Blog > Komentarze do wpisu

Dziwny jest ten świat. Alternatywny atlas 2018

2018 w piłce nożnej. Faceci w czerni

Im bardziej mam wrażenie, że nasza planeta zrobiła się maleńka, tym bardziej widzę, że jest gigantyczna i nie do ogarnięcia dla ludzkich móżdżków, nikt nie zdoła narysować jej w całości. Dlatego porwałem się tylko na mozaikę, próbę wyłapania drobnych fragmentów czasoprzestrzeni, które utkwiły mi w pamięci.

33 godziny lecieli piłkarze Mamelodi Sundowns z meczu kwalifikacji Ligi Mistrzów z Vegetarianos FC, bo nie dość, że z RPA do Gwinei Równikowej podróżowali przez Etiopię, to jeszcze trochę poczekali na przesiadkę. Ekstremum znamienne dla kontynentu wciąż tak niedorozwiniętego infrastrukturalnie, że przeniesienie się z jednego położonego tam kraju do innego wymaga czasami pokonania trasy prowadzącej przez... Europę. Afrykański futbol boryka się z problemami elementarnymi, dla nas niewyobrażalnymi i uzmysławiającymi, dlaczego na mundialach nie wygląda on coraz lepiej, lecz coraz gorzej. W tym roku żadna z reprezentacji nie przetrwała fazy grupowej, choć od niemal trzech dekad czekamy, aż któraś prześliźnie się do półfinału. Wiecie, ile zespół Mamelodi Sundowns wracał z Gwinei? 39 godzin. Spróbujcie sobie wyfantazjować, że FC Porto potrzebuje tyle czasu, by dotrzeć na mecz z Lokomotiwem Moskwa.

Afrykańska Liga Mistrzów

6 km w linii prostej dzieli najważniejsze stadiony metropolii, która utrzymywany od kilku lat status stolicy europejskiego futbolu potwierdziła kolejnym rokiem totalnej dominacji. Niedawno oglądaliśmy derby Madrytu w finałach Champions League, czyli wydarzenia bez precedensu w dziejach najważniejszych rozgrywek na kontynencie – nigdy wcześniej żadne miasto tego zaszczytu nie dostąpiło. Teraz Real i Atlético się rozdzieliły. Piłkarze klubu z Santiago Bernabeu triumfowali w Lidze Mistrzów, a ich sąsiedzi z Wanda Metropolitano wykończyli wszystkich w Lidze Europy, w obu przypadkach przewaga nad rywalami była bezdyskusyjna, podkreślona trzema golami wbitymi w decydujących starciach. Wysłannicy z Madrytu obsadzili też całe podium plebiscytu Złota Piłka – wziął ją Luka Modrić, za nim w głosowaniu uplasowali się Cristiano Ronaldo oraz Antoine Griezmann. To była okolica o szczytowym stężeniu wspaniałego futbolu, więc harmonijnie się składa, że w 2019 r. finał LM odbędzie się akurat tam, na nowiuteńkim obiekcie Atlético.

9370 km w linii prostej dzieli miasteczko Sunne, w którym urodził Sven-Göran Eriksson, od stolicy Filipin, których kadrę narodową objął jesienią ten szwedzki trener. Jego prawdziwa kariera skończyła się w 2006 r., gdy jako selekcjoner reprezentacji Anglii poobmawiał swoich piłkarzy w rozmowie z reporterem brukowca przebranym za szejka zamierzającego kupić Aston Villę i zatrudnić go za wielką gażę. Potem miał jeszcze epizod z Manchesterem City (pamiętne 1:8 z Middlesbrough) i zaczął ewoluować w kierunku spryciarza bez wyników, który wykazuje się niesłychaną zręcznością w zdobywaniu tłusto płatnych posad na wszystkich krańcach świata. Prowadził kadrę Meksyku i Wybrzeża Kości Słoniowej, zajrzał do Leicester, cumował w aż trzech klubach chińskich, łączono jego nazwisko z dziesiątkami innych zespołów. Nie brzydził się żadnej roboty, pertraktował nawet z północnokoreańskim reżimem, aż wylądował – po nieudanych próbach zaoferowania siebie Kamerunowi oraz Irakowi – właśnie na Filipinach. W styczniu skończy 71 lat.

Ponad 3800 km dzieli w linii prostej Turyn i Mediolan od Jeddah, gdzie piłkarze Juventusu i Milanu rozegrają w styczniu mecz o Superpuchar Włoch. O zmianę lokalizacji apelowali do obu klubów działacze organizacji broniących praw człowieka, w tym Amnesty International, bo światem wstrząsnęło bestialskie zabójstwo dziennikarza Khashoggiego – popełnione w saudyjskim konsulacie w Turcji na zlecenie saudyjskiego króla Salmana. Wyjeżdżać nie chciał też związek zawodowy dziennikarzy w mającej transmitować mecz państwowej telewizji RAI, nazywając wyprawę do Jeddah „absurdalną” i „nieakceptowalną”. Wezwania do bojkotu okazały się bezskuteczne, choć nawet bez szokującej zbrodni znalazłoby się zatrzęsienie powodów, by tam nie grać. W końcu ta mroczna dyktatura, gardząca fundamentalnymi wartościami zachodniego świata, gwałci przede wszystkim prawa kobiet (buntujące się aktywistki są torturowane), a zawodnicy Serie A znów protestowali przeciw wymierzonej w nie przemocy, wychodząc na boisko z symbolicznymi czerwonymi kreskami na twarzach. Konsekwencji szefom włoskiego futbolu jednak brakuje, bo tym razem chodzi o pieniądze – i zarówno Arabia Saudyjska, jak i inne kraje regionu nadal polerują swój wizerunek przez sport, dopadły już nawet szachów. Nawiasem mówiąc, mecz piłkarski Superpuchar Francji odbędzie się w chińskim Shenzen, natomiast Superpuchar Hiszpanii drużyna Barcelona zdobyła marokańskim Tangerze. That’s modern football.

19 minut potrzebował Krzysztof Piątek, by ustrzelić hat-tricka w barwach pierwszego zagranicznego klubu w karierze. I jego kanonada ustała tylko na chwilę, rok kończy z 19 golami w 20 meczach Genoi. Czy to realne, by po Robercie Lewandowskim narodził się nam napastnik jeszcze znakomitszy lub porównywalnie znakomity? W kraju, w którym szkolenie generalnie leży? Czy w przyszłym roku stanie się bohaterem najdroższego transferu w dziejach naszej piłki? Może mnie ponosi, ale przesadzam świadomie – uwodzi Piątek zdolnością do oddania precyzyjnego strzału w każdej sytuacji i natychmiast, we łbie mi mącą komplementy wypowiadane przez włoskich trenerów, z entuzjazmem kupuję nawet gest będący elementem budowania tzw. marki osobistej (po zdobytej bramce krzyżuje przed sobą ręce z wyciągniętymi palcami symulującymi pistolety, jak rewolwerowiec na starym westernie). Najbardziej spektakularny w historii debiut Polaka w czołowej lidze zagranicznej? Który w dodatku urodził się w szczęśliwszym momencie niż Lewandowski?

720 minut, czyli aż osiem meczów, potrzebowali wytrzymać na boisku piłkarze Chorwacji, by odebrać srebrne medale mundialu. Wszystko dlatego, że w fazie pucharowej nie wygrali w normalnym czasie ani jednego meczu. Jeśli wyciąć dogrywki i serie rzutów karnych, to w 1/8 finału było 1:1 z Danią, w ćwierćfinale – 1:1 z Rosją, w półfinale – 1:1 z Anglią, w finale – 2:4 z Francją. Jedyny taki wicemistrz świata. A potem, już w Lidze Narodów, ponieśli Chorwacji swoją najwyższą klęskę w historii (0:6 z Hiszpanią) i spadli do dywizji B rozgrywek. Popaprana fabuła.

Zbliżała się godzina ósma rano, gdy w Soczi Rosjanie i Chorwaci ostrzeliwali się z rzutów karnych w ćwierćfinale mundialu. Zbliżała się w Jużnosachalińsku, bo na stadionie w Soczi, gdzie trwał dreszczowiec, nie było północy i trwał jeszcze dzień poprzedni. Niektórzy kibice gospodarzy dopiero mieli się położyć spać, a niektórzy właśnie musieli wychodzić do pracy, ponieważ turniej odbywał się w kraju wielkim jak kontynent, podróż pociągiem z polskiej bazy w Soczi na mecz z Japonią do Wołgogradu zajęła wysłannikom „Wyborczej” 18 godzin. Paradoks: mistrzostwa obejmowały zaledwie skrawek Rosji, najdalej położony stadion w Jekaterynburgu stoi w zaledwie jednej trzeciej drogi od zachodniej do wschodniej granicy. Cały kontynent obejmą dopiero w 2026 r., gdy podzielą się nimi Kanada, USA i Meksyk. To też idea urzeczywistniona (poprzez głosowanie na obradach FIFA) w mijającym roku – futbol wciąż puchnie od gigantomanii, globalizacji, cynizmu i szmalu.

1826 km drogą powietrzną pokonała delegacja PZPN, która poleciała na losowanie grup eliminacji do Euro 2020. Nasi przedstawiciele podróżowali do Dublina z Warszawy, inni działacze przybyli z miast należących do pozostałych 55 federacji stowarzyszonych w UEFA – wszyscy wsiedli do potężnych smrodzących maszyn transportowych, by pouczestniczyć w wydarzeniu, na którym ich obecność była całkowicie zbędna, wyciąganie kulek można by obejrzeć dzięki transmisji w internecie, dzisiaj nie trzeba już nawet ustalać kalendarza gier, wszak decyduje o nim komputer. Nonsensownych wypraw na rozmaite narady biznesowe i niebiznesowe odbywa się naturalnie mnóstwo, sport nie jest tu dziedziną wyjątkową, ale jeśli debatujemy, jak zredukować emisję gazów cieplarnianych, by ocalić biologię planety, to może wypada oczekiwać chwili refleksji także od środowiska piłkarskiego? Ciekawy byłbym rozmiarów śladu węglowego, jaki zostawia najpiękniejsza z gier. I pomysłów na jego ograniczenie – choćby symboliczne, bez zasadniczego wpływu na wynik końcowy, byle wziąć udział we wspólnym trudzie. Sugerowałbym np. rezygnację z grania o włoskie albo francuskie trofea w Azji. Albo fotowoltaiczne zasilanie jupiterów i reszty stadionowej elektryki.

10 048 km dzieli Buenos Aires od Madrytu, w którym musiały odbyć się derby Buenos Aires, gdy Buenos Aires okazało się niezdolne do zorganizowania finału najważniejszych klubowych rozgrywek w Ameryce Południowej, tamtejszego odpowiednika Ligi Mistrzów. Ślepą furią zapłonęły trybuny, w ogniu stanęły także ulice, rany odnieśli piłkarze. Pomimo ogromnego ryzyka szef FIFA Gianni Infantino i działacze kontynentalni naciskali na rozegranie meczu, oburzony ich chciwością legendarny bramkarz Jose Chilavert nazwał obu „gorszymi niż szczury”. Działo się to, co zazwyczaj w Argentynie, w której wokółfutbolowa przemoc odbija głębokie społeczne problemy i rozkład państwa. Działo się bardziej, bo fanom zarówno River Plate, jak i Boca Juniors przytomność odebrał strach przez porażką w najważniejszych derbach, jakie kiedykolwiek rozegrano.

Ostatecznie finał Copa Libertadores, czyli Pucharu Wyzwolicieli, przeniesiono więc i przemianowano na Copa Conquistadores, czyli Puchar Ciemiężycieli. Dopiero daleko od domu, na madryckim Santiago Bernabéu (patrz także: stolica futbolu), mecz tragiczny zmienił się w magiczny. Zanim River zatriumfowało, jego bramkę w dogrywce oblegali wszyscy rywale z Boca, łącznie z bramkarzem, który na długie minuty wypuścił się pod wrogie pole karne. Argentyna podarowała nam Maradonę, Messiego, i Di Stéfano, Argentyna wkrapla w piłkę najbardziej skrajne emocje.

15 608 km miał od stadionu swojego klubu do rodzinnego Olsztyna Adrian Mierzejewski na początku bieżącego roku, a już tylko 7 036 km ma obecnie. Były piłkarz reprezentacji Polski przeniósł się bowiem latem z australijskiego Sydney FC do chińskiego Changchun Yatai (dziura z ledwie 3,5 mln mieszkańców, dopiero 28. miejsce na liście tamtejszych miast sklasyfikowanych według wielkości populacji), kontynuując międzykontynentalną podróż – wcześniej grał w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, stolicy Arabii Saudyjskiej, Turcji oraz Warszawie, Sosnowcu, Płocku i Olsztynie. Najbardziej egzotyczna kariera piłkarza z naszej zagrody od czasów rozbicia dzielnicowego?

8 130 km dzieli stacjonującego w Pekinie (22,5 mln mieszkańców) trenera Marcello Lippiego od toskańskiego Viareggio (62 tys.). Selekcjoner reprezentacji Chin zarabia 28 mln dol. rocznie i jest ponoć najwyżej opłacany w swojej branży na całym świecie, ale za kilka tygodni, po styczniowym Pucharze Azji, zamierza posadę rzucić. Bo ma za daleko do rodziny, chce nacieszyć się życiem. Drużyny kolosa na glinianych nogach nie natchnął, według krytyków nie dokonał wręcz niczego – jego piłkarze nie awansowali na ostatni mundial, a minionej jesieni umieli pokonać jedynie Syrię, remisując lub przegrywając z Jordanią, Irakiem, Palestyną, Indiami, Bahrajnem oraz Katarem. Od spełnienia marzeń Xi Jinpinga, czyli przewodniczącego partii komunistycznej i przewodnika narodu, który rozkazał wznieść futbolową superpotęgę, Chińczyków dzieli jeszcze więcej niż Lippiego od domu.

Włoch, który skończy w kwietniu 71 lat, w fazie grupowej Pucharu Azji spotka się m.in. z rówieśnikiem Svenem-Göranem Erikssonem. Przypomnijmy: Szwedowi wpadła fucha na Filipinach.

846 km dzieli przedmieścia Porto Alegre, na których urodził się Alisson, od obrzeży Sao Paulo, gdzie urodził się – tylko 10 miesięcy później – Ederson. Obaj Brazylijczycy skaczą między słupkami czołowych klubów ligi angielskiej (Liverpool i Manchester City), obaj kręcą się wokół szczytów tabeli, obaj stopami manipulują niemal tak zręcznie jak rękami, obaj chcą być najlepsi na świecie. Poza Europą nie mają konkurencji, na naszym kontynencie rywalizują ostatnio z Markiem-André Ter Stegenem, Thibautem Courtoisem i Janem Oblakiem (giganci minionych lat Manuel Neuer i David De Gea sprzeciętnieli). Alisson operuje w tyleż bardziej komfortowym środowisku od rodaka, że stoi za drużyną, która w erze totalnego ofensywnego rozpasania broni dostępu do swojego pola karnego z nieprzyzwoitą skrupulatnością. Puści mniej goli niż jakikolwiek golkiper w Premier League?

1,9 mln obywateli liczy Kosowo, którego reprezentacja nie przegrała w tym roku żadnego meczu (na naszym kontynencie dokonali tego jeszcze tylko Rumunii). To państwo pod wieloma względami nie działa, uchodzi wręcz za upadłe, nie uznaje go ONZ. Nie tylko dzięki przykładowi Chorwacji wiemy już jednak, że na terytorium byłej Jugosławii ganiać z sensem za piłką potrafią wszyscy. Kosowo wygrało grupę w dywizji D Ligi Narodów, więc wystąpi przynajmniej w barażach o Euro 2020 – przygotujcie się, że tam awansuje. A tamtejsze kluby, choć Ligi Mistrzów nigdy nie podbiją, zdobyły minionej jesieni więcej punktów do rankingu UEFA niż polskie. FK Pristina i Drita Gnjilane. Zapamiętajmy te nazwy, żeby wiedzieć, kogo należy się bać przed następnym losowaniem.

Nie wiadomo, jaka odległość dzieli nas od królestwo Wakandy, ponieważ położenie Wakandy jest bliżej nieznane, podobnie jak pochodzenie vibranium – metalu o niesamowitych właściwościach, Wakanda zawdzięcza mu niedostępny dla reszty ludzkości poziom rozwoju technologicznego – ale nie ma śladowych wątpliwości, że narodziło się tam nowe sportowe supermocarstwo. Wakanda Forever!

Wakanda Forever

9 916 km dzieli Haiti od Demokratycznej Republiki Konga, w których urodzili się rodzice Presnela Kimpembe, reprezentanta Francji i złotego medalisty mundialu. Mniejsza odległość, ale też znaczna, dzieli Kamerun od Algierii, czyli krajów pochodzenia rodziców jego sławniejszego kolegi Kyliana Mbappé. Mistrzostwo świata zdobyła grupa w najwyższym stopniu postkolonialna. Zawodników silniej lub słabiej związanych z innymi miejscami na Ziemi było 16, stanowili 70 proc. kadry, byli jej liderami. Francja bez nich już nie istnieje. Podobnie zresztą jak brązowa medalistka Belgia, której medal wyrósł na drzewie genealogicznym sięgającym korzeniami kilkunastu państw z trzech kontynentów.

7 lat trwała dominacja Olympiakosu Pireus w lidze greckiej, zanim wiosną wreszcie obalił go AEK Ateny. Co gorsza, ustępujący mistrzowie spadli na najniższy stopień podium i stracili wszelkie szanse bardzo szybko, więc prezes Evangelos Marinakis wrzasnął na początku kwietnia: „Macie wszystko, ale nie macie dla niczego szacunku. Troszczycie się tylko o samochody i domy, klub was nie interesuje, a ja chcę widzieć w szatni tutaj tylko uczciwych ludzi. Chłopcy z akademii chcą bardziej i to oni dograją resztę meczów”. Brzmi jak zwykle, porażkom w futbolu prawie zawsze towarzyszą identyczne oskarżenia, choć słychać je raczej na trybunach. Radykalizm prezesa przyniósł mizerne efekty. Olympiakos w tym sezonie znów ma olbrzymią stratę do lidera.

145 mln osób śledzi na Instagramie profil Cristiano Ronaldo, a mnie zaciekawiło, kim on jest dla ludzi z jego rodzinnych stron. Poleciałem zatem do Funchal, porozglądałem się, popytałem. Efekty znajdziecie tutaj.

251 km trzeba przejechać samochodem, by od przejścia granicznego w Kudowie-Zdroju przedostać się do Pilzna, gdzie rozsądne zarządzanie przedsiębiorstwem futbolowym pozwala Viktorii sezon w sezon zabawiać się w fazie grupowej Ligi Mistrzów lub Ligi Europy, czasami dopiero w dogrywce poddać walkę o ćwierćfinał (miniona wiosna), w dodatku osiągając to wszystko siłami kadry o szokującej z naszej perspektywy strukturze narodowościowej. Kopią tam mianowicie sami Czesi z niewielkim wsparciem słowackim, dowodzeni przez niejakiego Pavla Vrbę. W lutym piłkarze Viktorii Pilzno wrócą zatem na europejskie boiska, natomiast nam pozostaje przyjrzeć się kalendarium lata i jesieni 2018: oto 7 sierpnia tzw. ekstraklasę wyprzedziła w klasyfikacji UEFA liga białoruska (zlecieliśmy na 21. pozycję), 30 sierpnia – szkocka (22.), 4 października – za jednym zamachem szwedzka i norweska (na 24.), 8 listopada – kazachska (na 25.). To zestawienie obejmuje wyniki z ostatnich pięciu sezonów. Na szczęście, bo przy zliczeniu czterech najnowszych lat polskie kluby zlatują na 27., a przy wzięciu pod uwagę trzech – na 30. miejsce. Wyraźna tendencja, ale o los herosów nadwiślańskiego futbolu nie musimy się martwić, to plemię całkowicie samowystarczalne, wystarczy mu wygrywać we własnym gronie, przed chwilą znów wyciągnęło rekordowe pieniądze za prawa do transmisji, o jego byt postanowiła zadbać nawet telewizja narodowa.

8 728 km mierzy najkrótsza trasa łącząca stolice Szwecji oraz Kambodży, skąd pochodzą biznesmeni Mats Hartling oraz Ly Vanna, którzy ponoć mieli – mają? – ocalić od upadku umoczonej w kryminalne skojarzenia Wisłę Kraków, nasz najbardziej utytułowany klub początku XXI wieku. Prawdopodobne bankructwo takiej marki to skandal, ale skandal zdarzający się wszędzie, jak boiska długie i szerokie, w końcu na dnie lądowały nawet Glasgow Rangers czy Napoli, firmy z europejskimi triumfami w dorobku. Próbujący dobrać się do klubu hochsztaplerzy to też widok znajomy (do Milanu przyssał się niedawno gołodupiec z Chin), ale kazus wiślacki wydawał się jakoś szczególnie żałosny. Osobliwie wyglądał zwłaszcza Ly Vanna, który biegał po Krakowie schowany pod parasolem, łypał jak szpieg z krainy deszczowców, a następnie się rozpłynął. Błagalne wyczekiwania na przelew to adekwatny komentarz do mentalnej kondycji naszego futbolu, który nawet zagranicznego inwestora musiał przyciągnąć kuriozalnego. Jeśli zastanawiacie się, gdzie na Ziemi piłka nożna przybrała najbardziej egzotyczne kształty, to nie szukajcie daleko, mocną kandydaturę macie pod nosem.

sobota, 29 grudnia 2018, rafal.stec
Komentarze
Gość: arthy, *.dynamic.chello.pl
2018/12/30 02:55:27
Nie zgodziłbym się, że De Gea sprzeciętniał. Akurat United jest jednym z moich ulubionych klubów i kibicuję im prawie od dziecka więc dość uważnie śledzę ich losy. Hiszpański bramkarz nie raz uratował dup... znaczy tyłek drużynie i nawet jak przegrywali to do niego rzadko można było mieć pretensje.
Ale ja nie o tym.
Dzisiaj kończy się pewien turniej rozgrywany w St. Petersburgu. Jego nazwa to King Salman FIDE World Rapid&Blitz Championships 2018. Oczywiście oglądam od deski do deski, bo miłość do szachów i w ogóle, ale za każdym razem gdy widzę to nazwę czuję obrzydzenie. Jednak złapałem się na tym nie od razu. A złapałem się na tym nie od razu dlatego, że uważając sport za przesiąknięty lewizną przeszedłem nad tym wszystkim do porządku dziennego. A refleksja jest mianowicie taka, że najbardziej skorumpowana organizacja sportowa - mowa o FIDE oczywiście (fifa to im może buty czyścić) - nigdy nie ma problemu z przytuleniem hajsu. Od nikogo. Normalnie pecunia non olet.
Jedyny mały punkcik na obronę FIDE to permanentny brak hajsu tej organizacji. To niestety nie to co piłka nożna. Dlatego jak tylko jest okazja przytulic jakiegoś tłuściutkiego sponsora to bez względu na jego proweniencje Fide się dwa razy zastanawiać nie będzie.
W 2017 roku omawiana impreza miała miejsce w Rijadzie...
Tak btw jedyna poważna kasa w szachach jest w St Louis i to co robi rodzina Sinquefieldów dla tej dyscypliny jest nieocenione.
-
Gość: Tomek, *.jmdi.pl
2018/12/30 07:26:00
@ Rafał Stec.
Przejście graniczne jest w Kudowie-Zdroju, a nie w Dusznikach. Korekta obywatelska.
-
2018/12/30 08:55:36
No i z Jakuszyc byłoby bliżej. A miasto w Arabii Saudyjskiej się jednak po polsku nazywa Dżudda.
-
2018/12/30 09:03:12
@arthy: ale to jest generalnie problem współczesnego sportu. Ćwierć wieku temu szachy sponsorowały ówczesne wielkie korporacje typu Intela czy IBM. Dzisiaj Google się do tego nie pali, woli powiększać liczbę zer na kontach w rajach podatkowych. Arabscy szejkowie i różne marionetki Putina nie mają takich ograniczeń.
-
2018/12/30 11:13:42
@Tomek
Dziękuję, poprawione.

@arthy
#DeGea
W ostatnich latach bezdyskusyjnie ratował United, zresztą w 4 z 5 sezonów wybierali go na gracza roku w klubie. Ale w ostatnich miesiącach, począwszy od MŚ, zdarzają mu się wpadki - co nie znaczy, że nie należy do czołówki, zresztą zakładam, że obniżka jest przejściowa.
#szachy
Mogło być jeszcze gorzej, bo przecież ten turniej miał odbyć się u Saudyjczyków. Jednak przenieśli (też oglądam).
-
2018/12/30 13:41:25
Zagadnienie śladu węglowego i polityki klimatycznej ogólnie jest mi bliskie z zawodowych przyczyn i dziękuję gospodarzowi, że zainspirował mnie do przemyślenia problemu w kontekście piłkarskim.

I tu rzeczywiście problemem będą podróże lotnicze. Ale nasi ligowcy wypadają bardzo eko, bo jeżdżą autobusami (wiem, bo mnóstwo drużyn przyjeżdżających na Górny Śląsk zatrzymuje się w hotelu Arsenal w Chorzowie, pod moim domem). Za unikanie jak ognia wypraw statkami powietrznymi na europejskie mecze pucharowe, należą się polskim drużynom pochwały i laur "Odpowiedzialny klimatycznie".

Stadiony, budynki klubowe i cała ich infrastruktura (w tym proces ich wznoszenia, potem utrzymania, ogrzewania, chłodzenia) byłyby najpoważniejszym w świecie piłkarskim źródłem emisji co2. Nasz poprzedni i obecny minister środowiska od razu wskazaliby tu, że wokół nich powstają swoiste "leśne gospodarstwa węglowe" czyli rozległe murawy, które mają w miarę dobre możliwości pochłaniania co2. Jednak konieczność podgrzewania trawy przez dużą część roku zapewne niweluje ich zdolności absorpcji. Ciepłownictwo i chłodnictwo to zmora.

Potężne dachy stadionów aż się proszą o wyposażenie czy to w fotowoltanikę czy infrastrukturę do zbierania deszczówki. Z pobieżnego wyszukania wynika, że chyba nikt w Polsce nie poczynił inwestycji w tym kierunku. A wody klub piłkarski zużywa na pewno mnóstwo. Transport wody i energii to kluczowe problemy dla polityki klimatycznej.

Problemem będą też dojazdy do pracy. Kadra seniorska nie wozi się tramwajami, ani autami o silnikach 1-litrowych. Za to sama istota procesu produkcyjnego - czyli podnoszenie umiejętności piłkarskich, odbywa się przy niewielkiej emisji co2. Produkt jest tworzony przede wszystkim siłą ludzkich mięśni, przy małym udziale maszyn zasilanych energią elektryczną. Szczególną wrażliwością na problemy klimatyczne wykazują się trenerzy polscy, którzy z komputerów i książek nie korzystają (przemysł papierniczy to poważny emitent co2).

W epoce LED oświetlenie nie jest już tak dużym problemem, jak wcześniej, choć oczywistym jest, że lepiej byłoby organizować mecze przy naturalnym świetle.

Dojazdy kibiców. Znowu pochwały. Niewielka liczba miejsc parkingowych (i często wysokie opłaty) powoduje, że na oko większość kibiców na mecz przychodzi pieszo lub korzysta z transportu zbiorowego. A wielu z tych, którzy przyjeżdżają samochodami, zabiera znajomych. A już kibicom polskim należy się szczególnie kolorowa laurka, bo przyjeżdża ich na mecze bardzo mało.
-
2018/12/30 16:17:11
Duda 2. :)
-
2018/12/30 16:56:34
Łachudra mnie z urlopu wyciągnął i jeszcze nie udało mi się po kryjomu pisać
wyborcza.pl/7,154903,24318955,jan-krzysztof-duda-sensacyjnym-wicemistrzem-swiata-w-szachach.html
-
2018/12/30 20:42:46
@greedoo
Szczególnie ujęła mnie 'istota procesu produkcyjnego';-)
-
Gość: jotkas, *.dynamic.chello.pl
2018/12/30 21:59:01
Jak Pan może fascynować się Wakandą? Super państwo, super technologia a dookoła dzieci głodują... Toż to moralne karły!
-
2018/12/30 22:09:52
35 km - tyle prawdopodobnie przeciętnie przeszedłem od jednego felietonu w rubryce A jednak się kręci do kolejnego felietonu w rubryce "A jednak się kręci". Najczęściej czytam w komunikacji publicznej i w wersji już zawsze elektronicznej, ku chwale naszej kochanej planety! (jak sądzę). W nadchodzącym roku rozważam rozpoczęcie podróżowania po mieście rowerem na szeroką skalę. Trochę mi tu haczy kwestia czytania, bo czy jest praktycznie możliwe czytanie podczas podróży bicyklem? Z jednej strony dawka wstrząsów mózgu zapewniana przez artykuły Kronikarza wydaje się być wystarczająca dla zachowania podstawowej równowagi we Wszechświecie, z drugiej strony, gdyby spróbować rozpędzić taki felieton dwukołowcem na Moście Poniatowskiego, to... No właśnie, nie wiadomo. Warto przeprowadzić takie doświadczenie!

0 - tylu felietonów i wpisów na blogu nie przeczytałem w tym roku;

Lata świetlne - taką odległość przeleciałem rakietą kosmiczną przez komentarze dyskutantów i podróży nie zaprzestanę;

To byłem ja, Jarząbek!

Miałem coś napisać o wczorajszym szlagierze w Premier League. Ale tutaj żadne ludzkie miary wydają mi się nieadekwatne. Natomiast można by było zacząć mierzyć coś w Arsenalach, np. poziom rozpaczy, gdzie np 5 Arsenali to byłby dół psychiczny kibica Kanonierów po starciu z Liverpoolem.
-
2018/12/30 23:17:26
Faktycznie "dziwny jest ten piłkarski świat"... - zupełnie "poprana fabuła", przy której chorwacka to klasyka sportowej rzeczywistości.
-
2018/12/31 13:33:46
Błagalne wyczekiwania na przelew to adekwatny komentarz do mentalnej kondycji naszego futbolu, którego nawet zagranicznego inwestora musiała przyciągnąć kuriozalnego.

Howgh!
-
2018/12/31 17:34:18
@ Xavrasw

A jaki niekuriozalny zdecyduje się na mariaż z piłkarskimi gangsterami?


-
Gość: borkey24, *.dynamic.chello.pl
2018/12/31 17:34:29
Panie Rafale, Presnel Kimpembe, nie Pascal.
-
2018/12/31 18:20:11
@stanislaw
Dziękuję za wszystko, ale brakuje kluczowej liczby - 414.

@borkey24
Poprawione. Dziękuję i przepraszam.
Kociakrew, moja najczęstsza aktywność na blogu - przepraszanie za byki. Postaram się poprawić, ale nie będę udawał, że mam jakieś wielkie nadzieje na sukces.
-
2018/12/31 21:41:49
Nie przepraszaj za "kociąkrew"... - co prawda dążenie do doskonałości jest naszym obowiązkiem, ale dzięki niej jesteśmy normalni...
Czego Tobie i wszystkim obecnym na blogu z całego serca życzę w Nowym Roku.
-
2019/01/01 23:30:35
0 - ilość skrótów i meczy obejrzanych przeze mnie w obecnym sezonie CL
158 - ilość skrótów i meczy obejrzanych przeze mnie w obecnym sezonie Ekstraklapy

Sam sobie to robię.
-
2019/01/02 20:46:12
@Alp

Zrobię tutaj taki noworoczny coming out: muszę się przyznać, że z zapartym tchem śledzę losy tej "inwestycji". Na początku śledziłem, że tak napiszę, w celach naukowych - chciałem zobaczyć ile newsów można ukręcić z takiego gównianego tematu. Taka mała dygresja: jak byłem mały to mi mama czytała bajkę o zupie z gwoździa - Panowie dziennikarze zrobili tutaj z gwoździa Lamborghini - chapeau bas. Teraz śledzę jako fan porno, bo parafrazując Jerzego Urbana, takie pierdolenia jak w tej sprawie to nie ma nawet w TVP.
Jako puentę dodam, że to fajnie, że żyjemy w takim kraju jak Polska, w którym odpowiednie służby przymykają oko na takie jajcarskie zagrania - pogoda za oknem, khem, kiepska - przynajmniej czytając o inwestorach z Kambodży człowiek się trochę rozweseli.
-
2019/01/03 12:37:22
Jak wrzucałeś wczorajszą notkę ja zamiast kolejnych newsów, "z zapartym tchem" siadałem do obejrzenia w grze najlepszego bramkarza ligi angielskiej rundy jesiennej. W pierwszej połowie typowa ligowa młócka o punkty, za to w drugiej...
Najpierw nasz Łukasz załapał do sieci w ciągu 2 minut 2 piłki, a kilka minut później też w 2 minuty zrobiło się 2:2. I zrobił się mecz, chociaż wynik się już nie zmienił.
P.S.
O wpuszczone bramki trudno do Łukasza mieć pretensje.
-
2019/01/04 14:43:23
@alp67: tymczasem w Zabrzu radość, do utrzymania w ekstraklasie wystarczy piętnaste miejsce.