Blog > Komentarze do wpisu

To przeklęte Wembley

45 lat minęło od jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski XX wieku, które nieodwracalnie zatruło nasze umysły. Za jego skutki - ciągnące się przez bitą dekadę - słono płacimy do dzisiaj. Coponiedziałkowy felieton do „Gazety” przeczytacie tutaj.

PS Przypominam, że w kolejnej edycji „Jasnowidza roku” można wziąć udział tylko do godz. 17.34 we wtorek (23 października, decyduje czas opublikowania komentarza).

niedziela, 21 października 2018, rafal.stec
Komentarze
2018/10/21 21:45:13
Po lekturze felietonu i w ramach impresji związanej z urodzinami bloga, oragnę krzyknąć: Kroniko trwaj! Kroniko, jesteś znakomita!

Proszę mnie nie uciszać, ani nie wyciszać.

Psychofan414
-
2018/10/22 10:39:24
ja się zgadzam z przedmówcą:)
-
2018/10/22 12:11:52
Ten wisielczy humor przypadkowo zbiegł się w czasie z wyborami?... :)
-
2018/10/23 11:24:04
Ja tylko tak wpadłem zapytać tego kolegę, który twierdził że oskarżenia wobec Cristiano to spiseg Pereza i ogólnie ostatnie wydarzenia określał spiskiem wymierzonym w świętą włoską piłkę klubową, co myśli o reportażu ujawniającym powiązania najważniejszych działaczy Juve z mafią.
-
2018/10/24 19:09:38
Od niedzieli, kiedy przeczytałem kapitalny felieton Rafała, zbieram się do jego skomentowania. Czuję, że mam obowiązek, bo chyba jestem jedyny na blogu, który tamte wydarzenia przeżył jako świadomy kibic.

Faktycznie "przeżycie piekła Wembley totalnie Polaków odurzyło". Ale "naćpani świrowaliśmy (nie tylko) przez prawie dekadę", ale świrujemy do dzisiaj. To "przekleństwo Wembley", jego mit stało się fundamentem bełkotu o naszym "narodowym stylu gry"... - desperacka obrona Częstochowy i Kmicicem w kolumbrynę.
Paradoksalnie nie ma to nic wspólnego z tym co graliśmy na MŚ 74, dzięki czemu zostaliśmy po turnieju powszechnie uznani za najnowocześniej (oprócz Holandii) grającą drużynę Mistrzostw. Myślę, że współczesny kibic czegoś takiego nie mógłby sobie nawet wyśnić.

Ale po kolei.

Sukces na MŚ poprzedziły pucharowe sukcesy naszych drużyn klubowych oraz olimpijski sukces reprezentacji. Mieliśmy sporą grupę piłkarzy ogranych w światowej piłce, albo takich którzy od ogranych się uczyli. Oczywiście w stylu gry dominowała gra z kontry, zwłaszcza w reprezentacji, która grała głównie na wykop do ustawionego daleko z przodu Lubańskiego (albo za pośrednictwem Szołtysika), a on już wiedział co z piłką zrobić. Uzależnienie reprezentacji od Lubańskiego i związanego z tym stylu gry, trudno sobie wyobrazić nawet dzisiaj gdy mamy dominację Lewandowskiego.
Ale to się skończyło w 73 r. w Chorzowie wejściem Mac Farlanda, a w zasadzie właśnie na Wembley wyrównującą bramką Domarskiego (klasyczne zagranie ala Lubański).

Chyba w szaleństwie po Wembley jedynym człowiekiem, który zdawał sobie z tego sprawę był Kazimierz Górski i członkowie jego sztabu. I zaczął przebudowę drużyny, jak żaden polski trener w historii mając świadomość, że styl gry, ustawienie musi być idealnie dopasowane do potencjału i umiejętności piłkarzy, ze od tego zależy jakość drużyny.
My kibice nie mieliśmy o tym pojęcia. Sparingi przed Mundialem wypadły cienko, a po ogłoszeniu składu na Mistrzostwa byliśmy wręcz zszokowani... - i to nie tylko brakiem Lubańskiego, czy Szołtysika, ale także niektórymi nowymi nazwiskami, zwłaszcza 19-letniego Władka Żmudy. Totalnej zadymy nie było tylko dlatego, że nie było jeszcze internetu.

A jeszcze większym szokiem był skład na Argentynę i ustawienie w którym wyszliśmy do pierwszego meczu.
Z przodu diament (taki o jakim z zachwytem w telewizji 30 lat później opowiadał kapitan naszej reprezentacji, zapytany przez dziennikarza o to, czego uczy ich Leo)... - z przodu Andrzej Szarmach, na skrzydłach Grzegorz Lato, Robert Gadocha i zamykający formację genialny Kazimierz Deyna, jedyna jak dotychczas prawdziwa dziesiątka w polskiej piłce.
Za ich plecami dwójka defensywnych pomocników (wybierana z pomiędzy trójki) Ćmikiewicz, Kasperczak, Maszczyk, następnie forstoper Władysław Żmuda, a za nim trójka zakapiorów w obronie; - Antoni Szymanowski, Jerzy Gorgoń, Adam Musiał.
To była znakomicie zbalansowana nie tylko z tyłu drużyna, potrafiąca grać nie tylko z kontry, ale i piłką na całym boisku. Drużyna, która elastycznie w razie potrzeby potrafiła przejść do ustawienia 3-1-4-2 w obronie.
Po meczu z Argentyną szok zamienił się w euforię. A potem rozbiliśmy Haiti i mając zapewniony awans do kolejnej rundy zagraliśmy chyba najlepszy mecz w historii polskiej piłki, odprawiając z kwitkiem do domu Włochów.

To był początek wielkiej dekady, której korzenie tkwiły jednak w okresie kilku poprzedzających ją lat.
"Jeszcze raz, sylabizując: dekada pomyślności stanowiła dziwaczne, niepowtarzalne zakrzywienie czasoprzestrzeni, ówczesne wyniki pozapisywał w archiwach chochlik drukarski".
Niewątpliwie to właśnie mit Wembley był tym chochlikiem, który zakłamał rzeczywistość do tego stopnia, ze nie potrafimy się z niej obudzić do dzisiaj.





-
2018/10/24 20:17:21
No właśnie. Chyba jednak ten mecz w ogóle nie układał się zgodnie z założeniami trenera, bo Anglicy mocno nas przycisnęli już na początku i generalnie kilka razy było gorąco pod bramką.
Jakoś mało się pamięta o tym, że zremisować mogliśmy dlatego, ze wcześniej u siebie ograliśmy Anglię. No ale mecz nie był w Warszawie, to po co rozgłaszać...

@alp Jedna uwaga: nie wiem, skąd Ci się bierze 2 Dm wybieranych z trzech, kiedy Ćmikiewicz wchodził tylko z ławki i to nie zawsze za jednego z nich, bo kilka razy też za napastnika.

Czytałem kiedyś ciekawy artykuł na ten temat, chyba angielski, z odniesieniem do retro Elo, w którym w Europie w chwili rozpoczęcia eliminacji Anglia była na 2 miejscu, a Polska na 3 (1 Holandia), z konstatacją, że mieli pecha w losowaniu.
-
2018/10/24 21:03:49
@Grzespelc

Nie przypominałem sobie statystyk. Ustawienie opisałem z pamięci i dlatego pomocników wymieniłem alfabetycznie, bo w pomocy najczęściej rotował Górski. Oczywiście masz rację... - w drużynie Górskiego Ćmikiewicz wchodził również za napastnika.

"Anglicy mocno nas przycisnęli już na początku i generalnie kilka razy było gorąco pod bramką." - to chyba za mało powiedziane. Anglicy ten mecz powinni wygrać i to wysoko.
Wynik zawdzięczamy niezwykle szczęśliwie grającemu wściekłemu Tomaszewskiemu i pojedynczej akcji Domarskiego. Akcji po której koledzy żartowali; - "Jasiu znowu Ci zeszło".

P.S.
Swój komentarz skoncentrowałem (na moim zdaniem) kluczowych czynnikach drużyny Górskiego. Ale jedno trzeba na pewno przypomnieć dzisiejszym piewcom narodowego stylu gry... - Na MŚ 74 mieliśmy króla i wicekróla strzelców, którzy łącznie zdobyli 12 bramek.

-
2018/10/30 18:40:19
może passa się zmieni