RSS
poniedziałek, 31 marca 2008

Jerzy Dudek ma u nas, zwłaszcza w wirtualnym świecie internetowych forów, liczny elektorat negatywny. Elektorat analizujący sytuację w sposób, bym powiedział, jakże znajomy i swojski. „Przecież Dudek najpierw niewiele wygrał, potem w Liverpoolu go nie chcieli, wreszcie, to najbardziej żałosne, przyjął ofertę z Realu Madryt, chociaż wiedział, że wyląduje na ławce.” (W młodzieńczym wieku 34 lat dać się usadzić na ławie najsłynniejszego klubu świata!? Fuj, kompletny brak ambicji, szanujący się zawodnik unika laby w rezerwie, co wiemy z zagranicznych karier innych naszych gwiazd).

Poprzedzam meritum wyjaśniającym wstępem, bo chcę wam zaproponować lekturę wywiadu udzielonego przez Dudka „Guardianowi”, a zdaję sobie sprawę, że wbrew mojej woli wręczy on zatrzęsienie argumentów propagatorom tezy, jakoby roztańczony bohater ze Stambułu przestał już być piłkarzem. Przepytujący go reporter nie podejmuje niemal w ogóle tematów ściśle piłkarskich, nie pyta o jutro i pojutrze, lecz wyciąga rozmówcę na sentymentalną podróż do przeszłości i po Madrycie (już współczesnym). Dudek mówi, że już się w stolicy Hiszpanii zadomowił, że wie, gdzie są dobre restauracje, że lubi ptasie mleczko; opowiada o ładnej pogodzie i przesiadywaniu z żoną w ogrodzie; relacjonuje, jak hiszpańscy prezesi klubów spóźniają się na biznesowe spotkania o trzy godziny i potem nie rzucają nawet słowem wyjaśnienia etc.

Mnie zaintrygowało jednak przede wszystkim spotkanie reprezentacji Polski - odbyte przy okazji sparingu z Włochami - z Janem Pawłem II, które wspomina Dudek. Zaintrygowało i wypełniło nadzieją: otóż w wycieczce do papieża znalazło się miejsce dla ledwie dwóch piłkarzy i aż dziesięciu działaczy PZPN. Słowem, wbrew rzucanym wrednie i bez pokrycia oskarżeniom, że nasze futbolowe władze do cna przeżarł zimny cynizm, akceptacja dla patologii oraz pogarda dla wszelkich zasad, ani chybi prowadzą ludzie związku bogate życie duchowe, pełne rozmyślań o sprawach niematerialnych i zniuansowanych dylematach etycznych. Czyli szansa na moralną odnowę w polskiej piłce jest. (Są też inne symptomy: błyskawiczna - z dzisiaj! - decyzja Polonii, by zawiesić trenera Dariusza W.; informacja prezesa Listkiewicza, że on i jego przyboczni z PZPN powołali zespoły do spraw przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wszystko bez prawomocnych wyroków!)

Trochę mi wstyd, że w tym felietonie do dzisiejszej „Gazety Sport” w szybką odnowę powątpiewam. I że przed wywiadem dla „Guardiana” wciąż uważałem Dudka za futbolistę, że nie chciałem przyjąć do wiadomości, iż podpisując kontrakt z Realem, w kompromitującym stylu ogłosił nasz bramkarz zakończenie kariery. Nawet jeśli regularnie, na każdym treningu, gra Dudek w piłkę z gwiazdami światowego futbolu.

18:48, rafal.stec
Link Komentarze (11) »
niedziela, 30 marca 2008

Na początku drugiego seta półfinału Ligi Mistrzów Clayton Stanley przewrócił serwisem Piotra Gruszkę i siatkarz Skry Bełchatów usiadł na ławce. Kiedy z wściekłej bezradności kopnął butelkę z wodą, uznałem, że mecz się skończył. Przeciwnicy z Dynama Kazań zdawali się nawet nie skakać, lecz lekko podnosić na palcach, by blokować gospodarzy. Dlatego wszystko, co zdarzyło się potem - doprowadzenie do remisu, emocjonujący tie-break, porażka po walce do końca - przyjmowałem już jak kompletnie niespodziewany prezent. I nawet ostateczne niepowodzenie było znieść jakoś łatwiej.

Zapadł mi w pamięć tamten incydent, bo Gruszce tego popołudnia nie wychodziło nic, a trener mistrzów Polski nie za bardzo miał alternatywę. Obaj rezerwowi przyjmujący - Bąkiewicz i Stelmach - są siatkarzami o predyspozycjach raczej defensywnych niż ofensywnych (drugi ze względu na wiek) niezdolnymi do intensywnego zbijania w dłuższym okresie. Co drużynę, nawet jeśli w odbiorze grają dobrze, jednak jakoś ogranicza.

Dla jasności: w żadnym razie nie obwiniam Bąkiewicza (Stelmach nie grał) za porażkę, nie ma ku powodów. Myślę raczej globalnie i - spoglądając w przyszłość - o klubie mierzącym w najcenniejsze europejskie trofeum. Na szczycie o wynikach przesądzają detale - sięgające obsady ostatniego miejsca pośród rezerwowych - a ja zastanawiam się, czy i kiedy polski klub będzie stać na triumf w Lidze Mistrzów.

Teraz osiągnęli w Łodzi bardzo ładny wynik, zwycięstwa nad Sisleyem Treviso nie sposób nie docenić, ale dziką radość z historycznego, trzeciego miejsca wypada pozostawić kibicom. Jeśli analizować sytuację na chłodno, Skra odniosła sukces tyleż sportowy, co organizacyjny, bo gospodarzowi turnieju finałowego wystarczyło przejść pierwszą rundę, by bić się o podium. Dopiero następny teraz postęp oznaczałby skok wręcz księżycowy - wejście na szczyt oznacza detronizację klubów włoskich i rosyjskich, tymczasem pierwsze konkurują w niezwykle mocnej lidze, do której przyciągają ich ambicje sportowe oraz pieniądze, a drugie działają w świecie ekonomicznego absurdu, co pozwala im oferować milionowe kontrakty gwiazdom, choć liga nie cieszy się - jak w Polsce - zawrotną popularnością.

Skra oraz inne polskie kluby rosną w siłę, ale najwybitniejszych obcokrajowców wciąż nie kaperują. Nawet Dynamo Kazań, mistrz arcybogatej w talenty Rosji, potrzebował małego zaciągu z USA (notabene Stanley ze swoim prostolinijnym, nazwijmy go, stylem gry zrósł się z drużyną idealnie, nawet jeśli nie mamy pewności, czy zajrzał już we wszystkie zakamarki rosyjskiej duszy). Do nas przyjechał jak dotąd tylko jeden niekwestionowany gwiazdor w wieku przedemerytalnym - Stephane Antiga. To mało. Gdyby bełchatowianie mieli Antigów dwóch, gdyby im udało się pozyskać rozgrywającego z samego topu, można by jeszcze śmielej mierzyć w triumf nad Rosjanami. Tyle że to rywalizacja w pewnym sensie nieuczciwa, z konkurencją o uprzywilejowanej pozycji na rynku - karmiona przez kapitał oligarchów siatkówka ze Wschodu na dobrą sprawę nie musi przynosić żadnych zysków. Co zrekompenować sobie można tylko skutecznym skautingiem i wyławianiem świetnych graczy o mniej znanych nazwiskach.

Skrze będzie tym trudniej, że osiągnęła pułap absolutnego hegemona w Polsce, na którym potrzeba niewiele, by poczuć niedosyt. Na mistrzostwo PLS siatkarze są wręcz skazani, niepowodzenie byłoby nieszczęściem, tak jak mocno zaboleć ich musiało niepowodzenie w walce o krajowy puchar. A w następnym sezonie do pełnej satysfakcji potrzeba będzie co najmniej ponownego szturmu na podium Ligi Mistrzów - ustawione znacznie wyżej, bo gospodarzem będzie miasto spoza Polski.

20:18, rafal.stec
Link Komentarze (23) »

Ktoś chce wciąż debatować o abolicji - czy to słusznie karać całe kluby, skoro zawiniły, wręczając lub biorąc łapówki, pojedyncze osoby? Później, teraz nie ma czasu, teraz trzeba podywagować, czy trener, ktory przyznał się do korupcji (osobiście dawał szmal sędziom i obserwatorom), powinien zostać z futbolu wygnany (przynajmniej do ogłoszenia wyroku), czy jednak mu wybaczamy.

Jak dowiedział się Sport.pl, właściciel Polonii Warszawa postanowił, że Dariusz W. poprowadzi dzisiaj drużynę w drugoligowym meczu z Lechią.

Żałuję, że nie będzie mnie w Gdańsku. Zawołałbym „sprawdzam” do prezesa Michała Listkiewicza, który w piątek przypomniał, że zatrzymany szkoleniowiec to „dżentelmen o nienagannych manierach, zawsze dobrze ubrany, świetnie wypowiadający się.” Przyjrzałbym się, czy W. trafnie dobrał skarpetki, czy ładną włożył marynarkę, czy zgrabnie podsumuje mecz na konferencji prasowej.

A przede wszystkim spytałbym sędziego: w protokole napisał „Dariusz W.” czy zaryzykował i naskrobał pełne nazwisko wybitnego polskiego trenera?

13:55, rafal.stec
Link Komentarze (30) »
sobota, 29 marca 2008

Siatkarze Skry Bełchatów przegrali właśnie półfinał Champions League, ale już trwa historyczne wydarzenie: nie dość, że pierwszy raz oglądamy na terytorium Polski mecz ligi włoskiej, to od razu trafił się nam szlagier - mistrz Sisley Treviso gra z wicemistrzem Coprą Piacenza;)

Ale nie o tym chciałem: przed chwilą zagadnąłem obecnego w Łodzi Andreę Zorziego, wybitnego przed laty siatkarza, ostatnio komentatora najróżniejszych mediów. Zeszło na Mariusza Wlazłego, którego występy Włoch podsumował w te słowa, chyba interesujące (zwłaszcza, że też był atakującym):

To dobry atakujący, ale nie wybitny. Niepokojące, że od dwóch-trzech lat gra tak samo, nie rozwija się, nie robi wyraźnych postępów. Wciąż wykorzystuje atuty, które od dawna go wyróżniały, ale nie widać, by pozbywał się słabości. Czy powinien wyjechać Serie A? Nie wiem. Powody stagnacji mogą być najróżniejsze: nieodpowiedni stosunek do treningów, kłopoty zdrowotne etc. Dopiero jeśli wiemy, że problem nie tkwi w sprawach najbardziej oczywistych, można się zastanawiać, czy rozwiązaniem byłby transfer. Liga włoska jest piekielnie wyrównana, taktycznie wyrafinowana i rzeczywiście zmusza do pracy nad sobą - wszechstronności, bogatszego repertuaru zagrań.

Tymczasem Władimir Alekno, również obecny w Łodzi trener reprezentacji Rosji powiedział: Gdyby Skra miała jeszcze jednego skrzydłowego klasy Wlazłego i Antigi, mogłaby Dynamo Kazań pokonać.

To na razie, bo Treviso prowadzi już 16:13, a ja z nosem w laptopie siedzę.

18:42, rafal.stec
Link Komentarze (26) »
piątek, 28 marca 2008

Zazwyczaj nie wrzucam tutaj goli, które przed chwilą strzelili Polacy w ligach zagranicznych, ale teraz nie wytrzymałem. Strzał Jacka Krzynówka ucieszył mnie nieproporcjonalnie do wagi wydarzenia, bo dzień dla kibica był podły, a tego piłkarza cholernie lubię, uważam go za bezwzględnie niezbędnego dla reprezentacji, ba, jestem gotów wręcz uwierzyć, że w Bundeslidze traktują go niesprawiedliwie - zasługuje, by grać, a nie wysiadywać ławkę rezerwowych. (Aż się wstydzę to pisać, bo tłumaczenia, że „trener się uwziął”, należą do najbardziej żałosnych, jakimi bronią swych międzynarodowych karier nasi piłkarze. Ale Krzynówek to Krzynówek).

Wlazłem na YouTube, a polski gol dla Wolfsburga już tam był:

23:52, rafal.stec
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Tagi