RSS
niedziela, 26 lipca 2009

Po własnych wakacjach widzę, jak ciężki rok przeżywa polska piłka. Najpierw pogruchotałem sobie stopę i wciąż tuptam wolniutko, więc musiałem zrezygnować z łażenia po Islandii (planowałem zacząć łazić za kilka dni). A w środę ofiarnie walczącej Wiśle Kraków paskudny numer wycięli niewychowani Estończycy, więc bezcelowa okazała się moja decyzja, by przyspieszyć urlop, zdążyć z powrotem na ostatnią rundę eliminacji Ligi Mistrzów i z bliska podziwiać głośno zapowiadany awans polskiej drużyny. Moja prawa stopa i Wisła razem wzięte to naprawdę wyrok zbyt surowy, nawet biorąc pod uwagę odwiecznego pecha polskiego futbolu.

Tak czy owak wakacje odbębnić trzeba, co oznacza odwyk od blogowania. Mam nadzieję dać radę - początki są obiecujące, dziś mi się udało, choć porywający finał Ligi Światowej zadania nie ułatwił. A zatem przestaję pilnie śledzić wydarzenia sportowe, spróbuję pomilczeć. Spędzę tydzień w ciemnościach, przez następne dni będę eksplorował grupkę państewek, które dawały ostatnio wycisk polskim piłkarzom. Na razie.

23:55, rafal.stec
Link Komentarze (12) »
sobota, 25 lipca 2009

Interes ubity przez Barcelonę oraz Inter Mediolan na dobrą sprawę odbiera sens układaniu listy transferów wszech czasów. Zlatan Ibrahimovic opuszcza mistrza Włoch, za co mistrz Hiszpanii rewanżuje się częściowo przelewem - około 50 mln euro, częściowo w naturze - oddaje Samuela Eto'o i wypożycza na jeden sezon Aleksandra Hleba (większość pensji Białorusina opłacą Katalończycy, szczegóły całej transakcji poznamy w poniedziałek). A ponieważ kluby mogłyby ustalić dowolną wartość kameruńskiego snajpera - kiedyś przy wymianach w Serie A notorycznie zawyżano kwoty transferowe - jesteśmy bezradni. Intuicja podpowiada tylko, że Ibrahimovic powinien zająć miejsce na podium nieoficjalnej klasyfikacji hitów, najpewniej tuż za jej liderem Cristiano Ronaldo, wziętym przez Real Madryt za 94 mln.

Gdyby jednak prezes Barcelony się uparł, mógł uczynić szwedzkiego wirtuoza najdroższym piłkarzem globu. Wystarczyło umówić się z właścicielem Interu Massimo Morattim, że on - Joan Laporta - wykłada za największą gwiazdę ligi włoskiej ostatnich sezonów np. 100 mln euro (i wynajmuje nieodpłatnie Hleba), a tydzień później eksportuje do Mediolanu swojego fenomenalnego snajpera za 50 mln. Finansowo nie zmieniłoby się nic, obaj biznesmeni kupiliby sobie sposobność do PR-owego mydlenia oczu. Jeden uciszyłby Florentino Pereza, odbierając Realowi Madryt prawo do szczycenia się posiadaniem najcenniejszych nóg świata. Drugi chełpiłby się, że nawet jeśli wypuścił idola San Siro, to zarazem zarobił niewyobrażalne, rekordowe pieniądze za piłkarza, który nie osiągnął niczego w rywalizacji międzynarodowej i nigdy nie stanął nawet na podium plebiscytów na najlepszych graczy świata (w głosowaniu na „Złotą Piłkę” zajął w 2007 roku siódme miejsce, wyżej nie był nigdy).

Umiem sobie wyobrazić, że na mój pomysł wpada Florentino Perez. Z pasją krytykujący luksusowe zakupy Realu Laporta wpaść nań nie miał prawa. On przecież transferowymi megahitami - czytaj: niemoralnie wysokimi cenami - się brzydzi.

09:23, rafal.stec
Link Komentarze (64) »
piątek, 24 lipca 2009

Oczywiście, że czarny. Nie dajcie się zwieść estońskim pismakom, którzy rozrechotanym bredzeniem o rzekomej rozkoszy wywołanej epokowym triumfem Levadii Tallin nad Wisłą Kraków usiłują zakrzyczeć wstrząsającą prawdę. Nasz mistrz miał zwyczajnie słabszy dzień, przecież kluby warszawskie roztarły dziś gruzińsko-sanmarińskich rywali na proch i pył, tymczasem estońskie pseudpiłkarzyki pod dowództwem estońskiej bezmyśli szkoleniowej poniosły właśnie klęskę totalną. Przeliteruję powolutku, żeby się nigdzie nie walnąć: Kalju Nomme odpadło po rywalizacji z łotewskim Dinaburgiem Daugavpilsem (0:0, 1:2), Trans Narva ze sloweńskim Rudarem Velenje (0:3, 1:3), a Flora Tallin z duńskim Broendby Kopenhaga (1:4, 1:0). Słowem, w europejskich pucharach została Estończykom już tylko JEDNA, OSTATNIA drużyna!

Jedna samiuteńka Levadia... Co to w ogóle za klub dziwoląg, który istnieje ledwie 10 lat i bierze nazwę od nazwiska sponsora? Chichotu warte... Wyobrażacie sobie, że mistrzostwo Polski zdobywa założony w 1999 roku Cupiał Kraków? Żałośnie to wszystko wygląda, wielu krajów w Europie z marniejszym dorobkiem w pucharach nie znajdziecie, nawet leżący dwa miejsca niżej w rankingu UEFA Liechtenstein ugrał tyle samo. Co jednak istotne, by nie obrazić Liechtensteinu, Liechtenstein usprawiedliwiają okoliczności - skoro wystawił tylko jedną drużynę, to nie może po rundach wstępnych mieć ich więcej. Jedynak z Vaduz dał z siebie wszystko i dzielnie wyeliminował Falkirk.

Niech się więc Levadia szczyci przypadkową wygraną z rywalem, któremu przypadkowo przytrafiły się dwa nieudane mecze i pech w osobie nieszczęśliwie interweniującego bramkarza. Niech się szczyci, my wiemy swoje, Estończycy zostali zdemaskowani. Nie mają nawet odwagi, by ujawnić całą prawdę, a my na blogu "A jednak się kręci" owijać w bawełnę nie będziemy - tak, to w środę mimo mocnej konkurencji wydarzył się największy w historii pucharowy obciach made by Poland. Inne nasze ofiary przegrywały w rozgrywkach mniej ważnych, jakichś nieistniejących dziś Pucharach UEFA czy Intertoto, teraz toczyliśmy batalię na śmierć i życie o Ligę Mistrzów, w dodatku z przedstawicielem futbolu ewidentnie podupadającego. Do dyskusji przechodzącej w awanturę wyjątkowo nie zachęcam, sam daję arbitralny werdykt. Jeszcze raz, dla lepszego zapamiętania: tak, to był największy pucharowy obciach made by Poland.

00:46, rafal.stec
Link Komentarze (28) »
czwartek, 23 lipca 2009

Pamiętacie mój wywiad z doktorem Robertem Śmigielskim, który rozpaczał nad poziomem opieki medycznej nad polskimi piłkarzami oraz decyzją nowych władz PZPN, żeby zrezygnować z systemu licencyjnego zmuszającego kluby do oddawania graczy w ręce medyków o specjalizacji innej niż np. ginekologia? Jeśli nie pamiętacie, to przeczytajcie - znajdziecie go tutaj. Wracam do tematu, bo dzisiaj zarząd PZPN ostatecznie zaakceptował projekt i system wróci. Zresztą z tego, co wiem, wywiad wywarł swój wpływ na wynik głosowania. Ufff, jestem zdumiony, ale i zbudowany - kompetentny lekarz sportowy w klubie to jeden z setek trybików niezbędnych, by mistrz Polski nie przegrywał w przyszłości w eliminacjach Ligi Mistrzów z mistrzem kraju sklasyfikowanego na 42. miejscu w europejskim rankingu UEFA...

18:40, rafal.stec
Link Komentarze (13) »
środa, 22 lipca 2009

Kiedy idealista Michel Platini ogłaszał mającą ograniczyć hegemonię najbogatszych reformę Ligi Mistrzów, dystansowałem się od euforycznych reakcji, zwracając uwagę, że retusz regulaminu wesprze piłkarskich średniaków, nie słabeuszy. A polskie kluby od średniaków dzieli przepaść granicząca z nieskończonością. Dziś umiem tylko dodać: wyobraźnia Platiniego pomnożona przez miłosierdzie Matki Teresy nie spłodziłaby reformy, dzięki której Wisła Kraków zdołałaby awansować do Ligi Mistrzów.

Dowiedziawszy się, że żadna stacja nie transmituje rewanżu Levadii Tallin z Wisłą Kraków, odetchnąłem z ulgą. Jakie to piękne! W erze miliarda pracujących całą dobę kamer mamy mecz jakby wyjęty z zamierzchłej przeszłości, który można relacjonować tylko niezawodną metodą z ust do ust! Po chwili dopiero przyszła mniej romantyczna refleksja, że to jednak przygnębiające. Oto mistrz Polski musi już staczać boje, których nikt nie chce nawet sfilmować, choć futbolowe transmisje wylewają się z telewizorów w każdej sekundzie dnia i nocy, pokazując wszystko, co się rusza wokół piłki - bez względu na stawkę lub spodziewany poziom gry.

Szkoda tego zaniedbania, bo chwile historyczne warto rejestrować. A piłkarze z Krakowa zamknęli właśnie zgrabną nadbałtycką trylogię. Od Łotyszy oberwała niedawno reprezentacja Polski w autorskiej wersji selekcjonera Zbigniewa Bońka, która poniosła chyba najbardziej szokującą klęskę w dziejach naszych starań o awans na mistrzostwa Europy. Od Litwinów oberwała Legia Warszawa, a utożsamiające się z nią kibolstwo narobiło nam obciachu na międzynarodową skalę, demolując stadion w Wilnie. Wreszcie od Estończyków oberwała Wisła, która z kolei najadła się rekordowego wstydu w historii naszych bohaterskich bitew o przyjęcie do Ligi Mistrzów. Spośród republik poradzieckich zrzeszonych w UEFA nie oberwali polscy piłkarze już tylko od Mołdawian. (Aktualizacja: już zostałem zbesztany na forum, że ofiarami Mołdawian też padliśmy. Lech Poznań oberwał od Tiraspolu).

Właściciela Wisły nierzadko krytykowałem za lekkomyślne zatrudnianie trenerów i pochopne ich zwalnianie, na pracę Macieja Skorży spoglądałem natomiast z życzliwą wyrozumiałością, widząc, że klub sabotuje ją permanentną wyprzedażą drużyny, prowadzoną przy mikroskopijnych inwestycjach w nowych piłkarzy. Dziś nie usprawiedliwa go już nic, dymisja będzie w pełni zrozumiała. Z jakimi kadrowymi kłopotami by się Skorża nie zmagał, Estończyków pokonać trzeba.

Co pisać po meczu, którego nikt nie widział, a którego widzieć nie trzeba, by wszystko było jasne? Kogo wołać o pomoc? Pezetpeenowskiego dyrektora od lepszego jutra Jerzego Engela, który znów odpowie, że nie podoba mu się fryzura proponującego dyskusję i będzie bajdurzył, jak jest wbrew pozorom z polskim futbolem wspaniale?

Jestem zrezygnowany, we łbie mam pustkę, umiem tylko zaproponować, zamiast kolejnej rewolucji w Lidze Mistrzów, rewolucję w filozofii kibicowania polskiej piłce. Uznajmy wreszcie, że jesteśmy najgorsi w Europie, nie róbmy zdziwionych min po niepowodzeniu w eliminacjach do mundialu, nie rozpaczajmy po porażkach z plemionami jeszcze bardziej tajemniczymi niż ugrofińskie, nauczmy cieszyć się drobiazgami. Wypłuczemy sobie z jaźni możliwość występowania polskich drużyn w roli faworyta w meczu z jakimkolwiek dostępnym rywalem, to i ucieszymy się ciężko wypracowanym remisem w pierwszym meczu z Levadią. A w rewanżu przeżyjemy zdrowe, sportowe emocje. Przed ekranem. Telewizje wreszcie zrozumieją, że albo będą transmitować popisy piłkarzy w głębokich eliminacjach, albo wcale.

PS Zaproponowany pod poprzednią notką plebiscyt na największy obciach w pucharach uważajcie za ogłoszony.

21:41, rafal.stec
Link Komentarze (80) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi