Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze niczego nie wygrali. Moje nadzieje 2019

Sportowiec roku 2018. I Umberto Boccioni, czemu nie

Zanim wystartowała impreza, podczas której Kamil Stoch znów zostanie obwołany sportowcem roku (errata: jednak Bartosz Kurek! ale numer!), patrzyłem na mecz na szczycie włoskiej ligi siatkarzy ­– między Trentino a Perugią, dla której zbija Wilfredo León. Kubańczyk z pochodzenia i Polak z wyboru wypadł słabo, ale pozostaje graczem numer jeden na świecie, w skali sezonu nie ma w Serie A konkurencji. Dlatego skłonił mnie do refleksji o kandydatach na kolejnych herosów naszego sportu. Takich, których kariery uważnie śledzę i/lub szczególnie kibicuję. Idoli jutra. Krótki subiektywny wybór podaję w porządku nieprzypadkowym, od urodzonych najpóźniej do najstarszych.

Iga Świątek (rocznik 2001). Jeszcze niczego nie wygrała, juniorski Wimbledon to zachęta, a nie spełnienie, ale seniorską karierę zaczęła właściwie dopiero kilka dni temu. Ciekawe, że raczej odcina się od Agnieszki Radwańskiej – choć naturalnym byłoby szukać natchnienia w polskiej tenisistce wszech czasów, to Świątek wywija rakietą po swojemu, nade wszystko przewyższa sławną poprzedniczkę siłą oraz skłonnością do ofensywy. Lubi też, jak sama przyznaje, robić na korcie show. Na wielkie sceny dopiero wejdzie, w tym roku spróbuje zapoznać się z wielkoszlemowym graniem dla dorosłych.

Jan-Krzysztof Duda (1998). Jeszcze niczego nie wygrał, wicemistrzostwo świata w szachach błyskawicznych to mimo wszystko zaledwie sukcesik, figury na serio przesuwa się po głębszym namyśle. Wcześniej został jednak Duda jednym z bohaterów wrześniowej olimpiady szachowej, podczas której nasza drużyna wypadła najlepiej od przedwojnia. Zajęła czwarte miejsce, do ostatniej rundy miała szansę na złoto, od absolutnego szczytu dzieliła ją wygrana w jednej z czterech zremisowanych partii w kończącym rywalizację meczu z Indiami. Lider polskiej reprezentacji w wywiadzie mówił otwarcie, że mierzy w mistrzostwo świata – podał nawet perspektywę czasową, cel chce osiągnąć przed trzydziestką. Na razie w globalnym rankingu FIDE zajmuje 18. miejsce. Mało kto wie, że rolę sparingpartnera przed meczem o mistrzostwo świata z Fabiano Caruaną proponował mu Magnus Carlsem. Duda musiał odmówić, bo podjął wcześniej inne zobowiązania.

Krzysztof Piątek (1995). Jeszcze niczego nie wygrał, ale ma za sobą najbardziej spektakularny w dziejach debiut polskiego piłkarza w czołowej lidze zagranicznej, jego nazwisko pojawia się w każdej dyskusji o największych objawieniach sezonu w Europie, ewidentnie zanosi się, że latem zostanie naszym najdroższym futbolistą w historii, bo Genoa planuje spieniężyć go za minimum 60 mln euro. Kto powiedział, że po Lewandowskim nie będzie już niczego?

Wilfredo León (1993). Jeszcze niczego dla Polski nie wygrał, ale przecież on całe życie zajmuje się wyłącznie wygrywaniem, a biało-czerwoną koszulkę założy dopiero w lipcu. Od naszych humorzastych kadrowiczów, którzy od lat raz grają tak albo siak – i nie osiągają wiele w wymagających stabilizacji klubach – różni się tym, że jego najgorsze występy są zazwyczaj przynajmniej bardzo dobre. Selekcjoner naszej drużyny narodowej Vital Heynen się do tego nie przyzna, ale to prawdopodobnie sylwetka Kubańczyka sprawia, że nie tyle obiecuje walkę o medal igrzysk w Tokio, ile niejako zapowiada, że medal będziemy fetować. Bo tak się z Leónem „umówił”. A jeśli nasi siatkarze rzeczywiście wystrzelą na olimpijskie podium, to Wilfredo, chłopak urodzony w Santiago de Cuba, powinien należeć do naturalnych faworytów plebiscytu na polskiego sportowca roku 2020. A tego jeszcze u nas nie grali, prawda?

sobota, 05 stycznia 2019, rafal.stec
Komentarze
2019/01/06 12:41:48
Fajne zestawienie. Ja szczególnie kibicuję Świątek - z tego, co widziałem na razie, choć muszę szczerze przyznać, że nie widziałem za wiele, to jest to materiał na tenisistkę TOP10 - talent kalibru tego, który miał Janowicz, tylko Świątek (i ludzie dookoła niej) wydaje się mieć też głowę. Kibicuję też Hurkaczowi, chociaż tu też szczerze trzeba przyznać, że tego talentu jest dużo mniej, za to jest skłonność do tytanicznej pracy - to też warto czasem doceniać.

Co do Leona - kiepsko napisać, że miarą wielkości Heynena będzie wkomponowanie go do drużyny Mistrzów Świata (niektórych podwójnych), bo Vital i tak jest już wielki, ale jednak to będzie wyzwanie. U nas oczywiście dyżurnym nastrojem jest mania wielkości, więc dla niemal wszystkich drużyna mistrzowska + Leon = olaboga rozpierdolimy wszystkich w pył. Ja myślę, że powrót z Tokio z jakimkolwiek medalem będzie chyba większym wyczynem niż obrona tego tytułu mistrzowskiego, bo po pierwsze wszyscy znów się będą nastawiać na mistrzów świata, po drugie jednak IO wywołują szczególnie u niektórych reprezentacji (USA) dużo większe zaangażowanie niż MŚ, po trzecie to wkomponowanie niekoniecznie musi przebiec bezboleśnie.
-
2019/01/06 13:15:09
"A tego jeszcze u nas nie grali"... - to brzmi wręcz jak herezja, zwłaszcza po doświadczeniach z "farbowanymi lisami".
Ja jednak, jestem za!
-
Gość: f.wspanialy, *.dynamic.gprs.plus.pl
2019/01/06 15:51:06
Dodałbym zawodniczkę, która zdobyła w ubiegłym roku tytuł mistrzyni świata (karate olimpijskie), lecz najważniejsze boje przed nią (dziennikzachodni.pl/polka-mistrzynia-swiata-w-karate-dlaczego-nie-mogla-startowac-z-godlem-polski/ar/13656202)
-
2019/01/06 23:53:41
"figury na serio przesuwa się po głębszym namyśle."

Powiedźmy szczerze, nie po namyśle, po przywołaniu z bazy danych optymalnych ruchów, wyznaczonych przez komputery.

Ostatnie mecze o tytuł cichutko sugerują, iż mniej przyjazne limity czasowe, mogłyby zrobić dużo dobrego dla dyscypliny.
-
2019/01/07 11:40:04
Z pewnością zwiększą jej losowość.