RSS
niedziela, 31 stycznia 2010

Przemawiał selekcjoner piłkarzy ręcznych po porażce w meczu o brąz: „Na spokojnie przeanalizowaliśmy kilka razy ten mecz [półfinał z Chorwacją - red]. I znaleźliśmy dziesięć sytuacji, z których tylko jedną można interpretować na korzyść jednej czy drugiej drużyny. Pozostałe decyzje były na korzyść Chorwatów”. Przeczytałem i się lekko wnerwiłem. Czy sędziowie świadomie wspierali rywali, czy zwyczajnie się mylili, czas przed walką o medal rozsądniej poświęcać na przygotowania do walki o medal, rozpamiętywać niepowodzenia i/lub protestować można po turnieju. Raul Lozano i Daniel Castellani - znakomici dowódcy naszych medalowych siatkarzy - na każdej imprezie zanudzają frazą, że uczą podwładnych myśleć tylko o następnym meczu. To w wielkim sporcie elementarz - kto spogląda w przeszłość - także najbliższą, choćby rozpaczając nad poprzednią akcją - płaci rozczarowaniem.

Ale z wielkiego sportu znamy również inne prawo - dla wielu przekonanych o swej mocy atletów, którzy prują po złoto, po półfinałowym niepowodzeniu mistrzostwa tracą sens. Nie umieją już, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiają, odnaleźć w sobie wystarczającej energii, by umierać za pomniejsze łupy. Umiem sobie wyobrazić, że właśnie ta przypadłość obezwładniła dzisiaj naszych ręcznych. Że po fenomenalnym początku turnieju poczuli nadzwyczajną siłę, po srebrze i brązie mundiali pożądali już tylko złota, chorwacka klapa kompletnie ich zniechęciła, zwłaszcza jeśli czuli się obrabowani przez sędziów. Ocknęli się w przerwie ostatniego meczu, na pościg za Islandią było już ciut za późno.

Przegrali, turniej zwieńczony trzema porażkami pewnie uważają - tak najskryciej, w rozmowach z samymi sobą - za klęskę. Ale to i tak drużyna w naszym sporcie wyjątkowa. Nie zgłaszamy pretensji ani nie drwimy, gdy jej się nie uda, raczej razem z nią się wściekamy, w tej grze idzie przecież o sprawy ostateczne - kto komu urwie ramię, kto komu zrobi dziurę we łbie, kto komu przywali, że zacytuję naszych bohaterów, w ryja. Nie ma ani symulowania (jak w nożnej), ani trzymania bezpiecznego dystansu (jak w siatce). Gracze Bogdana Wenty od 2007 roku trzykrotnie przepychali się do półfinału prestiżowych imprez - dwa razy wskakiwali na podium mistrzostw świata, czynili stały postęp na mistrzostwach Europy (zajmowali ostatnio miejsca 10., 7., 4.). W przyszłym roku pojadą na mundial po medal. Jak zwykle. Poprawię, co napisałem tydzień temu na Twitterze - odkąd świadomie śledzę polski sport, żadna nasza drużyna nie imponowała mi bardziej niż gang Wenty.

22:17, rafal.stec
Link Komentarze (44) »
sobota, 30 stycznia 2010

Piłkarze Togo nie wystąpią w dwóch najbliższych edycjach Pucharu Narodów Afryki. Za karę. Zgrzeszyli poważnie, można rzec - śmiertelnie. Sami pamiętacie: dali się ostrzelać w trakcie podróży na tegoroczny turniej, widzieli śmierć trzech osób (inne zostały ciężko ranne), zszokowani wycofali się - także pod wpływem perswazji władz państwowych - z rywalizacji. I to właśnie ingerencją polityków uzasadnia nałożenie sankcji Afrykańska Konfederacja Piłkarska (CAF). Niezależność wszelkich futbolowych biurokratów to wszak, jak powszechnie wiadomo, świętość nad świętościami. Nic dziwnego, że piątkowy kongres CAF jednogłośnie uznano za owocny.

Nie będę się tutaj spektakularnie oburzał, łajdactwo jest zbyt ewidentnie obrzydliwe, równie doniośle wybrzmiałoby tłumaczenie, że nie wypada przychodzić na pogrzeb schlanym i wymiotować na żałobników. Właśnie dlatego nigdy nie angażuję się w tak modne pisanie listów manifestów do FIFA, w których lud błaga o zezwolenie na uzdrawianie naszej piłki radykalnymi metodami. To pomysły straceńcze, urzędasy z piłkarskich szczytów tworzą kastę bezwzględnych cyników kierujących się jednym kryterium: własnym interesem. Inni - ileż znamy wyjątków? - prawdopodobnie odpadają na niższych szczeblach jako niewystarczająco zdegenerowani.

Bossowie CAF najpierw do ostatniej chwili naciskali na drużynę Togo. Ależ zagrajcie, wybierzcie przyszłość, skoro wczoraj widzieliście śmierć trenera, to przynajmniej jutro pocieszycie się golem, życie trwa nadal, przedstawienie też, niech zwycięży sport. Wtedy działacze reagowali pod wpływem chwili, teraz podjęli decyzję po refleksji. Myślicie, że konsultowali ją z Seppem Blatterem, który uświetnił ich kongres? Myślicie, że szef FIFA spurpurowiał ze zgorszenia? Myślicie, że zostaną ukarani - OK, nie znęcajmy się, niech zostaną tylko upomnieni - działacze, którzy wymyślili, by część turnieju rozgrywać w regionie ogarniętym wojną domową?

21:22, rafal.stec
Link Komentarze (23) »
piątek, 29 stycznia 2010

Przekopuję się przez śniegi zachodniopomorskie, które najwyraźniej roztopiły bezprzewodową łączność z wirtualnym kosmosem, dlatego wpadam tutaj tylko na półtorej chwili, póki mogę, by rzucić kilka cyferek związanym z dzisiejszym zwolnieniem z pracy Ciro Ferrary.

Trener Juventusu jeszcze niedawno ogłaszał urbi et orbi, że czuje się jak Rocky, że nie powalą go żadne ciosy, że odporność na uderzenia czuje w sobie nieskończoną. Celniej beznadzieję jego sytuacji jednak podsumował Jose Mourinho, który w geście rzadkiej u niego solidarności z wrogami po fachu przypomniał, że na ławkach Serie A nie siedzi już prawie nikt, kogo napotkał, gdy półtora roku temu przyleciał do Włoch. I ocenił, że dla trenera przetrwać sezon w tych rozgrywkach to dokonać wyczynu heroicznego.

Co sądzę o chaosie na turyńskich szczytach, pisałem już na blogu kilkakrotnie (np. tutaj i tutaj). Zapowiadane cyferki dotyczą spraw ogólniejszych. Otóż w angielskiej Premier League posadę oddało w tym sezonie trzech trenerów. W hiszpańskiej Primera Division - czterech. We włoskiej Serie A.... Nie, nie pięciu, nawet nie dziesięciu. Włosi wyrzucili już na zbity pysk 14 (słownie: czternastu) szkoleniowców, przebijając nawet nienajwyższe przecież standardy naszej tzw. Ekstraklasy. (Z pamięci młócę, ewentualne błędziki skoryguję wieczorem).

To paradoks, że kraina eksportująca w świat najwybitniejsze trenerskie mózgi jednocześnie ma dla trenerów tak niewiele szacunku. I nie rozumie prostej zasady, iż zbyt częste trenerów zmiany świadczą przede wszystkim o krzyczącej niekompetencji zmieniających (czy Juventusowi na pewno opłacało się zwalniać Ranieriego?). Wzięty dziś (na tymczasowego) Alberto Zaccheroni nie pracuje w zawodzie od lat, ostatnio musiał być skrajnie zdesperowany w próbach powrotu, skoro zabiegał o posadę selekcjonera kadry Polski. Życzyć mu powodzenia? Zabrzmiałoby chyba zjadliwie.

16:45, rafal.stec
Link Komentarze (32) »
wtorek, 26 stycznia 2010

Gdy będziemy wymieniać powody, dla których niełatwo uwierzyć w historyczny, pierwszy medal afrykańskiej reprezentacji na tegorocznym mundialu, najpierw wytkniemy palcami bramkarzy. Kto śledzi Puchar Narodów Afryki, wie, o co się rozchodzi. Do wczorajszej wpadki Kameruńczyka Carlosa Kameniego oglądaliśmy na turnieju dwóch solistów bez skazy, teraz ostał się już jeden Egipcjanin El-Hadary. Resztę podzieliłbym na fachowców ćwierćprzeciętnych, rozczulająco słabych i skończone melepety, które dla ich własnego dobra należało by trzymać z dala od muraw - tak jak podchmielonym odradza się chodzenie na szczudłach. Pewnie i wam ulżyło, gdy okazało się, że tamten puszysty niedorajda z Mozambiku jakimś cudem przeżył mecz z Beninem.

Wyczytałem teorię, że bramkarzy z klasą Afryka nie produkuje, bo kandydaci zbyt często ćwiczą na betonie bądź betonie przysypanym kamieniami i szkłem. Dlatego co trzeci gol na angolskim turnieju pada dzięki rozpaczliwej pomyłce piłkołapa.

Statystyk nie prowadziłem, ale na moje nieuzobrojone oko pada tak co drugi. A gdybym był trenerem na PNA, obierałbym taktykę o roboczej nazwie „na zderzenie czołowe”. Do wyćwiczenia zdaje się łatwa: wkopujesz piłkę między bramkarza oraz stoperów i czekasz, co będzie. Tzn. kto w kogo wyrżnie. Bez kolizji obywa się rzadko.

Bramkarskich patałachów afrykańskie drużyny wystawiały na ważnych zawodach już wielu. Jeśli jesteśmy przy mundialach, to tamten z 1974 roku był pamiętny nie tylko dla nas. To wówczas po raz pierwszy w dziejach mistrzostw świata bramkarz został zdjęty z boiska z innej przyczyny niż kontuzja. Nazywał się Robert Kazadi Mwamba, grał dla Zairu, próbował bronić strzałów Jugosławii. Trener upokorzył go przy stanie 0:3. Między słupki wysłał niejakiego Dimbiego Tubilandu (co mogło mieć drugie dno, czytaj tutaj), a ten pierwszy raz dotknął piłki po strzale na 0:4. Jugosławia ostatecznie wtłukła dziewięć goli, w popisach golkiperów najbardziej uderza ich ograniczona ruchliwość i aktywność oraz pilnie skrywana zwinność. Zresztą zobaczcie sami:

Wspomniany Robert Kazadi Mwamba został niedawno wybrany w swoim kraju - dziś Demokratyczna Republika Konga - najlepszym sportowcem poprzedniego milenium. Nawet nie najlepszym piłkarzem - najlepszym sportowcem. Popatrzcie jeszcze, jaki numer wyciął (ostatnia bramka) w mundialowym meczu z Brazylią:

18:29, rafal.stec
Link Komentarze (31) »
poniedziałek, 25 stycznia 2010

Zapraszam do mojego felietonu z dzisiejszej „Gazety Sport.pl”. Znajdziecie go tutaj.

16:26, rafal.stec
Link Komentarze (33) »
niedziela, 24 stycznia 2010

Przypominam, w co gramy. O 20.45 ruszają największe futbolowe derby, a ja bloguję w tej sprawie od wczorajszego wieczoru. Tutaj pierwszy sążnisty odcinek wokółmediolańskich wynurzeń.

15.19. Zabłąkanym niezorientowanym przypominam najważniejszy - dla Milanu wstrząsający - news dnia. Nesta nie zagra. Wczoraj dawałem Interowi 51 proc. szans na zwycięstwo, teraz daję 60 proc. Mediolan poczułby, co dla rossonerich znaczy uraz Nesty, gdyby zawaliło się TO.

15.25. Ależ słodko ta zemsta musiała smakować! Czytam opowieść Ranieriego po Juve - Roma (1:2): „Pozdrawiałem każdego piłkarza Juve, na którego się natknąłem. Działacze? Nie, ich nie pozdrawiałem”.

16.01. Mediaset porównał obu trenerów (na pierwszym miejscu Mourinho, na drugim Leonardo, wybaczcie pospieszne, niezgrabne tłumaczenie): zarządzanie drużyną 8-9, szatnia 8-8, doświadczenie 10-7, styl gry 7-9, osobowość 9-9, zmiany w trakcie gry 8-9, kierowanie piłkarzami z ławki 8-9, szczęście 10-9, gra drużyny bez piłki 7-8, odwaga 7-8, wyciskanie maksimum możliwości z piłkarzy 9-8. W sumie 93-92 dla Leonardo, co o tyle zrozumiałe, że koncern należy do Berlusconiego:-)

16.09. Ja sprawę trenerów widzę inaczej:-) Jeśli wygra Inter, to Mourinho będzie wyrozumiały wobec świata przed mikrofonami (czyli przynudzi), a Leonardo nadstawi drugi policzek. Jeśli wygra Milan, to Mourinho udowodni, że wygrał Inter, a Leonardo w swej miłości do całej ludzkości i tak go pocałuje.

16.55. Sorry, że niezbyt intensywnie nadaję, ale w redakcji nadciągają godziny szczytu na drodze do poniedziałkowej „Gazety Sport.pl”. Rzucam okiem na kolejkę Serie A i widzę, że silną na presję na Milan wywiera już nie tylko Roma, ale również Napoli, no i rozpędza się Palermo. Jeśli derby wygrają rossoneri, spragnieni emocji Włosi rozwrzeszczą się o nowym początku w wyścigu po scudetto. Jeśli wygra Inter, Milan okaże się mieć znacznie mniej bezpieczną sytuację, niż się otumanionym wywijasami Ronaldinho i wolejową ekwilibrystyką Borriello kibicom wydawało.

17.41. Najokazalsze serie związane z Interem. 1) 154 meczów u siebie Mourinho bez porażki - jedyną w karierze poniósł w lutym 2002 roku jako trener Porto; 2) niesamowita passa ligowych występów w podstawowym składzie Zanettiego, który nie opuścił drużyny od października 2006 roku; 3) aż siedem razy tracił w tym sezonie Inter gola jako pierwszy, a mimo to umiał się obronić przed porażką (mecze z Cagliari, Rubinem Kazań, Dynamem u siebie i w Kijowie, Romą, Sieną, Bari). Myślałem nad równie wspaniałymi seriami związanymi z Milanem. Bez skutku.

17.49. Zapomniałem o najprzyjemniejszej dla Interu liczbie w trwającym sezonie. W jesiennych derbach mistrz zwyciężył 4:0, boleśniej dla Milanu skończyło się ostatnio w... 1910 roku.

18.25. Marco „van Basten” Borriello miał tydzień temu w ogóle nie grać, bo wykręcało go od bólu kolana, a potem załadował Sienie oszałamiającego woleja (mimo że „nie widział frunącej piłki, tylko ją słyszał”). Kilka dni temu ujawnił swój sekret: „poświęcałem 7 godzin dziennie na fizjoterapię”. W mordę, ja po ubiegłorocznym złamaniu dusiłem 3 godziny na dobę, a i tak niewiele zabrakło, żebym się od znużenia zmienił w posąg Buddy.

19.12. Chyba się wyjaśnia, dlaczego Milan straszy niekiedy rozległą jak lotnisko dziurą między obroną i atakiem. Trener Mauro Tassotti ujawnił podział obowiązków - on zajmuje się na treningach defensywą, a Leonardo ofensywą. I generalnie jest cierpliwym nauczycielem Brazylijczyka, który wcale nie chciał przejmować drużyny i zdaje sobie sprawę, że jego asystenci znają się na tej robocie lepiej niż on.

20.11. Przepraszam za przerwę, nie ja zawiodłem, blox nie przyjmował wpisów. Są składy. Inter: Julio Cesar; Maicon, Lucio, Samuel, Santon; Zanetti, Cambiasso, Muntari; Sneijder; Pandev, Milito. Milan: Dida; Abate, Favalli, Thiago Silva, Antonini; Gattuso, Pirlo, Ambrosini; Beckham, Borriello, Ronaldinho.

20.14. Zaskoczył tylko Mourinho, który nie lubi tego, że każdy włoski dziennikarz ma układ z dobrze poinformowanym klubowym źródłem i gazety nadzwyczaj trafnie typują skład. Dlatego pewnych rzeczy Portugalczyk nie mówi na wszelki wypadek nawet swojemu psu. Jak zaskoczył? Wystawił Santona, postępując wbrew italiańskiej regule - trzymaj młodych z dala od wielkich wyzwań tak długo, jak to możliwe. (Wiecie, to kraj 30-letnich maminsynków utrzymywanych przez rodziców).

20.46. Grają po raz 272., wszyscy wiemy, że zagrają następne 272. razy, a mimo to wciąż jest fascynująco. Inter z Milanem ruszyli. W minionych 16 latach tylko dwukrotnie ośmielili się potraktować nas bezbramkową posuchą:-) Dlaczego cholerny blox co rusz wysiada!? Czarno widzę to blogowanie...

20.57. Najpierw Inter trafił w słupek (Sneijder), potem Inter trafił w Didę (znów Sneijder), aż wreszcie pomógł mu młodzian z Milanu Ignazio Abate - podał do Milito, czyli zaproponował wynik 1:0 dla rywali. Dostał 1:0, początek do czerwono-czarnego bólu przewidywalny.

21.10. Na razie Inter szybki, stalowy i w ogóle udaje Terminatora, Milan wolny, aksamitny i woli bawić się w Teletubisie. Jednostronnie.

21.15. Mózg Terminatora odłączony. Sneijder ironicznie oklaskiwał sędziego, obrażalski sędzia nie poznał się na jego poczuciu humoru i wyprosił go z boiska. Przełom?

21.35. Do przerwy 1:0. Inter jak nasi piłkarze ręczni, przewagi liczebnej przeciwnika umieją zwyczajnie nie zauważyć. (Choć automat w bebechach Zanettiego po stracie Sneijdera natychmiast przełączył Zanettiego na wyższy bieg). Wieczór trochę upokorzający dla ludzi Milanu - jest ich więcej, a nie trafili ani razu w bramkę wroga.

21.54. Milan był do przerwy statyczny, Leonardo postanowił go rozpędzić wypuszczeniem Seedorfa. Pewnie liczy, że szybciej będzie krążyła piłka, bo sam Seedorf drepcze chyba najwolniej w drużynie. A Inter schował się w szatni i nie wychodzi - stary numer Mourinho, który w porównaniu do swoich peror tornad pewnie nawet ''Yes, we can'' uważa za komunikat przymulający i zawiły.

22.11. Gdyby futbol premiował ostrzał dośrodkowaniami, Milan już by miał wyrównanie. Oblężenie trwa, styl rossonerich sugeruje, że wszyscy pracują dla komfortu Pana Efektowny Wolej, czyli Borriello. To się może powieść.

22.17. Pandev uderza w wolnego, którego nie powinno być, Dida zmierza do piłki energicznymi ruchami hipopotama, czyli 2:0 dla Interu. Gdyby tyle przegrywał Inter, wierzyłbym, że zdoła wyrównać, bo jego piłkarze przejęli charakter Mourinho. W Milan nie wierzę.

22.28. Ten wieczór oddaje przebieg ostatnich pięciu sezonów, w których Inter uzbierał 391, a Milan 297 ligowych punktów. Dwa światy.

22.45. Czerwona kartka dla Lucio i rzut karny. Strzela Ronaldinho, broni Julio Cesar. Cudowny wieczór Interu. 2:0.

Ambrosini mówił, że w razie sukcesu trzeba będzie mężnie spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że Milan celuje w tytuł. Teraz raczej trzeba się odwrócić i spojrzeć na pościg Romy, Napoli, Palermo. Inter lewituje w innej, wyższej lidze. I już wyczekuje upragnionej Champions League. Bój się, Chelsea. Śpij spokojnie, Manchesterze. Ja zaraz wracam, tylko spiszę szybko relację do GW.

23.19. Słucham Włochów, raczej są zgodni, że gdyby jedenastu grało na jedenastu, skończyłoby się jak jesienią. Jupitery rozbłysnęłyby na czarno-niebiesko.

23.22. Słucham Mourinho. "Już w pierwszej minucie czuło się, że wygraliśmy". I tyrada o tym, że inni za te same przestępstwa nie są karani czerwienią.

23.31. Rozjuszony Mourinho o sędziowaniu: "Wstyd, nie jestem w stanie być teraz szczęśliwy. Arbiter obrażalski, Totti ubliża mocniej, ale nie ogląda czerwonych kartek. Jestem zatroskany, wygląda, jakbyśmy dzisiaj mieli nie wygrać". Dziennikarze przekonują, że spisków wymierzonych w Inter nie ma. Bez skutku.

23.56. Gdybym miał wskazać najbardziej symptomatyczny obrazek, to wskazałbym owe nieszczęsne brawa Sneijdera dla sędziego. Mourinho też oklaskiwał arbitra w szlagierze z Juve, też wyleciał. Symboliczne - charakter trenera przeniósł się na drużynę, podwładni patrzą w niego jak w szamana. Chichotacie na forum z tradycyjnego odrętwienia Interu w Lidze Mistrzów, ale wyrób portugalskiego zuchwalca to naprawdę nowa jakość, poczekajcie z werdyktem.

00.05. Cooo, Berlusconi świętuje? Nie, to Materazzi z gumową maską na twarzy:-)

00.28. Odpowiadam na pytanie, jak widzę Milan w LM. Otóż widzę Milan chudziutki w kadrze, niełatwo mi uwierzyć, że jego bez ustanku eksploatowane najważniejsze postaci wytrzymają na dłuższym dystansie, zwłaszcza, że niemal wszyscy przeszli na niewłaściwą stronę trzydziestki. Naturalną nieufność budzi drużyna, której pierwszym rezerwowym stoperem jest Favalli, zastanawiam się, czy jej dobre wyniki w Serie A nie wynikają poniekąd z niskiej intensywności gry w tej lidze. Milan musi mieć idealny moment, by wygrać na europejskim szczycie. A Manchester? Wrócili van der Sar i Ferdinand, zaraz wróci Vidić, ich bramkę znów osłoni potężne pole siłowe. Ta banda nawet grając nieszczególnie, jest w stanie srogo obić rossonerich. Choć wiemy, że w LM rozstrzygają pojedyncze wieczory, a w te wieczory może zdarzyć się wiele niesamowitych historii...

00.52. Mourinho jeszcze raz: "Zwyciężylibyśmy nawet w siedmiu, jedynym sposobem, by nas pokonać, było - zostawić nas tylko sześciu". Oj, uważaj, Jose, bo w Lidze Mistrzów Sneijder wyleci trzy klaśnięcia wcześniej.

01.03. Z głupia frant sprawdziłem, kiedy poprzednio Inter nie stracił gola w obu ligowych derbach. W sezonie 83/84. Ale wtedy Milan skończył lepiej - było 0:2 i 0:0. Ciekawe, czy są jeszcze delikwenci wystarczająco szurnięci, by mnie o tej porze czytać:-)

01.08. A czy kiedykolwiek dwumecz wypadł dla Interu piękniej? Wypadł. 100 lat temu było 5:0 i 5:1. Przekażcie Mourinho, żeby ostudzić chłopa trochę, żeby po przebudzeniu nie zastanawiał się, gdzie zgubił aureolę.

01.32. Po pierwsze, uroczyście przepraszam za nagłe zniknięcie ostatniej nocy, ale zostałem w pewnym momencie przygwożdżony przez czynniki wyższe i nie miałem szansy się uwolnić:-) Po drugie, po raz ostatni zacytuję Mourinho, ten typ umie dawać show: "W przerwie poszedłem do sędziego po wyjaśnienia. Spytał, czy bym się nie zezłościł, gdyby moi piłkarze ironicznie by mnie oklaskiwali. Odpowiedziałem, że nie". Kłamczuch. Poszedłby tajfun, który by zmiótł. Jego albo wszystkich klaszczących.

01.46. Tutaj Materazzi z gębą Berlusconiego:-)

01.53. Zapomniałem - moim man of the match Javier Buldożer Zanetti. Możecie wypominać - to mój harujący wyrzut sumienia - że przez blisko 12 lat pracy w GW nie napisałem o nim czołobitnego felietonu! Błagam, nie demaskujcie mnie i nie rozpowiadajcie, ja to kiedyś z przytupem nadrobię.

02.25. W czwartek Inter bije się z Juve w Pucharze Włoch. Ci ostatni nie znaleźli nowego trenera, więc Ferrara chwilowo ocaleje. Jutro w Italii wybuchnie awantura, bo Mourinho rzucił ciężkie oskarżenia. To miał być dłuższy wpis, ale blox krzyczy, że nie wystarcza w notce miejsca. Spiszę rzecz osobno albo na forum zaraz zejdę:-) Dobrej nocy.

15:21, rafal.stec
Link Komentarze (98) »
sobota, 23 stycznia 2010

Piłkarze zaczną kopać siebie i piłkę za 24 godziny z okładem, ale poblogować wypada już teraz, to w końcu największe derby na świecie. Oczywiście jeśli brać pod uwagę ścisłe, pierwotne znaczenie słowa "derby", czyli hierarchizować wyłącznie mecze między drużynami z jednego miasta.

20.30. Naczelny wątek narracji narzucili sami Włosi, którzy ostatnio nieco stracili na znaczeniu, a są tak spragnieni bycia pępkiem futbolowego kosmosu, że chwytają się każdego sposobu, by znów poczuć dawną moc. Dzisiejsze argumenty dowodzące o pierwszeństwie derbów Mediolanu brzmią nieźle. Otóż tylko stolica Lombardii spełnia wszystkie następujące warunki: ma dwa kluby w 1/8 finału Ligi Mistrzów; ma dwa kluby na szczycie ligi krajowej; ma dwa kluby wciąż utrzymujące się w rywalizacji o krajowy puchar (aktualnie w ćwierćfinale); ma dwa kluby w czołowej dziesiątce najbogatszych na planecie; na poprzednie derby ściągnęła aż 78 467 widzów; uzbierała kolekcję 25 trofeów międzynarodowych. Przekonali was?

20.42. Najbliżej do Mediolanu Londynowi, czyli jedynemu innemu miastu, które szczyciło się w bieżącej dekadzie derbami na wiosnę w Lidze Mistrzów. Ostatni mecz Arsenalu z Chelsea obejrzało jednak z trybun "zaledwie" 60 tys. ludzi, a tytułów międzynarodowych uciułały oba kluby zaledwie pięć, nie sięgając nigdy po najcenniejszy Puchar Europy. Jeśli się skupić na teraźniejszości, to hegemonii Mediolanu i Londynu prawdopodobnie zagrozi niebawem jeszcze Manchester. (Zaraz rusza inny szlagier, Juventus zagra o ocalenie Ciro Ferrary z Romą sterowaną przez wykopanego z Turynu Claudio Ranieriego).

21.15. W Turynie właśnie serwują kolejnego gniota, a przecież obiecywali szlagier. Podobnie jak w meczu Juve - Milan, żadna sława calcio niemal do 30. minuty nie zdołała trafić w bramkę, a tzw. akcje zaczepne płodzą nieznośnie przewidywalne, rozlazłe i na stojaka. W moim sąsiedztwie mówi się "wtórny analfabetyzm". Jeśli jutro coś podobnego wysmażą w Mediolanie, chyba przejdę na ciemną stronę mocy i w brawurowym geście zemsty uwierzę w bzdurny stereotyp o upiornie nudnym calcio.

21.35. Skoro już pożeniliśmy Inter z Milanem, to zabawię się w hipotetycznego trenera nieistniejącej reprezentacji miasta i podam swój skład (powiększyłem nazwiska nerazzurich): JULIO CESAR - MAICON, Nesta, SAMUEL, ZANETTI - Ambrosini, CAMBIASSO - SNEIJDER - Ronaldinho, ETO'O, Pato. Ustawienie pożyczyłem od trenera Leonardo, bo mnie bardziej kręci, ale na ławce jako asystenta posadziłbym Jose Mourinho. W rezerwie ślęczeliby: Dida, Thiago Silva, CHIVU, STANKOVIC, Beckham, Seedorf, MILITO. Wygralibyśmy Europejski Puchar Miast? Czy raczej nie, bo popełniłem niewybaczalne selekcyjne błędy? Wam też polecam to ćwiczenie intelektualne, w przededniu derbów inspirujące jest:-) O meczu w Turynie szkoda gadać. Koszmar.

21.57. Juve - Roma 1:0. Dzięki najstarszemu na boisku del Piero, który jeszcze nigdy tak długo - do 23 stycznia - nie czekał na pierwszego gola w sezonie.

22.18. Juve - Roma 1:1, z karnego przywalił Totti, czyli najbardziej obecnie wydajny napastnik w wielkim futbolu. 19 meczów (w Serie A i Lidze Europejskiej), 21 goli. Huragan. Obaj strzelcy tak sobie słodzili przed meczem, że brakowało już tylko oficjalnych zaślubin i upublicznienia planu na miodowy miesiąc.

22.41. Jeśli kumple z szatni skazali Buffona na czerwoną kartkę (tylko on i nadal kuszony przez MU Chiellini zachowują w Juve klasę światową), to musiało się tak skończyć - trafia Riise, Roma zwycięża 2:1. Było wypędzać Ranieriego? Było trzymać w zarządzie klubu samych krawaciarzy, co w życiu murawy nie powąchali? Jak mawiał Zdzisław Ambroziak, KA-TA-STRO-FA.

22.47. Jeśli turyńczyków - przepraszam za język - chwyci za mordy Guus Hiddink, to będziemy mieli sytuację chyba bezprecedensową: trzy największe włoskie kluby wezmą trenerzy obcokrajowcy. No i na dole z piekła do nieba wynosi Catanię niejaki Sinisa Mihajlovic. Było zezwalać na ucieczkę własnych mózgów?

23.12. Gdybym miał wskazać najlepszych graczy sezonu w Serie A, to wytknąłbym palcem Sneijdera, Ronaldinho, Nestę, Chielliniego i Ambrosiniego. Czyli będziemy jutro podziwiać wszystko, co najzręczniejsze w Serie A. (Niech się Montolivo nie obrazi, że go pominąłem, zgodnie z włoskimi standardami młody jeszcze jest, ma czas). Mój wybór, gdyby był trafny, świadczyłby też o tym, że Włosi nieźle sobie poradzili z oszczędnościowym wariantem wyszukiwania następców Ibrahimovicia (Sneijder jako nowy lider Interu) i Kaki (Ronaldinho jako nowy lider Milanu).

23.20. Ruud van Nistelrooy w Bundeslidze. Tego snajpera zawsze chciałem sprawdzić w Serie A. Serie A, która - zgadzam się z komentującymi - podupadła. Poziom dzisiejszego meczu w Turynie też o tym świadczył, a gole starusieńkich del Piero i Tottiego są symboliczne. Gdzie ta młodzież, gdzie rozsławiany talent Giovinco, dlaczego nawet Marco Motta osiadł w rezerwie Romy!?

23.38. Inter to elegancka klasyka, Milan - efektowna nowoczesność. Byłem w obu szatniach na San Siro, was, niestety, tam teraz nie teleportuję. Mogę tylko dać linka. Chcecie wirtualnie pozwiedzać, kliknijcie tutaj.

00.06. Sławny nieobecny w Interze: udzielający się w mistrzostwach Afryki Eto'o. Dlaczego nikt nie panikuje, że nie zagra? Bo nerazzuri mają nieprzyzwoicie rozległą kadrę, bo właśnie ściągnęli Gorana Pandeva, bo Macedończyk natychmiast poczuł bluesa i pogrywa więcej niż udanie. A nienasycony Inter za kilka dni weźmie jeszcze parkę z Lazio - Ledesmę i Kolarova.

00.09. Sławny nieobecny w Milanie: Pato. Dlaczego nikt nie panikuje, że nie zagra? Złe pytanie. Powinno brzmieć: dlaczego wielu ekspertów sądzi, że jego obecność wręcz przysporzyłaby kłopotów trenerowi? Bo zająłby Brazylijczyk miejsce Beckhama, a wówczas Milan zakłóciłby równowagę między atakiem i obroną - wystawić na pancerny Inter dwóch cierpiących na wstręt do defensywy skrzydłowych (ten drugi to Ronaldinho) miałoby być samobójstwem.

00.57. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Chirurgicznie precyzyjny - jak głosi międzynarodowa fama - w kopnięciach nieruchomej piłki Andrea Pirlo nie strzelił gola z rzutu wolnego od dwóch lat z okładem! Ostatnio udało mu się 23 grudnia 2007 roku. Trafił wtedy do bramki... Interu.

01.58. Gdzie zostawił swe piętno Mourinho? W ofensywie. Okolice własnego pola karnego uznał za uporządkowane, zainstalował wam tylko Lucio. Resztę odmienił pod każdym względem. Personalnym - sprowadził Thiago Mottę, Muntariego, Sneijdera, Milito, Eto’o, Pandeva (także Manciniego i Quaresmę, ale tutaj się pomylił). I taktycznym - zbudował zupełnie nową jakość, drużynę, w której wszyscy biegają i współpracują ze sobą, pchają się do dźwignięcia odpowiedzialności, a podania wymieniają po ziemi. To rewolucyjna zmiana stylu, w minionych sezonach Inter metody na wygrywanie stosował dwie - podać do Ibrahimovicia i czekać, co Szwed wyczaruje, lub kopnąć piłkę bardzo wysoko i wykorzystać gabaryty swoich drągali.

02.21. Gdzie zostawił swe piętno Leonardo? Wszędzie. Obecny Milan w niczym nie przypomina Milanu z minionego sezonu. Leonardo zaordynował nowatorskie ustawienie 4-2-1-3; odrestaurował Didę; wprowadził do centrum obrony Thiago Silvę; obsadził obie defensywne flanki wychowankami Antoninim i Abate; bezlitośnie przetrzymywał na ławce Gattuso i Inzaghiego; przywrócił Pirlo na znaną mu z młodości pozycję ofensywnego rozgrywającego; odzyskał Ronaldinho; uczynił głównym ogniowym wiecznie trzecio- lub drugoplanowego Borriello; zmusił całą jedenastkę do zawziętej współpracy w chwilach, gdy piłkę przejmuje przeciwnik. Jak na żółtodzioba - arcymistrzostwo.

10.14. Sneijder i Nesta wydobrzeli. Przypuszczalny skład Milanu: Dida – Abate, Nesta, Thiago Silva, Antonini - Ambrosini, Pirlo, Gattuso – Beckham, Borriello, Ronaldinho. Przypuszczalny skład Interu: Julio Cesar - Maicon, Lucio, Samuel, Muntari - Zanetti, Cambiasso, Thiago Motta - Sneijder – Pandev, Milito.

10.23. Ależ ubogie obie jedenastki w byłych derbowych bohaterów! Nikt nie strzelił rywalowi z San Siro więcej niż jednego gola. Milanowi po jednym dali Pirlo i Ronaldinho, a Interowi Milito, Zanetti, Cambiasso, Thiago Motta i Maicon.

10.36. Symptomatyczna dla całego calcio obecność na lewej obronie Muntariego. Mourinho woli tam wsadzić pomocnika niż Davide Santona, który był wyświęcany na jedną z dwóch-trzech największych nadziei włoskiego futbolu, na interową odpowiedź na Maldiniego wręcz…

10.58. Wszyscy słusznie podniecają się zmartwychwstaniem Ronaldinho i Nesty czy narodzinami Borriello i Silvy, mnie zaskakuje żywotność tercetu Ambrosini - Pirlo - Gattuso. Byłem niemal pewien, że to ludzie wypaleni i sportowo konający, przypadki beznadziejne. Jeśli to nie są ich ostatnie podrygi, to może Włosi nie są tak całkiem bez szans na mundialu?

11.29. W dzisiejszej „Gazzetta Sportiva” typują Joan Laporta i Florentino Perez. Zdaniem prezesa Barcelony, który przyjaźni się z Massimo Morattim (co widać też na rynku transferowym), wygra „widowisko”, zdaniem prezesa Realu Madryt, który przyjaźni się Adriano Gallianim (co widać też na rynku transferowym), wygra Milan. 2:0.

11.52. Donoszą mi znajomi z Mediolanu o najświeższej idei Mourinho, który duma, czy nie przeciwstawić muskularnemu Borriello jeszcze większego chłopiska - Materazziego. Samuela przesunąłby wówczas na lewą flankę. Nie wierzę, choć z portugalskim wariatem nigdy nic nie wiadomo:-)

12.24. W Turynie narada na szczytach, za kilka godzin ponoć zapadnie decyzja, co robić z tym klopsem. Trzej kandydaci na następcę trenera Ferrary: wspomniany Hiddink (będzie trudno, żąda co najmniej 3,5 mln za pół roku), Michael Laudrup (bez pracy po ubiegłorocznym zwolnieniu ze Spartaka Moskwa) i Dino Zoff (bez pracy od 2005 roku, ponoć wziąłby posadę niemal za darmo). Z innej beczki: w razie ewentualnych przerw w nadawaniu lub wpadek merytorycznych tudzież językowych proszę o wyrozumiałość, muszę wreszcie skończyć felieton do jutrzejszej GW o Smudzie, no i niedzielna redakcyjna zawierucha się zaczyna.

13.31. Hiobowe wieści dla Milanu. Nesta nie da rady. Z nim i Thiago Silvą rossoneri przegrali tylko raz, notabene w derbach. A tak było w tym sezonie z 38-letnim Giuseppe Favallim, który lidera defensywy zastąpi - 0:2 z Palermo, 1:1 z Atalantą, 1:2 z Club Americą.

13.38. Gdybym był Leonardo, to chyba bym wolał przesunąć do środka obrony Ambrosiniego. Można przecież jeszcze wypchnąć na boisko Flaminiego lub Seedorfa, raczej by się nie opierali. Generalnie niesłychana bieda na ławce Milanu, aż żal patrzeć.

14.01. Sprzeczne doniesienia z Turynu. Jedne źródła mówią o odroczeniu wyroku na Ferrarę, inne - o tyle wiarygodne, że związane z Fiatem - o rychłej dymisji. Podejrzewam, że decyzja zależy już tylko od wyniku negocjacji z następcą. Sprawdziłem statystyki - Ranieri został w zeszłym roku wyproszony z Juve po zdobyciu ledwie 6 punktów w 8 meczach, Ferrara uciułał ostatnio tyle samo...

14.27. Z włoskiej poezji przedderbowej. „Il Giornale”: silni i pragmatyczni piłkarze Interu są jak Spartanie, piękni i klasyczni w stylu piłkarze Milanu - jak Ateńczycy:-) Szkoda, że Dante nie poczekał i zmarł jeszcze przed startem ligi włoskiej. (Widzę, że macie wątpliwości co do Nesty. NA PEWNO nie zagra).

15.10. Niestety, blox woła, że notka zbyt długa, zaraz tworzę nową. Już jest.

20:31, rafal.stec
Link Komentarze (85) »

Zdzisław Ambroziak

Wspominałem Go w latach 2008 i 2009, kto nie zna, niech kliknie. 23 stycznia 2004 roku zmarł Zdzisław Ambroziak, który lubił nazywać siebie - kokieteryjnie, nieprzyzwoicie inteligentni nie epatują skromnością:-) - „prostym magistrem od fikołków”, a w istocie był najlepszy pośród nas, dziennikarzy zajmujących się sportem. Wciąż przeklinam tę koszmarną niesprawiedliwość - czy los nie zapędził się w swoim bezsensownym okrucieństwie, pozwalając, by Ambroży odszedł akurat wtedy, gdy sukcesy zaczęła odnosić polska siatkówka, a sukcesiki - polski tenis? Gdy ożyły u nas obie jego ukochane dyscypliny?

Niech żałują nasi sportowcy, że ich triumfy opiewają - nad klawiaturą i przed mikrofonem - inni, mniej utalentowani. Niech żałują entuzjaści sportu zbyt młodzi, by usłyszeć Go w transmisji na żywo lub przeczytać w aktualnej publicystyce. Niech nadrobią niewybaczalną lukę ci, którzy nie znają Ambrożego choćby z archiwaliów bądź nie dorwali jeszcze zbioru felietonów „Swoje wiem i piszę”. Wszyscy - pamiętajmy.

01:35, rafal.stec
Link Komentarze (16) »
piątek, 22 stycznia 2010

Przed niedzielnymi derbami sensacyjnie jest już dlatego, że Włosi serio zakładają, iż wicelider Milan może pokonać lidera, broniący tytułu Inter.

Latem niemal wszyscy znawcy calcio przepowiadali chóralnie - Inter przemknie przez ligowy sezon samotny samotnością bezkonkurencyjnego długodystansowca lub, w najgorszym dlań razie, nieco natrudzi się uciekaniem Juventusowi, natomiast ich lokalni rywale są skazani na dalszą degradację. Realowi Madryt oddali największą gwiazdę Kakę, karierę skończył Maldini, trenera Ancelottiego zastąpił żółtodziób Leonardo, znów uszczuplili budżet płacowy i transferowy.

Z mediolańskiej perspektywy sezon miał przebiegać tak, jak sierpniowe derby, najprzyjemniejsze dla Interu od 1974 roku. Faworyt bezlitośnie poobijał Milan, wygrywając 4:0.

