RSS
poniedziałek, 29 września 2008

Milan - Inter. Ronaldinho wyskakuje nad Cambiasso i strzela. Fot. Luca Bruno, AP

Pierwszy piłkarski przebój jesieni - spektakl z nerwem, kipiący od emocji, męskich zwarć i smacznych detali - nakazywałby sądzić, że mediolańscy kibice przeczuli, co się święci. Obu nowo przybyłych osobistości futbolu nie powitali tak samo. Na lądowanie Jose Mourinho ci od Interu nie zareagowali skokiem na kasy i z trudem wypełniają ostatnio trybuny w połowie - rozpoczęli go z najniższą frekwencją od kilku lat. Ci od Milanu po transferze Ronaldinho jęli masowo pochłaniać karnety na cały sezon.

Gdyby oceniać po derbach, wybrali właściwie. Mourinho, mimo ściągnięcia wskazanych przez niego skrzydłowych Manciniego i Quaresmy, nie zdołał na razie wpoić drużynie bogatszego repertuaru ofensywnego niż opracowane przez jego poprzednika. Wczoraj nie zainspirował ich także w przerwie, przy niekorzystnym wyniku, choć w Chelsea zasłynął właśnie z tego, że jeśli jego piłkarze niedomagali w pierwszej połowie, na drugą wybiegali niesamowicie zmotywowani oraz przepełniani pomysłami na wydajniejszą grę. (Przez kilka miesięcy w drugiej połowie nie stracili gola). Ronaldinho natomiast oczarował San Siro i przy znaczącym wsparciu natchnionego tego wieczoru Kaki przesądził o wyniku.

Ale to był tylko jeden mecz. Z perspektywy całego sezonu niemal bez znaczenia. Inter wciąż jest wyżej w tabeli, Inter wciąż pozostaje faworytem rozgrywek. Z prostego powodu - umie ciułać punkty na długim dystansie. Stworzone do superprodukcji gwiazdy Milanu nie umieją.

Dlatego obie mediolańskie potęgi, choć przesunęły się w tabeli, tkwią po derbach w tym samym miejscu.

Mourinho musi sprawić, by gracze Interu wreszcie znosili presję wielkich wyzwań. Oni stanowczo zbyt często tracą głowy, gdy walka toczy się pod wysokim napięciem, by serio myśleć o sukcesie w Lidze Mistrzów. Wczoraj znów tracili (nieczęsto zdarza się, by na ławce rezerwowych zarobić czerwoną kartkę). I nawet błędy sędziowskie - domniemane lub rzeczywiste - ich nie usprawiedliwiają. Pamiętacie, jak odpadali z Champions League wiosną? Po czerwonej kartce dla Materazziego. Pamiętacie, jak odpadali z niej z Valencią? Awantura trwała jeszcze po ostatnim gwizdku, za ówczesne wybryki płacili jeszcze po kilku miesiącach. Wyliczankę mógłbym ciągnąć, generalnie nerazzuri pod nadzwyczajnie wysoką stawką się spalają i zapominają o zdrowym rozsądku.

Dlatego pal licho derbowa porażka, najgorsza wiadomość dla Interu brzmi: choroba postępuje, kuracja wielkogębnego portugalskiego trenera na razie nie działa.

Kłopoty piłkarzy Milanu leżą na rewersie kłopotów Interu. Oni szlagiery uwielbiają, ich drapieżność zamiera, gdy muszą wykończyć skromniejszego przeciwnika. Lista tegorocznych wpadek wygląda zatrważająco: Genoa, Bologna, Atalanta, Sampdoria, Livorno, Catania etc. A przecież oba derbowe mecze wygrali. I co z tego? Nic.

Dlatego pal licho wczorajszy triumf, najlepsza wiadomość dla Milanu brzmi: zaczął zwyciężać notorycznie, w czwartek stanie przed szansą na piątą wygraną z rzędu (biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki). Ostatnio taką serię miał półtora roku temu. Wcześniej - w czerwcu 2006 roku. Wypada raz na sezon, czyli dla klubu o aspiracjach sięgających scudetto szokująco rzadko.

PS 1 Najlepszy na boisku moim zdaniem Kaka, zaraz za nim Ronaldinho, Maicon oraz, mimo przegranego pojedynku powietrznego przed golem, Cambiasso. Najgorszy - Quaresma. Jego ruchy to był czysty sabotaż. Jakim cudem przetrwał na boisku 90 minut? Mourinho chciał udowodnić, że dobrze wybrał?

