RSS
poniedziałek, 30 marca 2009

W idealnym świecie naturalnymi kandydatami byliby Antoni Piechniczek, Janusz Wójcik oraz Jerzy Engel. Dwaj pierwsi jako ostatni odnosili sukcesy z reprezentacjami Polski (seniorską oraz olimpijską), trzeci jako jedyny najwłaściwiej rozpoznaje możliwości naszych piłkarzy („nie widzę w Europie nawet kilku drużyn z większym potencjałem”), więc jego nominacja automatycznie podniosłaby aspiracje kadry - mierzylibyśmy jeśli nie w medal, to co najmniej ćwierćfinał mundialu.

Niestety, Piechniczek zaskakująco wcześnie, nie bacząc na dobro polskiego futbolu, odszedł na emeryturę i pracuje dla ojczyzny w Senacie, Wójcik związał swoją przyszłość z Wrocławiem, a Engel dba całościowo o sprawy szkoleniowe, no i jest zwierzchnikiem Beenhakkera, więc chyba mu nie wypada zostać jego następcą. Murowanych faworytów zatem nie ma, zostaje mnóstwo wątpliwości. W lidze pracuje dwóch ludzi, którzy trochę międzynarodowych meczów powygrywali - Franciszek Smuda i Henryk Kasperczak, a gdyby nawet za granicą udało się znaleźć kogoś bardziej - jeszcze bardziej - kompetentnego, to nie sądzę, by PZPN w ogóle za obcokrajowcami się rozglądał. Nawiasem mówiąc, nie sądzę też, by Beenhakker stracił posadę, ale zachciało mi się sprawdzić, czego chcieliby czytelnicy „A jednak się kręci”. Klikniecie i skomentujecie?

15:59, rafal.stec
Link Komentarze (226) »
niedziela, 29 marca 2009

Wypad do Milanello okazał się, co nie jest niespodzianką, interesujący, a finał historii wywiadu z Clarencem Seedorfem - żenujący. Aż się nie chce klepać w klawiaturę, ale cóż, skoro zacząłem, to wypada doklepać do końca.

Jak doniosłem w czwartek, Milan zaakceptował ledwie jedno z zaproponowanych przeze mnie pytań do Holendra. W dodatku najbanalniejsze pod słońcem: „Czy zgadza się pan z dość popularną tezą, że gwiazdy Milanu ostatnio zawodzą, bo zdobyły już tak wiele, że nie umieją się zmobilizować na mecze z pomniejszymi rywalami z Serie A? Że męczą ich i nudzą śmiertelnie kolejne wyjazdy do Sieny czy Regginy?” Na miejscu nie rozwijałem tematu, bo uznałem, że kiedy już posadzą nas - mnie oraz Tomka Lipińskiego z „Piłki Nożnej” - z piłkarzem, to i tak będę mówił, co zechcę.

Niestety, spotkanie, które odbyło się na zielonej trawce (naprawdę przytulne i dopieszczone z dokładnością do każdej grządki i listka to całe Milanello), przebiegało kuriozalnie. Dołożyli nam jeszcze dziennikarza z Aten, który chciał m.in. wiedzieć, czy Seedorf zagra kiedykolwiek w lidze greckiej i znać jego opinię o holenderskim trenerze Panathinaikosu Henku Ten Cate. Ale pal licho oryginała spod Akropolu, działy się lepsze jaja. Rozmowie przysłuchiwały się przedstawicielki klubu i już w jej trakcie (!) usłyszałem szept informujący, że mam prawo podejmować wyłącznie zaakceptowane tematy. Odparłem, że moje propozycje w ogóle nie zostały zaakceptowane, i spytałem, czy w takim razie mogę kontynuować wywiad. Zaczął się cyrk - dostałem kartkę z zestawem pytań dopuszczonych (cudzych), pokazałem swoje notatki, po czym patrzyłem, jak inny - przepraszam za słowo, ale wściekły byłem - babsztyl po nich kreśli, by dokonać ponownej selekcji. O coś tam ostatecznie zdołałem zapytać, Tomek też, ale nie wiem, czy uda mi się sklecić z tego wywiad - słowa Seedorfa wplotę raczej do gazetowego artykułu opisującego całą historię. W każdym razie rozmowa trwała krócej niż planowano, a przerwana została, jak przypuszczam, głównie z mojego powodu.

Usiłowałem potem dowiedzieć się, co było niebezpiecznego w odrzuconych pytaniach i jakie na wpół cenzorski obyczaj ma uzasadnienie. Przedstawicielki klubu tłumaczyły (ewidentnie z pozycji mentorskich, przybyszowi z egzotycznego kraju bez piłki nożnej), że: strategia komunikacyjna Milanu nakazuje pytania sprawdzać; nie mogą ufać nieznajomemu dziennikarzowi; Włochów nie trzeba cenzurować, bo wiadomo, o co spytają, zawsze pytają o to samo; chodzi o uniknięcie nieprzyjemnych momentów z wywiadu, bo przecież piłkarzowi niezręcznie oświadczyć, że o pewnych sprawach mówić nie chce etc. Słuchałem z rosnącym zdumieniem, trochę się awanturowałem i dopiero w drodze do Mediolanu przypomniałem sobie, że przecież Silvio Berlusconi - premier rządzący Włochami dzięki cwanemu lawirowaniu na styku biznesu i skorumpowanego państwa - od dawna ma specyficzne podejście do mediów. Kto nie wie, o co chodzi, temu polecam świetny dokument Sabiny Guzzanti „Viva Zapatero!”...
18:48, rafal.stec
Link Komentarze (31) »
sobota, 28 marca 2009

Jeśli Leo Beenhakker zostanie rychło usunięty, będziemy mieli stylową dramaturgicznie kompozycję zamkniętą. Zaczął nasz pierwszy selekcjoner z importu od beznadziejnego 1:3 z Finlandią w eliminacjach do mistrzostw Europy, skończył beznadziejnym 2:3 z Irlandią Płn. w eliminacjach do mistrzostw świata. Obie klęski znaczyły szokujące wpadki naszych bramkarskich gwiazd - wtedy Jerzego Dudka, dzisiaj Artura Boruca - ale też w obu zawiniła cała drużyna i pozostaną one chyba najgorszymi meczami za kadencji holenderskiego trenera. Chociaż... Cholera wie, ostatecznie w środę najadą nas amatorzy z San Marino, wśród których nie ma, jak wykazało moje jesienne śledztwo, kelnerów.

Spadły na Polaków w Belfaście wszystkie zarazy tego świata. Krzywdziło ich oślepiające słońce, krzywdziły wertepy zastępujące normalne boisko do gry w piłkę, krzywdzili irlandzcy porządkowi, których kibolstwo musiało ostrzelać racami. Piłkarze przeżyli pewnie niemal traumę, co w sporej mierze zawdzięczają samym sobie. Od pierwszego gwizdka wyglądali, jakby urządzili konkurs na śmiałka, który zagra najbardziej nieodpowiedzialnie, niechlujnie, kuriozalnie. Miałem deja vu, to było wierne kopiowanie skandalicznie tandetnych wypocin z Euro 2008. Z jedną różnicą - dojmującą słabością Boruca, który z charyzmatycznego przywódcy drużyny zmienił się w jednego ze słabszych jej graczy. Znów w ważnym meczu popełnił masę kardynalnych błędów, albo prowokując gole dla przeciwników, albo niecelnymi kopnięciami oddając im piłkę. Nie wystarcza mi wyobraźni, żeby wymyślić, co po ostatnich, koszmarnych miesiącach musiałby zrobić, by w sensie sportowym upaść jeszcze niżej, ale nabrałem pewności, że upaść jest w stanie. Ten facet zwyczajnie nie zna granic.

Sekundowali mu obrońcy, może z wyjątkiem najmłodszego - co za paradoks - Kuby Wawrzyniaka, grającego chyba ciut lepiej. Każdy z pozostałych zasłużył na ostrą burę i nie dające zasnąć wyrzuty sumienia, nawet kapitan reprezentacji Michał Żewłakow popadł we wtórny analfabetyzm, nietolerowany już na poziomie juniorskim - choć wiedział, że jego bramkarza będą naciskać rywale, podał mu piłkę tak, że ta mknęła w bramkę zamiast mknąć obok niej. W ogóle zachowanie wszystkich Polaków sugerowało, że usiłują sobie nawzajem uprzykrzyć życie.

Piłkarze niewybaczalnie patałaszyli, Beenhakker przy linii bocznej spektakularnie się złościł i rozpaczał. On, jak każdy trener, w znaczącym stopniu odpowiada za przygotowanie mentalne drużyny. Z zadania się nie wywiązał, wypuścił na boisko zgraję roztargnioną, wywołującą wrażenie emocjonalnie zwichrowanej, długo kompletnie niezdolną skupić się na grze. Nie wiadomo, czy na piłkarzy wpłynęły perturbacje wokół jego usług - świadczonych, jak utrzymuje, po godzinach - Feyenoordowi. Ale też niewykluczone, że wpłynęły. Tak jak my nie potrafiliśmy Holendrowi udowodnić, iż jego zaangażowanie w sprawy klubu z Rotterdamu zaszkodzą reprezentacji, tak on nie udowodni nam, iż dzisiaj nie zaszkodziło. Umiem tylko powtórzyć to, co już pisałem - to był fatalny pomysł, podważający zaufanie do trenera, który filozofię swojej pracy wspiera ponoć na bezwarunkowej lojalności oraz silnej emocjonalnej więzi z piłkarzami.

Gdyby oceniać stan reprezentacji Polski na podstawie makabrycznego gniota wysmażonego dzisiaj w Belfaście, ostatnich posunięć selekcjonera, upadku niedawnego lidera drużyny Boruca oraz wątłego zdrowia Błaszczykowskiego, to trzeba by uznać, że najbliższą szansę na wygranie jakiegoś istotnego meczu będziemy mieli w dniu otwarcia Euro 2012. Gdyby jednak opierać się na wynikach i tabeli, nie mają sensu panikarskie opinie, że Polacy na dobrą sprawę właśnie stracili na awans do MŚ. Rywalizacja w grupie ma razie jeden naczelny, gromadnie niezauważany wątek - nikt nie wygrywa na wyjeździe (pomijam oczywiście mecze w San Marino) - który nakazuje raczej wieszczyć wyniszczającą walkę o każdy punkt - i awans - po ostatni wieczór eliminacji.

Może to dziwnie zabrzmi w chwilach żałoby, ale wciąż wszystko w nogach polskich piłkarzy. Nie muszą chyba nawet wygrać wszystkich meczów, by na mundial jednak polecieć.

22:45, rafal.stec
Link Komentarze (75) »
czwartek, 26 marca 2009

Wybyłem do Włoch, by spędzić piątek w ośrodku treningowym Milanello. Miałem też zrobić wywiad - sam na sam - z Clarencem Seedorfem, ale nie wiem, co z tego wyjdzie.

Nie wiem, bo klub poprosił - poprzez organizującego wyjazd sponsora - żebym przesłał mu 10 pytań, które zamierzam zadać piłkarzowi. Zdziwiłem się niemożebnie, przez kilkanaście już lat dziennikarzenia nigdy mi się to nie zdarzyło, ale uznałem, że właściwie mogę wysłać. Stale obserwuję, że czołowe futbolowe korporacje w Europie starają się kontrolować każde słowo wypowiadane publicznie przez zatrudnianych gwiazdorów, pisałem już kiedyś o scenkach z meczów Chelsea, po których każdy gracz udzielający wywiadu miał przy sobie smutnego pana w oficjalnym klubowym kubraku i z wystawionym dyktafonem.

Spisałem dziesięć punktów - ni to pytań, ni zagajeń - na szybko i trochę byle jak, zakładając, że na miejscu i tak będę pytał, o co zechcę. Kilka dni później zbaraniałem. Odbieram telefon i słyszę, że zaakceptowano - słownie - jedno pytanie! Dostałem też propozycję, by wymyślić inne. Grzecznie podziękowałem, nie umiem zgadywać w cudzych myślach na odległość (zwłaszcza przekraczającą tysiąc km), a jeśli Seedorf ma potrzebę wygłosić oświadczenie, niech wygłosi, mężnie wysłucham.

No i nie wiem, jak będzie w tym Milanello. Oto niebezpieczne (?) pytania, zgadujcie, które przyjęli:

1) Który Puchar Europy smakował panu najbardziej - zdobyty z Ajaksem, Realem czy Milanem - i dlaczego?

2) Z Holandią tyle pan nie wygrał. Dlaczego ta reprezentacja - składająca się z gwiazd największych europejskich klubów - przez ostatnie dwie dekady zdobyła zaledwie jeden medal?

3) Ma pan jeszcze jakieś niespełnione sportowe marzenie? Jaki moment był najbardziej niezapomniany?

4) Kto był najlepszym piłkarzem, przeciw któremu pan grał? Oczywiście wyjąwszy kolegów z Milanu...

5) Czy zgadza się pan z dość popularną tezą, że gwiazdy Milanu ostatnio zawodzą, bo zdobyły już tak wiele, że nie umieją się zmobilizować na mecze z pomniejszymi rywalami z Serie A? Że męczą ich i nudzą śmiertelnie kolejne wyjazdy do Sieny czy Regginy?

6) Rosnąca średnia wieku w drużynie to sygnał, że granica wiekowa, poza którą trzeba kończyć karierę się bardzo przesunęła. Skąd ta zmiana? Piłkarze lepiej się prowadzą, udoskonalono treningi, a może ogromny skok zrobiła medycyna sportowa?

7) Czy sądzi pan, że niedługo 40-latkowie w zawodowym futbolu na najwyższym poziomie nie będą czymś niezwykłym?

8) MilanLab jest słynny w całej Europie, ale zarazem mało o nim wiemy. Proszę o nim opowiedzieć - zetknął się pan tam z czymś niezwykłym, czego nie widział pan w żadnym innym klubie? Czy dzięki wynalazkom laboratorium będzie pan grał w piłkę dłużej? Do kiedy?

9) Dlaczego Serie A, który drugi raz z rzędu poniosła klęskę w Lidze Mistrzów, wpadła w tak głęboki kryzys? Czy chodzi tylko o pieniądze i finansową przewagę Anglików oraz Hiszpanów?

10) Co pan najbardziej lubi we współczesnym futbolu, a czego pan nienawidzi?

18:57, rafal.stec
Link Komentarze (43) »
środa, 25 marca 2009

Koledzy z Supergiganta bohatersko wzięli w obronę Ireneusza Jelenia, zamartwiając się przy okazji, czy nie przesadzą ze złośliwością, i apelując, żebym się nie pogniewał. Spokojnie, chłopaki, nie gniewam się:-) Również dlatego, że słabo wam wyszło.

Po pierwsze (mniej ważne), Jelenia bronicie słusznie i mężnie (macie u mnie pomruk uznania za odwagę), ale trochę niepotrzebnie. W swojej notce wychodzę od niego, bo akurat on udzielił zajmującego wywiadu „Rzepie”, by dojść do problemu generalnego - polscy piłkarze zbyt często nie rozumieją, że jeśli chcą wycisnąć maksimum ze swojego talentu piłkarskiego, muszą dać z siebie maksimum także poza boiskiem. Awersja do języków obcych to stały wątek ich opowieści o wyprawach w świat - opowieści zazwyczaj ponurych. Kłopot nie w tym, że nauczyć się nie potrafią. Kłopot w tym, że im się nie chce. A że akurat Jeleń radzi sobie we Francji jak na polskie standardy lepiej niż nieźle, to dość oczywiste.

Po drugie (ważne), wasze porównania do Beenhakkera i Lozano są grubo chybione. Ani pierwszy nie rozmawia z piłkarzami w swoim ojczystym języku, czyli po holendersku, ani drugi nie rozmawia w swoim ojczystym języku, czyli po hiszpańsku, z siatkarzami. Beenhakker używa angielskiego albo niemieckiego, a gdyby musiał, użyłby i hiszpańskiego. Lozano natomiast posługuje się łaciną siatkówki - niemal każdy, kto się w tym światku liczy, mówi po włosku. Także czołowi polscy gracze. A tym kadrowiczom, którzy dzięki Argentyńczykowi go liznęli, tylko to pomoże. Słowem, obaj selekcjonerzy odrobili pracę domową wiele lat temu.

Obaj są też bliżej schyłku kariery niż początku i nic ich nie łączy z polskim piłkarzem, który wyjeżdża na pierwszy kontrakt zagraniczny i staje przed być może niepowtarzalną szansą. On jest w pewnym sensie petentem, Beenhakker z Lozano - uznanymi, poszukiwanymi na rynku fachowcami. On musi zadbać o każdy drobiazg, by owej szansy nie zaprzepaścić, oni już swoje szanse wykorzystali. (I teraz to ich pracodawcy dbają o to, by wokół nich byli tłumacze. W otoczeniu Jelenia po polsku nikt poza Dudką nie mówi).

Tak w ogóle to niewychowawczy ten wasz wpis. Jeszcze jakiś młody piłkarz przeczyta i uzna, że jednak wkuwać angielskiego nie warto...

PS 1 Poprawcie ten kawałek rozpoczynający się od „Polacy nie gęsi...”, bo - nie gniewajcie się - akurat w tej notce trochę obciach. (Nawiasem mówiąc, jakie znacie przysłowie z „ani be ani me ani kukuryku”?)

PS 2 Z Raulem Lozano to sam się założyłem tuż po jego przylocie do Warszawy kilka lat temu, że się polskiego nie nauczy:-)

PS 3 Aha, z jednym trafiliście - rzeczywiście wielu niezłym trenerom się nie powiodło właśnie z powodów językowych...
22:07, rafal.stec
Link Komentarze (35) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Tagi