkty, oni atakują ze słomianym zapałem, duet największych strzela liche 1,88 gola na mecz, przy średniej z minionych edycji obracającej się wokół trzech bramek na kolejkę.

Niemieckie kluby też zachowują się niepoważnie, do wiosny ostanie się niemal na pewno jedynie Bayern, który nawet nie awansuje z pozycji lidera.

Gromadnie rozrabiają za to piłkarze klubów angielskich, którzy w ostatnim sezonie zdobyli w fazie grupowej 60 proc. punktów, a w przedostatniej – 58 proc., by tej jesieni uzbierać 82 proc.

Na szczycie rankingu snajperów pręży się Ronaldo, ale za nim czai się Harry Kane (żaden Anglik nie strzelił w tych rozgrywkach pięciu goli od sezonu 2009/10, gdy Anglia wciąż wierzyła w Wayne’a Rooneya!), Mohammed Salah, Wissam Ben Yedder czy Cenk Tosun. Żeby dojrzeć na liście nazwisko Messiego, trzeba się głęboko schylić, a poszukiwanie Lewandowskiego grozi połamaniem kręgosłupa – wyturlał jedną bramkę, z rzutu karnego.

Wreszcie jak banda Schwarzeneggerów i Stallone’ów szaleją – porównanie popkulturowo uzasadnione, o czym napisałem tutaj – niezniszczalni zawodowcy Besiktasu Stambuł, który nigdy dotąd nie wychynął z grupy, a teraz zamierzają ją wygrać.

Trochę się dzieje, prawda? Coś dziwnego się dzieje, prawda? Ktoś narwany krzyczyłby już wniebogłosy, że stara hierarchia się chwieje, wkrótce zastąpi ją nowa, oto idzie przyszłość zupełnie inna niż przeszłość. Ja byłbym tu ostrożny, mam wrażenie, że nastała chwila – nie wiadomo, czy dłuższa, czy krótsza – bezkrólewia. Niby wiadomo, kto prowadzi w jakiej tabeli, ale w ścisłej czołówce trudno wskazać kogokolwiek zasypywanego za poziom gry bajecznymi komplementami, a dziennikarze sportowi, jak wiadomo, potrafią rozrzucać je bez umiaru. Po prostu nikt nie gra dobrze, nawet zwycięzcy. W kryzysie tkwi Bayern, z zapaści jeszcze głębszej muszą się wygramolić Atlético i Real, Barcelona to już w ogóle ma się bezpowrotnie zawalić, Juventus musi sobie radzić ze zdemontowaną defensywą, rozchwiana Chelsea pewnie wkrótce wykopie trenera, Manchester United męczy minimalizmem. A chwalone Napoli – słusznie, pięknie przygrywają! – zaraz z Ligi Mistrzów wypadnie, więc nie ma znaczenia, że chwalone.

Na szarym tle wyróżniają się Paris Saint-Germain, które pomimo wojny domowej imponuje wydajnością i mknie po najlepszy dorobek fazy grupowej w dziejach rozgrywek, oraz Manchester City, który zachwyca stylem. Wielu doda: „o zgrozo”, ponieważ mówimy o klubach rządowych, ich szefowie Nasser al-Khelaifi i szejk Mansour – są zarazem ministrami rządów Kataru oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przed sezonem zastanawiałem się, czy wreszcie rzucą wyzwanie starej oligarchii, a teraz sobie myślę, że finał z przynajmniej jednym z nowobogackich harmonijnie rymowałby się z przyszłorocznym mundialem u Putina, którego gospodarcza broń, Gazprom, sponsoruje Ligę Mistrzów. Zwłaszcza że finał rozegrany zostanie nieopodal rosyjskich włości, na stadionie olimpijskim w Kijowie...

10:46, rafal.stec
Link Komentarze (23) »
niedziela, 29 października 2017

Cztery złota, jedno srebro, jeden brąz. W mistrzostwach Europy i świata, do lat 17, 18, 19, 20 i 21. I jeszcze okrągły rok bez przegrania choćby jednego meczu. Takiej eksplozji w juniorskim futbolu jeszcze nie było, więc ogłuszony spisałem o młodych Anglikach felieton. Przeczytacie go tutaj.

17:43, rafal.stec
Link Komentarze (12) »
środa, 25 października 2017

Neymar, PSG

Kiedy patrzę, jak schodzi z boiska w Marsylii – sędzia wlepił mu czerwoną kartkę – odnoszę wrażenie, że słyszę wirujące w jego głowie myśli. „Niech ci będzie, bałwanie, idę sobie, ten śmieszny mecz beze mnie nie ma sensu, żałosne podrygi żałosnego typa z żałosnym gwizdkiem, chcesz sobie wyrobić sławę na moim nazwisku, nic ci to nie da, i tak pozostaniesz zerem”.

Nie mam całkowitej pewności, że dokładnie w te słowa kombinował pan Neymar, ale mam co do tego uzasadnione podejrzenia, pan Neymar jest wszak osobistością nie bardzo ważną, lecz absolutnie najważniejszą. O ile w Barcelonie plątał mu się pod nogami pewien zarozumiały Argentyńczyk – uzurpujący sobie prawo do bycia numerem jeden – o tyle po przenosinach do Paris Saint-Germain właściwa hierarchia i w ogóle harmonia została przywrócona, nawet Wieża Eiffla wygląda na nieco przykurczoną. Ponad wszystkimi góruje pan Neymar, który konsultuje się co najwyżej z panem Neymarem.

Relacjonowałem już tutaj, że panu Neymarowi próbował się stawiać Edinson Cavani, inny gwiazdor, który bez wątpienia również ma o sobie jak najwyższe mniemanie – obaj wyrywali sobie wówczas piłkę, żeby kopnąć ją z rzutu wolnego lub karnego, i na dobrą sprawę wciąż nie wiadomo, jak chryja się skończy, niewykluczone, że rozejm okaże się kruchy. Tak czy owak wokół pana Neymara od tamtej pory nie ucichło nawet na chwilę.

Dowiadywaliśmy się już m.in., że pan Neymar zezłościł się pewnego dnia na trenera Unaia Emery’ego, gdy ten polecił panu Neymarowi trenować w grupie piłkarzy podstawowego składu, czyli ćwiczących lżej – polecił wbrew woli pana Neymara, pan Neymar chciał bowiem ganiać z pełną intensywnością.

Dzisiejsze „Le Parisien” donosi natomiast, że pan Neymar cieszy się w PSG mnóstwem przywilejów wywołujących irytację kolegów z szatni, najwyraźniej nieświadomych, że pan Neymar powinien być traktowany adekwatnie do wielkości pana Neymara, że pan Neymar to nie byle kopacz, że pan Neymar potrzebuje wygód godnych pana Neymara. A zatem: pan Neymar jako jedyny w drużynie ma na boisku totalną swobodę i nie obowiązują go żadne zadania defensywne; pana Neymara nie wolno podczas treningowych gierek powstrzymywać nazbyt agresywnie; pan Neymar dysponuje dwoma masażystami oddelegowanymi do pracy wyłącznie nad ciałem pana Neymara, wszyscy inni piłkarze korzystają ze „wspólnych” fizjoterapuetów; pan Neymar jako jedyny nosi torbę z logiem własnego sponsora, pozostali zawodnicy muszą używać toreb z marką wskazaną przez PSG. Całkiem ładnie to brzmi, choć są i rezerwy, panu Neymarowi mógłby jeszcze gotować osobisty kucharz, panu Neymarowi mógłby podawać do stołu osobisty kelner, pan Neymar mógłby się przebierać w prywatnej garderobie, panu Neymarowi mógłby wiązać sznurówki najlepszy na świecie wiązacz sznurówek, wokół pana Neymara mogliby zamiatać mistrzowie olimpijscy w curlingu, pan Neymar mógłby korzystać z pisuaru z wbudowanymi głośnikami, z których po wszystkim płynęłoby: „Dziękuję, panie Neymarze, to był dla mnie zaszczyt i prawdziwa przyjemność”. Powtarzam: rezerwy są, podrzucam jedynie najbardziej oczywiste rozwiązania.

Piłkarze ponoć się buntują, a mnie donosy z wnętrz PSG niezmiennie fascynują – nie muszę oglądać, jak oni grają, natomiast pasjami potrzebuję wiedzieć, jak ze sobą współżyją, to show chce się podglądać jak pasjonującą telenowelę, to zupełnie inny poziom opowieści o dobrej lub niedobrej atmosferze w szatni, targowisko próżności bardziej złociste niż wszelkie znane mi ekscesy gwiazdorów ekranów i estrad. I aż mnie korci wizja wszechcudownego happy endu: poobrażani na siebie zawodnicy wygrywają Ligę Mistrzów, podkładają sobie nogi w biegu po odbiór trofeum, pan Neymar po wręczeniu mu Złotej Piłki ogłasza, że najbardziej dziękuje panu Neymarowi, pan Neymar mówi o sobie w trzeciej osobie częściej niż Wałęsa, ba, pan Neymar przechodzi w uniesieniu na pluralis maiestatis, pan Neymar ogłasza, że odwieczny spór o to, czy większy był Pele, czy jednak Maradona, został rozstrzygnięty na jego korzyść.

Ale nie zapędzajmy się, na razie największe wrażenie robi statystyka kartek: pan Neymar uzbierał w karierze 8 czerwonych i 138 żółtych, wyraźnie więcej niż niejaki Pepe, znacznie od niego starszy były gracz Realu Madryt z zasłużoną reputacją brutala, którego dorobek kończy się na 6 czerwonych i 114 żółtych. Szokujące, że wciąż nie wszyscy nadążają za geniuszem pana Neymara.

poniedziałek, 23 października 2017

ekstraklasa, Legia Warszawa

Co pewien czas czuję potrzebę, żeby publicznie złożyć hołd tzw. ekstraklasie, to po prostu silniejsze ode mnie. Zwłaszcza w tym roku jest co sławić, bo nasi ligowcy wzniecają rewolucję, zwalczając przesąd, że w sporcie zawsze ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Mój cotygodniowy felieton przeczytacie tutaj.

07:15, rafal.stec
Link Komentarze (28) »
niedziela, 22 października 2017

Jasnowidz roku, najlepszy blog w historii

Rozstrzygnięcia kultowego konkursu na jasnowidza roku coraz bardziej mnie zdumiewają. Przyznaję, początkowo sądziłem, że odgrywa tu jednak rolę czynnik losowy, że w przewidywaniu piłkarskiej przyszłości czasami lepiej mieć więcej szczęścia niż rozumu.

Aż wśród uczestników ukształtowała się elita elit. Kiedy w 2014 roku triumfował neergeecorg, obwołałem go Profesorem X wśród jasnowidzów – jako pierwszy bowiem wygrał drugą edycję. Ale właśnie teraz pojawił się kolejny wirtuoz – czytelnik o nicku black_spider, który powtórzył sukces z roku 2015. Co bardziej intrygujące, minimalnie wyprzedził gracza nicki678, magika również znanego z listy laureatów (są na niej także michal.uszpulewicz, szewed, sexi.meri, pajac_kultury, rambocyc, future-is-now). Umiecie czytać w przyszłości!

Black_spider otrzyma w nagrodę ufundowaną przez sklep PodStadionem koszulkę najnowszego zwycięzcy Ligi Mistrzów, którym w tym roku okazał się Real Madryt. Zanim ją prześlę, proszę o przesłanie (rafal.stec@agora.pl) informacji, jaki ma mieć rozmiar i pod jaki adres ją posłać. Ale najpierw proszę przyjąć wyrazy uznania, podziwu za wnikliwe spojrzenie w przyszłość i serdeczne gratulacje!

PS Przypominam, że w jubileuszowej dziesiątej edycji konkursu można brać udział do godz. 12.34 w poniedziałek, 23 października.

19:43, rafal.stec
Link Komentarze (6) »
środa, 18 października 2017

Wassily Kandinsky: Studium koloru. Kwadraty z koncentrycznymi okręgami

Jest 18 października 2017 r., wybiła godz. 15.50, więc właśnie teraz, w tej minutce, mija dokładnie 10 lat od opublikowania pierwszej notki na niniejszym blogu. Nigdy bym nie wymyślił, że aż tak się od klawiaturowania tutaj uzależnię – nie macie pojęcia, ile musiałem włożyć niegdyś mentalnego wysiłku, by zrezygnować z pisania codziennie. Czułem się wobec czytelników zobowiązany, ilekroć nie poblogowałem, miałem wrażenie, że nawalam. Mam nawet swoją notkę liderkę prywatnego rankingu wszech czasów, moja faworytka to ta.

Tak, nastał jubileuszy wśród jubileuszy, rocznica okrąglutka jak brazuca, jak buzia Carletta, jak telewizorowe myśli Władysława George’a Engela. I nie planuję przestać, zwłaszcza że bardzo polubiłem blogowe forum, a wśród wiernych czytelników wykryłem nawet takich przedstawicieli środowiska sportowego (i nie tylko), którzy nigdy by się nie przyznali, że kiedykolwiek tu zaglądają. A wielu pilnie studiuje również dyskusje pod wpisami.

Ale do rzeczy. Skoro oblewamy dziesiątą rocznicę, to trzeba odstawić na chwilę wannę z szampanem, by w notce numer 2387 ogłosić pytania do kolejnej edycji „Jasnowidza roku”. Zasady konkursu stali czytelnicy i uczestnicy znają, przypadkowym bądź gapowatym wyjaśniam, że chodzi o czytanie w przyszłości. Kto ją przewidzi najlepiej, przy okazji następnej rocznicy zostanie ogłoszony zaszczytnym tytułem „Jasnowidza roku” (wyniki poprzedniej edycji wkrótce, przypominam o policzeniu punktów, na forum przyznaję się też do pewnej pomyłki) i nagrodzony koszulką ostatniego zwycięzcy Ligi Mistrzów, którą znów ufunduje sklep PodStadionem. Znów wszyscy, którzy wezmą udział w naszej przedniej zabawie, będą musieli za 12 miesięcy samodzielnie policzyć poprawne odpowiedzi i podać wynik na blogowym forum (gdzie można również składać życzenia organizatorowi konkursu!). Ja tylko najlepsze wyniki zweryfikuję, by mieć pewność, że nikt się nie pomylił.

Odpowiedzi przyjmuję do godz. 12.34 w poniedziałek (23 października, decyduje czas opublikowania komentarza), a jeśli rywalizacja wyłoni więcej niż jednego zwycięzcę, za rok zarządzę dogrywkę (już ekspresową). Do dzieła!

Czy do 18 października 2018 roku

1) Sandecja skończy sezon tzw. ekstraklasy w górnej połowie tabeli?

2) mistrzostwo Polski zdobędzie Legia Warszawa?

3) polski klub awansuje do Champions League?

4) polski klub awansuje do Ligi Europejskiej?

5) Michał Pazdan wciąż będzie grał w Legii?

6) Romeo Jozak wciąż będzie prowadził Legię?

7) polski piłkarz będzie w czołowej trójce rankingu strzelców tzw. ekstraklasy?

8) do tzw. ekstraklasy awansuje kolejny klub z miasta liczącego mniej niż 50 tys. mieszkańców?

9) reprezentacja Polski awansuje do ćwierćfinału mundialu?

10) Grzegorz Krychowiak strzeli dla niej swojego trzeciego gola?

11) Damian Kądzior zagra w polskiej kadrze więcej niż raz?

12) Wojciech Szczęsny rozegra na MŚ w Rosji więcej meczów niż Łukasz Fabiański?

13) Jakub Błaszczykowski (95 meczów) będzie miał więcej występów w reprezentacji Polski niż obecny rekordzista Michał Żewłakow (102)?

14) liga polska będzie w czołowej dwudziestce rankingu UEFA?

15) Polski klub strzeli gola w fazie grupowej Ligi Mistrzów?

16) felietony z cyklu „A jednak się kręci” będą nadal publikowane w papierowym wydaniu „Gazety Wyborczej”?

17) Zinedine Zidane nadal będzie prowadził Real Madryt?

18) Ernesto Valverde nadal będzie trenerem Barcelony?

19) Franciszek Smuda nadal będzie prowadził Widzew?

20) Massimiliano Allegri nadal będzie prowadził Juventus?

21) Arkadiusz Milik nadal będzie piłkarzem Napoli?

22) Robert Lewandowski nadal będzie grał w Bayernie?

23) Pierre-Emerick Aubameyang nadal będzie grał w Bundeslidze?

24) Simone Zaza nadal będzie grał w Valencii?

25) Krystian Bielik zagra w oficjalnym, nietowarzyskim meczu Arsenalu?

26) Klub z polskim piłkarzem w kadrze spadnie z włoskiej Serie A?

27) Robert Lewandowski (160 goli) prześcignie Ulfa Kirstena (182 gole) i awansuje na szóste miejsce w rankingu najskuteczniejszych piłkarzy w historii Bundesligi?

28) Ligę Mistrzów znów wygra klub z Hiszpanii?

29) Grzegorz Krychowiak rozegra mecz w europejskich pucharach?

30) Zlatan Ibrahimovic strzeli gola w europejskich pucharach?

31) Arsenal awansuje do europejskich pucharów?

32) zespół z Kosowa przejdzie rundę eliminacji europejskich pucharów?

33) reprezentacja Gibraltaru wygra choć jeden mecz?

34) Paris Saint-Germain pobije swój rekord i zdobędzie więcej niż 96 punktów w lidze francuskiej?

35) klub z miasta położonego na wschód od Moskwy awansuje do Ligi Mistrzów?

36) klub z miasta położonego na wschód od Monachium awansuje do finału Ligi Europy lub półfinału Ligi Mistrzów?

37) polski piłkarz zagra w finale Ligi Mistrzów lub finale Ligi Europy?

38) Kylian Mbappé będzie w czołowej piątce plebiscytu FIFA na najlepszego piłkarza świata?

39) Neymar (52 goli) doścignie Ronaldo (62) w rankingu najskuteczniejszych piłkarzy w dziejach reprezentacji Brazylii?

40) mundial wygra drużyna spoza Europy?

41) afrykańska drużyna awansuje do ćwierćfinału MŚ?

42) Islandia wyjdzie z grupy na mundialu?

43) Panama strzeli na mundialu gola?

44) Leo Messi zostanie królem lub wicekrólem strzelców MŚ?

45) reprezentacja Polski utrzyma się w czołowej „15” rankingu FIFA?

46) Polska awansuje na mistrzostwa Europy U-17 albo U-19?

47) Polak dojedzie na podium klasyfikacji generalnej Tour de France, Giro d’Italia lub Vuelta a Espana?

48) Polska zdobędzie złoto lub srebro na zimowych igrzyskach olimpijskich?

49) Serena Williams zagra w finale turnieju wielkoszlemowego?

50) Tomasz Hajto publicznie wyjaśni, dlaczego zablokował na Twitterze autora bloga „A jednak się kręci”, i publicznie go za to na tym portalu społecznościowym przeprosi?

15:50, rafal.stec
Link Komentarze (149) »
wtorek, 17 października 2017

Jasnowidz roku, A jednak się kręci, najlepszy blog w historii

Już za momencik, w środę 18 października będziemy obchodzili wyjątkową, okrąglutko dziesiątą rocznicę założenia bloga „A jednak się kręci”, więc tym razem nie będę – w przeciwieństwie do lat minionych – apelował, byście świętowali ostrożnie. Przeciwnie, oczekuję szalonych tanecznych kung-fu wygibasów, wielkiego żarcia, bąbelkowania aż po wyporność wanny, wznoszenia okrzyków sławiących wirtuozerię Riquelme, może nawet wyfryzowania się na Pazdana i wykucia na blachę konferencyjnych fraz Nawałki. Słowem, oczekuję, że na jubileuszowe 24 godziny kompletnie postradacie zmysły.

Przede wszystkim musimy jednak rozstrzygnąć wasz i mój ulubiony konkurs na „Jasnowidza roku” i ogłosić edycję następną. Z przedstawieniem odpowiedzi na ubiegłoroczne pytania musiałem zwlekać do opublikowania kolejnego rankingu FIFA – dopiero wtedy bowiem, czyli wczoraj, okazało się, że reprezentacja Kajmanów zleci z drugiej do trzeciej setki w tabeli. Kto wie, może to przesunięcie przesądzi o zwycięstwie w konkursie?

Kto nie czai, o co cały jest ambaras, niech kliknie po wiedzę np. tutaj, tutaj i tutaj (inauguracyjne edycje, łza tak się kręci, że mam w oku karambol), by wystartować w najnowszej odsłonie rywalizacji. I powalczyć o koszulkę przyszłorocznego triumfatora Ligi Mistrzów, którą od pewnego czasu funduje - powoli robi się z tego tradycja - sklep PodStadionem.

Nowe pytania ogłoszę w świąteczną środę, ale najpierw trzeba wyłonić najnowszego Jasnowidza, czyli zwycięzcę dziewiątej edycji naszej arcypoważnej zabawy. Zgodnie z umową każdy uczestnik musi samodzielnie policzyć poprawne odpowiedzi i pochwalić się ich liczbą na blogowym forum. Ja tylko najlepsze wyniki zweryfikuję, by mieć pewność, że nikt z sobie tylko wiadomych powodów nie mnożył punktów tam, gdzie należy je dzielić. A w przypadku remisu zarządzę dogrywkę – już ekspresową. Na wasze wyniki czekam do 23.59 w sobotę, 21 października (kto nie zdąży, odpada), ale byłbym wdzięczny, gdybyście wrzucali je już teraz, łatwiej będzie mi zaplanować ewentualną dogrywkę - zorganizujemy ją już na forum. Niżej poprawne odpowiedzi.

Czy do 18 października 2017 roku

1) Nieciecza skończy sezon tzw. Ekstraklasy w w czołowej piątce? NIE

2) mistrzostwo Polski zdobędzie Legia Warszawa? TAK

3) polski klub awansuje do Champions League? NIE

4) polski klub awansuje do Ligi Europejskiej? NIE

5) Michał Pazdan wciąż będzie grał w Legii? TAK

6) Jacek Magiera wciąż będzie prowadził Legię? NIE

7) polski piłkarz zostanie królem lub wicekrólem strzelców tzw. ekstraklasy? TAK

8) Wisła Kraków awansuje do tzw. Grupy mistrzowskiej tzw. ekstraklasy? TAK

9) reprezentacja Polski awansuje na mundial 2018? TAK

10) Grzegorz Krychowiak strzeli dla niej swojego trzeciego gola? NIE

11) Łukasz Teodorczyk zagra w polskiej kadrze choć minutę? TAK

12) Robert Lewandowski (40 bramek) prześcignie Włodzimierza Lubańskiego (48 bramek) i zostanie liderem rankingu najskuteczniejszych piłkarzy w historii reprezentacji Polski? TAK

13) Robert Lewandowski nadal będzie grał w Bayernie? TAK

14) liga polska będzie w czołowej dwudziestce rankingu UEFA? TAK

15) Polski klub strzeli gola w fazie grupowej Ligi Mistrzów? TAK

16) felietony z cyklu „A jednak się kręci” będą nadal publikowane w papierowym wydaniu „Gazety Wyborczej”? TAK

17) Zinedine Zidane nadal będzie prowadził Real Madryt? TAK

18) Antonio Conte nadal będzie trenerem Chelsea? TAK

19) Henryk Kasperczak nadal będzie prowadził Tunezję? NIE

20) Vincenzo Montella nadal będzie prowadził Milan? TAK

21) Bartosz Kapustka nadal będzie piłkarzem Leicester? TAK/NIE (obie odpowiedzi poprawne)

22) Leonardo Bonucci nadal będzie grał w Juventusie? NIE

23) Pierre-Emerick Aubameyang nadal będzie grał w Bundeslidze? TAK

24) Saul Niguez nadal będzie grał w Atlético Madryt? TAK

25) Igor Łasicki zagra w oficjalnym, nietowarzyskim meczu Napoli? NIE

26) Klub z polskim piłkarzem w kadrze spadnie z włoskiej Serie A? TAK

27) RB Lipsk awansuje do Ligi Europy lub Ligi Mistrzów? TAK

28) Ligę Mistrzów znów wygra klub z Hiszpanii? TAK

29) Kamil Grosicki rozegra mecz w europejskich pucharach? NIE

30) Manchester United awansuje do Ligi Mistrzów? TAK

31) awansuje do niej mistrz Cypru? TAK

32) angielski klub dotrwa do półfinału Champions League? NIE

33) FC Basel nadal będzie w czołowej dwudziestce rankingu UEFA? NIE

34) Milan będzie na podium ligi włoskiej? NIE

35) klub z miasta położonego na wschód od Moskwy awansuje do Ligi Mistrzów? TAK

36) klub z miasta położonego na wschód od Monachium awansuje do finału Ligi Europy lub półfinału Ligi Mistrzów? NIE

37) polski piłkarz zagra w finale Ligi Mistrzów lub finale Ligi Europy? NIE

38) Antoine Griezmann będzie w czołowej piątce plebiscytu FIFA na najlepszego piłkarza świata? TAK

39) Neymar (49 goli) prześcignie Romario (55) w rankingu najskuteczniejszych piłkarzy w dziejach reprezentacji Brazylii? NIE

40) Czy reprezentacja kraju znad Morza Śródziemnego awansuje do półfinału Pucharu Narodów Afryki? TAK

41) Chiny wygrają więcej niż jeden mecz w eliminacjach mundialu 2018? TAK

42) Kosowo wygra mecz w eliminacjach mundialu 2018? NIE

43) Wyspy Owcze zajmą miejsce wyższe niż przedostatnie w grupie tych eliminacji? TAK

44) Królem strzelców tych eliminacji zostanie Cristiano Ronaldo? NIE

45) Czy drużyna ze Skandynawii zagra w finale mistrzostw Europy kobiet? TAK

46) reprezentacja trenera Marcina Dorny zdobędzie medal młodzieżowych mistrzostw Europy? NIE

47) Piotr Zieliński strzeli na tym turnieju gola? NIE

48) Gola w jakimkolwiek meczu strzeli Gibraltar? TAK

49) Kajmany spadną z drugiej do trzeciej setki rankingu FIFA? TAK

50) Władysław George Engel ogłosi na swojej stronie internetowej, że przed występami w telewizji inspiruje się lekturą bloga „A jednak się kręci”? NIE

13:50, rafal.stec
Link Komentarze (55) »
poniedziałek, 16 października 2017

Najdroższy piłkarz w historii klubu. Witany w przyklęku, jako obrońca numer jeden na świecie. Autorytet obdarzony takim zaufaniem, że jeszcze przed wejściem do szatni został pasowany na kapitana. Tarcza antyrakietowa i guru w jednym ciele.

Takie były marzenia, realia wyglądają ciut skromniej, Milan wciąż pozostaje bezbronny, ilekroć zderzy się z porządnym przeciwnikiem (1:4 z Lazio, 0:2 z Sampdorią, 0:2 z Romą, 2:3 z Interem).

Przy pierwszym golu straconym w niedzielnych derbach można znaleźć dla Leonardo Bonucciego okoliczności łagodzące – Antonio Candreva dośrodkował perfekcyjnie, piłka przeszywała powietrze jak strzała, trzeba było ratować sytuację w biegu, wślizgiem.

Przy drugim Leonardo Bonucci zawinił już ewidentnie. Wlepił wzrok w piłkę, gapił się w nią jak w najpiękniejszy przedmiot na świecie, ani nie zerknął za to na Mauro Icardiego, który w polu karnym oddychał pełną piersią, we własnym ogrodzie nie czułby się swobodniej:

Leonardo Bonucci, AC Milan

Wreszcie za trzeciego gola Interu nikt raczej Bonucciego nie obwini, ale również do tej straty – rozstrzygającej o wyniku meczu – kapitan drużyny się przyczynił. Na wcześniejszym etapie ataku rywali, gdy ruszył powstrzymywać pędzącego Matiasa Vecino i interweniował nieporadnie.

Nie, wcale nie uważam, że Milan przegrał przez swego najsłynniejszego obecnie gracza. Mnóstwu piłkarzy można postawić mnóstwo zarzutów, i to nie tylko za niedzielny wieczór. Strata siedmiu punktów do Lazio (trzecie w tabeli) i Juventusu (czwarty) zdaje się dzisiaj nie do zniwelowania, a jeśli nie zostanie zniwelowana, to rossoneri nie awansują do Ligi Mistrzów, a jeśli nie awansują, to się nie obłowią, a jeśli się nie obłowią, to będziemy z niepokojem obserwować, jak chiński właściciel Li Yonghong szuka sposobu na spłaty pożyczki – wziętej od amerykańskiego funduszu hedgingowego na lichwiarski procent.

Jeszcze raz: Milan nie przegrał przez swego kapitana. Od lidera, którym i sam się obwołuje, i jest chóralnie obwoływany, wymagałbym jednak, by czymkolwiek się zasłużył. Tymczasem Bonucci od tygodni należy do najsłabszych piłkarzy drużyny. Zanim pozwolił roztańczyć się Mauro Icardiemu, biernie patrzył, jak wiruje wokół niego Ciro Immobile z Lazio. Mimo że wszystko urządzono dla jego komfortu, stąd forsowanie przez trenera Vincenzo Montellę ustawienia 3-5-2, stąd powtarzanie zaklęć, że ambitny Leonardo najwyraźniej wziął na siebie zbyt wiele, musi oczyścić głowę, niechybnie odzyska spokój mistrza.

30-letni Włoch zatracił na boisku zdolność przewidywania, co będzie; nie przesuwa się z wyczuciem; cała defensywa, którą powinien dowodzić, to bezhołowie zostawiające przeciwnikom tyle wolnego miejsca, że tworzący ją piłkarze rzadko wchodzą w bezpośredni kontakt z wrogiem. Brutalnie recenzując: Bonucci gra z powodu nazwiska, przeszłości, może również 7,5-milionowej, rekordowej w Serie A pensji. Ktoś inny wyleciałby z jedenastki przynajmniej na chwilę – żeby ochłonąć – on nie opuścił ani sekundy gry w lidze.

Po transferze z Juventusu też kłaniałem mu się powitalnie z entuzjazmem: tutaj znajdziecie dowody na piśmie. A zarazem niepokoiłem się, czy król pozbawiony turyńskiej obstawy – wykidajłów Giorgio Chielliniego oraz Andrei Barzaglego – nie okaże się nagi. Nigdy nie jest łatwo zsynchronizować defensywnych ruchów z nieznajomymi, a od Bonucciego jeszcze oczekiwano, że samym władczym spojrzeniem unieruchomi rywali, dotknięciem uczyni partnerów bezbłędnymi, długimi podaniami do napastników zastąpi rozgrywającego.

Nie podołał, przynajmniej na razie. Na razie to jeden z najgorszych drogich transferów 2017 roku w Europie. I transfer paradoksalny: ucieczką do Mediolanu turyńskiej defensywie Bonucci zaszkodził, mediolańskiej nie ocalił. Coś zburzył, niczego nie zbudował. Ale podróż dopiero się zaczyna, a Milan wyruszał z punktu bardzo odległego od celu. Zresztą Leonardo sam wytatuował sobie przy bicepsie łacińskie: „Per aspera ad astra”.

niedziela, 15 października 2017

Common Goal, Juan Mata, Giorgio Chiellini, Mats Hummels, Julian Nagelsmann

Precyzyjniej – marzy Juan Mata, znaczy od niego się zaczęło. I Giorgio Chiellini, czyli człowiek zupełnie inny, niżbyście sądzili, oglądając go na boisku. I jeszcze paru piłkarzy marzy o utopii. Felieton do poniedziałkowej „Gazety” przeczytacie tutaj.

18:57, rafal.stec
Link Komentarze (4) »
środa, 11 października 2017

MŚ 2018, mundial 2018, reprezentacja Polski, Adam Nawałka

Jak powszechnie wiadomo, ilekroć piłkarze reprezentacji Polski obejmą prowadzenie – niższe lub wyższe – zagapiają się, napraszają o stratę gola, rywal z uprzejmości korzysta. Właściwie każdy, niezależnie od klasy. Gdy w eliminacjach mundialu było: 2:0 w Kazachstanie, 3:0 z Danią, 1:0 z Armenią, 1:0 w Czarnogórze, 3:0 z Rumunią, 3:0 w Armenii oraz 2:0 z Czarnogórą – to przeciwnik zawsze zdołał odpowiedzieć celnym ciosem. I prawie zawsze przeżywaliśmy mocno stresujące chwile.

Trzeba jednak rozejrzeć się po wszystkich kontynentach, żeby pojąć, z jaką beztroską Polacy potrafią pozwalają się bić. Uprzedzam: mniej odporne jednostki poczują grozę.

Nasi piłkarze tracili w kwalifikacjach przeciętnie 1,4 gola na mecz. Więcej niż wszyscy inni liderzy grup w Europie, więcej niż wszyscy wiceliderzy grup w Europie, więcej niż wszyscy finaliści mundialu z Ameryki Południowej, więcej niż wszyscy finaliści z Ameryki Północnej, więcej niż wszyscy finaliści z Azji, więcej niż obaj wyłonieni dotychczas finaliści z Afryki. Słowem, więcej niż wszystkie 23 reprezentacje, które awansowały już na MŚ 2018.

I na dzisiaj realne wydaje się, że tylko jeden uczestnik przyszłorocznego turnieju dotrze do niego pomimo jeszcze marniejszych popisów defensywnych – Honduras. O ile oczywiście przeżyje baraż z Australią, faworytem nie jest.

To nie koniec. W strefie europejskiej również żadna drużyna z trzeciego miejsca w grupie nie traciła goli częściej niż ekipa Adama Nawałki. Ani Węgry, ani Albania, ani Gruzja. Gdyby sporządzić kontynentalną hierarchię według skuteczności obrony w eliminacjach, Polacy zajęliby 31. miejsce na kontynencie. A gdyby sporządzić hierarchię globalną, to zlecieliby na 64.

Wiem, porównywanie Aborygenów do Słowian i Ujgurów do Szawanezów nie ma sensu, w każdym regionie rozgrywki są zupełnie inne. Jeśli jednak stale obżeramy się rankingiem FIFA – metodą poznawczą również niedoskonałą – to dla higieny warto skosztować również innych klasyfikacji.

Nie zachęcam do panikowania ani czarnowidztwa, nie lubię tego tak samo, jak bajdurzenia, że medal jest tuż tuż, wystarczy wysunąć język i można go polizać. Dzisiaj prognozowanie czegokolwiek to ssanie z palucha, bo drużyny narodowe są wyjątkowo nietrwałe, zależne od aktualnej dyspozycji – zdrowotnej, sportowej etc. – rozrzuconych po całym świecie piłkarzy. Mundial nie ciągnie się miesiącami, lecz trwa kilka tygodni, a o sukcesie decyduje czasem wręcz kilkanaście dni. No i rywalizację reprezentacji niewiele łączy z klubową, spójrzcie choćby na Chorwatów, którym Real Madryt razy Barcelona plus Atlético do potęgi Juventus nie wystarcza, żeby uporać się z Islandią, której trener nie powołuje nikogo z poziomu Ligi Mistrzów.

Uspokaja mnie to, że kadra Nawałki w podobnej sytuacji znajdowała się po eliminacjach do Euro 2016. Też traciła gole zawsze i wszędzie, serwowała nam dreszczowce, ratowały ją zrywy ostatniej szansy Roberta Lewandowskiego (Glasgow!). Jeśli teraz działo się jeszcze ekstremalniej, to dlatego, że radykalnie przybyło kłopotów personalnych – zniknęli Grzegorz Krychowiak i Arkadiusz Milik, z przewlekłą legijną frustracją boryka się Michał Pazdan, Kamilowi Glikowi wariackość stylu Monaco pozwala na roztargnienie we własnym polu karnym, jeśli tylko skutecznie zaatakuje we wrogim.

Turniej w Rosji, podobnie jak turniej we Francji, zostanie jednak poprzedzony zgrupowaniem, na którym znów można przesterować piłkarzy mentalnie oraz taktycznie. Poprzednio się udało – podczas Euro 2016 polscy piłkarze minimalizowali ryzyko, grali z ostrożnością bliską lękliwości. To na turniejach, inaczej niż w kwalifikacjach, strategia skuteczniejsza, o czym ładnie świadczy choćby przykład złotej Portugalii, która do półfinału doczołgała się po czterech remisach w pięciu meczach, a w 1/8 finału, zanim przepchnęła w dogrywce Chorwatów, do tego stopnia symulowała aktywność, że groziło mi zapadnięcie w śpiączkę.

Dlatego mamy powody sądzić, że Polacy znów zdołają się zmienić. Jedną przyjemną zaletę utrzymują od początku kadencji Nawałki – prawie nigdy nie pozwalają, by rywal prowadził. W eliminacjach Euro przegrywali przez 125 ze 900 minut gry. Na turnieju finałowym – przez 0 z 510 minut gry. W wyścigu o mundial – przez 75 z 900 minut gry. Doceńmy to, nawet jeśli grupa z Rumunią, Danią, Czarnogórą, Kazachstanem i Armenią, która przed spróbowaniem uchodziła za wymagającą (popularne „wszyscy potracą tu sporo punktów”), dzisiaj wedle wielu komentatorów zmarniała do bandy patałachów.

Archiwum
Tagi