PS 2 Przypomniało mi się coś a propos grania długodystansowego. Od lata 2005 roku Inter zdobył w lidze 268 punktów, Milan - 192.
08:44, rafal.stec
Link Komentarze (24) »
sobota, 27 września 2008

Artist’s Drive

Artist's Drive

Artist Palette

Artist's Palette

Badwater Basin

Badwater Basin

Mesquite Dunes

Mesquite Dunes

08:09, rafal.stec
Link Komentarze (6) »
piątek, 26 września 2008

XXL by Julian Turner/Flickr

Misza zaesemesował entuzjastycznie, że UEFA powiększa turniej finałowy mistrzostw kontynentu do 24 zespołów, więc dokonał się pierwszy akt mojego czerwcowego proroctwa o wiecznej na Euro polskich piłkarzy obecności. Ja na wieści nie zareagowałem entuzjastycznie, lecz jak klasyczny allenowski neurotyk z Nowego Jorku, do którego właśnie wróciłem - nieuchronnymi wątpliwościami, lękliwie, zaniepokojony zbyt pomyślnym przebiegiem zdarzeń. Jak to? Nasi zawsze na mistrzostwach? Bezkresne finałowe spełnienie zupełnie za darmo? Same z reformy zyski, żadnych strat? Nieee, to być nie może.

Zacząłem uprawiać ulubiony żydowski sport - bicie się z myślami zwane też szukaniem dziury w całym -  i zaraz dotarło do mnie, że straty jednak będą.

Załóżmy, że system obowiązywałby już w eliminacjach do Euro 2008, przy równoczesnym utrzymaniu podziału na siedem grup. Wówczas z każdej awans uzyskaliby trzej najlepsi i jeszcze zostałoby jedno finałowe miejsce dla drużyny z czwartego miejsca z najokazalszym dorobkiem. Awansowałaby m.in. Irlandia Płn., Szkocja, Izrael. Piłkarze Beenhakkera mogliby dać się wyprzedzić Portugalii, Serbii oraz Finlandii i wciąż zachować szanse na finały. Tyle z polskiej perspektywy. Zostaje ogólnoeuropejska. Rozochocony rychłym ziszczeniem się wizji czerwcowej chętnie przepowiadam inne najważniejsze konsekwencje rewolucji:

1) Dla kibiców - i, co istotne, piłkarzy - z najmocniejszych krajów eliminacje staną się przeraźliwie nudne, bo prawdopodobieństwo wpadki o nieodwracalnych skutkach spadnie do zera. Faworytom albo wystarczy ledwie trzecie miejsce, albo, gdyby UEFA zmniejszyła grupy i zwiększyła ich liczbę, nie natrafią na żadnego groźnego przeciwnika.

2) Najwybitniejsi piłkarze, którzy już teraz notorycznie symulują choroby, by od Ligi Mistrzów nie odpoczywać w samolocie do Azerbejdżanu, Kazachstanu lub Izraela, będą unikać eliminacyjnej młócki ze zdwojoną energią. Jak awans pewny, to o co się szarpać?

3) Niewykluczone, że tym samym UEFA paradoksalnie zaszkodzi supermocarstwom. Już dziś niełatwo z gwiazd zestawić zwarty gwiazdozbiór, w przyszłości na turnieje finałowe trzeba będzie sklejać drużyny z ludzi, którzy do grania ze sobą nie przywykli. Kadry narodowe potęg staną się tworami efemerycznymi, zgrają skrzykiwaną od święta. Coraz rzadszego święta. Co dostarczy atutów mocnym, poświęcającym się dla reprezentacji średniakom, w typie Chorwacji z Euro 2008, tudzież zgranym, cierpliwie budowanym zespołom w typie Grecji z Euro 2004.

