|
środa, 22 lutego 2012
Epoki w piłce nożnej trwają ciut dłużej niż mgnienie oka, oczywiście kibicowskiego. Jeszcze przed chwilą angielskie firmy sezon w sezon tłoczyły się we dwie albo trzy w półfinałach Champions League, a zaraz żadna nie przeżyje - prawdopodobnie - nawet do ćwierćfinału. Co nie zdarzyło się, odkąd do klubowej elity zapraszani są nie tylko mistrzowie krajów. Nie zdarzyło się, odkąd Legia jesienią 1995 roku pogoniła Blackburn. Ogłaszać nowej epoki - znaczonej przez schyłek angielskiego imperium - nie zamierzam, w tegosezonowej klęsce przeczuwam raczej chwilowe zaburzenie. Wygłodniałe wilki z Manchesteru City w Lidze Mistrzów debiutowały, więc ostro dostały po łapach, ale wrócą wściekłe i drapieżniejsze; Manchesterowi United chyba zaszkodziła nadmierna pewność siebie trenera, ale oni też wrócą, Alex Ferguson łatwo się nie poddaje; Chelsea oddała wybitnie trudną do kontrolowania szatnię młokosowi, ale i ona powinna odzyskać moc, bo w tej szatni zgromadziła mnóstwo talentu; gaśnie chyba jeden Arsenal, ale z Tottenhamu bije energia, Tottenham może rozbłysnąć zamiast sąsiadów z północnego Londynu. Wątłość przewlekłą wypada też wróżyć Interowi, który dziś znów - bezskutecznie - próbował się podnieść na podstarzałych członkach zdobywców Pucharu Europy sprzed dwóch lat i czeka go długi, bolesny proces przebudowy, ale i włoskiej Serie A ciemność nie pochłonie na wieczność - wbrew prognozom największych pesymistów, także włoskich. Trzęsie Ligą Mistrzów od początku sezonu, dlatego przed meczem, który w 1/8 finału intrygował mnie specjalnie, zasiadłem z podejrzeniem, że doświadczę kolejnej sensacji. Że mianowicie rozochoceni chłopcy z Bazylei oprą się Bayernowi, czyli drużynie dzięki kwadratowi Lahm - Ribery - Robben - Rafinha teoretycznie najefektowniej rozskrzydlonej w rozgrywkach, lecz o tyle nieefektywnej, że każde z jej skrzydeł lubi trzepotać dla siebie, we własnym rytmie, bez synchronizacji trzepnięć. I rzeczywiście, moje pragnienia zostały spełnione, mistrzowie Szwajcarii wygrali. Oni ostro pracują na markę wśród drużyn drugorzędnych wyjątkową. Kiedyś ukatrupili już Liverpool, jesienią ukatrupili Manchester United, zaraz być może uśmiercą Bayern. Zaiste imponująca lista ofiar. Cała bieżąca edycja LM to zaburzenie. Urocze zaburzenie. Jeśli do następnej rundy awansują ci, którzy w pierwszych meczach osiągnęli korzystne wyniki - wygrali lub zremisowali na wyjeździe - to w ćwierćfinałach zobaczymy ledwie dwóch ćwierćfinalistów z minionego sezonu. Pozostałymi zostaną LYON, Zenit St. Petersburg, MILAN, Napoli, OLYMPIQUE MARSYLIA i Basel. Ba, podani przeze mnie pogrubionym drukiem zajdą tak wysoko po raz pierwszy w historii. Wyobrażacie już sobie niezwykłość możliwych półfinałów? Półfinałów tej ponoć nudnej, stęchłej Ligi Mistrzów? Jeśli wszyscy utrzymają przewagę z pierwszej tury gier, spośród ćwierćfinalistów ubiegłorocznych przetrwają dwaj - Barcelona i Real Madryt. Aż chce się napisać, że jak zniknęli z oczu konkurentom z ligi hiszpańskiej, tak zniknęli z oczu rywalom z europejskim. Aż chce się napisać, że nad resztą świata osiągnęli taką przewagę, jaką nad innymi piłkarzami - pod względem sławy oraz osobistego wpływu na wyniki - osiągnęli Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Chce się napisać, ale lepiej zachować ostrożność. Ustaliliśmy już, że epoki w piłce nożnej trwają tylko ciut dłużej niż mgnienie oka.
wtorek, 21 lutego 2012
Sporządzam tę notkę inspirowany lekturą forum pod notką poprzednią - przepraszam, że odpowiadam zbiorowo, ale tak będzie łatwiej zachować spójność wypowiedzi. Czytając niektóre uwagi, odnoszę wrażenie, że wyczytaliście w zapisie moich wątpliwości apel, by skazanego za korupcję Łukasza Piszczka spalić na stosie albo ukrzyżować, gdzieniegdzie znajduję nawet zbliżone metafory. To sprowadzanie dyskusji do absurdu, nikt mu nie chce łamać kariery i nikt mu już jej nie złamie. Zdobył uznanie jako sportowiec (mistrzostwo Bundesligi, indywidualne nagrody etc), zdobył wielomilionowy majątek, ma powody czuć się spełniony. Ja tylko się zastanawiam (nawet nie wyrażam wprost takiego oczekiwania), czy Piszczek zasługuje na jeszcze jeden zaszczyt - prestiżowy, nie materialny, przecież w porównaniu z jego klubową pensją w reprezentacji zarabia symbolicznie. Co więcej, piłkarz Borussii Dortmund jest już całkowicie bezpieczny. Ani ja nie uczestniczę w chórze ujadających (inne media tematu nie podjęły, czym zresztą nie jestem zaskoczony), ani Franciszek Smuda z Grzegorzem Latą nie zamierzają zrobić mu krzywdy. Dla mnie wartością jest, że w ogóle się o problemie rozmawia, choćby na niszowym blogu, bo bezmiar korupcyjnej zarazy wywołał znieczulicę. Zastanawiam się, za co powinniśmy z kadry narodowej wykluczać, jeśli nie będziemy wykluczać za łapówkarstwo. Czy istnieje w ogóle sportowe przestępstwo, które czyni zawodnika niegodnym kadry narodowej? Czytelnik grzespelc pyta: „Naprawdę wierzysz w to, że ze wszystkich kadrowiczów tylko Piszczek brał udział w ustawianiu meczów?” Mógłbym odpowiedzieć: „Tak, wierzę, że Lewandowski i Błaszczykowski nie brali udziału w ustawianiu”. A mógłbym brutalniej, też rzucając pytania: „Jakie mamy powody wierzyć, że Piszczek brał w ustawianiu tylko jednego meczu? Dlaczego na planowanie przekrętu do mieszkania kolegi z szatni został zaproszony akurat on? Skoro w wywiadach utrzymywał, że nie wie, na co pójdą pieniądze, to może generalnie przyznaje się tylko do tego, co i tak zostało wykryte?” Za najpoważniejsze zbrodnie w sporcie uważam: świadome, popełnione z pełną premedytacją okaleczenie przeciwnika oraz fałszowanie wyniku zawodów, czyli oszukiwanie kibiców. (Nawet dopingu nie absolutyzuję jako grzechu śmiertelnego bez względu na okoliczności, bo zdaję sobie sprawę z przerażających dylematów kolarzy, którzy są przekonani, że w peletonie szprycują się bezwyjątkowo wszyscy. W ustawianiu meczu Zagłębie - Cracovia nie brali udziału wszyscy. Pięciu graczy odmówiło). Ponieważ jednak Piszczek dotąd utrzymywał, że nie wiedział, kogo korumpuje, w dobrej wierze - bardzo go lubię jako piłkarza - sądziłem, że kiedy znienacka padła propozycja, by kupić mecz, on zaskoczony i przestraszony nie protestował, lecz spontanicznie się zgodził. Dopiero teraz dotarło do mnie, że 1) uczestniczył w specjalnie zorganizowanej naradzie, na której planowano oszustwo; 2) zgodził się na „wtajemniczenie” innego zawodnika, przy czym słowo „wtajemniczenie” jest tutaj eufemizmem, bowiem on temu zawodnikowi miał nie tyle opowiedzieć, co się zdarzy, lecz wciągnąć go (lub „przekazać”, jakby pewnie chcieli zwolennicy eufemizmów) do uczestnictwa w zrzutce; 3) po naradzie miał czas, by sprawę przemyśleć i np. swój współudział w zbrodni ograniczyć („dam kasę, ale nie każcie mi wciągać do tego innych”), lecz zadanie wykonał; 4) w wyjaśnieniach składanych prokuraturom wspomina tylko, iż „miał mieszane uczucia”, co rażąco odbiega od postawy „brzydziłem się tamtym czynem, ale przegrałem z lękiem, że moja kariera będzie skończona; 5) jeszcze więcej czasu na refleksję miał, kiedy zajął się nim wymiar sprawiedliwości, lecz w publicznych wypowiedziach, że pozwolę sobie zacytować stałego komentatora dziaama, „kłamliwie się wybielał [w mediach]”. Generalnie nigdy nie wyczułem w jego słowach autentycznej skruchy, pamiętam za to, że przestępstwa dopuścił się już po wstrząsającej spowiedzi Piotra Dziurowicza, który ujawnił skalę korupcji toczącej nasz futbol. Słyszę też, że wykołowani przez Piszczka czują się członkowie wydziału dyscypliny PZPN. Zadaję sobie wreszcie pytanie, czy odsunięcie go od reprezentacji kraju nie wywarłoby pozytywnego wpływu na młodego piłkarza, który dziś rozważa wręczenie łapówki. Czy gdyby marzył o kadrze, w podjęciu decyzji nie pomogłoby zagrożenie reprezentacyjnym szlabanu? Teraz wie, że wystarczy mu świetnie grać, np. na miarę mistrzostwa Bundesligi, żeby czuć się bezpiecznym... Jeszcze raz: nasza decyzja jest czysto akademicka, żadnej mocy sprawczej nie ma, nic nie wiadomo, by szefów PZPN albo selekcjonera kadry gryzły sumienia. Mnie osobiście cieszą wyniki zamieszczonej w poprzedniej notce sondy, której wyniki wyraźnie odbiegają od wyników sond zamieszczanych gdzie indziej - często pochlebiałem sobie, że udało mi się zbudować tutaj minispołeczność fanów znacznie dojrzalszą niż średnia internetowa. Znów mam wrażenie, że się nie myliłem;-)
poniedziałek, 20 lutego 2012
Stałym czytelnikom „A jednak się kręci” niektóre ustępy z tekstu w dzisiejszej „Gazecie Sport.pl” mogą wydać się znajome, bo z nurtujących mnie wątpliwości, czy przestępca zasługuje na zaszczyt gry dla Polski, już się blogowo zwierzałem. Od tamtej pory sytuacja się zmieniła, i to nie dlatego, że Piszczek - wciąż utrzymujący pozycję czołowego prawego obrońcy w Bundeslidze - wydaje się dla reprezentacji coraz cenniejszy. Zmieniła się, bo z opublikowanych właśnie w blogu „Piłkarska mafia” wyjaśnień złożonych kilka lat temu w prokuraturze wynika, że gracz Borussii Dortmund aktywnie uczestniczył w korupcji. Ba, namawiał do łapówkarstwa kolegę z drużyny. Z dotychczasowych wywiadów z Piszczkiem - konsekwentnie bagatelizujących swoją rolę w tamtym incydencie - można było wnioskować, że siedział w kącie w szatni, ktoś rzucił propozycję, by kupić mecz, on przestraszony nie protestował. Dopiero z wyjaśnień złożonych prokuratorowi dowiadujemy się, że nie był biernym, naiwnym, zlęknionym chłopcem. Uczestniczył w naradzie w mieszkaniu kolegi z drużyny, na którym planowano oszustwo, a potem w sprawę „wtajemniczał” innego kolegę, na spotkaniu nieobecnego. Że był wśród pięciu organizatorów przekrętu. Zaprosiła go starszyzna drużyny jako jedynego młodego. Prokuratorom mówił: „My co prawda byliśmy silniejszą piłkarsko drużyną, ale w piłce nie ma nic pewnego. (...) rozmawiałem z Grześkiem Bartczakiem, powiedziałem mu, że jest propozycja remisu ze strony Cracovii i trzeba wyłożyć na ten cel pieniądze dla zawodników tej drużyny. Grzesiek się zgodził i miał przynieść te pieniądze”. Słowem, Piszczek nie popełnił sportowej zbrodni w afekcie, lecz działał, jak mawiają prokuratorzy, w zmowie i z premedytacją. Co więcej, kiedy karali go członkowie wydziału dyscypliny PZPN, treści przytoczonych wyjaśnień nie znali (o czym przeczytacie w jutrzejszej „Gazecie”) . Trzykrotnie wzywali piłkarza na przesłuchanie, lecz ten się nie stawił - przysyłał lakoniczne pismo z przyznaniem się do stawianych mu zarzutów i prośbą o możliwie najłagodniejszy wymiar kary. Co do jego reprezentacyjnej przyszłości nie mam żadnych złudzeń. Trenera Smudy ani prezesa Grzegorza Laty o dewastujące ich spokój ducha dylematy moralne nie podejrzewam, zdaję sobie sprawę, że odsunięcie od kadry Piszczka spowodowałoby ogromną wyrwę. Jeśli przetopiłem swoje wątpliwości w publicystykę, to dlatego, że nowa wiedza mnie poruszyła, że o jej konsekwencjach i znaczeniu debatować powinniśmy, że wymęczeni korupcyjnymi aferami zobojętnieliśmy, by nie powiedzieć - popadliśmy w etyczną znieczulicę. A wy co myślicie?
niedziela, 19 lutego 2012
Chyba najsławniejszy w gęstym futbolowym tłumie holenderskich obywateli świata Guus Hiddink przyjmował już posady w siedmiu krajach, i to skakał po kulturach kompletnie odmiennych. Po opuszczeniu państwa, w którym się urodził, zaglądał do Australii, Korei Płd., Rosji, Hiszpanii, Anglii i Turcji. Teraz zaakceptował ofertę Anży Machaczkała, co uczyni go najhojniej po Jose Mourinho opłacanym trenerem na planecie. Będzie pobierał 10 mln euro za sezon. Hiddink zostanie jednak kimś więcej niż bogiem w szatni. Wyląduje u nowego pracodawcy w postaci Trójcy Świętej, między treningami wcielając się również w odpowiedzialnego za transfery dyrektora sportowego oraz odpowiedzialnego za cały - z rozmachem planowany - rozwój klubu wiceprezesa. Jako kosmopolita i globtroter poczuje się prawdopodobnie jak w niebie, bowiem gracze Anży mieszkają i ćwiczą w podmoskiewskiej wiosce Kratowo, do stolicy Dagestanu latając tylko na mecze. Od własnego stadionu dzieli ich dwa tysiące kilometrów. Dłużej latali do Tomska, ale już tam podróżować nie będą musieli, bo ta syberyjska drużyna zaraz spadnie z ligi. Teraz najdalej mają na mecze „u siebie”. Natomiast wśród zobowiązanych dochować mu wierności piłkarzy znajdzie Holender i rosyjskich tubylców, i obcokrajowców pochodzących niemal wyłącznie spoza Europy - Kameruńczyka Samuela Eto’o, Marokańczyków Mbarka Boussofę i Mehdiego Carcelę-Gonzaleza (spłodzonego przez Hiszpana byłego reprezentanta Belgii;-)), Senegalczyka Benoita Angbwę, Uzbeka Odila Ahmedowa, a także Brazylijczyków Roberto Carlosa, Joao Carlosa i Jucileia. Niewykluczone, że najbardziej obco czuje się tam młody Czech Jan Holenda, który dla zagranicznego pracodawcy kopie po raz pierwszy. Klubów, którym spadli ostatnio z nieba nieskończenie majętni właściciele, systematycznie przybywa, harmider wywołują przede wszystkim szejkowie, ale projekt najbardziej spektakularny i osobliwy zarazem rozwija Sulejman Kerimow - rosyjski parlamentarzysta, biznesmen, filantrop, posiadacz 7,8 mld dol. prywatnego majątku, dzięki czemu dzieli z Silvio Berlusconim 118. pozycję na liście najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”. Choć Anży istnieje ledwie dwie dekady, do europejskich pucharów zajrzało tylko na jednorundowy momencik, z drugoligowego zesłania wpierwsząligęwstąpiło dopiero w 2009 roku i pochodzi z niebezpiecznego regionu, to zdołało porywa się na transfery na miarę elity, a Eto’o przyciągnęło pensją nie tylko najwyższą w futbolu, lecz w ogóle w sportach zespołowych, wyjąwszy baseballistę Aleksa Rodrigueza. Kameruńczyk zarabia 20 mln euro rocznie. Jeszcze więcej - 25 mln euro - zarabiałby Mourinho, gdyby przyjął zeszłoroczną ofertę Kerimowa, który ma taki gest, że tamci wszyscy bliskowschodni bonzowie - w powszechnej opinii psujący rynek, bo wywołujący inflację transferowych cen - bledną przy nim do dusigroszy. Oni w Paryżu (jedna z największych metropolii w Europie), Manchesterze (korzystającym z zawrotnej popularności całej Premier League) czy nawet Maladze (żadnej finansowej konkurencji poza Barceloną i Realem) mogą liczyć na dynamiczny rozwój marketingowy swoich klubów, Rosjanin działa w szokującym oderwaniu od ekonomicznych realiów. Machaczkała leży w regionie, eufemizując, niestabilnym, jest półmilionową dziurą zabitą dechami, nie daje żadnych szans na spełnienie wymogów UEFA, która chce zmusić świat futbolu do biznesowej wstrzemięźliwości wprowadzeniem finansowego fair play, pozwalającego klubom wydawać tylko tyle, ile zarobią. Anży będzie dla niej poważnym wyzwaniem. Jeśli kiedyś awansuje do europejskich pucharów, według nowych przepisów nie powinno zostać do nich wpuszczone.
sobota, 18 lutego 2012
Jako bloger, który niejednokrotnie ostro krytykował trenera Macieja Skorżę, obiecuję, że w tym sezonie krytycznie już nawet o nim nie westchnę. Jego szefowie właśnie sprzedali mu trzech piłkarzy bezapelacyjnie kluczowych, których jesienią wkładał do podstawowego składu właściwie zawsze, gdy byli żywi. Co więcej, nie sprzedali ich 1 stycznia, lecz już po zakończeniu zimowych przygotowań do sezonu, po regularnym wystawianiu ich w sparingach, w przededniu wznowienia rozgrywek, kiedy nie ma czasu, by przećwiczyć nowe warianty gry. Nowych piłkarzy też pozyskała Legia Warszawa pięć minut temu, w przededniu wznowienia rozgrywek. Nie wykluczam, że Novo i Blanco się nadadzą, ale wiem, że tego nie wiem, tak jak nie wie tego Skorża. Musi sprawdzać w boju. Legia to klub kuriozum. Znajdźcie mi w Europie inny z aspiracjami - znaczy mierzący w mistrzostwo kraju - który trenerowi wycina podobny numer. Pozbywa się bardzo ważnych dla drużyny postaci tuż przed rozpoczęciem walki o tytuł, jakby chciał maksymalnie ją utrudnić, co więcej, pozbywa się postaci bardzo perspektywicznych - Komorowski skończył 27 lat, Borysiuk 20 lat, Rybus 22. Wyobrażacie sobie, że Barcelona eksportuje w podobnym momencie Pique, Busquetsa i Iniestę? Że Manchester United wystawia za drzwi Vidicia, Carricka i Naniego? Że Milan wyprasza z szatni Thiago Silvę, van Bommela i Robinho? To naprawdę wygląda tak, jakby ITI zwijało interes i zamierzało zaraz klub opchnąć. Jeśli jednak Mariusz Walter mimo wszystko pożąda tytułu, to mam wrażenie, że oczekuje wygrania konkursu piękności od atrakcyjnej dziewczyny, której przed wyjściem na scenę wyrwał trzy przednie zęby. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A tu klikam natrętnie
Ferajna z sąsiedztwa
Niezbędnik inteligenta
Serwisy Sport.pl
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||