U zwycięzców od tamtej pory zmieniło się tyle, że narodził się nowy boiskowy przywódca. Sprzedanego Barcelonie Ibrahimovicia wyręcza Wesley Sneijder, który co rusz przesądza o wynikach i drużynie nieliczne wpadki przytrafiają się tylko wtedy, gdy holenderskiego rozgrywającego rozkłada kontuzja. Poza tym króluje stare. Trener Jose Mourinho prowokuje, skandalizuje i namnaża sobie wrogów, a jego podwładni cierpią w Lidze Mistrzów, systematycznie wygrywając w Serie A.

Ich przewaga nad Milanem stopniała jednak - a rozegrali jeden mecz więcej - do zaledwie sześciu punktów, bo upadłych sąsiadów z San Siro przywróciła do życia brazylijska rewolucja. Trener Leonardo całą winę za derbową katastrofę wziął na siebie, by po kilku kolejnych niepowodzeniach postawić na nowatorską, ryzykancką taktykę - z trzema napastnikami oraz biegającym za ich plecami ofensywnym pomocnikiem. Umiejętnie zarządzał też ludźmi. Osadził w rezerwie żywe pomniki, nazywanych senatorami Gattuso i Inzaghiego, a zarazem, jak sam lubi powtarzać, nad strategię kija i marchewki przedkłada strategię uścisków. - Gandhi wyzwolił Indie, nie podnosząc głosu - uzasadnia wiarę w słuszność polityki miłości.

Leonardo natchnął rodaków. Thiago Silva stał się czołowym obrońcą Serie A, Didzie znów bliżej do czołowych bramkarzy w Europie niż kruchego psychicznie patałacha, któremu przy każdej interwencji ręce drżą jak liście. Przede wszystkim eksplodował jednak Ronaldinho. Proces odzyskiwania go dla wielkiego futbolu ciągnął się półtora roku, aż wreszcie Brazylijczyk znów zaczął ogłupiać przeciwników dryblingami i strzelać fenomenalne gole. W ostatnich trzech meczach uzbierał ich sześć, dzięki czemu (oraz pięknym bramkom rozpędzonego Marco Borriello) fani zapomnieli o wciąż kontuzjowanym Pato.

Właśnie najbliższa przeszłość każe Włochom sądzić, że Milan stać na podołanie wyzwaniu. Choć wygrywał w 8 z 9 ostatnich kolejek, to jego powodzenie wciąż zdaje się mieć wątłe fundamenty. Teraz np. panikę wywołuje uraz łydki Alessandro Nesty, bo jeśli przeżywający drugą młodość obrońca (zdobył już w lidze trzy bramki, czyli tyle, ile przez całą dotychczasową karierę) nie wydobrzeje, będzie musiał go zastąpić 38-letni Giuseppe Favalli. Dlatego na dłuższym dystansie wiceliderowi trudno będzie nadążyć za Interem, który dysponuje znacznie szerszą kadrą, w styczniu znów wzbogaconą (Goranem Pandevem), więc nie rozpacza nawet dziś, gdy Eto’o strzela dla Kamerunu, a Chivu i Stanković się leczą. (Muntari ma wydobrzeć).

Bezdyskusyjnym faworytem w walce o tytuł pozostają nerazzuri, co innego jednak odosobniony wieczór, w dodatku wieczór szlagierowy, który pobudzałby gwiazdy Milanu także wtedy, gdyby rywale nie wychłostali ich w poprzednich derbach. Rywale ciułający punkty z olbrzymim wysiłkiem, i to w meczach z drużynami odległymi od czołówki, a dzisiaj trenować nie mógł Sneijder - chorowitego Holendra położyła do łóżka gorączka, nie wiadomo, czy w niedzielę zagra. W tym wszystkim szansę dostrzegają ludzie Milanu - długodystansowcy Interu akurat zwolnili, derby nadeszły w idealnym momencie.

PS Relacja na żywo oczywiście będzie, jeśli dam radę, to zacznie się 24 godziny przed pierwszym gwizdkiem. A jeśli nie dam rady, to ruszy w niedzielne południe:-)

16:19, rafal.stec
Link Komentarze (27) »
czwartek, 21 stycznia 2010

Money shirt

Skra znów zorganizuje turniej finałowy Ligi Mistrzów, więc wszechpanujący w Polsce bełchatowianie nie muszą już wychodzić na boisko, by doń awansować.

W siatkówce nic nowego, to jej oryginalna, autorska idea, ja przyzwyczaić się nie umiem i nie zamierzam. Im mniej w tym sporcie sportu, tym głośniej trzeba się awanturować. Działacze tradycyjnie spuchną od dumy z organizacyjnego sukcesu, ja tradycyjnie wolę apelować, żeby nie mieszać dwóch porządków - jeśli chcemy traktować tę dyscyplinę poważnie, sukces organizacyjny nie może zastępować punktów zdobytych w walce. Niech kluby grają, niech wyłonią kwartet najlepszych, dopiero wtedy wybierajmy spośród nich gospodarza Final Four. O to powinni lobbować u europejskich władz nasi działacze, zamiast płacić za wolny los.

Siatkarze Skry po raz trzeci dostali w prezencie udział w turnieju, na który nie zapracowali na boisku. Dzięki „organizacyjnym sukcesom” wystąpili już właśnie w turnieju finałowym LM (rok 2008), wystąpili też dzięki nim w klubowych mistrzostwach świata. Szkoda, że znów odbiera im się szansę, by zwyciężali w walce, szkoda, że również po bieżącym sezonie pozostaną drużyną, która nigdy nie awansowała do Final Four. Nawet jeśli - naprawdę nikogo nie razi to kuriozum!? - zdobędą trofeum.

Jeszcze raz, dla lepszego zrozumienia powolutku sylabizując: bełchatowscy siatkarze to nie są sportowcy specjalnej troski, to wspaniali atleci, oni naprawdę zasługują, by pozwolić im wygrywać na boisku.

16:33, rafal.stec
Link Komentarze (44) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi