RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Mój felieton do „Gazety Sport.pl Ekstra” o byłym kapitanie reprezentacji – z użyciem kluczowych słów „Figo” i „Giggs” – przeczytacie tutaj.

A tutaj jest obszerny wywiad z selekcjonerem naszych siatkarzy Stephane’em Antigą, które przepytałem o Polskę, bycie trenerem i takie tam. Bez spraw bieżących.

PS Konkurs dotyczący Barcelony i Realu Madryt rozstrzygamy na forum właściwej notki, by tutaj nie robić zamieszania.

piątek, 28 sierpnia 2015

Nie wylosowali wicemistrzowie Polski szczęśliwie, ale wylosowali intrygująco. W Napoli i FC Midtjylland znajdą przeciwników reprezentujących wyższą piłkarską inżynierię. W sensie ścisłym.

Kiedy Henning Berg wypuszcza Legię na europejskie sceny, zachowuje się, jakby chciał potwierdzić wszystkie istniejące stereotypy o Skandynawach – chłodnych, rozważnych, analizujących, metodycznych. Oglądaliśmy w XXI wieku już kilka polskich klubów, które potrafiły utrzymać się w pucharach miesiącami, jednak żaden z nich próbował osiągać celu środkami stosowanymi przez drużynę norweskiego trenera.

Legia uprawia futbol powściągliwy, nikomu nie pozwala wciągnąć się w wariacką wymianę ciosów, lubi rozgrywać mecze ubogie w podbramkowe spięcia. To wymaga od piłkarzy samoświadomości, samokontroli, a także nadzwyczajnego skupienia – na tyłach, ale także w ataku, by nie marnować nielicznych okazji do strzelenia gola. Dlatego w aż dziewięciu z 20 europejskich meczów Berga padł tylko jeden. Dlatego aż 12 z nich legioniści przetrwali z czystym kontem. Dlatego przez 900 minut gry na wyjazdach, gdzie ich ostrożność graniczy już z minimalizmem, pozwolili się trafić tylko trzykrotnie. Dlatego ponieśli ledwie jedną porażkę wyższą niż jednobramkowa (z Ajaxem Amsterdam).

Sami natomiast mnóstwo goli zawdzięczają nie tyle zawiłym kombinacjom ofensywnym, ile rzutom rożnym lub wolnym. Tak pokonali Zorię Ługańsk na jej stadionie, tak zadali jej pierwszy cios w Warszawie. Zresztą przed tygodniem w Kijowie zagrażali rywalom właściwie zawsze, gdy kopali piłkę ze stałego fragmentu gry. Znać, że są bogaci w warianty ich wykonywania, a te warianty są przemyślane i wyćwiczone, co także czyni Legię przypadkiem w naszym futbolu unikalnym. Z namiętności do dłubania w drobiazgach to my raczej nie słyniemy.

Efekty osiąga Berg znakomite. On nie tylko wygrał z Legią 16 z 20 meczów w europejskich pucharach, on także żadnego, wyjąwszy nieszczęsny rewanż z Ajaxem, spektakularnie nie przerżnął. A przed nim cztery – z wylosowanymi właśnie Napoli i FC Midtjylland – wybitnie intrygujące dlatego, że Legia zmierzy z przeciwnikami, u których główka również intensywnie pracuje. Chcącymi reprezentować wyższą piłkarską inżynierię.

O Maurizio Sarrim, zarządzającym szatnią Napoli, pisałem niedawno w przewodniku po lidze włoskiej. To kolejny przedstawiciel coraz popularniejszego gatunku trenerów, którzy nigdy nie uprawiali profesjonalnie futbolu. Jajogłowy pracoholik przekonany, że mecz wygrywa ten, kto przeanalizuje każdy ułamek sekundy gry przeciwnika i precyzyjnie zaplanuje każdy gest każdego ze swoich piłkarzy. Uważaliście Rafę Beniteza, dotychczasowego szkoleniowca neapolitańczyków, za nawiedzonego taktyka? To wiedzcie, że zastąpił go oszołom, który w szóstoligowym Sansvino wpoił podwładnym 33 sposoby rozegrania rzutu wolnego. I jeszcze narzekał, że w meczu udawało się skorzystać jedynie z kilku...

Kiedy Sarri debiutował jako trener w tamtym amatorskim toskańskim klubiku, studiował ekonomię i pracował w banku. Powiedział sobie wówczas: „Jeśli nie wygram ligi, na zawsze rzucam futbol”. Wygrał i potem najmował się w kolejnych niskoligowych klubach, aż awansował do Serie B – z Arezzo z niej spadł, ale Empoli wyniósł jeszcze wyżej. I w minionym sezonie w Serie A się utrzymał, a jego piłkarze jeszcze przykuwali uwagę stylem gry. Teraz dostał szansę w klubie wielkim, gdzie zabrał nawet kluczowego w poprzednim zespole gracza – 29-letniego Mirko Valdifioriego, krążącego w centrum boiska cofniętego rozgrywającego, którego można nazwać wariacją na temat Andrei Pirlo. Obok niego biegać mają Allan (wzięty z Udinese, dla mnie od dawna jeden z najbardziej utalentowanych defensywnych pomocników w Europie) oraz głęboko cofnięty Marek Hamsik. Ten tercet, a także wąsko ustawieni przed nim Insigne, Mertens i Higuain, uzmysławiają skalę zmian w Napoli, dotąd drużynie silnie rozskrzydlonej. I utrudniają oszacowanie jej aktualnej siły – na inaugurację Serie A rozczarowała, przegrywając w Sassuolo.

FC Midtjylland to przypadek jeszcze bardziej niezwykły. Można go nazwać klubem, a można – laboratorium, w którym trwają permanentne badania naukowe. Należy do niejakiego Matthew Benhama, byłego zarządcy funduszu hedgingowego i zawodowego hazardzisty, który zarobił fortunę na wykorzystywaniu modeli matematycznych do przewidywania wyników piłkarskich. I jest ten klub jedną wielką burzą mózgów. Mózgów oczywiście zasilanych algorytmami, w Midtjylland pracują wyłącznie ludzie pochyleni nad monitorami – jedni analizują gigantyczną bazę danych, by dokonywać właściwych wyborów transferowych; inni śledzą statystyki w trakcie gry, by trener reagował na bieżąco i wiedział, jak przemówić w przerwie; nawet piłkarze dostają po treningu USB z zadaniem domowym do wykonania. Kto zna legendę o „Moneyball”, ten wie, o co chodzi.

Szefowie klubu mówią, że chcą uczynić go najbardziej innowacyjnym w Europie, zatrudniają nawet specjalistę – zresztą Polaka – od kopania nieruchomej piłki, którego zadania sprowadzają się nauki techniki strzału. Obsesyjna drobiazgowość daje wspaniałe skutki, w ubiegłym sezonie niemal połowę goli FC Midtjylland zawdzięcza stałym fragmentom gry. I pomimo ledwie czwartego budżetu w kraju, zdobył mistrzostwo Danii. A do Ligi Europejskiej – też tam lubi niskie wyniki, jak Legia – wszedł po trupie angielskiego Southampton.

środa, 26 sierpnia 2015

No i znamy pełen skład Ligi Mistrzów w sezonie 2015/16. Tym razem jako debiutanci pobawią się w niej Kazachowie, awansowali też piłkarze Malmoe. A my jak zwykle znaleźliśmy dobry powód, żeby się nie udało. Tym razem pojęczeliśmy, że losowanie było pechowe.

Kiedy przed kilkoma laty do LM wepchnęła się Żilina – słowacki klubik z budżetem na poziomie średniaka naszej ligi – kombinowałem zdesperowany, co by się stało, gdyby prezes Legii – przecież bogatszy wykupił ją wcześniej w całości. Wykupił i przeniósł do Warszawy. Znaczy najpierw wylał z roboty wszystkich zatrudnionych u siebie w drużynie seniorów i przy niej, a następnie zastąpił ich piłkarzami z Żyliny (całą kadrą, od pierwszego do 25. nazwiska), jej trenerem, jego asystentami, specjalistami od przygotowania fizycznego, masażystami, może nawet lekarzami etc. Byle pozbyć się ostatnich złogów nadwiślańskich, cynicznie wykorzystując nielubianą zasadę, że sukces w futbolu zwyczajnie się kupuje.

Dopadlibyśmy wówczas wreszcie tej przeklętej LM? A może byłoby jak zwykle, może panoszy się tu niewykryty wirus, który kładzie każdego, kto usiłuje wleźć do elity pod polskim szyldem?

Jak wiadomo, udaje się już prawie wszystkim. A nawet jeśli się nie udaje, to nie udaje się w ładniejszym stylu niż Polakom. Dzisiaj bramę Champions League wyważyli Kazachowie, do ostatniej rundy dobijali się do niej Albańczycy, a także nasi byli ligowcy, którzy uszli na Cypr – Semir Stilić (takiego gola załadował) oraz za słaby na Legię Inaki Astiz. Nasi odpadają wcześniej, choć teoretycznie dysponujemy wszystkim, co niezbędne – ludnością rozmnożoną do ponad 38 mln obywateli oraz jej miłością do futbolu, gwarantującą klubom okazałe przychody. Jeśli nawet nasi kopacze czy trenerzy nieodwracalnie i beznadziejnie nie umieją, to prezesi mogą teoretycznie sukces kupić gdzie indziej. Wystarczy się schylić.

Reforma Michela Platiniego, która miała naszym klubom skrócić drogę do Champions League, paradoksalnie obnażyła ich rozpaczliwą nieudolność. Skompromitowała strategię obronną polegającą na lamentowaniu, że pieniędzy mało. I drogę do elity wręcz wydłużyła – odkąd istnieje nowa formuła eliminacji, mistrzowie Polski ledwie dwukrotnie przetrwali do ostatniej rundy. Na siedem prób.

A ja od lat aktualizuję mapę z zamalowanymi na biało krajami z naszego kontynentu, których mistrzowie awansowali do LM od czasów Widzewa Łódź, naszego ostatniego tam przedstawiciela (następnego lata będziemy obchodzić 20. rocznicę). Mapę oskarżenie. Mapę, na której wzdłuż Wisły zieje gigantyczna czarna dziura.

Wiem, że wielkością populacji nie wygrywa się meczów, ale poniższa lista działa na wyobraźnię. I skłania do refleksji. Oto 30 najludniejszych państw Europy (zrzeszonych w UEFA), a wśród nich wyróżnione pogrubioną czcionką te, które od 1996 roku Ligę Mistrzów też znają wyłącznie z telewizji. Są takie trzy:

Ludność, kraje w Europie, Liga Mistrzów

23:17, rafal.stec
Link Komentarze (21) »
wtorek, 25 sierpnia 2015

 Barcelona, Real Madryt

Ukazała się jedna z najlepszych moim zdaniem książek piłkarskich, które zostały przełożone na język polski. Wartościowa edukacyjnie, demaskująca bzdury krążące jako obiegowe święte prawdy, momentami demitologizująca, choć czasami może nazbyt przeładowana faktami bez znaczenia. Idealna dla członków nadwiślańskich plemion prokatalońskich i promadryckich, którzy tak okładają się słowami, że nie zauważają najważniejszego. Otóż OBA kluby przeżywają właśnie złotą erę. A dzieło Alfredo Relaño może obu stronom jeszcze uświadomić, że wbrew propagandzie Barcelona i Real właściwie niczym się od siebie nie różnią...

Rzecz jest naprawdę bardzo dobra, więc z przyjemnością dołożyłem od siebie posłowie. I z przyjemnością ogłaszam mały konkurs, którego pięciu zwycięzców otrzyma egzemplarz „Wrogów, którzy nie mogą bez siebie żyć”.

Najpierw wymyśliłem, że kibiców Barcelony poproszę o przyznanie się na forum, co najbardziej w Realu lubią, co szczególnie w Realu szanują, czego najbardziej Realowi zazdroszczą etc. A kibiców Realu – by wykonali podobną pracę umysłowo-pisarską w kwestii Barcelony. Wybrałbym pięć najciekawszych odpowiedzi i rozesłał nagrody. Rozmyśliłem się z dwóch powodów. Po pierwsze, nie chcę ograniczać konkursu do fanów obu klubów. Po drugie, nie zdołam zweryfikować, czy autorzy podający się za kibiców Katalończyków lub madrytczyków rzeczywiście nimi są.

Dlatego pytanie, owszem, zostawiam, ale dla odpowiadających przeznaczam tylko jeden egzemplarz książki – mam nadzieję, że nie będzie ściemy, znaczy fani Barcy nie będą sławić Barcy, a fani Realu oszczędzą sobie wypisanie, czego zazdroszczą Realowi. Wyczuję fałsz, to zdyskwalifikuję.

Pozostałe książki otrzymają ci, którzy najlepiej uporają się z tradycyjnym na moim blogu konkursem na jasnowidzenie.

Pytania główne:

1) Jaki będzie wynik meczu drugiej kolejki ligi hiszpańskiej, Barcelona - Malaga?

2) Jaki będzie wynik meczu Real Madryt - Betis Sevilla?

Jeśli powyższe pytania wyłonią czterech zwycięzców, te zamieszczone poniżej nie będą miały znaczenia. Jeśli jednak powyższe zwycięzców nie wyłonią (bo np. tłum czytelników trafi idealnie albo nikt nie trafi żadnego z wyników, więc będzie remis), zdecyduje liczba poprawnych odpowiedzi na pytania dodatkowe (dlatego odpowiadajcie na wszystkie):

A) Czy Barcelona wygra w sobotę co najmniej dwoma golami?

B) Czy Real wygra co najmniej dwoma golami?

C) Czy gola strzeli w sobotę Leo Messi?

D) Czy gola strzeli Cristiano Ronaldo?

E) Czy gola strzeli Luis Suarez?

F) Czy gola Gareth Bale?

G) Czy w meczu w Barcelonie piłkarze Malagi otrzymają co najmniej trzy żółte kartki?

H) Czy w meczu w Madrycie piłkarze Betisu otrzymają co najmniej trzy żółte kartki?

I) Czy po sobotnich meczach Barcelona wciąż będzie wyżej w tabeli niż Real?

Uwaga: wszyscy, którzy wezmą udział w naszej przedniej zabawie, będą musieli samodzielnie policzyć poprawne odpowiedzi i podać wynik na blogowym forum. Ja tylko najlepsze wyniki sprawdzę, by mieć pewność, że nikt się nie pomylił. Odpowiedzi przyjmuję do godz. 23.59 w piątek (decyduje czas opublikowania komentarza), a podliczone wyniki do 23.59 w niedzielę. Do dzieła!

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Znalazłem je w szpargałach i przepisałem do mojego coponiedziałkowego felietonu z „Gazety Sport.pl Ekstra”. Przeczytacie go tutaj. A ta infografika nada się na ilustrację:

Premier League

10:51, rafal.stec
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 405
Tagi