RSS
niedziela, 24 maja 2015

Czy Steven Gerrard i Xavi Hernández, z którymi właśnie się rozstajemy, to jedni z ostatnich przedstawicieli gatunku? Mój felieton do poniedziałkowej „Gazety Sport.pl Ekstra” przeczytacie tutaj.

23:22, rafal.stec
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 maja 2015

Azerbejdżan to kolejny autorytarny reżim, który wykorzystuje sport, by poudawać normalny kraj. Pływa w ropie i gazie, a obywateli nie pyta, czy są ważniejsze potrzeby, więc stać go na wylanie 8 mld euro na organizację czerwcowych Europejskich Igrzysk Olimpijskich. Imprezy dotąd nieistniejącej, wymyślonej prawdopodobnie z powodu dostępnych funduszy do wzięcia, ignorowanej przez mnóstwo czołowych sportowców. W Baku wystąpią głównie drugorzędni.

Za pieniądze brutalnego dyktatora Ilhama Alijewa swoją reprezentację wysyła tam Polski Komitet Olimpijski (333-osobową) oraz działacze z 49 innych państw. To już codzienność współczesnego sportu, przeżartego bezrefleksyjną komercją i zasłaniającego się „nie wtrącaniem się w politykę”. Czyli ideą słuszną, acz niekiedy absurdalnie szeroko pojętą. Futbolowy mundial oddaliśmy nawet Katarowi – nie tylko łamiącemu prawa człowieka, ale pozbawionemu jeszcze jakichkolwiek piłkarskich tradycji.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka chciała podczas planowanego z okazji azerskiej imprezy Pikniku Olimpijskiego zorganizować stoisko informujące o bezwzględnych poczynaniach Alijewa, który zlikwidował wolne media i niezawisłość sądów, a przed igrzyskami uwięził 80 osób walczących o prawa człowieka. PKOl się nie zgodził. Nie zgodził się, choć Fundacja nie nawołuje do bojkotu ani innych spektakularnych gestów, lecz prosi o minimum. Szansę uświadomienia sportowców, gdzie jadą.

Jak niewiele oni wiedzą, przekonaliśmy się – znów! – po wizycie wybitnego siatkarza Mariusza Wlazłego w Katarze. Rozegrał tam pokazowe mecze, a po powrocie zauroczony komplementował gospodarzy. Zwłaszcza luz, z jakim podchodzą do sportu.

Niczego nie zatajał, on pewnie nie wie, że bawił się w kraju imigranckich niewolników, którzy usługują mniejszości miejscowych paniczów. Że przy budowie stadionów i hal giną tam setki haniebnie traktowanych robotników. I trudno zgłaszać do niego pretensje, nie każdy musi orientować się w sprawach międzynarodowych.

Stojący nad nimi działacze powinni się orientować. Rozumiem, że nie cuchnie im żaden szmal, ale tego szmalu im nie ubędzie, jeśli pozwolą sportowcom wiedzieć przynajmniej tyle, że o medale walczą w arenach będących fasadą ponurego świata, którego władcy traktują ich jak trofea.

19:30, rafal.stec
Link Komentarze (8) »
wtorek, 19 maja 2015

afera, korupcja, piłka nożna, liga włoska

Dzisiaj minęło 30 lat od zakończenia niezwykłego sezonu we włoskiej Serie A – mistrzostwo zdobyli wówczas piłkarze prowincjonalnego Hellas Verona. Dzisiaj aresztowano też w Italii 50 osób z 30 klubów trzeciej i czwartej ligi podejrzanych o ustawianie meczów na masową skalę. Obu historii nic nie łączy, ale...

Verona wywołała sensację, bo w najwyższej klasie rozgrywkowej na Półwyspie Apenińskim władzę absolutną trzymają bogate północne metropolie – odkąd rywalizują zawodowcy, kluby z Turynu i Mediolanu wzięły 66 z 83 tytułów mistrzowskich. Verona wywołała sensację, bo nigdy wcześniej ani później nie stanęła choćby na podium, zazwyczaj żyjąc na krawędzi, między pierwszą a drugą ligą. Wywołała sensację, bo ścigała się z potentatami zatrudniającymi wszystkich najwybitniejszych graczy świata – już w pierwszej kolejce pokonała Napoli z Maradoną (debiutował, kupiony za rekordowe 13,5 miliarda lirów!), w całym sezonie zdystansowała też Juventus z Platinim i Bońkiem, dla innych przeciwników grali Zico, Sócrates, Falcao, Rummenigge etc. Elita elit.

Ponieważ o arcybogatej Serie A marzyli wówczas wszyscy – jak koszykarze o NBA, a hokeiści o NHL – również Verona mogła sobie pozwolić na znakomitych obcokrajowców. Wzięła zatem niemieckiego pomocnika ze stali Hansa-Petera Briegela (na inaugurację wyłączył z gry Maradonę i sam strzelił gola!) oraz duńskiego supersnajpera Prebena Elkjaera Larsena. I trener Osvaldo Bagnoli – utrzymał posadę dziewięć lat, kolejny wyczyn w krainie porywczych prezesów – wyreżyserował sezon, w którym niespodziewani mistrzowie niemal nie oddawali pozycji lidera.

Dwaj klasowi obcokrajowcy byli, rodzimych gwiazd nie było. Polscy kibice mogą pamiętać co najwyżej Pietro Fannę, który w barwach Interu strzelił Legii Warszawa gola wyrzucającego ją z Pucharu UEFA. Po zdumiewającym rozstrzygnięciu świętowała cała Italia, znużona hegemonią turyńsko-mediolańską i zniesmaczona łapówkarską aferą Totonero. Po jej wybuchu skazane zostały 33 osoby uwikłane w syndykat sportowej zbrodni, które korumpowały piłkarzy dla ustawiania meczów; Milan i Lazio relegowano do Serie B; dwa lata dyskwalifikacji odcierpiał Paolo Rossi, król strzelców mundialu w 1982 roku. Wstrząśnięci Włosi postanowili wtedy ratować wizerunek futbolu – do metod jeszcze wrócimy – i bajkowa opowieść werońska spadła im z nieba.

Lata mijają, a calcio to wciąż melanż wspaniałego sportu – nawet w kryzysie Juventus i Napoli umieją awansować do (pół)finałów europejskich pucharów – oraz kryminału. Po zawierusze związanej z Totonero Włosi wygrali mundial w 1982 r., a po wybuchu Calciopoli wygrali mundial w 2006 r. Czyżby ich futbol, nawet na szczytach, był jakoś szczególnie zepsuty? Bardziej prawdopodobne, że odzwierciedla chorobę całego społeczeństwa, której skalę oddają wyniki sondażu sprzed kilku lat – 89 proc. ankietowanych przez Transparency International oświadczyło, że wszystkie włoskie partie polityczne są skorumpowane.

Wokół boisk skandale i skandaliki wybuchają notorycznie, więc kibice zobojętnieli, a prasa często pisze o nich na marginesie. Dziś internetowe serwisy też daleko pod czołówkami informowały o nocnym nalocie na uczestników niskoligowych rozgrywek, przeprowadzonym przez wydział do spraw przestępczości zorganizowanej w ramach operacji „Brudna piłka”. Śledczy aresztowali 50 osób w 21 prowincjach (od piłkarzy i trenerów po księgowych i magazynierów), a kolejnych 70 zabrali na przesłuchanie, ich akta obejmują 59 „podejrzanych” meczów bieżącego sezonu. Fałszować miały je dwie organizacje, które odkryto dzięki podsłuchanym rozmowom Pietro Iannazzo, jednej z czołowych postaci kalabryjskiej mafii ‘ndrangheta, dziś najpotężniejszej w kraju. A ich działalność obejmuje ponoć także ligi zagraniczne.

Szczegóły dopiero poznamy, wiemy natomiast, na czym polegała niedawna afera Calciopoli – klubowi dygnitarze, ze szczególnym uwzględnieniem przedstawicieli Juventusu i Milanu, wpływali na obsadę sędziowską swoich meczów. Precyzyjniej: wskazywali konkretne nazwiska tzw. „designatori”, czyli działaczom przydzielającym arbitrów.

To przypomina o jeszcze jednym powodzie, który tamten niezapomniany, zwycięski dla Verony sezon 1984/85 czyni unikalnym. Otóż Włosi postanowili wówczas zrezygnować z wyznaczania sędziów. Ich nazwiska przed każdą kolejką losowali.

Dlatego weroński sukces fetowano jako triumf przejrzystości i nadzieję na lepszą przyszłość piłki nożnej. Niestety, po tamtym sezonie wrócono do starego systemu. I sędziów wyznacza się do dziś. Co oczywiście nie musi mieć żadnego związku z tym, że od tamtej pory niesłychanego wyczynu Verony nie powtórzyła żadna mała drużyna – Sampdoria to był jednak klub z nazwiskami i hojnym właścicielem, szalał też w europejskich pucharach – która nie wykosztowała się na konstelację gwiazd.

poniedziałek, 18 maja 2015

Brazylia, mundial, reprezentacja, afera

Trener reprezentacji musi powoływać piłkarzy rekomendowanych przez agencję marketingową. Nie ma natomiast prawa powoływać młodych, niemających jeszcze gwiazdorskiego statusu.

Szokujące szczegóły umowy między brazylijską federacją (CBF) a zarejestrowaną na Kajmanach spółką ISE ujawnił dziennik „O Estadao”. ISE nikogo nie zatrudnia, wśród jej właścicieli jest należąca do szejka Abdullaha Kamela saudyjska firma Dallah Al-Baraka inwestująca w transport, opiekę medyczną, banki i giełdę. Z kontraktu wynika, że selekcjoner Brazylii trzyma władzę nad drużyną wyłącznie podczas treningów. Podpisał go były prezes CBF Ricardo Teixeira, znany m.in. z 40 mln dol. łapówek, które przyjął wraz ze swoim teściem Joao Havelangem – rządzącym FIFA w latach 1974-98, dziś już 99-letnim.

Najbardziej utytułowana reprezentacja narodowa – pięciokrotnie udekorowana złotem mundialu – od dawna działa jak zwykłe przedsiębiorstwo rozrywkowe. Oblatuje kontynenty, by defilować tam, gdzie nakażą komercyjne firmy dysponujące prawami autorskimi do szyldu „Brazylia”. Stąd dziwaczne sparingi – z żałośnie słabymi przeciwnikami, rozgrywane w zaskakujących miejscach, pozbawione sportowego sensu. Najważniejsze, że tłustopłatne. Zaszczyt gry z Brazylijczykami kosztuje kilka milionów dolarów.

Dlatego piłkarze czasem uczczą reżim Roberta Mugabe, okładając workiem goli Zimbabwe, czasem pospacerują sobie z Tanzanią, czasem na neutralnym, egzotycznym terenie poznęcają się nad Irakiem lub Chinami. Wygrają 7:1 w Hongkongu, 8:0 w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, 6:0 w Haiti, wszystko w ramach tzw. Brazil World Tour. Żaden inny potentat nie spotyka się z tyloma słabeuszami, w kalendarzu meczów towarzyskich zazwyczaj lgną do siebie drużyny o zbliżonych poziomie.

Teraz dowiedzieliśmy się, że ingerencja biznesu w szatnię sięga znacznie głębiej, niż ktokolwiek sobie wyobrażał. Czy raczej: sięga coraz głębiej. Według „O Estadao” przedstawiciele ISE zagwarantowali sobie w kontrakcie – podpisanym w 2006 r., renegocjowanym w 2011 r., a który wygaśnie w 2022 r. – że wyselekcjonują grupę najjaśniejszych gwiazd, nazywaną „Drużyną A”, które będą występować w każdym meczu reprezentacji, niezależnie od jego rangi. Ewentualne kontuzje mają być udowodnione przesłaną dokumentacją medyczną, a ewentualne zastępstwa – zaakceptowane przez „biznesowych partnerów” brazylijskiej federacji. Nie życzą oni sobie bowiem, by trener testował w reprezentacji graczy młodych, jeszcze słabo rozpoznawalnych w skali globalnej. Zgadzają się wyłącznie na nazwiska o „pewnej wartości marketingowej”. W umowie czytamy wreszcie, że ISE zaplanuje i zorganizuje przygotowania Brazylii do mundiali w 2018 i 2022 r.

Innymi słowy, selekcjoner reprezentacji – aktualnie jest nim Dunga, wygnany po ćwierćfinałowej porażce z Holandią na MŚ w 2010 r. – nie może: zrezygnować z piłkarza, którego uważa za wycieńczonego sezonem; eksperymentować ze składem; dobierać idealnych jego zdaniem sparingowych przeciwników; sporządzić autorskiego planu przygotowań do najważniejszych imprez. Zostaje mu właściwie tylko decyzja, czy na treningu kadrowicze grają w dziada, czy ćwiczą obronę strefową. A jeśli samowolnie złamie zasady, to federacja otrzymuje połowę z 1,05 mln dol. premii za mecz. Tak było w listopadzie 2011 r., gdy ówczesny trener Mano Menezes w rozegranym w Katarze sparingu z Egiptem nie wystawił Neymara i Kaki.

Ten ostatni to laureat Złotej Piłki, dziś piłkarz przywiędły, jako 33-latek truchta do końca kariery w lidze amerykańskiej. Jesienią wystąpił jednak w sparingach z Argentyną oraz Japonią. Czy na jego powrót do reprezentacji wpłynęła obłędna popularność? Profil Kaki na Facebooku śledzi 31 mln ludzi, więcej fanów mają tam tylko Cristiano Ronaldo, Leo Messi i Neymar. Odpowiedzi nie znamy, ale brazylijscy fani muszą dziś główkować, ile autonomii ostatni selekcjonerzy – poza wymienionymi był jeszcze Luis Felipe Scolari – zdołali wynegocjować w rozmowach z biznesowymi partnerami CBF.

Działacze federacji oświadczyli, że kontrakt z IFE jest jawny, Dunga ma pełną wolność wyboru, a sponsorzy ani nigdy nie wpływali na jego decyzje, ani nie będą wpływać na decyzje następców. Skandal wybuchł niespełna rok po traumatycznym dla Brazylii mundialu, która na własnych stadionach poniosła półfinałową klęskę wszech czasów z Niemcami (1:7), a w meczu o trzecie miejsce została rozbita (0:3) przez Holandię.

niedziela, 17 maja 2015

„Fantastyczny sezon Barcelony. Wspaniały sezon Realu. Doskonały sezon Atletico. Znakomity sezon Valencii. Świetny sezon Sevilli” – tak podsumowałem dziś na Twitterze kończącą się ligę hiszpańską. Ale zdaję sobie sprawę, że to recenzja dla wielu czytelników niezrozumiała, dlatego wcześniej spisałem felieton do poniedziałkowej „Gazety Sport.pl Ekstra”, który przeczytacie tutaj.

W tym samym wydaniu przeczytacie obszerny wywiad ze Zbigniewem Bońkiem, z którego wyjmowaliśmy już zdania dotyczące mundialu w Rosji („to katastrofalny błąd” ). Prezes PZPN mi i Michałowi Szadkowskiemu tłumaczy także, dlaczego Sepp Blatter będzie rządził FIFA do śmierci, krytykuje przyznanie MŚ w Katarze, zastanawia się nad zmianami w przepisach, opowiada o słodkim życiu międzynarodowego działacza piłkarskiego. Całą rozmowę znajdziecie tutaj.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 395
Tagi