Co stracimy my? Patrz punkt pierwszy. Przyjemności z oglądania odpadnięcia Anglików - z taką samą regularnością leją naszych, z jaką po 1966 roku zdobywają mistrzostwo świata wyłącznie w zarozumialstwie - raczej już nie zaznamy. Nigdy. Gdyby nie rozgrywki, w których polscy piłkarze muszą sobie - i nam - rekompensować klęski we wszystkich innych rozgrywkach, już dziś wrzasnąłbym: zlikwidować te eliminacje.
04:26, rafal.stec
Link Komentarze (31) »
czwartek, 25 września 2008
środa, 24 września 2008

Zmowa. Photo credit to Flickr/dhammza

Przeczytałem, jak czule żegnają się Raul Lozano z Mariuszem Wlazłym i kilkoma innymi siatkarzami. Znaczy przeczytałem z grubsza. Z Arizony wjechałem właśnie do Nevady, informacje z Polski kapią do mnie w ilościach kropelkowych, więc detali naszych tradycyjnych, swojskich wojen wszystkich ze wszystkimi nie znam i nawet mi się nie chce nurkować głębiej w internet, by je wyłowić. Z oddali widzę ogół.

Były trener reprezentacji siatkarek, Włoch Marco Bonitta, potraktował swego czasu bezceremonialnie, brutalnie nawet, gwiazdę drużyny Dorotę Świeniewicz (usunął ją z kadry). Na igrzyskach olimpijskich potrafił powiedzieć o innej zawodniczce, Annie Barańskiej, że nie może na nią patrzeć, a wiosną pokłócił się w trakcie meczu z rozgrywającą Katarzyną Skorupą, która nie słuchała jego poleceń.

Wciąż aktualny - być może już niedługo - trener reprezentacji piłkarzy, Holender Leo Beenhakker, zawiesił za pijaństwo trzech graczy, w tym gwiazdę Artura Boruca, oskarża ludzi naszego futbolu o najgorsze (niekiedy bez podania dowodów), coraz częściej wpada w furię i zyskuje kolejnych wrogów.

Były trener reprezentacji siatkarzy, Argentyńczyk Raul Lozano, też kiedyś wyrzucał za pijaństwo, potem toczył totalną wojnę ze wszystkimi liczącymi się działaczami, teraz zarzuca gwiazdom kadry, że symulują kontuzje, bo nie chce im się grać w mniej ważnych - ich zdaniem - meczach.

Trzej kompletnie różni ludzie, trzy kompletnie różne historie. Kontrowersje dotyczące Bonitty przyjmowałem obojętnie, bo jego trudny charakter zdemaskowali wcześniej Włosi, a ja nigdy nie podejrzewałem u niego zdolności do osiągnięcia sukcesu z Polkami. Beenhakker niektórymi nieprzemyślanymi ciosami - wyprowadzanymi na oślep - głęboko mnie rozczarował, bo od niego, jak na standardy naszej piłki nożnej człowieka wyższej kultury, wymagałem więcej niż od okolicznych kombinatorów. Lozano mnie nie zaskoczył, bo choć fachowca od siatkówki widzę w nim znakomitego, to wiem również, że miewa poważne kłopoty z akceptowaniem krytyki i reagowaniem z klasą na niepowodzenie. Teraz zszedł na własne dno, przekraczając granice elementarnej przyzwoitości.

Ale, szczerze mówiąc, wszyscy trzej wymienieni obchodzą mnie o tyle, o ile. Obcokrajowcy? Who cares? Wynajęliśmy ich, po dymisji pójdą sobie precz, a my będziemy musieli dotelepać się do następnego meczu, potem do jeszcze jednego etc.

Dlatego wolę skupić się na naszej stronie boiska. Wrzucam zagranicznych najemników do jednego wora, nie wdaję się w odrębną psychoanalizę każdego przypadku, patrzę - jak to z drugiej półkuli - na big picture. I mam wyłącznie wątpliwości.

Dlaczego wszyscy trzej selekcjonerzy obcokrajowcy wykonują - z naszego punktu widzenia - ruchy radykalniejsze niż którykolwiek z ich ostatnich poprzedników, oczywiście polskich poprzedników? Dlaczego wszyscy miotają najcięższymi oskarżeniami w całe środowisko - siatkarskie bądź piłkarskie? Dlaczego wszyscy weszli w zwarcia z megagwiazdami, przyjmując lokalną skalę, swoich drużyn - Świeniewicz, Borucem, Wlazłym? Jeśli ryzykownie wykluczymy, że nasłała ich żydomasoneria w sojuszu z fanatycznymi wrogami oscypka, to o co tutaj chodzi? Gdzie tkwi problem?

Spytałbym jeszcze, czy aby w jakimś - i w jakim - stopniu konfliktowi przyjezdni nie mają racji. Ale powodowany patriotyczną niezłomnością nie spytam.

11:34, rafal.stec
Link Komentarze (34) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi