RSS
poniedziałek, 30 listopada 2009

Obiecywałem, to wklejam linka. Tutaj znajdziecie opowieść z mojej wizyty w barcelońskiej fabryce futbolowych wirtuozów, po której oprowadzał mnie niejaki Alberto Capellas, bardzo sympatyczny, ewidentnie rozkochany w swojej robocie facet. Bardzo wdzięcznej robocie.

Nie wiem, czy koncept Barcy jest najlepszy. Na pewno jest wizjonerski, spójny, kompletny, oryginalny, fantastycznie łączący lokalność z globalizacją. I ostatnio bardzo wydajny.

niedziela, 29 listopada 2009

O futbolowej superprodukcji bloguję od sobotniego wieczoru, zacząłem wylewać litery na dobę przed pierwszym gwizdkiem meczu Barcelony z Realem. Chcecie przeczytać, to kliknijcie tutaj. Notka była za długa, kontynuuję narrację w niniejszej.

12.55. Zostało 365 minut. Prawdopodobny skład Realu: Casillas (28 lat) - Sergio Ramos (23), Pepe (26), Albiol (24) lub Garay (23), Arbeloa (26) - Xabi Alonso (28), Lass Diarra (24) - Ronaldo (24), Kaka (27), Higuain (22) - Benzema (22). To jest młodość! Nawet Arsenal wystawi dziś ze dwóch 30-latków, a Królewscy mają ich tylu - Raula i Dudka - w całej kadrze na GD…

13.01. Zostało 359 minut. Prawdopodobny skład Barcelony: Valdes (27 lat) - Dani Alves (26), Puyol (31), Pique (22), Abidal (30) - Xavi (29), Busquets (21), Keita (29) - Messi (22) lub Pedro (22), Ibrahimovic (28), Iniesta (25). Klasyka, co najmniej siedmiu wychowanków.

13.07. Zostały 353 minuty. Nawet po personaliach na GD widać, że lewa obrona to we współczesnym futbolu pozycja na boisku o najniższym stężeniu błyskotliwości.

13.55. Zostało 405 minut. Ponad połowa piłkarzy z czołowej dziesiątki plebiscytu „France Football” gra dla Barcy lub Realu. Podzielam irytację tych, którzy uważają, że Kaka na pozycję w elicie w roku 2009 nie zasłużył. Wiosną przegrywał w Pucharze UEFA i lidze włoskiej z Milanem, latem średnio wypadł z Brazylią w Pucharze Konfederacji, jesienią nie umiał zainspirować Realu po kontuzji Ronaldo. Jego najważniejszy sukces polegał na tym, że sporo kosztował. Nawiasem mówiąc, zlustrujcie kiedyś plebiscytową metodologię „FF”. Sporo się wyjaśni.... (W sprawie Abidala - pamiętam, jak musiałem go przed wami na blogu bronić. A dziś piszę tylko o deficycie błyskotliwości wśród lewych obrońców, nie w ogóle futbolowej klasy).

14.17. Zostały 283 minuty. Szczęśliwy posiadacz biletu na Gran Derbi esemesuje do BBC, że oferowano mu już za niego 800 euro. Mój prywatny rekord to 200 euro - przed kilku laty też płaciłem konikowi za wejście na klasyk, ale zupełnie gdzie indziej i o wyższą stawkę:-) Miałem pecha, sędzia przerwał hiciora i go nie dokończył. Tyle podpowiedzi:-)

14.45. Zostało 255 minut. Dla Xabiego Alonso z Realu niedziela rozpoczęła się dobrze. Wczoraj ujawnił swój plan na dziś: obejrzeć wygraną swojej byłej drużyny w derbach Liverpoolu, potem wygrać własne derby. Liverpool prowadzi 1:0, bo raz w roku to nawet kij od szczotki - Javier Mascherano - strzeli gola. Zwłaszcza jeśli kopnięta piłka odbije się rykoszetem od innego kija od szczotki (Yobo). Gdyby przegrał dziś i Liverpool, i Real, jutro na pewno przeczytamy, że Rafa Benitez wraca do Madrytu.

15.15. Zostało 225 minut. Zapomniałem zareklamować jutrzejszą „Gazetę”: zwiedziłem w październiku barcelońską fabrykę futbolowych wirtuozów, o czym opowiadam na dwóch stronach. Właśnie wlewamy na łamy i w ogóle sporo redagowania jest, dlatego nie bardzo mogę tutaj zaglądać:-)

16.09. Zostało 171 minut. Drobni ciułacze, czyli dlaczego Barca może dziś wygrać, a mimo wszystko nie być murowanym faworytem do tytułu. Punkty jesienią w lidze: 28-27 dla Realu, punkty wiosną 49-46 dla Realu. To jest trend całoroczny. A Jorge Valdano rzuca zaczepnie: „Wytrzymaliśmy bez CR ponad 50 dni. Chciałbym zobaczyć 50 dni Barcy bez Messiego”.

16.27. Zostały 153 minuty. Jeszcze o Raulu - żaden trener przed Pellegrinim od 1994 roku nie zsyłał go na ławkę w trzech kolejnych meczach. Odrzucone bóstwo.

17.51. Zostało 69 minut. Sorry za przerwy w nadawaniu, mamy w redakcji urwanie głowy, nie wziąłem oddechu od godziny. W derbach Londynu gola dla Chelsea strzela Drogba, czyli być może najświetniejszy piłkarz wśród tych, których kompletnie nie wyobrażam sobie ani w Barcy, ani w Realu. Antyteza mikrusowatych Iniestów i Messich, barczysta kupa mięśni, w której Valdano widzi wręcz zagrażającego przyszłości futbolu mutanta. Mówił kiedyś: „Drogba nie umie grać w piłkę, ale uchodzi za wybitnego, bo jest największy, najsilniejszy i najszybszy”. Już 0:2, czyli typowe samobójstwo Arsenalu. Pamiętacie, w jakich okolicznościach chłopcy Wengera przerżnęli z MU?

18.05. Zostało 55 minut. Skład Realu różni się jednym nazwiskiem od przewidywanego. Benzema na ławie, gra Marcelo. Co jeszcze obniża średnią wieku: Casillas (28 lat) - Ramos (23), Pepe (26), Albiol (24), Arbeloa (26) - Xabi Alonso (28), Lass Diarra (24) - Ronaldo (24), Kaka (27), Marcelo (21) - Higuain (22).

18.08. Zostały 52 minuty. Barca: Valdes (27 lat) - Dani Alves (26), Puyol (31), Pique (22), Abidal (30) - Xavi (29), Busquets (21), Keita (29) - Messi (22), Henry (32), Iniesta (25).

18.45. Zostało 15 minut. Im bliżej gwizdka, tym bardziej zapominam, jak Real się na boisku morduje i alergicznie reaguje na wielkie wyzwania, a tym bardziej pamiętam, co umieją wyrzeźbić Higuain, CR, Kaka, Lass etc. Nie, Barca nie powinna kłapnąć i pożreć, to byłoby jednak nienormalne. Będzie show, będą emocje do wyprostu włosów.

A Valdano oczywiście nie docenia Drogby i chyba nie lubi wielobarwności futbolu. 3:0 dla Chelsea, czyli na razie zwyciężają ci, co skupują, a przegrywają ci, co hodują:-)

19.02. Ziemia stanęła, piłka w ruch. Ufolodzy powinni dzisiaj grasować wokół Camp Nou. Jeśli Oni istnieją i są inteligentni, też przylecieli popatrzeć.

19.48. Mikroraport po pierwszej połowie. Barcy, jaką znamy, nie ma. Jest Barca nieprecyzyjna, rozedrgana, niecierpliwa, porywcza nawet. Real lepszy, choć rzadziej przy piłce. Rzuca się w oczy, że goście są silniejsi. Wejdzie Zlatan za dryfującego ze środka na skrzydło Henry'ego?

20.16. Prognozowałem, dostałem. Zlatan za Henry'ego, czyli gol. W wielkiej debacie, czy Ibrahimovic nie dorasta do wielkich wyzwań, czy Inter nie dorastał do Ibrahimovicia, poważny argument dla zwolenników tej drugiej tezy. Wrzutka Daniego Alvesa, ładny wolej Szweda. 1:0 dla Barcy, moment próby dla Realu.

20.31. To zapamiętam: trzy strzały zablokowane w kluczowym momentach przez Puyola. Bohater.

20.34. Rzut oka kamery na ławkę Realu: Dudek mówi, Ronaldo chyba słucha, czyli nasz człowiek w wielkim futbolu.

20.54. Koniec, 1:0. Piłkarsko mogło być efektowniej, ale iskrzyło, trawa kilkakrotnie zapłonęła. Nihil novi: Barca we wszystkich najważniejszych starciach roku zwycięska, Real we wszystkich pokonany. U mnie weekend z GD wciąż trwa. Co najmniej do północy.

20.59. Bohaterowie Barcy, kolejność nieprzypadkowa: Puyol, Puyol, Puyol. Poza podium: Dani Alves, Pique, Ibrahimovic.

21.14. Jeśli w Madrycie podumają na trzeźwo, powinni być mimo wszystko umiarkowanie zadowoleni. Szanse na tytuł według moich szacunków: Barcelona 50 proc.; Real 49 proc.; Sevilla i reszta ligowego tła 1 proc.

21.57. Barca jakoś mnie nie intryguje, myśli krążą wokół Realu. Sprawia Real coraz lepsze wrażenie, już na San Siro w LM zasłużył na triumf. Ta grupa potrzebuje tylko pełnej władzy dla trenera oraz tego, o co w Madrycie najtrudniej - cierpliwości. Nie znajdziecie w europejskiej czołówce młodszej kadry i nawet gdyby pewne transfery nie wypaliły (Benzema?), będzie wymagała ona tylko ruchów nieznacznych, drobnego retuszowania. Rzutów rożnych bardziej wyrafinowanych niż proste oddawanie piłki rywalom też się można wyuczyć:-)

22.25. Nie ustaję w przekonywaniu madridistas, jak dobrze dzisiaj było. Barca oddała 9 strzałów, Real 16. Tylko raz w sezonie, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, Katalończycy oddali mniej uderzeń - 8 na bramkę Atletico. Ale wtedy świadomie prędko wyhamowali, bo jeszcze przed przerwą przygwoździli rywali czterema golami.

23.01. Pytanie o Thierry'ego Henry'ego. Czeka go koniec według scenariusza, który wycierpiał Szewczenko? Znaczy z samego snajperskiego topu upadek nagły, wywołany utratą atutów motorycznych? W piłce jedni starzeją się wolniutko, inni z dnia na dzień...

23.28. A co sugeruje start Zlatana na Camp Nou? Do Interu pasował Szwed tylko gabarytami, był tam natchnionym wirtuozem wśród zakapiorowatych rozbójników. W ofensywie Katalończyków natomiast tylko gabarytowo jest anomalią, duszę przywiózł tam ani chybi barcelońską.

00.28. Tak się wpatrzyłem w calcio - i wsłuchałem we włoskich gawędziarzy - że całkiem zapomniałem o blogowaniu. Zresztą już mi się nie chce, po 30 godzinach mam dość, ciężko to jednak łączyć z szychtą w redakcji. Gran Derbi z każdą upływającą od nich minutą zdają mi się bardziej interesujące, pewnie jutro je sobie przypomnę. Barcę wciąż widzę bajeczną, ale to Real zrobił wrażenie - warknął, błysnął ostrymi kłami, jeszcze niejednego wroga rozszarpie. Żegnam się, dobrej nocy, zapraszam do jutrzejszej "Gazety" - niedawno byłem tam, gdzie rosną wybitni futboliści, i teraz opisałem, co zobaczyłem.

12:55, rafal.stec
Link Komentarze (229) »
sobota, 28 listopada 2009

Zobowiązałem się wczoraj, więc się nie wymigam, pobloguję ze 30 godzin. Nie żebym cierpiał, raczej nie wiem, czy podołam. Okazja jest wyśmienita, ilekroć biorą się za łby Barcelona z Realem, inne boiska nikną i nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że przed Gran Derbi rozegrane zostaną też derby jakiegoś miasta na „l”, to nie mamy całkowitej pewności, czy chodzi o Londyn, czy o Lądek-Zdrój. Wsteczne odliczanie rozpoczynam już, na dobę przed pierwszym kopnięciem.

19.00. Zostało 1440 minut do gwizdka. Dla tzw. porządku lapidarnie wyłóżmy, o czym traktuje niniejsza opowieść. W planie ogólnym Barcelona i Real Madryt to legendarne kluby piłkarskie, które tworzą najsłynniejszy w świecie duet przeciwników, a zarazem nie mogą bez siebie żyć. Jeden bez drugiego straciłby sens istnienia, są jak yin i yang, mrok i światło, pędzel i van Gogh. W planie bliskim, obejmującym minione miesiące tę współzależność wyraża historię aktualnego projektu Realu, którego by nie było, gdyby nie triumfy Barcelony. Jej fenomenalna gra tak kłuła w oczy madryckich fanów, że zainspirowała najbardziej spektakularne lato transferowe w historii. (O czym pisał Michał).

19.13. Zostało 1427 minut. Dlaczego Barca powinna być wyraźnym faworytem, wyliczałem w poprzedniej notce. Dlaczego mimo wszystko łatwo sobie wyobrazić, jak wygrywa Real, pisałem pod tym samym linkiem. Graficznie okoliczności przyrody oddaje ten rysunek, wklejony na forum przez dziaama.

19.32. Zostało 1408 minut. Jeśli ktoś przypomni sobie poprzedni szlagier klubowej piłki, w którym wystąpiłby taki tłum stałych bywalców czołówek plebiscytów „France Football” i FIFA na najlepszego gracza świata, niech podpowie na forum. „Złotą Piłkę” w tym roku ma zdobyć Messi, a katalońska prasa pisze o przeciekach, z których wynika, że Argentyńczyk wyprzedzi C. Ronaldo oraz debiutującego na podium Xaviego. Gdybym ja decydował, Xavi byłby drugi.

19.57. Zostały 1383 minuty. Z jednego powodu to fatalny moment na Gran Derbi: trzej wielcy (CR, Messi, Ibrahimovic) się nam ostatnio pochorowali i z trudem zdrowieją. Na brak megagwiazd oba kluby reagują odmiennie. Real bez Portugalczyka się krztusi, Messiego w Barcy Pedro Rodriguez wyręcza tak urzekająco, że nie zdziwiłbym się, gdyby poleciał na mundial i jeszcze został jednym z jego bohaterów.

20.25. Zostało 1355 minut. Zaskakujące: czołowymi piłkarzami sezonu w obu klubach są defensywni pomocnicy. Do najlepszych w Barcy należy Seydou Keita, chyba pierwszy pełniący tę funkcję zawodnik, który ustrzelił w Primera Division hat-tricka, od czasów Julio Baptisty (w Sao Paulo biegał bliżej własnej bramki, skutecznością w Sevilli zapracował na przesunięcie go w okolice bramki rywala i w ostatnich latach wszędzie gra jako piłkarz atakujący).

20.34. Zostały 1364 minuty. A w Realu najlepszy jest Lass Diarra. Początki upadku pierwszego projektu Galacticos wiążą się symbolicznie ze sprzedażą innego defensywnego pomocnika Claude’a Makelele, powodzenie drugiej wersji Galacticos może zależeć w sporej mierze od Diarry. Gracza bardziej uniwersalnego, bliższego stylem raczej Essienowi. Makelele nie lubił wykonywać podań dłuższych niż pięciometrowe i wymagających technicznie, Diarra podaje nawet piętą, szaleje po całym boisku i w ogóle napędza często cały Real.

21.11. Zostało 1309 minut. Dlaczego derby zawsze łażą stadami? Genoa właśnie leje się z Sampdorią (jej mecze służą ostatnio głównie temu, by kolejny desperat napisał do selekcjonera Lippiego list otwarty z żądaniem włączenia do kadry Cassano), zaraz lać się będą lizboński Sporting z Benficą, a jutro Everton z Liverpoolem oraz Arsenal z Chelsea. Najgorętsze są ponoć Gran Derbi, według tego internetowego rankingu dorównują im tylko starcia Fenerbahce z Galatasaray (trzecie miejsce dla batalii Boca Juniors z River Plate, czwarte dla pewersyjnej więzi Hajduka Split z Dynamem Zagrzeb). Zresztą sami zagłosujcie i sprawdźcie, gdzie plasują się derby Krakowa:-)

21.49. Zostało 1271 minut. Gran Derbi były tradycyjnie wojną madryckich oprawców z uciskaną Katalonią, ostatnio nasiliła się inna opozycja - Real skupuje, Barca hoduje. Finał Ligi Mistrzów wygrywało ośmiu absolwentów katalońskiej szkółki (Valdes, Puyol, Pique, Xavi, Busquets, Iniesta, Messi, Pedro). Lepszy był ostatnio Ajax. W 1995 roku wystawił dziewięciu wychowanków. (Barca miałaby tylu, gdyby doliczyć jeszcze trenera Guardiolę:-)). W XXI wieku nikt poza Barcą nie wystawił w finale więcej niż trzech.

22.01. Zostało 1259 minut. Real niemal dokładnie rok temu zwolnił nadzorującego szkolenie młodych Michela, który ogłosił wówczas publicznie, że klub nie zamierza gwiazd produkować, lecz kupować (hurtowo). Tego samego dnia odbyła się prezentacja nowego napastnika „Los Merengues” Klaasa-Jana Huntelaara (koszt 20 mln euro), dziś rozczarowującego już w Milanie (za 15 mln). Korzysta z madryckiej rozrzutności konkurencja, Real mnóstwo wychowanków eksportuje. A ja z derbów Genui przenoszę się do Sewilli, w której gospodarze zabierają się za kopanie leżącego, czyli mecz z Malagą.

22.34. Zostało 1226 minut. Zamiast się znęcać, Sevilla przegrywa z Malagą 0:1. Liga hiszpańska coraz bardziej polega na wyścigu Realu z Barcą o tytuł oraz intensywnych zabiegach konkurencji, by za Chiny Ludowe duopolu nie naruszyć. Od sezonu 2004/2005 tylko maleństwo Villarreal zdołało się wepchnąć między potentatów i wziąć wicemistrza. Czy taka pięciolatka kiedykolwiek wcześniej się zdarzyła? Dziś jeszcze Valencia usłużnie zremisowała z Mallorcą, coby uprzyjemnić gigantom wytracanie czasu przed GD.

22.57. Zostały 1203 minuty. Pomnik przemówił. Alfredo di Stefano o przywiązaniu fanów do Realu: „Gdyby brygada robotników kopała dół na środku Santiago Bernabeu a bramy stadionu zostały otwarte, przynajmniej 30 tys. ludzi weszłoby na trybuny, żeby oglądać ich pracę”. A Sevilla przegrywa już 0:2. To się nazywa poświęcenie dla wyższych sfer!

23.29. Zostało 1171 minut. Wymiana przedderbowych uprzejmości, złotousty Iker Casillas: "Jak widzę obecną Barcelonę? W lusterku wstecznym". Arcyfajny mecz w Sewilli, Luis Fabiano wreszcie ruszył głową z sensem i 1:2. Luis Fabiano nogą też ruszył z sensem i 2:2. Król strzelców przyszłego mundialu?:-)

23.54. Zostało 1146 minut. W trakcie sewilskiego dreszczowca zalatującego w epizodach burleską (skończyło się na 2:2) skojarzyłem, kogo we wszechstronnie przystrojonych GD zabraknie. Otóż zabraknie wszystkich głównych kandydatów (moim zdaniem) do tytułu króla strzelców MŚ w RPA - Luisa Fabiano, Davida Villi, Miroslava Klose i Wayne'a Rooneya.

00.21. Zostało 1119 minut. Wylegujący się na ławce rezerwowych Realu Jerzy Dudek w wywiadzie dla "Gazety": Z Zurichem, Atletico czy Santander wypadliśmy przeciętnie. Ale my potrzebujemy wielkiej motywacji, żeby dobrze grać ze słabszym rywalem. Na lepszego nie musi nas nikt mobilizować. Dla lepszego zrozumienia cytatu kilka wyników z jesieni - 2:3 i 1:1 z Milanem, 1:2 z Sevillą - oraz wiosny - 2:6 z Barceloną, 0:1 i 0:4 z Liverpoolem.

00.52. Zostało 1088 minut. Cztery razy na własnym stadionie Barcelona w tym roku nie wygrała, pomijam oczywiście mecze bez stawki. Z Rubinem Kazań było 1:2 (ale 24-10 w strzałach, 75-25 w posiadaniu piłki), z Villarrealem 3:3 (ale 15-6 w strzałach, 58-42 w posiadaniu piłki), z Chelsea 0:0 (ale 19-3 w strzałach, 70-30 w posiadaniu piłki), z Espanyolem 1:2 (ale 20-2 w strzałach, 61-39 w posiadaniu piłki). Niesamowite - z detalami wiedzieć, jak mecz będzie wyglądał (jak każdy na Camp Nou), a zarazem nie mieć zielonego pojęcia, jaki padnie wynik.

01.35. Zostało 1045 minut. W pojedynku na przydomki górą Real. Najtrafniej i najzgrabniej wołają na Lassa Diarrę - "Atomowa mrówka" (Włosi tak samo ochrzcili Sebastiana Giovinco). Dobrze brzmi też "Święty Iker" o wiadomo kim. A najbardziej nie lubię wymyślonego przez zmarłego niedawno hiszpańskiego dziennikarza Andresa Montesa pseudo dla Xaviego - "Humphrey Bogart". Autor zainspirował się słynną frazą, która w filmie w ogóle nie pada ("Zagraj to jeszcze raz, Sam" - bo Xavi ucieleśnia ideę katalońskiego grania, niekończącego się "przyjmij i podaj"). Poza tym Bogart był jeszcze niższy od rozgrywającego Barcy, na planie Casablanki łaził na specjalnych koturnach, żeby Ingrid Bergman nie spoglądała na niego z góry:-)

02.15. Zostało 1005 minut. O kolejnym etapie komercjalizacji futbolu pisałem już niedawno na Twitterze: transmisja jutrzejszych GD w multipleksach trzech hiszpańskich sieci. W HD i Dolby Surround. Cena jak za zwykły seans, bilety wyprzedano w trzy dni.

02.22. Zostało 988 minut. Prawa do transmisji GD wykupiły ponoć stacje ze wszystkich krajów świata oprócz ostatniego rezerwatu niemal wolnego od futbolu, czyli Indii. Ja jestem ambitniejszy od hiszpańskiego Canal+, który zaczyna nadawać dopiero od 9 rano:-)

07.59. Zostało 661 minut. Wygrana Realu dałaby mu komfort czteropunktowej przewagi nad Barcą w tabeli, a porażka teoretycznie nie byłaby tragedią - konsekwentnie młócący średniaków i słabiaków Królewscy traciliby ledwie dwa punkty do gubiących je - i zmuszonych do eskapady na klubowe mistrzostwa świata - rywali. Wiosną przekonaliśmy się jednak, jak przygniata psychikę klęska w Gran Derbi. Real poprzedził je bezprecedensową passą 17 zwycięstw w 18 kolejkach, by po nich stracić wiarę w tytuł i przegrać wszystkie mecze do końca sezonu.

08.12. Zostały 648 minut. Co gorsza, w razie spektakularnej klęski całe otoczenie zżeranego przez psychozę permanentnego stanu wyjątkowego Realu natychmiast ruszyłoby do pościgu za nowym trenerem i ogłaszania, że już za minutkę, już za momencik pod Santiago Bernabeu rozstąpi się ziemia. Co, jak się domyślacie, wygrywanie nieco utrudnia.

10.24. Zostało 516 minut. Agresywny, stosowany już na połowie rywala pressing stosowała Barca w najlepszym okresie za Rijkaarda, stosuje i za Guardioli. Dlatego jej napastnicy tak często faulują. Mantra, której Messi ponoć wciąż wysłuchuje od trenera, brzmi: „Jesteś najlepszym graczem na świecie z piłką. Teraz masz się stać najlepszym bez piłki”.

10.53. Zostało 487 minut. Hiszpanie donoszą, że Ibrahimovic zagra od początku, a Messi zeskoczy z ławki po przerwie. C. Ronaldo też ma z niej wstać po przerwie. Ostateczne decyzje zapadną tuż przed meczem.

11.15. Zostało 465 minut. Zaczął na ławce derby Madrytu, zacznie na ławce GD. Raul Gonzalez, gracz Realu monumentalny, z przeszło siedmioma setkami gier w dorobku. Nie zdarzyło się od 1995 roku, by trener osadził go w rezerwie, jedyny mecz z Barcą opuścił z powodu kontuzji.

11.37. Zostały 443 minuty. Mimo transferowych megahitów Real zarabia w 2009 roku na merchandisingu o 25 proc. mniej niż w roku 2003, w którym zwerbował Davida Beckhama. Przyczyny? Recesja i blisko 20-procentowe bezrobocie w Hiszpanii. Właściciele sklepów mówią, że sprzedają o 75 proc. koszulek mniej niż sześć lat temu.

12.07. Zostało 413 minut. Jak przeciwdziałać kryzysowi? Wcisnąć więcej towaru Azjatom. Madrycki dyrektor Emilio Butragueno popiera plan przeniesienia części meczów ligi hiszpańskiej na godz. 15, by Chińczycy oglądali transmisje wieczorem, a nie przed świtem. To już zresztą trend ogólnoeuropejski.

12.47. Zostały 373 minuty. Blox informuje, że notka za długa. Tworzę następną. Już jest.

19:00, rafal.stec
Link Komentarze (111) »
piątek, 27 listopada 2009

Johan Cruyff ociupinkę przesadził. Palnął, że Barcelona gra tysiąc razy lepiej niż Real Madryt. Nie wystarczyło powiedzieć „999 razy”? Albo „998 razy”? Generalnie o tyle się nie pomylił, że bardzo trudno wynaleźć powody, dla których gości niedzielnego klasyku dałoby się uznać za faworytów.

Jeśli zerkniemy na ostatnie mecze, to dojrzymy Barcelonę przyduszającą do pola karnego wszechpanujący w lidze włoskiej Inter Mediolan oraz bezbarwny Real, który wytruchtał 1:0 ze słabującym w lidze szwajcarskiej Zurichem.

Jeśli przemierzymy wzrokiem cały rok, to dojrzymy porywającą tłumy, radosną, kolekcjonującą trofea Barcelonę oraz sporadycznie wzlatujący Real, który ekstazę fanów wzbudzał tylko luksusowymi zakupami. Na boisku przynudzał.

Jeśli sięgniemy pamięcią do najbardziej prestiżowych gier, to wspomnimy rozszalałą Barcelonę (od 6:2 w Gran Derbi, przez 2:0 z Manchesterem Utd w finale LM, po miażdżącą przewagę w jesiennym dwumeczu z Interem) oraz wątły Real, który nawet po spektakularnych transferach z mocnymi firmami nie wygrywa (1:2 z Sevillą, 2:3 i 1:1 z Milanem).

Jeśli sprawdzimy, jak zaawansowani w budowie drużyny są obaj trenerzy, to dostaniemy zrelaksowanego, uwielbianego międzymi swoimi Josepa Guardiolę zawiadującego projektem ukończonym, co najwyżej dopieszczającym detale, oraz zajadle krytykowanego Manuela Pellegriniego, który dłubaninę ledwie rozpoczął, a już chcą mu dłuto odebrać.

Jeśli przeanalizujemy, jak obaj rywale reagują na nieobecność najjaśniejszych gwiazd, to zobaczymy Pedro Rodrigueza z powodzeniem wyręczającego razem wziętych Messiego i Ibrahimovicia oraz tęskniący za Cristiano Ronaldo Real, który bez Portugalczyka popadł w depresję. A przecież Ronaldo dwa miesiące się leczył, wciąż nie jest fizycznie gotowy do wielkich wyzwań, zagonienie go na boisko w podstawowym składzie będzie świadczyć przede wszystkim o desperacji trenera doskonale zdającego sobie sprawę z grozy okoliczności.

I skąd tutaj wytrzasnąć atuty czyniące Królewskich faworytami?

A jednak Barca kilkakrotnie traciła ostatnio oddech, to Real rozsiadł się na szczycie ligi hiszpańskiej, ja na bezapelacyjny triumf gospodarzy postawiłbym góra jednego złamanego szeląga. Można być pewnym, że Katalończycy rzadko będą się rozstawać z piłką i przeprowadzą więcej ataków, ale też nie tak trudno sobie wyobrazić, jak przegrywają. Choć na bramki Chelsea wiosną i Rubina Kazań jesienią oddawali po 25 strzałów, to zwyciężyć nie zdołali. Real zebrał zbyt wielu wybitnych, nienawidzących porażek graczy, by nie zakładać, że umie oprzeć się nawałnicy i wyprowadzić jedno-dwa rozstrzygające pchnięcia. To już mimo miernych wyników nie jest grupka o wysokiej futbolowej jakości, lecz pozbawiona osobowości.

W ogóle sław wybiegnie na boisko ciżba, chyba żaden mecz od wielu, wielu lat nie zebrał w jednym miejscu takiego tłumu stałych bywalców czołówek plebiscytów „France Football” i FIFA na najlepszych piłkarzy świata. Dlatego blogową relację na żywo mam zamiar rozpocząć na dobę przed gwizdkiem (w sobotę o 19), a zakończyć nocą z niedzieli na poniedziałek. Zapraszam.

16:00, rafal.stec
Link Komentarze (155) »
czwartek, 26 listopada 2009

Hasłowo, statystycznie i głównie dla zaproszenia do dyskusji, bo czeka na mnie jeszcze nocą grube tomisko: to najciekawsza jesień w Lidze Mistrzów od… Nie pamiętam, od kiedy, emocje zazwyczaj wygasały błyskawicznie, potentaci brali, co chcieli, by w ostatnich kolejkach przećwiczyć młodzież. Teraz awantura o arcyważne punkty potrwa do ostatniej kolejki.

Reprezentant angielskiej Premier League (Liverpool) nie przebija się do 1/8 finału - odkąd obowiązuje obecna formuła rozgrywek, to się jeszcze nie zdarzyło.

Manchester United ponosi pierwszą grupową porażkę (ze słabiutkim Besiktasem) na Old Trafford od października 2001 roku. Przed dwoma tygodniami tylko dzięki uporczywemu pościgowi do ostatnich sekund ocalił punkt z CSKA Moskwa… To się dzieje naprawdę, w Champions League nie zwycięża się już grą w chodzonego i zgrają żołtodziobów na boisku. (A może to tylko zasługa bezczelnego Aleksa Fergusona, który traktuje niekiedy LM jak Młodą Ekstraklasę?)

Rewelacyjnie grają drużyny z byłych demoludów - aż trzy do ostatniej kolejki walczą o awans do 1/8 finału, to się w Champions League nie zdarzyło nigdy. (Czy Unirea nie byłaby pierwszym debiutantem w bieżącej dekadzie, który zagra w tej fazie? Na pewno byłaby tam najbiedniejszym klubem, nawet Sparta Praga miała na przeżycie więcej).

Rewelacyjnie grają Francuzi - Lyon i Bordeaux awansowały dwa tygodnie temu, Olympique Marsylia wciąż walczy, w dodatku walczy z arystokratycznym duetem Real Madryt - Milan! Co więcej, piłkarze z Marsylii obijali dziś na wyjeździe słupek i poprzeczkę mediolańczyków, będąc bliżej wygranej niż rywal.

Żaden klub Serie A poza najmniej doświadczoną Fiorentiną nie awansował jeszcze do 1/8 finału. Włochów dotknęła anemia defensywna, zabawia się na ich polu karnym nawet Debrecen, ale paradoksalnie tylko oni zachowali szansę na przetrwanie do wiosny w pełnym kwartecie. Intrygujący przypadek to San Siro - na jedynym stadionie, który gości LM w każdej kolejce, kibice w pięciu meczach nie oklaskiwali zwycięstwa ani razu...

Liga Mistrzów staje na głowie? Wieje nowe, w hierarchii klubowego futbolu coś drgnie, na salonach wreszcie narozrabia pospólstwo? A może zaraz wszystko na powrót się ustabilizuje i znów rozbuja się Anglia znów wsparta Barceloną?

00:10, rafal.stec
Link Komentarze (72) »
środa, 25 listopada 2009

Już chciałem chlapnąć, że Jose Mourinho poniósł dzisiaj dotkliwą klęskę.

Przecież jego Inter stracił pierwszego gola w okolicznościach, do których maniacko ponoć studiujący atuty rywala trener nie powinien był dopuścić - po rzucie rożnym rozegranym w dość oczywisty sposób. Przecież piłkarze Mourinho znów biegali niczym skrępowani, z wyciętymi płatami mózgu odpowiedzialnymi za wyobraźnię, co uderzało zwłaszcza przy nieograniczonej fantazji katalońskich rozgrywających. Przecież goście właściwie wcale nie dotykali na Camp Nou piłki, ja w każdym razie nie pamiętam, by dotykali, statystykom przypisującym im jakiekolwiek dokonania nie ufam. Jeśli Inter rzeczywiście oddał strzały, to co najwyżej symboliczne, dzięki zaproszeniu do strzałów poprzez banalne pomyłki uspokojonej sielankowym rozwojem wydarzeń Barcelony. Natarcia w sensie ścisłym mistrzowie Włoch zwłaszcza do przerwy nie przeprowadzili ani jednego, biedzili się, żeby choć dokopać piłkę pod katalońskie pole karne. Pewnie odetchnęli, że przegrali tylko 0:2.

Nie tylko dlatego chciałem chlapnąć, że Mourinho poniósł dotkliwą klęskę. Jak inaczej skomentować jedno zwycięstwo w dziesięciu ostatnich meczach Ligi Mistrzów drużyny, której aspiracje - poparte gigantycznymi inwestycjami - sięgają zdobycia trofeum? Jaki eufemizm wyrzeźbić, by humanitarnie podsumować 360 minut tejże drużyny z Manchesterem United (wiosną) i Barceloną (jesienią), podczas których nie zdołała zdobyć jednej marnej bramki?

Wymyśliłem tyle, że choć za całokształt wybronić Mourinho trudno, to za mijający wieczór aż wstyd go kamienować. Trafił na futbolowy twór zjawiskowy (co będę powtarzał po ostatnie barcelońskie tchnienie), skończony, upajający. Gracze Barcelony znów przypomnieli, jak wszechstronną i kompletną drużynę tworzą. Swego czasu ich rzuty wolne i rożne służyły oddaniu piłki przeciwnikowi, teraz służą zmasowanej kanonadzie. Po boisku tupta nie tylko zgraja krasnoludów na stópkach o bajecznych właściwościach, ale też osłaniający ich złowrodzy drągale. No i to zniewalające, niepowtarzalnie katalońskie manipulowanie rytmem gry - kokieteryjna dreptanina w środku, potem nagły przerzut na skrzydło, wreszcie dwa bezlitosne pchnięcia - dośrodkowanie Alvesa i strzał Pedro… Ilu jeszcze wychowanków musi wepchnąć na murawę Guardiola, by umilkli fanatycy hurtowych transferów, byśmy przestali wysłuchiwać lamentów o rzekomo wąskiej kadrze Barcelony? Messi z Ibrahimoviciem nie musieli dziś nawet wstawać z ławki rezerwowych…

Inter prawdopodobnie do wiosny w LM przetrwa, więc Mourinho prawdopodobnie też przetrwa, choć nasłucha się, oj, nasłucha, bo schowane w ramionach głowy jego otępiałych na Camp Nou graczy ponownie utwierdzą Włochów w podejrzeniu, że mediolańczycy nie mają szans, by cokolwiek znaczyć w Lidze Mistrzów. Nie przetrwał natomiast Liverpool. I Rafael Benitez być może też nie przetrwa.

Upadek Hiszpana zasługuje na osobny tekst, np. opublikowany po jego dymisji, choć ja wciąż powątpiewam, by prędko stracił posadę. Dziś wspominam tylko wspólne Beniteza i Mourinho międzynarodowe początki - obaj zyskali sławę dzięki europejskim rozgrywkom, najpierw zdobywając Puchar UEFA, a potem dokładając sensacyjne triumfy w LM. Obaj uchodzili wówczas (do czego sam się przyczyniałem) za nieomylnych jajogłowych przeobrażających futbol w naukę ścisłą, taktycznymi kajdanami zdolnych obezwładnić każdą, także zestawioną z najwybitniejszych wirtuozów drużynę przeciwną. Nie popełniali błędów tak, jak nie popełnia ich kalkulator.

Już się mylą. Niekiedy kardynalnie. Niepowodzenia bardzo ich uczłowieczyły, nie trzeba szaleńca, by prognozować, że za dwa tygodnie w Lidze Mistrzów może nie ostać się już żaden z dwóch jej największych trenerskich gwiazdorów ostatnich kilku lat.

Wówczas też nie napisałbym o dotkliwej klęsce Mourinho. To byłaby przecież klęska totalna, której nawet złotousty narcyz z Setubal nie unieważniłby wyrafinowanym bon motem.

00:27, rafal.stec
Link Komentarze (40) »
wtorek, 24 listopada 2009

Nie wiem, czy Henrique de Andrade Silva się ręczną robotą Francuza zainspirował, ale go przebił. Użył obu rąk. Piłkarz klubu Brisbane Roar w meczu ligi australijskiej z Melbourne Victory sprytnie powstrzymał atak rywali:

Milusi zademonstrował Henryczek odruch, co? Jak sobie kopiecie amatorsko, to kiedykolwiek strzela wam do łbów tak interweniować? Wrzuciłem nazwisko delikwenta w gugla - choć nawet brazylijska Wikipedia o nim nie wspomina, to cztery kluby w ostatnich dwóch latach sugerują, że jego talent, jak ująłby to Andrzej Zydorowicz, nie rozwinął się prawidłowo. Wyniku australijskiego przeboju nie podaję, drobiażdżek wklejam, bo wyobraziłem sobie, że Henry nie asystuje ręką w meczu z Irlandią, lecz którykolwiek Francuz w ten sam sposób zatrzymuje natarcie przeciwników i choć wylatuje z boiska (Henrique czerwoną kartkę zobaczył), to rywal nie przejmuje piłki, nie pędzi z nią samotnie na bramkę, nie strzela decydującego gola, jego drużyna również przegrywa bój o mundial. Nie byłoby oszustwa, a (nie)zwykłe taktyczne przewinienie ukarane zgodnie z przepisami. Nie byłoby błędu sędziego, nie byłoby awantury o powtórki wideo… Dobrej nocy:-)

00:38, rafal.stec
Link Komentarze (25) »
poniedziałek, 23 listopada 2009

Kto by spojrzał na suche wyniki tegorocznych turniejów, mógłby uznać, że europejska siatkówka jest w odwrocie. Do finału Ligi Światowej po raz pierwszy awansowały aż cztery reprezentacje z innych kontynentów (Brazylia, Kuba, Argentyna i USA), a w Pucharze Wielkich Mistrzów po raz pierwszy zajęły całe podium (Brazylia, Kuba, Japonia). To wrażenie byłoby mylne, zjawiskiem najważniejszym - i szkodliwym - jest postępujące nagromadzenie imprez, które wyniki fałszuje, bo najwybitniejsi siatkarze coraz częściej z trudem odrywają się od ziemi. O działaczowskiej pogardzie dla zdrowia graczy (i sportowej jakości rozgrywek), a także niezbędnych moim zdaniem zmianach w kalendarzu, piszę w felietonie do dzisiejszej „Gazety Sport.pl” - znajdziecie go tutaj.

12:57, rafal.stec
Link Komentarze (21) »
niedziela, 22 listopada 2009

Każdy sezon Romy dzieli się na czas pomyślny, w którym Francesco Totti akurat nie choruje lub choruje lekko, oraz czas nieszczęścia, który upływa na przegrywaniu i niecierpliwym wyczekiwaniu, aż kapitan się wyleczy.

A leczy się notorycznie, ostatnią z niezliczonych operacji - artroskopię prawego kolana, które uszkodził strzelając zwycięskiego gola Napoli - przeszedł w końcu października. Dopiero kilka dni temu zaczął trenować na pełnych obrotach, wrócił w dzisiejszym meczu z Bari (wygranym 3:1). Rywale mieli pecha, bo zanim nie wpadł w ich pole karne Totti, cieszyli się najszczelniejszą defensywą w pięciu czołowych ligach europejskich. Od początku sezonu stracili zaledwie siedem bramek.

Idol połowy Rzymu zdobył trzy i natychmiast został (choć opuścił połowę meczów!) liderem klasyfikacji najskuteczniejszych piłkarzy Serie A. W ośmiu kolejkach uzbierał dziewięć goli oraz trzy asysty, a jeszcze bardziej oszałamiające statystyki wypracował w Lidze Europejskiej - w pięciu spotkaniach trafiał do siatki dziesięciokrotnie.

Dla drużyny jest bezcenny, bez niego Roma - po serii tytułów wicemistrzowskich tkwiąca głębokim kryzysie - broniłaby się prawdopodobnie przed spadkiem. Trener Claudio Ranieri jeszcze wczoraj zapowiadał, że rekonwalescent nie zniesie 90 minut walki, ale dziś zdjął go z boiska dopiero w doliczonym czasie gry. Zdjąć go niełatwo, fakt.

Totti bywa zbawieniem rzymian, ale bywa też ich przekleństwem. Nie ma w Serie A innej drużyny tak bardzo uzależnionej od jednego gracza. Niektórzy sądzą, że po sezonie powinien oddać kapitańską opaskę młodszemu koledze, również klubowemu wychowankowi Daniele De Rossiemu, by wreszcie symbolicznie przekazać władzę i zmusić innych do udźwignięcia odpowiedzialności. Kiedy bowiem wraca pod nóż albo w ręce fizjoterapeutów, Roma traci połowę mocy. Jej piłkarze jeszcze niedawno grali w stylu urzekającym, ale klubu nie stać na transfery, destabilizują go kolejne nieudane próby znalezienie hojnych inwestorów.

Sytuację ratuje jeden Totti. We wrześniu skończył 33 lata, od kilku sezonów gra na pół etatu, ale zamierza przedłużyć kontrakt do 2014 roku. Włochy krzyczą, że bez niego na mundialu ani rusz, oficjalną zgodę na powrót piłkarza do kadry wydała już jego żona. Decyzja, czy Totti poleci do RPA, ma zapaść wiosną.

18:41, rafal.stec
Link Komentarze (13) »

Real został właśnie liderem, choć w stolicy Hiszpanii trwa tradycyjny, permanentny stan wyjątkowy, prasa ze sto razy ogłaszała katastrofę, kibice wypędzali chusteczkami trenera i w ogóle słychać stamtąd głównie o kryzysie. Real został liderem, choć w przeciwieństwie do Barcelony mierzył się już z czającymi się za tandemem faworytów Sevillą i Deportivo La Coruna. Real został liderem czołowej ligi w Europie, choć trener Pellegrini wciąż skleja piłkarzy w zwartą grupę, zawzięcie zarazem manipulując składem. Real został liderem czołowej ligi w Europie, choć zazwyczaj zostawia po sobie wrażenie słabe lub średnie. Ów słaby lub średni Real wyprzedził Barcelonę, choć Barcelona słusznie uchodzi za drużynę zjawiskową, być może najwspanialszą na świecie w XXI wieku. Real wyprzedził Barcelonę, choć ci, którzy mieli go odmienić, albo się tygodniami leczą (Cristiano Ronaldo), albo zbyt często zawodzą - Benzema, Arbeloa i Kaka w dzisiejszym meczu z Racingiem Santander w żadnym razie się nie wyróżniali. Real napędza doskonała gra zatrudnionych w nim od dawna Higuaina tudzież Lassa Diarry (dzisiaj odpoczywał), choć Florentino Perez zapłacił latem ćwierć miliarda na globalne megagwiazdy.

Hmm, niczego sobie kryzys.

Barcelona drepcze coraz wolniej. Zatraciła umiejętność wygrywania na wyjazdach (przed chwilą zremisowała w Bilbao), gubi punkty i w Primera Division, i w Lidze Mistrzów. We wtorek czeka ją potwornie trudne wyzwanie, bo na Camp Nou przylatuje Inter Mediolan. A za tydzień przyjeżdża Real. Oczywiście przyduszony kryzysem.

I przeczuwam, że nawet zdobycie tytułu Realu nie uratuje. Że nazajutrz po zdobyciu tytułu też wybuchnie kryzys.

00:24, rafal.stec
Link Komentarze (45) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi