RSS
czwartek, 18 października 2007

Piłkarzy jak Szetela mamy w Polsce dwustu - słynna już fraza byłego selekcjonera reprezentacji brzmi skandalicznie głupio nie dlatego, że Paweł Janas pomylił się co do skali talentu młodego Amerykanina polskiego pochodzenia, który właśnie zadebiutował w kadrze USA, a kiedyś rzekomo nie nadawał się do polskiej. Ślepi na talent bywali nasi najwięksi trenerzy - nawet ostatni triumfator Ligi Mistrzów Carlo Ancelotti nie dostrzegł kiedyś w Juventusie możliwości Thierry'ego Henry'ego. Zdarza się.

Ale nie powinno się zdarzać, by selekcjonerzy traktowali zawodników niepowoływanych pogardliwie, zwłaszcza jeśli nie mają pewności, czy ci nie będą w przyszłości potrzebni. Janas mógł powiedzieć, że „Szetela jest zdolny, ale na debiut wśród seniorów musi poczekać”. Mógł powiedzieć, że „będzie postępy Szeteli pilnie śledził”. Mógł użyć każdej z miliona powszechnie stosowanych dyplomatycznych formułek. Mógł wreszcie milczeć i Szeteli po prostu nie powoływać.

Fot. Jose Ramon Gonzalez Fernandez

Nie zamierzam płakać po Szeteli. Dla mnie jest piłkarzem amerykańskim, bo Amerykanie go wyszkolili i z amerykańskimi kolegami rozegrał kilkadziesiąt meczów w reprezentacjach juniorskich (siatkarz włoskiej kadry Michał Lasko tłumaczył mi kiedyś: „jestem Polakiem, ale jako siatkarz - Włochem”). Szantażowanie go emocjonalnym związkiem z ojczyzną rodziców uważam wręcz za wątpliwe etycznie. Irytuję się tylko patrząc, jak nasza piłka - biedna i ułomna - z najgłupszych powodów marnuje swoje szanse. Nawet te najdrobniejsze.

Dziś Szetela w prywatnych rozmowach przyznaje, że po słowach Janasa było mu przykro, że nie potrafił zrozumieć, dlaczego trener zniechęcał go i obrażał. A nie potrafił pewnie dlatego, że pochodzi z innego świata, gdzie fachowcy z aspiracjami myślą o niuansach i dalekowzrocznie, a umiejętność publicznego wypowiadania się to jeden z fundamentów ich warsztatu. Szetela miał dylemat, a Janas nie mógł być pewny, że piłkarz się kiedyś kadrze nie przyda. A jednak trener palnął, co palnął.

Dziś wszystkie federacje piłkarskie swoich emigrantów wypróbowują, nęcą, negocjują z nimi. Czasem powołują tylko „na wszelki wypadek”. Także federacje znacznie mocniejsze niż Polska. Gole dla Niemców na ostatnim mundialu strzelali Mirek Klose i Łukasz Podolski, a bohaterem tych eliminacji mistrzostw Europy jest Piotr Trochowski. Kilka lat temu rozmawiałem z mamą tego ostatniego, panią Alicją (dla działaczy PZPN: numer znalazłem normalnie, w książce telefonicznej), która opowiadała, że dzwoniła i słała listy do polskiej federacji, bo chciała, by syn grał dla Polski. Niestety, Polska nie była zainteresowana. PZPN się nie odezwał.

A Janas dwustu lepszych od Szeteli powołać nie zdążył, ale 84 kadrowiczów pełną gębą jednak wynalazł. Wśród nich byli: Bieniuk, Dawidowski, Jarzębowski, Kaczmarek, Kowalczyk (Jacek), Lasocki, Madej, Majewski, Mazurkiewicz, Mowlik, Nowacki, Piechniak, Przyrowski, Rachwał, Radzewicz, Scherfchen, Sosin, Stasiak, Surma, Sznaucner.

PS. Inny kuriozalny pomysł to rzekome negocjacje Michała Listkiewicza z II trenerem kadry USA Piotrem Nowakiem, który miał o sprawie występów dla Polski „porozmawiać” z Szetelą, czyli działać wbrew interesowi swojego pracodawcy...

15:50, rafal.stec
Link Komentarze (10) »
1 ... 236
 
Archiwum
Tagi